Wojskowość

Skutecznie zatrzymywać natarcie ze strony naszego przeciwnika – bez sojuszników!

 Niesłychanie ważna rzecz się stała. Pan Minister Obrony Narodowej, w jednym z wywiadów, miał pośrednio zdefiniować wizję strategiczną generalnego zadania dla naszych Sił Zbrojnych. O ile dobrze rozumiemy sugestie pana Ministra, konkluzją ze Strategicznego Przeglądu Obronnego jest pozytywna ocena celu postawionego do zrealizowania – tj. sytuacja w której polska armia, nawet bez sojuszników jest w stanie na dłuższy czas skutecznie zatrzymać natarcie ze strony naszego przeciwnika. Niniejszy artykuł jest wprowadzeniem do szerszych rozważań na temat zaprezentowanych przez MON wniosków ze Strategicznego Przeglądu Obronnego. Proszę pamiętać, że niniejszy tekst ma wymiar polityczny i jest pisany dla “przeciętnego zjadacza chleba”.
Jest to arcyciekawa deklaracja, zarazem mająca olbrzymie znaczenie praktyczne, ponieważ w sposób jednoznaczny jeden z najważniejszych w Polsce polityków, dziedzinowo odpowiedzialny za bezpieczeństwo – zdefiniował nadrzędny cel strategiczny polskiego wysiłku obronnego. Zarazem pośrednio przyznał, że Polska ma przeciwnika. Co więcej, ujawnił że spodziewamy się natarcia i najważniejsze, że mamy przygotować się do działania nawet bez sojuszników.
To wszystko jest silnie fascynujące, ponieważ niestety jest bezwzględnie prawdziwe – obnaża prawdę o naszej rzeczywistości. To dobrze, że pan Minister otwarcie przyznaje, że sojuszników traktujemy opcjonalnie. To wielka zmiana w stosunku do poprzedników, którzy uważali koncepcję obronną, za ściśle powiązaną z działaniami państw sojuszniczych. Można tutaj mówić zatem o przewartościowaniu koncepcji obronnej, albowiem PROSZĘ SOBIE ZADAĆ PYTANIE O WARTOŚĆ SOJUSZU W KTÓRYM JESTEŚMY, JEŻELI RZĄDZĄCY ZAKŁADAJĄ DZIAŁANIA BEZ WSPARCIA SOJUSZNIKÓW! Zdaje się, coś niecoś na ten temat przez kilka ostatnich lat sugerowaliśmy, oczywiście z pewną taką nieśmiałością, byliśmy za to bezczelnie opluwani i publicznie pomawiani. Tymczasem, proszę bardzo – konkluzja ze Strategicznego Przeglądu Obronnego i to ustami samego pana Ministra, jednoznacznie wskazuje, że nie tylko mieliśmy rację (niestety), ale przede wszystkim to dotyczy również przyszłości. Chodzi o to, że papierowy tygrys jakim jest NATO, oparty na hipokryzji i kłamstwie, ze strony możnych i bogatych, wcale „jutro” nie zmieni swojej polityki, ani sposobu jej wdrażania. Powoduje to, że jesteśmy w rzeczywistej pułapce strategicznej, w sojuszu, na który nie możemy liczyć.
Kolejną niezwykle ciekawą sprawą jest przyjęcie granicy czasowej, dla samodzielnej obrony naszej suwerenności. Pan Minister sugerował – dłuższy czas skutecznego zatrzymywania natarcia – co to oznacza z punktu widzenia wojskowego, nie trzeba chyba naszym czytelnikom tłumaczyć? Zwłaszcza tym, którzy byli jeszcze kształceni na starych wzorcach prawdziwej armii, mającej rozwinięte związki pancerne, silne wsparcie i co najważniejsze – logistykę zdolną zarówno podtrzymywać natarcie, jak i zapewnić utrzymanie zdolności obronnych. W dzisiejszych realiach, jednak gdzie konflikty są bardzo szybkie i w przypadku starcia pełnoskalowego, mamy do czynienia z fazą szoku i przerażania, na początku ataku – trzeba popatrzeć na to określenie bardzo krytycznie. Mianowicie dłuższy czas skutecznego zatrzymywania natarcia, oznacza prawdopodobnie kampanię na wyniszczenie sił przeciwnika. Oczywiście, w tym będą wykorzystywane krajowe siły, środki i zasoby. Jakie mogą być tego skutki, zwłaszcza w kontekście realiów konfliktu hybrydowego – jest niesłychanie trudno sobie wyobrazić. Może nawet lepiej nie pisać o tym, ponieważ to mogłoby być uznane za sianie defetyzmu przez właściwe czynniki. Proszę sobie jednak wyobrazić, jak to skuteczne zatrzymywanie natarcia miałoby wyglądać w praktyce, przy użyciu tych sił i środków, którymi obecnie dysponujemy?
Ostatnią kwestią jest „nasz przeciwnik”. Tutaj ciężko jednoznacznie zdefiniować, to co prawdopodobnie miał na myśli pan Minister. Ponieważ powiedzieć, że nasz kraj ma przeciwnika, w rozumieniu liczby pojedynczej, to niedomówienie. Geostrategicznie, w tym regionie mamy co najmniej dwóch przeciwników głównych. Do tego dwóch innych, którzy z powodów własnych fobii i nacjonalistycznej polityki, byliby zdolni do wykreowania konfliktu. Co ciekawe, dwa z tych krajów, to nasi formalni sojusznicy, trzeci zaś to rzekomo nasz partner strategiczny, z którym nasze elity wiążą olbrzymie nadzieje. Natomiast czwarte państwo, sami zdefiniowaliśmy jako przeciwnika, bez realnych powodów, kierując się resentymentami emocjonalno-historycznymi, nie bez pewnych powodów. Jednakże jakże wybiórczo, jeżeli chodzi o kierunki historycznych pretensji.
W konsekwencji Strategicznego Przeglądu Obronnego, mamy sytuację w której wiemy już, że przygotowujemy się na samodzielną obronę, skuteczną przez dłuższy czas. Czy to już sierpień 1938?
Dobrze, że ten pan Minister miał odwagę, to wszystko powiedzieć, chociaż raczej niewiele osób, będzie się starało zrozumieć jego słowa w sposób obiektywny.

13 komentarzy

  1. Pan ANtoni to ma ukraiński samolot w imieniu ‘AN” czyli Antonov więc jakie ma kompetencje mówić o polskiej obronności?

  2. Minister musiał czytać (i to od lat) – Krakauera, dlatego takie a nie inne wnioski z SPO.

    A swoją drogą, ten Tomasz Szadkowski to mądry człowiek.

  3. W 1939 mieliśmy nie oddać ani guzika, teraz chcemy zatrzymać wroga na granicy.Baju baju będziesz w raju!Antoni Zaleszczyki się nie powtórzą,mamy 2017,a za 12 lat wraz z Misiewiczami San Escobar!

  4. Zapominamy, że Antek ma inny tok myślenia i on tak naprawdę chce się bronić ale na wschód od Bugu. A tu artykuł 5 nie będzie miał zastosowania. Podobnie jak NATO nie wspiera Turcji w Syrii. Oczywiście dziś wydaje się kompletną fantastyką, że polskie wojsko będzie aktywne na Ukrainie albo Białorusi. Ale kto w 1914 myślał, że kilka lat później polska armia będzie w Kijowie? Zresztą aby Rosja mogła dokonać agresji wobec Polski najpierw musi opanować całą Ukrainę. Czy gdyby np. rosyjska armia ruszyła na Kijów powinniśmy patrzeć na to bezczynnie? Może wtedy byłoby lepiej wysłać na Ukrainę “braterską“ pomoc. Wtedy będziemy bronić Polski na terytorium drugiego państwa i warto wytrzymać tam dłużej i zadać rosyjskiej armii poważne straty aby potem nie trzeba było walczyć na własnym podwórku.

    • Bob karabin w rękę i do dzieła, będziesz miał spełnienie swoich marzeń o latyfundiach na kresach, podobnie jak jaśnie państwo tuż po odzyskaniu niepodległości po zaborach.

    • Kolego, Kijów – “Matka miast Ruskich”, mam nadzieję, że pamiętasz.
      Rosyjska armia na Kijów nie ruszy. Zwolnić Ukrainę od nazistów powinni sami Ukraińcy.
      Z niecierpliwością czekam kiedy to się stanie. Przeze tych kozłów (Walcman & Co) trzy lata nie mogę odwiedzić grób matki w Białej Cerkwi.
      Jeśli chcesz pomóc uwolnić Ukrainę od zarazy – zapisz się do wolontariusze Noworosji.

    • @bob. “Ale kto w 1914 myślał, że kilka lat później polska armia będzie w Kijowie? ‘ No, właśnie. – Co w Kijowie robią/li polscy
      awanturnicy? Może odwróconą logiką postarasz się nieco przybliżyć nie tak odległe w czasie fakty historyczne?Wszak posiadasz jakieś doświadczenie w prezentowaniu kota od strony zadniej…
      Historia lubi się powtarzać, a w konkretnym przypadku może powrócić, niekoniecznie jako farsa, reżyserowana przez zalew ‘zawodowych historyków” na stanowiskach rządowych.

      Historię zacznę od cudu nad Wisłą, czyli „napaści sowieckiej” na II RP. W czerwcu roku 1920 na nasze wojska w Kijowie napadli komunistyczne hordy armii czerwonej! Co myśmy robili w Kijowie? W roku 1920 Kijów był integralną częścią Rosji radzieckiej, to kolebka Rosji. Co myśmy robili napadnięci w Kijowie? Dokładnie i zupełnie tak samo – jak na nas w Kijowie, wojska sowieckie napadły w Stalingradzie na wojska niemieckie, a potem, jakby jednej napaści było im mało, sowieci napadli na wojska III Rzeszy pod Kurskiem!

      Nie mam pojęcia, jak naszą obecność w Kijowie i naszą paniczną ucieczkę z Kijowa przed wojskami armii czerwonej, cudem zatrzymaną w Radzyminie przez generała Rozwadowskiego, można nazwać sowiecką napaścią? Nazwa tego cudu, zatrzymania rozgromionych, spanikowanych wojsk polskich, nosi nazwę „cudu nad Wisłą”. Sama ta nazwa, „cud nad Wisłą” sugeruje 99% Polakom, że to my zostaliśmy napadnięci przez sowieckie wojska. MY! ……………… https://wiernipolsce.wordpress.com/2017/05/19/spartakus-o-zyciu-w-plugawo-komfortowym-klamstwie-dzisiaj/

  5. A prawda bob, jest brutalna. Upadlina w tydzień,a ewentualny sojusznik Polska w dwa tygodnie i pozamiatane. Dobrze że na Śląsku mamy głębokie kopalnie!

  6. Pozorovatel

    Czeska prasa szeroko donosi o wydaniu książki prof. Stanisława Morozowa “Warszawska melodia dla Moskwy i Pragi”. Otóż dotarł on do archiwaliów II Rzeczpospolitej, przejętych przez Hitlerowców w 1939 a następnie zdobytych przez Armię Czerwoną w Belinie 1945 roku. Otóż archiwalia te mają potwierdzać doniesienia radzieckiego szpiega, ulokowanego w otoczenie marszałka Piłsudskiego, o zawarciu tajnej umowy z 25 lutego 1934, tworzącej oś Berlin-Warszawa-Tokio, w celu wspólnego podboju Związku Radzieckiego i Czechosłowacji w 1935 roku. Oś owa uzyskała również wsparcie brytyjskiej finansjery. Do ataku nie doszło jednak z powodu postawy Francji obawiającej się hitlerowskich Niemiec i skłonnej wspierać ewentualnie napadnięte kraje Europy wschodniej. Wprawdzie w 1935 roku pojawiały się prasowe doniesienia o tej umowie, lecz dementowały je wszystkie zainteresowane strony. Dzisiaj ponoć ujawnione zostały w książce fotografie oryginalnych polskich dokumentów przechowywanych w rosyjskich archiwach. To potwierdza stanowczo pogląd wielu współczesnych historyków o współwinie Polski w przygotowaniu i wybuchu drugiej wojny światowej, oraz postrzeganiu września 1939 jako rezultatu dyplomatycznej nieudolności Becka w wyniku której zaczajony napastnik staje się ofiarą. Wspominam o tych ważnych dla naszej historii dokumentach jako o przestrodze dla wszystkich Polaków, bowiem naród który nie poznał własnej historii jest skazany na powtórkę jej najtragiczniejszych epizodów. Niestety ale polityka zagraniczna i wojskowa “Dobrej Zmiany” wydaje się być wzorowana na polityce jej poprzedniczki z lat 1926-1939. Z jakim skutkiem, chyba wszyscy pamiętamy.

  7. Dlaczego we wszystkich tutaj wywodach unika się wymienienia przeciwnika po imieniu. Jest nim i będzie z rozkazu kartelu wojennego US/NATO, Rosja. Nie Rosja carska ani bolszewicka, ale nowa Rosja liberalna i na swój sposób demokratyczna. Wojna z nią to dla nas samobójstwo. Nie pierwsze.

    NIE ZAWSZE TAK JEST. GENERALNIE CHODZI O INDEKSOWANIE W WYSZUKIWARKACH. POZDRAWIAM WEB. JÓZ.

    • Wojna z KAŻDĄ Rosją to dla Lechitów TOTALNA tragedia!!
      Rosja ,każda Rosja(biała,czarna,czy czerwona) to nasz naturalny sojusznik – czas dojrzeć do idei. Wszyscy inaczej myślący -są “mądry inaczej”. Jak pokazała historia, Zachód, a zwłaszcza świat anglosaski to tylko fałszywy
      sojusznik(WRÓG) i nigdy nie będzie inaczej, dlatego że MY Polacy -Lechici
      jesteśmy tak naprawdę cząstką Ruskiego Mira.(Pomijam ‘watykaństwo’).

      • A powinno być odwrotnie:-) To ruscy powinni być cząstką Lechickiego Mira:-) W końcu to u nas jest więcej słowiańskiego genu:-) Ale niestety my jesteśmy pod okupacja watykańską, więc duchowo cofnęliśmy się w rozwoju i jedynie oni są w stanie utrzymać swoją suwerenność póki co. Nam przypadła przez tą niewolę duchową rola pariasów zarówno Europu zachodniej, jak i wschodu, z którego się w sumie wywodzimy.

  8. @Miecław.Na ile wiarygodne są mapy Lechia Empire? Czy podobne(nizej zalinkowane) strony?
    Gdyby…lecz zapewne to tylko fantazje/małmazje – niektórych
    autorów mogące równać się twierdzeniom ukrów o starożytnej kulturze ‘tego narodu”? https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/
    Proszę zwrócić uwagę na zarys granic Lechii………………………..

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.