Wojskowość

Skończmy z fikcją finansowania emerytur przez Ministerstwo Obrony Narodowej

 Budżet Ministerstwa Obrony Narodowej nieomalże od początku transformacji zawiera w sobie komponent na wynagrodzenia kadry już nieaktywnej, tj. na renty i emerytury żołnierzy już nie pełniących służby lub czasowo do służby niezdolnych. Z około 31,4 mld zł budżetu na świadczenia dla uprawnionych byłych i obecnie służących przekazywane jest około 14 mld zł. Dokładne dane można znaleźć [tutaj] na oficjalnej prezentacji MON.

Łącznie płace, emerytury i inne świadczenia to 48,7 % budżetu MON to bardzo dużo. Jeżeli przychodzi ściąć budżet o 3 mld – jak obecnie ze względu na konieczność oszczędności ogłoszoną przez premiera, to obcina się wydatki przeznaczone na działalność bieżącą lub inwestycje, ale nie na emerytury. Co jest uzasadnione jak najbardziej logiką działania systemu, ponieważ trudno jest ciąć ludziom w podeszłym wieku, jak również odejmować od ust żołnierzom zawodowym, tylko dlatego ponieważ państwo ma kłopoty finansowe. Jednakże zgodnie z ta logiką, jeżeli cięcia mają sięgać 10 % budżetu, to w praktyce tną 20% wydatków nie osobowych. Skutkuje to bezpośrednio przełożeniami na nasze bezpieczeństwo, kadra co prawda jest ratowana, ale za cenę szkolenia i sprzętu. Nie oszukujmy się, tak było jest i będzie.

Budżet Ministerstwa Obrony Narodowej nie jest z gumy, jednakże można go w taki sposób skonstruować, żeby przekazywane pieniądze nie raziły po oczach. Wówczas będzie o wiele trudniej ciąć, a najlepiej jakby ten budżet w ogóle zostawiono w spokoju.

W interesie modernizacji Wojska Polskiego jest wydzielenie części odpowiedzialnej za wszelkiego rodzaju świadczenia i emerytury, do osobnego rozliczania, w taki sposób żeby były one wypłacane osobno, np. poprzez ZUS. Z pewnością uszczuplałoby to trwale budżet, jednakże nie ma innej drogi do urealnienia dochodów budżetu MON. Konieczność ścięcia nie będzie się odbijała o bardzo duży bo 30 miliardowy budżet, magia procentów nie zadziała. Korzyści będą też w drugą stronę, być może powoli doszlibyśmy do przeświadczenia o konieczności włączenia mundurowych do powszechnego systemu emerytalnego i dokonali ubruttowienia ich pensji.

Tymczasem trzeba to sobie powiedzieć jasno – Minister Obrony Narodowej nie powinien być dla nikogo organem emerytalno-rentowym! Realizacja takich zadań przez MON nie ma sensu, nie służy obronności. Stosowny departament trzeba po prostu przekazać do ZUS – jeżeli trzeba wydzielając pewien wewnętrzny subsystem – właśnie na te emerytury specjalne należałoby utrzymać wewnętrzny rozdział. Z czasem różnice by się wyrównały, a cywile przestali patrzeć na wojskowych w mundurach – jak na osoby, które nigdy nie odprowadziły żadnej składki.

Jednakże wojsko jest od tego żeby zabijać i nie dać się zabić, a nie od wypłacania świadczeń socjalnych! Stąd przesunięcie tych pieniędzy mogłoby w ogóle zmienić charakter naszego MON, czyniąc go podmiotem o wiele lepiej zarządzanym i zdolnym do pełnienia coraz bardziej wysublimowanych zada n obronnych.

Alternatywnie niech te pieniądze zostaną w MON i system niech się nie zmienia, ale nie produkujmy 35 letnich lub nawet 50 letnich emerytów. Żołnierze odchodzący ze służby czynnej przed osiągnięciem wieku emerytalnego w rozumieniu granicy dla fizycznej możliwości ich organizmów podejmowaliby funkcję w Narodowych Siłach Rezerwowych i/lub jednostkach Obrony Terytorialnej, funkcjonujących jako dodatkowe bataliony przy istniejących. Oczywiście ich czas i zaangażowanie w służbę byłyby o wiele mniej intensywne niż w przypadku jednostek bojowych, jednakże – umożliwiłoby to awansowanie na wyższe stopnie wojskowe przed przenoszeniem do rezerwy, gdzie zawodowi wojskowi stanowiliby szkielet organizacyjny kadry dowódczej i wychowawczej dla chcących służyć ochotniczo cywilów.

Powyższe stanowi jakiś pomysł na przewietrzenie systemu, ewentualnie jego głęboką reformę, gdzie społeczeństwo nadal korzystałoby z wojskowych umiejętności rezerwistów-weteranów, dla których stały kontakt z mundurem i bronią – w wymiarze czasu co najmniej minimalnym jak w stosownym kontrakcie lub dowolnym – wedle woli i wolnego czasu – byłby czymś więcej niż skazaniem na wegetację w cywilu. Musimy pamiętać o tym, że ci ludzie nigdy nie przestaną być żołnierzami, dlatego nie należy im tego co uważają za najcenniejsze w swoim zawodowym życiu odbierać.

2 komentarze

  1. Strzał kulą w płot.
    Takie odrębne systemy emerytalne ma wiele innych armii.
    Jakżeby inaczej zachęciły “frajerów” do poddania się rygorom służby państwu przez kilkadziesiąt lat?

  2. co ze zwiększeniem kapitału emerytalnego o okres wcielenia przymusowego do wojska potocznie zwanego zasadniczą ,,służbą” wojskową. 1,5 roku piechotą nie chodzi a pieniądze się należą .

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.