Wojskowość

Składnica broni i amunicji w każdej gminie – samoobrona lokalna (cz.1)

fot. red. MSPO 2018

Składnica broni i amunicji w każdej gminie, to jedyny – w naszych warunkach finansowych – sposób na zapewnienie bezpieczeństwa w przypadku wojny asymetrycznej. Chodzi o to żebyśmy w ogóle byli w stanie przystąpić do obrony w obliczu przeważających sił nieprzyjaciela. Trzeba tak zorganizować Obronę Terytorialną, żeby w każdej gminie w kraju – stale – był w gotowości oddział samoobrony lokalnej, zdolny do służby wartowniczej i przemieszczania się w oparciu o własne zasoby transportowe. Całość dla zapewnienia skuteczności i efektywności, musiałaby być spięta w sieć jednostek wyższego szczebla – powiatowego i wojewódzkiego, tak żeby dało się z tego stworzyć jednostki zdolne do panowania nad zapleczem frontu, czyli w praktyce nad całym terytorium kraju.

Niesłychanie ważne jest, żeby tak sformowana Obrona Terytorialna “drugiego” rzutu – samoobrona lokalna, korzystała z innych zasobów kadrowych, niż wojska operacyjne i już powołana Obrona Terytorialna. Nie można pozwolić, żeby dochodziło do kanalizowania kadr.

Mówimy o oddziałach z ludności lokalnej, znających teren i zdolnych do pełnienia służby wartowniczej – odpowiedzenia ogniem w przypadku ataku wroga. Oznacza to, że mówimy o osobach nie spełniających wszystkich norm sprawności fizycznej, jednak w tym przypadku założeń wystarczy, że będą słuchać rozkazów i je realizować. Chodzi o wykorzystanie na rzecz obronności tej części potencjału społeczeństwa, która w tej chwili się marnuje, a są to osoby będące często filarami lokalnych społeczności. W praktyce takie podejście do organizacji obrony przekłada się na kilka poziomów relacji odniesień, w tym samo stworzenie oddziałów lokalnych, byłoby dodatkowym niesłychanie istotnym spoiwem lokalnych społeczności.

Mamy w Polsce 2477 gmin, 314 powiatów i 16 województw. Z czego 66 miast na prawach powiatów, 302 gminy miejskie, 638 gmin wiejsko-miejskich i 1537 gmin wiejskich. W ujęciu modelowym każdy powiat powinien być w stanie wystawić łącznie – co najmniej – jeden batalion lekkiej piechoty tj. około 1000 ludzi pod bronią z pododdziałów w każdej gminie. W tym każde miasto na prawach powiatu powinno wystawić w zależności od wielkości, co najmniej jeden batalion na 100 tyś. mieszkańców. Przykładowo miasto mające pół miliona ludzi powinno być w stanie wystawić pięć batalionów. Jest oczywistością, że w gminach wiejskich, lokalna samoobrona byłaby mniej liczna. Jednak dlatego mówimy o strukturze opartej o powiaty, bo właśnie z tej perspektywy należałoby organizować logistykę samoobrony.

W skali kraju mówimy nominalnie o około 330 tyś. ludzi pod bronią. Bez konieczności płacenia żołdu, ale o służbie opartej o powszechny obowiązek obrony, z naborem ochotniczym. Stworzenie takiej struktury, oczywiście wymagającej profesjonalnej kadry oficerskiej, jak i pewnego zabezpieczenia na poziomie wojewódzkim w postaci pododdziałów żandarmerii, saperów i wojsk specjalnych – dałoby możliwość obrony sieciowej całego terytorium kraju.

Jeżeli na wypadek wojny, udałoby się zmobilizować chociaż 30% takiego potencjału, to nie bylibyśmy bezbronni. Nie ma niczego ważniejszego, niż włączenie społeczeństwa w obowiązek obrony.

Dałoby to wspomniany powyżej efekt cementowania społeczności lokalnych. Ponieważ nic tak bardzo nie tworzy poczucia wspólnoty, jak świadomość współzależności wzajemnej ludzi mających broń. To zupełnie inna jakość, niż bezradność, bezbronnej masy w obliczu nieprzyjaciela.

Oczywistym kluczem do projektu jest uregulowanie dostępu do broni. Broń będąca pod kontrolą władz lokalnych, byłaby elementem spajającym cały system, na którym opierałaby się jego obronna użyteczność. Jest to oczywiście pewien pomost, albowiem niczym nie da się zastąpić powszechnego dostępu do broni – jako podstawowego prawa każdego obywatela Rzeczypospolitej. Stworzenie warunków do uzbrojenia ważnej części społeczności lokalnych, zmieniłoby naszą sytuację strategiczną, jeżeli byłoby systemowe i obejmowało swoją skalą cały kraj.

Nie mamy szans na broń masowego rażenia i środki jej przenoszenia. Nawet nie mamy dostępu do natowskiej broni jądrowej. Dlatego jedynym sposobem na samoobronę jest obrona masowa, bo na NATO możemy liczyć bardziej w kontekście wydania komunikatu lub uroczystego obiadu w intencji pokoju, niż na prawdziwą obronę. Na ile można liczyć na USA, lepiej żebyśmy się nie przekonywali. Proszę zapamiętać jedno zdanie – nikt dla obrony Warszawy, nie zaryzykuje wymiany ciosów jądrowych na Paryż, Londyn lub Nowy Jork! NIE MA TAKIEJ OPCJI STRATEGICZNEJ. NIGDY JEJ NIE BYŁO I NIE BĘDZIE. NATO, to nie jest Układ Warszawski, gdzie obronność traktowano na poważnie.

Zapraszamy jutro na 2-gą część felietonu.

15 komentarzy

  1. Grzegorz z Kotliny Kłodzkiej

    Już sobie to wyobrażam.
    Żandarmeria wchodzi do domu beneficjenta 500+, naprutego od 3 lat, z delirium, białymi myszkami i niezdolnością do zawiązania sznurówki w 3 minuty.
    Jest jeszcze opcja w chłopakach zza wschodniej granicy. Tylko…kto zaryzykuje?

    Pana redaktora chyba poniosło w tych wyliczankach.

  2. Mercyngoretex II

    Dokładnie NATO to nie jest Układ Warszawski i powinniśmy to rozumieć. To jedno zdanie w pełni tłumaczy całą naszą sytuację. pozdrawiam wszystkich z nowym godom…

  3. Pomysł jest sam w swojej konstrukcji genialny i bardzo się cieszę, że padł publicznie. Za jakieś 3 miesiące zobaczycie, że PiS go realizuje – ale pod hasłem strzelnicy w każdym powiecie. Wokół strzelnic budowane są kluby strzeleckie itd. Idea jest taka sama – wykrzesanie potencjału ochotniczego lokalnie i jego agregowanie poziom wyżej.

  4. Proszę zapamiętać jedno zdanie – nikt dla obrony Warszawy, nie zaryzykuje wymiany ciosów jądrowych na Paryż, Londyn lub Nowy Jork! NIE MA TAKIEJ OPCJI STRATEGICZNEJ. NIGDY JEJ NIE BYŁO I NIE BĘDZIE.

    ——————
    Dokładnie tak!

  5. Zasadą skutecznej obrony jest efektywne przygotowanie do wojny która będzie, a nie tej która już była. Pospolite ruszenie pojawiło się jako formacja zbrojna w średniowieczu, pozostała do do wieku XVII. W polskiej historii ostatnio użyte zostało w bitwie pod Warszawą (zakończoną rzezią Pragi) 1656 roku. Lepiej sprawdziły się formacje samoobrony w czasie rzezi wołyńskiej, szczególnie Samoobrona Przebraża, która stawiała skuteczny opór, lecz nie regularnej armii, lecz zdziczałej hordzie siekierników Ukraińskiej Powstańczej Armii. Mamy też tradycje Armii Krajowej z jej klęskami: Organizacji Wachlarz, Operacji Burza i Powstania Warszawskiego. Jaskrawym przykładem przygotowań do wojny która była było wprowadzenie na uzbrojenie taczanki wz. 1936 pod wpływem pamięci strat jakie zadawała nimi Konarmia Budionnego w roku 1920. Świadomość historii konfliktów zbrojnych, technicznych parametrów współczesnego uzbrojenia, a szczególnie środków rozpoznania technicznego każe wątpić w skuteczne wykorzystanie formacji pospolitego ruszenia i zbrojnych samoobron poszczególnych gmin. Nie przewiduję w by w przyszłej zostały użyte przeciwko Polsce formacje siekierników, bo to przeciwko nim można skutecznie użyć pospolitego ruszenia kosynierów (po raz ostatni w Polsce użyto ich w 1920 roku). Bardziej ufam prowadzonym od początku do końca PRL-u służbom obrony cywilnej. Obejmnyjącym cały kraj nieuzbrojonym lokalnym formacjom których celem było zapewnienie przetrwania ludności cywilnej, a więc budowa sieci schronów zaopatrzonych w zapasy umożliwiające przetrwanie ataków bronią masowego rażenia, powołanie służb ostrzegania, rozpoznania skażeń i dekontaminacji. Zabezpieczenie ludności środków ochrony osobistej, transportu u komunikacji w obszarze oddziaływania wybuchem jądrowym. Sporządzono wówczas i przećwiczono plany ewakuacji, rozmieszczenia i ochrony ludności. Plany wykorzystania do celów obronnych zasobów cywilnych. Przebyliśmy też wiele szkoleń i ćwiczeń, w szkołach zaś powszechnie obowiązującym przedmiotem było przysposobienie obronne. Dodam że sam byłem członkiem Ligi Obrony Kraju i prowadzonego przez nią klubu strzeleckiego. Nie przewidują by w przyszłej wojnie przeciwko Polsce istotne znaczenie mogła mieć piechota uzbrojona w broń strzelecką przed którą mogły by skuteczny (???) opór stawiać lokalne oddziały samoobrony. Celem tej wojny nie będzie polityczne podporządkowanie polskich zasobów (w tym ludności). Celem będzie zniszczenie, a to najtaniej będzie osiągnąć przez użycie broni masowej zagłady. Spodziewajmy się więc że nadlecą liczne rakiety spośród których część będzie zawierała ładunku nuklearne i chemiczne. Te ze zwykłym materiałem wybuchowym będą jedynie wabiami dla zmylenia systemów obrony przeciwrakietowej. Pamiętajmy że doprowadziliśmy do sytuacji w której tylko niszcząc Polskę (i Polaków) można na stulecia udrożnić komunikację euro-azjatycką.

    • Bardzo trafny komentarz, jednak nie lekceważył bym potencjału samoobrony lokalnej. Rzezie były i będą. Więc broń będzie zawsze potrzebna. Dlatego popieram przedstawiony pomysł.

  6. Pomysł bardzo dobry, tylko do poważnego zrealizowania potrzeba spokoju i czasu.

    Co najmniej 10 lat, żeby powstały pierwsze plutony samoobrony w gminach i kompanie/bataliony
    w powiatach.

    Rok należałoby poświęcić na zaplanowaniu struktury i lokalizacji obiektów szkoleniowo-administracyjnych, co Autor nazywa “strzelnice”.

    To są drogie (dzisiaj) inwestycje, bo wzrosły wymagania ekologiczne oraz bezpieczeństwa.

    Już sama “oś strzelecka” powinna mieć ponad 5 000 metrów, no bo początkujący strzelcy mogą strzelać z “przewyższenia” i o tragedię w otaczających miejscowościach – nietrudno.

    Dlatego zacząłbym od planowania “szkieletu”, czyli lokalizacji tych ośrodków ze strzelnicami, których wystarczyłoby “na początek” ok. 120-160, czyli jedna na 2-3 powiaty.

    I tam mogłyby być “magazyny broni”.

    Przy dzisiejszej infrastrukturze i stanie samochodów – dojazd 15-25 km dla żołnierza lokalnej samoobrony (w odróżnieniu od istniejących WOT) – zajmie do godziny.

    No i parkingi wokół “strzelnicy”, żeby te 1000-1500 pojazdów miało gdzie zaparkować.

    I to byłby początek.

    Wiadomo że wszelkie władze, obecne i przyszłe – w pierwszej kolejności wykorzystają te nowe formacje do “oprawy uroczystości” patriotyczno-religijnych, ale jakąś cenę trzeba zapłacić.

    A potem to tylko żmudna praca szkoleniowa w kolejnych latach.

    A co do pieniędzy: to one muszą być.

    Na stworzenie infrastruktury, koszty szkoleń i minimalny “zwrot kosztów” żołnierzom lokalnych oddziałów samoobrony.

    To i tak wszystko będzie tańsze od zakupu F-35, które na razie maja jeszcze tzw. “choroby wieku dziecięcego”.

    No i zaangażowanie wszystkich formacji politycznych musi być w to przedsięwzięcie – pełne.

    Bo w formacji PO nie widzę do tego zapału do spraw obronnych (przykład: b.minister ON-psychiatra …), tam jest zbyt wielu pacyfistów, co z obronności pozostała im pamięć o uchylaniu się od służby wojskowej w czasach PRL, ale nawyki pozostały …

    Dlatego tu widzę główne przeszkody.

    Musi być powszechna ZGODA POLITYCZNA na to przedsięwzięcie, na koszty i długi czas do realizacji.

    Nie wodotryski – tylko realia.

    I to się może do 2045 roku – udać.

    Nie wcześniej.

    Bo tu jest dalej Nadwiślańska Banasiowa Republika Macondo ze stolicą w okolicach Królowego Mostu – póki co …

    Amen.

  7. Rosjanie mówią o broni hipersonicznej. Podczas ostatniego konfliktu w Syrii udowodnili, że są w stanie skutecznie razić cele w tym kraju, wystrzeliwując pociski z rejonu Morza Kaspijskiego. Nasi decydenci zaś uważają, że bezpieczeństwo państwa zapewni ustawienie żołnierzy linearnie na granicy. Absurd!
    A ONI CHCĄ ROBIĆ ARSENAŁY W KAŻDEJ GMINIE – TO JAKAŚ KPINA PISOWSKICH BEZMÓZGOWCÓW
    I DOKTRYNERA Z BOŻEJ ŁASKI KRAKAUERA

  8. DO Inicjator !!!
    SĄDZIŁEM,ŻE PAN ODSTAJE OD TEJ CEŁEJ RESZTY DOKTRYNERÓW DMUCHAJĄCYCH W PISOWSKĄ TRĄBĘ. LUDZKĄ RZECZĄ JAST MYLIĆ SIĘ. Z KIM TO WAŚĆ CHCESZ TAK WALCZYĆ, A ??? !!!
    TO WSZYSTKO BYŁO KIEDYŚ PRZERABIENE W SZKOLE ŚREDNIEJ (LO) NA LEKCJACH PRZYSPOSOBIENIA OBRONNEGO A NA STUDIACH BYŁ TAKI PRZEDMIOT,KTÓRY ZWAŁ SIĘ WOJSKO I WYSTARCZY TO WSZYSTKO REAKTYWOWAĆ !!! NO CÓŻ RELIGIA JEST WAŻNIEJSZA.

    PS…
    WCHODZI KLIENT DO SKLEPU.POPATRZYŁ I PYTA.PANIE A GDZIE TEN SKLEP CO TU KIEDYŚ PRZED WOJNĄ BYŁ? TU STAŁY DWIE BECZKI.JEDNA Z CZERWONYM KAWIOREM A DRUGA Z CZARNYM.
    KURNA KOMU TO PRZESZKADZAŁO ???

  9. Miałbym kilka uwag – przedstawiam je poniżej.
    1.
    Cytat: “Chodzi o to żebyśmy w ogóle byli w stanie przystąpić do obrony w obliczu przeważających sił nieprzyjaciela”.
    W takiej sytuacji obrona nie ma żadnego sensu, chyba że w ten sposób samemu chcemy wspomóc własną anihilację.
    Jeśli naczelnym zadaniem byłoby przetrwanie ludności (narodu), to nie można dążyć do “obrony w obliczu przeważających sił nieprzyjaciela”.
    2.
    Mam wrażenie, że właściwie to nie określono po co ta OT (Obrona Terytorialna) ma być i do czego ma służyć. Jeśli faktycznie tak jest, to nie dziwię się, że można ją podpiąć pod dowolny (bardziej lub mniej sensowny) pomysł, za którym stałaby potrzeba przejęcia i zużycia pewnych funduszy.
    3.
    Uważam, że Wojska OT nie powinny być użyte przeciw jakimkolwiek jednostkom liniowym, a jedynie do zaprowadzania ładu i porządku wśród własnej ludności cywilnej, która uległa panice lub walczy ze sobą o przejęcie środków potrzebnych do przetrwania (np. ujęcia wody, magazyny żywności, opału, paliwa, części zamiennych; piekarnie itd.).
    4.
    Jeśli potencjalny nieprzyjaciel zechciałby akurat zlikwidować taką OT, to najprostszym rozwiązaniem jest zastosowanie chmury dronów kierowanych przez łącza satelitarne. Również przejęcie działających sieci kamer ograniczyłoby możliwości OT. Tylko pytanie: czy potencjalny nieprzyjaciel będzie zainteresowany porządkiem, czy chaosem na przejmowanym terytorium?
    5.
    Tak naprawdę, to nie wierzę w to, że opanowanie kraju musi się łączyć ze stacjonowaniem w nim obcych oddziałów. Historia najnowsza pokazuje, że do tego celu wystarcza przejęcie ośrodków władzy, które będą nadal imitować pozory niezależności kraju, a faktycznie będą na obcych usługach. To tak jak z kolonializmem i neokolonializmem: więzy ekonomiczno-finansowe są znacznie tańsze od militarnych, a podobnie skuteczne. W takiej sytuacji OT działa na korzyść rzeczywistego nieprzyjaciela, a na niekorzyść wskazanego (przez własne pseudo-władze) nieprzyjaciela.
    6.
    Niemniej jednak OT jest potrzebna, głównie do przeciwdziałania panice i bezmyślnym działaniom samozwańczych liderów, których priorytety nie zawsze pokrywają się z nadrzędnym celem, jakim powinno być zadbanie o materialne przetrwanie ludności.

  10. Uważam, iż należy wziąć przykład z Czechów i denerwować się tylko cenami piwa. Tyle razy zostaliśmy w naszej historii wykorzystani do cudzych celów, że i teraz ma tak znowu być? Bo przecież nie będziemy bronić siebie, bo na to nie mamy szans, by się obronić, ale będziemy bronić amerycką naftę. Raczej ruszmy mózgiem, jak tu pozostać żywym. Z Solidaruchami i innymi marionetkami w rządzie i na ważnych stanowiskach to się jednak nie uda. Im szybciej odsunie się ich od władzy, tym szybciej będziemy bezpieczni.

  11. Tu w zasadzie chodzi o reaktywację REZERW dla Sił Zbrojnych RP, coś na kształt Gwardii Narodowej w USA.

    Te lokalne Siły Samoobrony, docelowo jakieś 300 000 ludzi, byłyby zapleczem rekrutacyjnym (selekcja) do istniejących już WOT (docelowo ok. 100 000 ludzi) i obecnych sił regularnych WP, czyli 97000 żołnierzy, z czego jakieś 40000 to biura, składy, sztaby i magazyny …

    A tak naprawdę to w tle czai się (chyba?) chęć wyłonienia ELIT PRZYSZŁEJ AK, jakby nas znowu kolejna okupacja dopadła.

    I to jest (chyba?) główny cel tych projektów samoobrony lokalnej, czy tworzonych z mozołem Wojsk Obrony Terytorialnej.

    Te wszystkie działania powinny przynajmniej podnieść ŚWIADOMOŚĆ PRO OBRONNĄ wśród tubylców Nadwiślańskiej i Banasiowej Republiki Macondo ze stolicą w Taplarach (okolice miejscowości Królowy Most) …

    Amen.

  12. GDYBY GŁUPOTA BYŁA LŻEJSZA OD POWIETRZA TO DOKTRYNER ZBROJENIOWY krakauer WŚRÓD TYCH SWOICH MŻONEK FRUWAŁBY JAK GOŁĘBICA !!!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.