Soft Power

Słaby Obama jest zagrożeniem dla Świata!

 Szczyt G20 w Rosji pokazał jak słabym przywódcą jest Barack Obama, jak bardzo spadła ranga Stanów Zjednoczonych i jak niesamowicie osłabł Zachód. Przywódca Imperium wyznaczył granicę, którą było użycie broni niekonwencjonalnej. Broni tej użyto – przywódca próbował przekonać Świat, że użyli jej „źli chłopcy”, ale prawdopodobnie nie przekonał nawet sam siebie. W efekcie zamiast dotrzymać słowa – wprowadził się w debatowanie, dyskusje i wysłuchiwanie połajanek ze strony rosnącego w siłę z każdym dniem Władimira Putina i jego chińskich – jak na razie pokornych wspomagaczy. Nieliczne niezależne media zachodnie przypomniały Amerykanom, że jak wprowadzali demokrację do Iraku, także zapewniali świat, że wiedzą o broni masowego rażenia, dodatkowe nałożenie się na ciąg wydarzeń afery z Edwardem Snowdenem powoduje naturalne podejrzenia co do amerykańskich intencji i szczerości, jak również rzeczywistej wiedzy. USA banalnie straciły podstawowy atut swojego soft power – odium dobra, demokracji, wolności – bycia „dobrymi chłopcami”. W efekcie zostało tylko hard power, którego jednak Barack Obama nie chce użyć – prawdopodobnie politolodzy w przyszłości będą to badać, albowiem w tym momencie skończyła się amerykańska dominacja nad Światem.

Nawet jeżeli Obama rozkazałby uderzyć, to już obecnie i tak nie ma znaczenia, ponieważ nie o zwycięstwo nad Al-Asadem tutaj chodzi, ale o potwierdzenie pozycji USA jako globalnego dominatora. Gdyby zaatakował na początku kryzysu, to byłaby to zwykła kolejna wygrana operacja – może nieco bardziej krwawa. Atakując dzisiaj, pomimo szeregu konsultacji tylko się zbłaźni, a amerykańscy żołnierze będą walczyć na zasadzie prawa silniejszego – dokładnie tak jak Wehrmacht w 1939-tym.

Problem już nie leży w Syrii, ona nie ma znaczenia – po prostu rzeź będzie trwać. Liczy się globalna sytuacja na świecie po kulminacji konfliktu, ewentualnie jego szybkim wygaszeniu, jeżeli tylko finansowanie zabijania znudzi się bogatym państwom z północy i południa Zatoki Perskiej.

Tak słaba i z tak nikłym prestiżem Ameryka nie była jeszcze nigdy. Dwie przegrane wojny w Iraku i Afganistanie, porzucenie sojusznika w Egipcie, brak reakcji na bałagan w Libii, opuszczenie Morza Południowo-Chińskiego, czy odpuszczenie budowy tarczy w Polsce i zupełny brak zainteresowania Ukrainą – to wszystko to nie są przypadki. Ameryka pod rządami słabego prezydenta przestała się interesować pilnowaniem swojego podwórka, więc wchodzą na nie inne wilki i lisy, a dodatkowo na obrzeżach podrosło kilka kogucików. Obama tego nie czuje, nie obejmuje – woli prawa gender, homoseksualistów i transseksualistów. To zbyt filozoficzny prezydent na trudne czasy międzynarodowych turbulencji i komplikacji. Zanim będzie w stanie coś sobie przełożyć i skonsultować, jego brutalniejsi przeciwnicy wykonają tyle ruchów, że sytuacja ulegnie strategicznej zmianie i wcześniejsze determinanty nie będą aktualne. To odwieczny problem wszystkich intelektualistów i filozofów u władzy, nie czas filozofować jak strzelają!

Jednakże słabość Obamy wynika nie tylko z jego niezdecydowania, liczy się coś więcej – mianowicie braku możliwości pociągnięcia za sobą sojuszników. Co osłabia Obamę jeszcze bardziej, ponieważ w wyniku jego niezdecydowania Ameryka jest pierwszy raz sama od niepamiętnych czasów – na piękne słowa o wolności nie nabrała się ani wierna Wielka Brytania, ani nawet wiernopoddańcza Polska! Nikt nie chce walczyć w imię nie wiadomo czego i kogo, a na pewno już nie w imię przestrzegania zakazu używania broni chemicznej w jakiejś pogrążonej w chaosie Syrii.

Niebezpieczeństwo związane ze słabością prezydenta Stanów Zjednoczonych polega na przejściu Świata w stan nieustalony, w którym podlegający mu ludzie władzy i powiązani z nimi ludzie różnych poważnych interesów zaczną sami walczyć o dotychczasową pozycję lub nowe wpływy. Następnie po Obamie przyjdzie nowy prezydent, który będzie usiłował zebrać w całość zaistniałych w nowej rzeczywistości stanów nieustalonych i odzyskać dawną pozycję z okresu absolutnej dominacji Ameryki. Gdyż każdy amerykański strateg zdaje sobie sprawę, że jego kraju może być tylko liderem, albo – no właśnie? Czy Amerykanie są gotowi na wizję Ameryki jako państwa numer 3-7 w globalnym rankingu supremacji? Nie i dlatego nigdy więcej żaden genderowy Obama nie będzie wybrany na prezydenta USA, gdyż ten kraj potrzebuje twardych ludzi z wizją, zdolnych do podejmowania decyzji a nie porażonych własną niemocą słabeuszy.

2 komentarze

  1. Interesujące spojrzenie na temat Obamy i jego retoryki w sprawie Syrii – inflacja słów – OCENZUROWANO WEBMASTER JÓZEF

  2. Nie, to nie Obama jest słaby…
    – po prostu, Stany się walą, a Swiat wreszcie otrząsnął się z dominacji USmanów.
    To wynik ich wieloletniej polityki rabunkowej. Dobiły ich lata 90-te, t.j. tzw. “globalizacja”, którą nota bene, sami wprowadzili. Oddali właściwie wszystko w “obce ręce” (technika) i myśleli, zbyt zadufali w siebie, iż ta sytuacja trwać będzie wiecznie.
    Na otarcie łez pozostało im kilka lotniskowców i innego badziewia militarnego, biliony zobowiązań finansowych do spłacenia wobec jednego kraju (Chiny) i kilka źródeł ropy na Bliskim Wschodzie. Na razie przez nich kontrolowanych, ale…
    Arabowie to w gruncie rzeczy nie prymitywni Inkowie, Majowie, czy inni tubylcy dawnych Ameryk, których można było zgładzić lub przenieść do rezerwatów bez zbytniego wysiłku. Wystarczy, że wyczują małą słabość kolosa na glinianych nogach, a nawet odwieczne waśnie mogą ich prędko połączyć do wspólnej walki o… własne pieniądze (ropa).
    Proszę zauważyć, iż główni rozgrywający USmańskich rządów, to ciągle te same, już baaardzo podstarzałe twarze i głowy. Dziadkowie, którzy ciągle żyją epoką sukcesów USA lat 60-70-80ych nie dostrzegli/dostrzegają, iż osie Swiata diametralnie się przesunęły i metody działania, które wówczas były możliwe i przynosiły wymierne korzyści dla USmanów, dzisiaj wzbudzają tylko rechot, a wręcz zniechęcenie innych.
    Ps. a tak apropos przegranych/wygranych “wojen”. Autor pisze o “dwóch przegranych ostatnio wojnach”…
    – właściwie to jaką wojnę USmani wygrali…?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.