Składnica broni i amunicji w każdej gminie – samoobrona lokalna (cz.2)

fot. red. MSPO 2018

Z punktu widzenia wojskowego, takie nasycenie terytorium kraju oddziałami samoobrony lokalnej, ma sens jeżeli koszt tego byłby żaden lub bardzo niski dla wydatków rządu na obronność. Całość zaś byłaby zdolna do użycia sieciowego w ramach kompleksowego planu obrony. To w jakim stopniu i charakterze, to już inna kwestia – zadanie dla planistów, do zagospodarowania potencjału, który posiadamy i jesteśmy w stanie zmobilizować.

Kluczowy jest tutaj wpływ na morale, bo oto społeczeństwo dostałoby broń do ręki w ramach struktur, które zna i rozumie, co więcej kontroluje przez władze lokalne. Z pewnością również ważna jest samoświadomość potrzeby samoobrony, bo dzisiaj obronność jest rozumiana jako usługa, którą dostarcza państwo. Ludzi trzeba uświadomić proobronnościowo, tak żeby wiedzieli, że muszą na siebie liczyć, na broń którą mają pod opieką i na innych współobywateli, którzy są w takiej samej sytuacji jak oni. Jest to istotne odwrócenie zasad poboru, bo mówimy o obywatelskim udziale w obronie. Jak kto woli “pospolitym ruszeniu”, jednak jeżeli to się sprawdza w innych krajach, to dlaczego my mamy być bezbronni? Warto się przyjrzeć rozwiązaniom w Szwajcarii i Finlandii, jak również ich implementacjom w Estonii. Te kraje modelowo podchodzą do problemu wykorzystania rezerw i mobilizacji społeczeństwa na wypadek wojny.

Stworzenie takiego systemu sieciowej obrony ma dodatkowy sens systemowy, ze względu na obecność na terenie całego kraju dużej ilości ludzi z zagranicy, wśród których bez problemu można ukryć całe oddziały wojsk specjalnych nieprzyjaciela, bo mówią tym samym językiem. Chodzi o to, że jeżeli w przypadku konfliktu nagle na terenie kraju objawi się kilkadziesiąt uśpionych komórek dywersantów nieprzyjaciela, to ze względu na szczupłość naszych Sił Zbrojnych, będą mieli praktycznie pełną swobodę działania. Sama świadomość u decydentów i planistów nieprzyjaciela, że nasz kraj w tym w szczególnie ważnej strefie przygranicznej ma silną zdolność obrony sieciowej, wpływa na modyfikację planów działania, angażuje zasoby i powoduje mniejszą swobodę działania.

Z punktu widzenia planowania własnych działań operacyjnych, mówimy o potencjale rezerwowym, zdolnym po pierwsze do przygotowania jakiejkolwiek obrony a po drugie i co jest chyba ważniejsze w ujęciu systemowym, do sygnalizowania działań nieprzyjaciela. Uwaga nie mówimy tutaj o obronie w rozumieniu przeciwstawiania się dywizjom pancernym w ich głównym pasie natarcia, mówimy o zabezpieczeniu stacji benzynowej, sklepu z magazynem żywności, czy ujęcia wody. Oczywiście realia wszystko weryfikują, możliwe są i Termopile! Tylko właśnie o to chodzi, żeby nasze społeczeństwo miało wybór w obliczu zagrożenia. Liczy się również zapewnienie porządku własnego, bo przy okazji kryzysu służb państwa, czy to na wypadek wojny, czy klęski żywiołowej, gdy zawsze ujawnia się zło. Opanowanie tego jest możliwe w oparciu o samą świadomość istnienia silnego lokalnego potencjału, będącego podstawą porządku i bezpieczeństwa.

W tej chwili nie mamy niczego. Przede wszystkim nie mamy innych struktur, które mogłyby służyć do zorganizowania społeczeństwa na wypadek stanów nadzwyczajnych, a siły formacji uzbrojonych są po prostu żadne. Żeby zabezpieczyć porządek, panować nad terytorium – trzeba mieć własne zorganizowane oddziały. Do tego łączność, struktury, cały system. Nie mamy tego od czasu, kiedy w ramach reformowania armii poborowej – ograniczano jej liczebność. Widok obiektów wojskowych strzeżonych przez ochroniarzy – emerytów, z prywatnych firm realizujących usługi na rzecz MON, jest najdelikatniej mówiąc dowodem na to, że to państwo nie jest poważne, a nawet że po prostu nie potrafi się zorganizować (chociaż to na pewno tańsze, niż wykorzystywanie do służby wartowniczej Żołnierzy).

Powyższy scenariusz jest możliwy do realizacji siłami Jednostek Samorządu Terytorialnego. Wymaga przede wszystkim samoorganizacji środowisk lokalnych. Nie da się tego zrobić dekretem z dnia na dzień. Jednak stworzenie zachęt instytucjonalnych i finansowych, pozwalających ludziom na aktywność na tym polu, na pewno pozwoli na wyzwolenie potencjału. Jaki to byłby wymiar, to się o tym warto przekonać. Proszę pamiętać, na dzień dzisiejszy – nie mamy niczego. Rezerw nie ma, poza tym nie tworzą systemu. To słowo jest kluczowe w planowaniu kolektywnej obrony terytorium państwa. Sama organizacja i wykorzystanie tak stworzonego potencjału, to zadanie dla specjalistów od wojskowości. Rolą państwa jest stworzenie systemu, który wygeneruje użyteczny potencjał, możliwy do wykorzystania.

8 myśli na temat “Składnica broni i amunicji w każdej gminie – samoobrona lokalna (cz.2)

  • 3 stycznia 2020 o 04:32
    Permalink

    No i ten catering, brak własnego zaplecza. Wystarczy odciąć drogi prowadzące do jednostki i…. żołnierze wymrą z głodu. Na nic się zda kałasznikow, czy nawet czołg.

    Jak można było doprowadzić do cateringu i firm ochroniarskich w wojsku? Chciałbym poznać głupiego, ktory do tego doprowadził.

    Generalnie w Polsce to w ogóle wystarczy zrzucić bombkę na młyn, piekarnię, masarnie i mleczarnie obejmujące swym zasięgiem promień 100 km. Po jednej z każdej. Tak, tak. Nie mamy już zdolności przetrwania. Kotlina kłodzka, którą zamieszkuję, to wielki obszar. Zlikwidowano właśnie przedostatnią masarnie. Mamy więc jedną.
    JEDNĄ. Nie rozpisuję się o innych kluczowych zakładach, bo wcale nie jest lepiej.

    Jesteśmy bezbronnym dzieckiem we mgle. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, jak bardzo to poważna sprawa.

    Scentralizowaliśmy produkcję choć jeszcze nie do maksimum. Ale już dziś to wielki problem. W czasie wojny walka będzie miała miejsce pomiędzy wojskowymi, a ludnością cywilną którą mają bronić. To będzie walka o chleb. Podejrzewam, że konwoje żywności niczym na dzikim zachodzie byłyby atakowane.

    Wstyd

    Odpowiedz
    • 4 stycznia 2020 o 12:22
      Permalink

      DO Grzegorz z Kotliny Kłodzkiej !!!

      Cywilna kontrola nad armią !!!

      Odpowiedz
  • 3 stycznia 2020 o 06:08
    Permalink

    Doskonałe podsumowanie wczorajszego felietonu. W pełni popieram, potrzebujemy prawa do broni.

    Odpowiedz
  • 3 stycznia 2020 o 10:38
    Permalink

    Myśli Autora są cenne, ale jednak BŁĄDZĄCE.

    Pisz On: “społeczeństwo dostałoby broń do ręki w ramach struktur, które zna i rozumie, co więcej kontroluje przez władze lokalne”.

    Tu jest sedno przyszłych sporów.

    W mojej opinii rządzący obecnie HURRAPATRIOCI i mogący rządzić za 4 lata lewicujący i zieleniejący liberałowie PACYFIŚCI – nie pozwolą na LOKALNĄ kontrolę nad jednostkami UZBROJONYCH mieszkańców, poza władzą PAŃSTWOWĄ!

    Najcenniejsza w pomyśle Autora jest idea TERYTORIALNOŚCI.

    Około 300 powiatowych batalionów to doskonała struktura, pozwalająca w łatwy sposób kontrolować STAROŚCIE teren powiatu (średnio 30 km x 35 km = 1050 km kw.) oraz koordynować WOJEWODZIE większe siły na obszarze województwa.

    Starosta powinien być przedstawicielem RZĄDU w terenie, jak wojewoda.

    Obaj powinni mieć wojskowych doradców – przygotowanych do tej roli przez Wojsko.

    No i podział kosztów.

    To nie może być kolejne (obok oświaty) obciążenie samorządów.

    W planowanych ośrodkach szkoleniowych (1 na 2 powiaty) – powinien być TRZON dowodzenia, rozpoznania, zaopatrzenia i BAZA SZKOLENIOWA.

    Oczywiście z DZIAŁAJĄCYM zapleczem żywnościowym i medycznym, na wypadek np. klęsk żywiołowych.

    W to wszystko powinna być wpleciona sieć SŁUŻB SPECJALNYCH, które w sposób ciągły powinny monitorować zachowanie około 2-3 milionów OBCOKRAJOWCÓW używających języka zbliżonego do rosyjskiego …

    To będzie kosztować i nie da się tego załatwić kościelną zasadą “co łaska” albo “Bóg dał dzieci – to i na nie da”.

    Do tego musi być ZGODA NARODOWA na taką rewolucyjną strukturę obronną, bo w tej chwili, w Nadwiślańskim i Banasiowym Macondo – takiej atmosfery NIE MA.

    Do tego (oprócz ZGODY NARODOWEJ) potrzebny czas, kilka lat na organizację, potem CIĄGŁE SZKOLENIA i doskonalenie struktur i zasad ich użycia.

    Dochodzi rola OC w systemie obronnym RP.

    Albo anulujmy ZAPISY USTAW o jej istnieniu, albo zacznijmy to już dziś REAKTYWOWAĆ, bo to są nadal obowiązujące (tylko na papierze) – akty prawne.

    Czyli jest do przemyślenia istnienie i funkcjonowanie CAŁEGO systemu obronnego RP, nie tylko Ośrodków Reagowania Kryzysowego, których sale z terminalami komputerowymi bardzo ładnie wyglądają w reportażach TV.

    Dochodzi powiązanie roli policji, straży pożarnych (państwowych i ochotniczych) oraz specjalistycznych ośrodków ratowniczych, jak np. bakteriologiczne i chemiczne.

    W tym wszystkim odpowiedzialność istniejących jeszcze, często już niepolskich – Zakładów Pracy i firm, które z mocy Ustaw o obronności, zobowiązane są do ŚWIADCZEŃ na rzecz Obrony Państwa.

    Czy ktoś to w ciągu ostatnich 30 lat ćwiczył?

    I tu jest wielka ROLA dla Prezesa NIK, bo to wszystko należałoby SKONTROLOWAĆ i upublicznić WNIOSKI.

    Dlatego tak uparcie w nazwie Nadwiślańskiej Republiki Macondo umieszczam jeszcze przymiotnik “BANASIOWEJ”.

    Cała nadzieja w Pancernym Marianie, który już nie ma nic do stracenia, a posiada olbrzymie uprawnienia, łącznie z wnioskami o areszt dla uchylających się kontroli NIK …

    Cenne wskazówki podał nam Grzegorz z Kotliny Kłodzkiej.

    Jego krytyczna analiza istnienia LOKALNYCH placówek zaopatrzenia w żywność (zanikających) może być przez wielu innych uzupełniona o listę INNYCH BRAKÓW, jak w sieci placówek Ochrony Zdrowia (kiedyś “Służby Zdrowia”), listy PRZEPRAW i brakujących mostów na głównych rzekach (np. Wisła od Dęblina do Góry Kalwarii – ZERO MOSTÓW!) oraz lokalizacji składów PALIW i ROZDZIELNI ENERGETYCZNYCH, wraz z PLANAMI ich ochrony …

    Gdzie spojrzeć – tam wióry, śmieci i pajęczyny.

    Dlatego zdaję sobie sprawę, że o tym wie również Dyspozytor ZIELONYCH LUDZIKÓW, dlatego na razie nas nie zamierza atakować …

    Ale jak się WZMOCNIMY, realizując m.in cenne wskazówki Krakauera i osiągniemy WYŻSZY poziom ŚWIADOMOŚCI i zdolności obronnej Nadwiślańskiego i Banasiowego Macondo – to sielanka życia w nieświadomości może się skończyć.

    Na co możemy wówczas liczyć?

    Chyba tylko na powietrzny desant Polaków pracujących obecnie w Wielkiej Brytanii, na który 63 dni czekano w Walczącej Warszawie (1944), a teraz byłaby szansa rehabilitacji – albo i nie.

    Mamy inne czasy, poziom skłócenia społeczeństwa jest zbyt wysoki, żeby jeszcze zaopatrywać go w BROŃ i do tego “kontrolowaną przez władze lokalne” …

    I to by było na tyle.

    Ale WARTO ROZMAWIAĆ.

    Amen.

    Odpowiedz
  • 3 stycznia 2020 o 13:06
    Permalink

    Żaden rząd Rzeczpospolitej Polskiejprzeszły i przyszły nie zgodzi się na danie ludziom broni do ręki.

    Czy któreś z Państwa umie strzelać lub było kiedykolwiek na strzelnicy? Proszę sobie przypomnieć jakie to jest uczucie gdy ma się karabin lub pistolet w ręce. U mnie była pewność siebie i poczucie NIEZALEŻNOŚCI.
    Każdego kto ma pozwlenie oraz posiada broń nie można od tak zastraszyć. Ogromnie rośnie ocena osobista i subiektynie odczuwane bezpieczeństwo. A że od zawsze Polacy upatrywali największego wroga we własnym “opresyjnym” (w ich mniemaniu) rządzie. NIe chodzi nawet o to że wzrośnie liczba aktów terroru (możliwe), strzelanin (może), albo bunt i marsz na ulicę Wiejską. Chodzi o niemiłą myśl, że społeczeństwo zbudowane większą dostępnością broni, pewniejsze siebie, mogło by zacząć zadawać pytania albo o zgrozo, zacząć odmawiawiać.
    A z drugiej strony biorąc poziom naszego malkontenctwa oraz głupkowatego warcholstwa, wydaje mi się zupełnie logiczny brak działań władz w kwesti broni. W końcu wojny nie będzie, a jeśli nawet to bbbbbb i cymbały zginą, a my utartymi szlakami nie napastowani przez nikogo uciekniemy tam gdzie zwykle.

    Odpowiedz
  • 3 stycznia 2020 o 19:44
    Permalink

    Zawsze mnie to smuci że tak mądre i potrzebne teksty mają tak mało komentarzy. Ludzie wy myślicie że niepodległość jest wam dana za darmo raz na zawsze? Obudźcie się!

    Odpowiedz
  • 3 stycznia 2020 o 20:07
    Permalink

    do Mścibór: “niepodległość jest wam dana za darmo raz na zawsze?” otóż nie ma żadnej niepodległości, bo ustawione wybory marionetkowych sejmów i rządów przez Polaków wcale nie świadczą o tym, że ci Polacy mają wolność. Nawet zapalniczki gazowej z Rosji nie mogą se wybrać. ‘Wybierają’ między podsunietymi im wariantami. rządzi ambasada amerycka, a nie kto inny i wojska USA są właśnie po to, zeby utrzymać ‘wolną ludność’ w ryzach w razie potrzeby, bo jest jeszcze ustawa 1066. To iluzja, że możemy być niepodlegli, więcej niepodległości ma np NRF, bo ma przemysł, i to pomimo okupacji ameryckiej, więc do tej pory jest np. w Schwedt ul. Malczewski Strasse, a u nas nawet nazwy ulic ajpien ustala z USA. Powtarzam mój poprzedni komentarz: denerwujmy się cenami piwa, bo czy ten czy inny rząd to ino teatrum, panie dzieju, a nasza ojczyzna to moneta rzucana sobie wzajemnie przez silniejszych. Reasumując, marionetki nie zgodzą się dać broni ‘suwerenowi’, bo może mógłby ten ‘suweren’ rzeczywiście stać się suwerenem.

    Odpowiedz
  • 3 stycznia 2020 o 22:59
    Permalink

    Widzę zmianę retoryki Sz. Krakauera! Już nie promuje broni w każdym domu i dla każdego, za co chwała. Natomiast przedstawiony pomysł ma pewien sens, przy czym każdy kandydat do takich struktur powinien przechodzić badania psychologiczne, zanim nawet na strzelnicy dostanie broń do ręki. Dodatkowo egzaminy z użycia broni palnej na strzelnicach, tak aby nie dawać szansy zastrzelenia się fajtłapom, nawet gdy przeszli badania psychologiczne, dla nich są inne zadania. Kiedyś już pisałem, że w wojsku ledwo z życiem uszedłem, bo żołnierz fajtłapa nie potrafił utrzymać w ręku Raka (PM-63).

    Ale prawda jest taka, że nic nie zastąpi dobrze przygotowanego wojska i to na wojsko powinny iść środki finansowe. To wojsko powinno mieć plany ochrony infrastruktury krytycznej i monitorować zagrożenia razem ze służbami specjalnymi na bieżąco, a nie amatorzy i narwańcy z lokalnej społeczności. Ochrona infrastruktury krytycznej musi uwzględniać zagrożenia lokalne infiltracją agentury, więc im mniej społeczność lokalna, nawet ta ze strzelnic wie o infrastrukturze krytycznej tym lepiej, bo mniejsze zagrożenie stąd wynika.

    Rodzi się jednak pewna refleksja. Po co to wszystko planować i realizować, skoro mamy do obrony boga ze swoimi strukturami kościelnymi. A te posiadają przecież kropidła dalekiego zasięgu i boskie błogosławieństwo, poza tym tworzone są jakieś struktury przykościelnych “żołnierzy Maryi”, czy jakoś tam, więc może to wystarczy? 🙂

    dddddddd
    dddddddddd

    Może skład broni w każdym kościele, to jest wyjście? 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.