Ogólna, Technologia

Skutki upublicznienia informacji o amerykańskich podsłuchach będą długofalowe

 Niestety, stało się i się nie odstanie – skutki nagłośnienia informacji o amerykańskich podsłuchach będą długofalowe. Europejczycy muszą, pomimo niechęci się postawić, ponieważ media robią swoje. Zyskają tutaj na znaczeniu zwłaszcza Niemcy, ponieważ ich kraj skończy raz na zawsze z mitem „politycznego karła” w transatlantyckich relacjach i będzie miał możliwość rozwinięcia politycznych skrzydeł.

Europa formalnie uświadomiła sobie, że wszystko co zna i uważa za swoją codzienność i normę w komunikowaniu się, może stanowić przedmiot obcej inwigilacji. Co więcej, brakuje tylko kroku do refleksji ogólnej pozwalającej na stwierdzenie oczywistego faktu, że wielcy operatorzy usług internetowych mogą w sposób bardzo skuteczny gromadzić różnego rodzaju dane o całych populacjach – w skali globalnej, na podstawie badania ich przyzwyczajeń, metod postepowania, zwyczajów komunikowania się, czy też po prostu zwyczajów zakupowych. Stąd już jest krok do miejsca, w którym możemy ujawnić przeświadczenie, że nasza codzienność jest sterowana w wariancie marketingowego soft-power, które każe nam uważać amerykańskich producentów znanych marek za dobrych chłopców i kupować tylko ich produkty, ponieważ one są po dobrej stronie mocy, to znaczy markowe. Liczy się umiejętne zbudowanie przeświadczenia w milionach odbiorców, potęgujące konieczność posiadania markowych produktów wiodącego producenta elektroniki użytkowej – sukces murowany. Jest przy tym oczywiste, że uwielbienie dla produktów przekłada się na prestiż kraju, a prestiż kraju stymuluje uwielbienie dla produktów, poza tym nie krytykuje się kraju, który produkuje tak „fajne” produkty.

Samo opowiedzenie laikowi o tym jak efektywnym polem do inwigilacji jest Internet wymagałoby codziennych spotkań po osiem godzin przez dwa lub trzy tygodnie, a i wówczas nie udałoby się przedstawić pełni spektrum zagrożeń i ryzyk związanych z użytkowaniem Internetu. Musimy przede wszystkim pamiętać o tym, że wszystko co robimy w sieci, zwłaszcza korzystając z darmowej poczty – dostarczanej przez największe globalne korporacje, że to może być inwigilowane. Podobnie jak rozwiązania cloud computing, które są po prostu fenomenalne i stanowią nadzwyczajne rozwiązania technologiczne pchające świat do przodu, jednakże – oprócz ryzyka związanego z inwigilacją dochodzi drugie niezwykle poważne, otóż bowiem jeżeli macie państwo własny dysk – a na nim dane, to nawet jeżeli nie ufacie swojemu komputerowi, że te dane skasował tak, że nie da się ich odtworzyć to zawsze możecie przy pomocy impulsownika kinetycznego zwanego młotkiem i np. gwoździa spowodować fizyczne skasowanie danych wraz z dyskiem. A jaką macie gwarancję, że dane jakie mieliście w chmurze – fizycznie zostały z niej skasowane? No i że z backup-ów, także? Ot problem! Odnoszący się nawet do zwykłej poczty elektronicznej. Tutaj warto podpowiedzieć, że w Internecie są serwisy oferujące bezpieczną, tj. nie archiwizowaną i nie inwigilowaną pocztę elektroniczną (na poziomie skrzynki). Jednakże trzeba pamiętać, że mali niszowi dostawcy – mogą być bezpieczni wewnątrz skrzynki, czyli wykluczać inwigilację, jednakże powstaje ryzyko bezpiecznego dostępu do skrzynki w ogóle, które najlepiej zabezpieczają masowi dostawcy, którzy w rozwiązaniach hurtowych są po prostu bezkonkurencyjni.

Powodem popularności usług zewnętrznych jest standaryzacja rozwiązań, wysoka pewność i niezawodność działania oraz co jest bardzo ważne – pełne wsparcie i pełne ryzyko informatyczne po stronie dostawcy. Użytkownicy, otrzymują jedynie końcówki dostępowe – reszta nas nie interesuje w jaki sposób wielka firma przechowuje nasze zdjęcia, dane, wykresy, czy arkusze kalkulacyjne, w których w dużych firmach na raz mogą pracować dziesiątki osób na różnych kontynentach. Powstrzymanie tego wszystkiego jest niemożliwe, jak również rezygnacja z takich usług to wielkie straty dla gospodarki – nie da się powstrzymać dostępu.

Swego czasu, świadoma amerykańskiej dominacji technologicznej Francja silnie lansowała projekt stworzenia zaawansowanej technologicznie wyszukiwarki internetowej i budowę na takiej bazie europejskiego przemysłu internetowego. Niestety wyszło jak wyszło, w świecie globalnej konkurencji – to co nie udało się Europejczykom udało się jak do tej pory tylko krajom, które przez pewien czas limitowały (i nadal cenzurują) Internet. Otóż bowiem własne wyszukiwarki mają Rosjanie i Chińczycy. O ile rozwiązanie chińskie dla osób nie znających języka chińskiego jest egzotyczne, to rozwiązanie rosyjskie jest bardzo ciekawe, działa nadzwyczajnie dobrze i sprawdza się w praktyce. Jest to dowód na to, że jak się chce, to się da – nie trzeba w pełni przypasowywać się do świata amerykańskich gigantów, chociaż to rozwiązanie też ma swoje mocne strony i właśnie z nich korzystamy, co więcej nie opłaca się przestać.

Można mieć nadzieje, że zachodnie państwa wezmą też pod uwagę zagrożenie jakie stwarzają dominujące globalnie systemy operacyjne – dominujących amerykańskich producentów o zamkniętym (niejawnym) kodzie. Być może znalazłyby się pieniądze unijne – na rozwinięcie wolnego oprogramowania opartego na platformie GNU/Linux, które jest przez lata doskonale rozwijane przez entuzjastów i nieliczne prywatne firmy, które dostrzegły w świecie wolnego oprogramowania swoją niszę. Jeżeli udałoby się tego typu projekt zapoczątkować np. w Polsce, być może udałoby się mocno dźwignąć naszą gospodarkę, właśnie w postaci istotnego wkładu w narodowy – sztandarowy produkt, stanowiący – dostępne darmowo, finansowane publicznie, otwarte i darmowe oprogramowanie dla całego świata, od nas Europejczyków!

Oczywiście to tylko marzenia, ale musimy mieć świadomość że skutki amerykańskiej inwigilacji naprawdę będą długofalowe. Przecież kontrwywiady we wszystkich krajach dosłownie szczytują – mówiąc, „a nie mówiliśmy” i w atmosferze totalnej tajności – wyciągają łapki po pieniądze, których struchlałe i przerażone rządy im nie odmówią. Oczywiście są też kontrwywiady państw, które nie mają się czego bać, mają sytuację pod kontrolą… ponieważ w pełni współpracowały z Amerykanami, prawdopodobnie – pomagając, a na pewno świadomie zezwalając na inwigilowanie swoich własnych władz, obywateli i przedsiębiorstw. Zgadnijcie państwo, kto jest jednym z takich wiodących krajów? Od razu wyjaśnimy, że nie jest to kraj wyspiarski…

2 komentarze

  1. PO prostu ludność naszej Planety umocnią w sobie przekonanie o tym, że Amerykanie nie są tacy święci, za jakich chcą uchodzić.
    Już żadne krucjaty o WOLNOŚĆ i DEMOKRACJĘ w krajach Islamu nikogo nie porwą.
    Każdy rozumie, że to jest ICH WOLNOŚĆ (żeby mogli robić to co Oni chcą), a DEMOKRACJA jest też według ICH reguł.
    Dotyczy bogatych.

    Biedni mogą co najwyżej służyć.

    Nie trzeba żadnej ideologi NADCZŁOWIEKA i Lebensraum’u, wystarczy neoliberalny konsensus waszyngtoński.

    I mamy wszystko poukłądane na najbliższe 20-30 lat.

    Cała nadzieja w ChRL.

  2. Zgadzam się – długo jeszce nie będziemy w stanie tego zniszczenia prawidłowo ocenić

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.