Skala porażki lewicy poraża

graf. red.Skala porażki lewicy w wyborach prezydenckich poraża. Nie dość, że nie udało się wystawić jednego kandydata, który naprawdę miałby poparcie ludzi lewicy, to jeszcze kampania wyglądała tak, jak wyglądała, a zarówno kandydatka jak i nawiązujący swoją eventową retoryką do niektórych wartości lewicowych inny kandydat – najdelikatniej mówiąc nie zachwycili.

To wielki błąd, wielka przegrana całego środowiska – żadne głosy profesorów, którzy już dawno nie są autorytetami dla nikogo, a na pewno na lewicy – po fakcie – nie mają znaczenia, mogą sobie tworzyć dowolne coś, to już historia. Dlaczego nikt nie apelował o jedność lewicy rok temu – przed wyborami, jak można było się przygotować? Gdzie wtedy byli ci „wielcy” panowie i panie profesorowie czy profesorki (jak tam chcą)?

Problem polega na tym, że jakby rok temu ktoś na poważnie podszedł do myślenia o jednoczeniu lewicy, a przynajmniej o zbudowaniu koalicji współdziałającej na wybory, to dzisiaj te 20% pana Pawła Kukiza mogłoby mieć czerwony lub raczej lekko czerwony kolor, ale niestety nie ma. Nie ma, ponieważ podzielona i rozbita lewica, jest już na etapie zwalczających się plemion z obrażającymi się liderami i liderkami, których ambicje nie pozwalają im odebrać telefonów od działaczy powiatowych, bo jeszcze by zechcieli pieniędzy.

Nawet jeżeli w końcu wykluje się nowa poziomka na lewicy, tak długo wyczekiwana platforma dla wszystkich młodych, czy jak tam miałaby się nazywać – to i tak będzie po zabawie, albowiem jeżeli ktoś wierzy, że zwalczający się do wczoraj działacze siądą do stołów i uzgodnią listy wyborcze na wrzesień, żeby je zdążyć złożyć, ten jest optymistą. W podpisy, jakiś tam program i pieniądze na tą zabawę jeszcze można uwierzyć, jednakże idea powoływania organizacji bez lidera, tylko z jakimś wielogłowym lewiatanem nie ma żadnego sensu. Drodzy towarzysze i towarzyszki – czasy Rady Państwa się skończyły i to dość dawno. Dzisiaj jeżeli formacja partyjna chce istnieć musi mieć lidera, a tak się składa, że o nestora na lewicy jest ciężko. Chyba że ktoś sięgnie po niesławnego pana profesora, który swoim słusznym, aczkolwiek kontrowersyjnym programem reform swego czasu wstrzelił się jak przysłowiową kulą w przysłowiowy płot, to może coś z tego będzie, ale tylko na tyle, żeby wejść do Sejmu. Może zresztą o nic więcej nie chodzi? Wejść do Sejmu – łatwo się mówi, a to poważna sprawa jest. Marzenie wielu organizacji wymyślanych na gorących kanapach, trzeba myśleć, chyba że ktoś woli płacić rachunki swoimi pieniędzmi.

Skala porażki lewicy poraża, właśnie dlatego bo mogła mieć te 20%, a nawet więcej jeżeli umiejętnie zaadresowano by przekaz polityczny, w tym w szczególności socjalny do szerokich kręgów wyborców PO i PiS. „Oto jesteśmy, oto nadchodzimy, zmienimy wszystko – nie będzie biedy, a złodzieje pójdą do więzień”. Czy trzeba czegoś więcej? Nie ma potrzeby, ponieważ przekaz składający się z więcej niż dwóch zdań podrzędnie złożonych jest w naszym kraju trudny do zrozumienia, już wymaga wykładni, a wiadomo jaka instytucja jest w tym najlepsza i dlaczego robi to na kazaniach.

Nie ma po co mieć pretensji do historycznej już kandydatki wystawionej przez partię z nazwy lewicowej, albowiem tak po prostu się stało, nie udało się i tyle. Doktorat nie przydaje człowiekowi większych umiejętności społecznych. Podobnie w przypadku pana przedsiębiorcy z pięknego Lublina, można wręcz powiedzieć, że to media zrobiły i jej i jemu krzywdę, zwłaszcza jemu – nie pokazując go prawie w ogóle. I bardzo dobrze, albowiem im szybciej ci ludzie znikną z naszej sfery publicznej tym lepiej, chociaż pan przedsiębiorca z Lublina – ma potencjał, tylko niestety zrobił w swoim życiu politycznym wiele, nawet bardzo wiele, żeby go zmarnować. Pan Kukiz właśnie pokazał, jak powtórzyć jego manewr z deklarowaną antysystemowością na większą skalę. Zobaczymy co z tego wyjdzie w wyborach.

Tymczasem po użalajmy się nad naszą dogorywającą i na wpół zgniłą już i drążoną przez robaki (ale nie wyrzuty sumienia) nieboszczką lewicą. Miało być tak pięknie, a wyszło gorzej niż zwykle i to nie ma żadnego znaczenia, to tylko pokazuje, że partia lewicowa bez wartości lewicowych – bez ideologii to już historia. Dlatego powtórzymy i będziemy powtarzać w nieskończoność – tylko powrót do ideałów Socjalizmu (celowo z dużej litery), a porzucenie zgniłej i zakłamanej drogi socjaldemokracji (celowo z małej litery) jest w stanie spowodować, że w Polsce na nowo zaświeci się dla lewicy płomyk nadziei. Nie ma innej drogi, tylko samooczyszczenie się, samokrytyka i powrót to korzeni – idei ruchu robotniczego, może dać szansę na zdobycie poparcia elektoratu, który przecież nadal jest klasowy! Jak można tego nie widzieć? Może pędząc limuzyną partyjną opłacaną z państwowych pieniędzy jednak można tego nie dostrzegać, jednakże realia są takie, że dzisiaj każdy polityk lewicy, jeżeli w ogóle chce myśleć o tworzeniu partii lewicowej – powinien najpierw na trzy miesiące postarać się zatrudnić w hipermarkecie lub sklepie dyskontowym, albo „u prywaciarza” – to by pomogło w odświeżeniu u starszych, a wyrobieniu u młodych świadomości klasowej.

Walka klas trwa, klasa robotnicza-prekariat oraz wszelcy zaniedbani i wykluczeni przez system są dzisiaj karmieni mniej lub bardziej strawną ideologią narodowo-bogu-ojczyźnianą, która wyraża jedyną słuszność wobec systemu zginania karków, w którym za nadgodziny właściciel nie musi płacić prawie niewolnikom, a krzyżyk im na drogę – co można sobie rozumieć jak się chce.

Gdyby do kwestii klasowych podejść nowocześnie i powiązać je z ideałami ruchów ekologicznych, mniejszości obyczajowych i wszystkich dla których hegemonia prawicy oznacza wykluczenie społeczne i polityczne, to by miało sens i to sens dość głęboki. Tymczasem mamy to, co mieliśmy przez lata – kreowanie fikcji, przez mainstreamowych i genderowych profesorków z wypłowiałymi autorytetami (niestety) oraz zimny cynizm działaczy, którzy budują swojemu liderowi katafalk, zgaszą z nim światło, położą się w piramidzie, przykryją sztandarem i po chwili poszukają ukrytych wyjść, żeby zacząć zabawę na nowo.

9 myśli na temat “Skala porażki lewicy poraża

  • 12 maja 2015 o 05:38
    Permalink

    tu zmierza lewica – do czarnej dooopy, dziury przepraszam?

    Odpowiedz
  • 12 maja 2015 o 07:53
    Permalink

    Przegrał Miller i Ogórek a to nie cała Lewica ,jeśli to w ogóle lewica?

    Odpowiedz
    • 12 maja 2015 o 11:34
      Permalink

      Przecież innej lewicy na razie nie ma, chybaże Palikot, ale ten też przegrał.

      Odpowiedz
  • 12 maja 2015 o 08:12
    Permalink

    Lewica jest “tam” już od DAWNA.Tyle że JESZCZE o tym
    nie wie…zafascynowana po 89′ “europejskością”!

    🙂

    Odpowiedz
  • 12 maja 2015 o 19:30
    Permalink

    Powiązanie lewicy społecznej z ideolo gender i “ochroną klimatu” – czyli dwoma SZTANDAROWYMI projektami finansjery to baaardzo mądra rada.

    Odpowiedz
    • 14 maja 2015 o 12:46
      Permalink

      Gama Sobie zgotowała ten los. Mówię o tej instytucjonalnej i “zakorzenionej” jeszcze w PRL’u, chociaż z tego zarzutu jej nie czynie, lecz czyni ów zarzut życie. Ta lewica nie czuje powiewu świeżości. Słusznie autor zauważył, że elektorat lewicowy jest. Czeka tylko na swojego trybuna.

      Odpowiedz
  • 12 maja 2015 o 20:51
    Permalink

    ” „Oto jesteśmy, oto nadchodzimy, zmienimy wszystko – nie będzie biedy, a złodzieje pójdą do więzień”.
    Jeszcze mam ‘w uszach” expose L.Millera z jesieni 2001r.
    i co?? Pomimo oczekiwań i nadziei, okazało się że p.Miller
    i s-ka zachowywał się na scenie politycznej niczym
    rasowy liberał – członek Platformy Obywatelskiej!
    Wiedząc jak marnie “skończył” poprzednik, co z przyjemnością
    zauważył z mównicy…”prawdziwego mężczyznę”…
    – “skończył” w podobnym stylu…
    Ile zmarnował % poparcia,czterdzieści kilka??
    A może zlecono mu “gdzieś” pogrzebać Lewicę?
    Jeśli tak – to zadanie wykonał, i dlatego właśnie
    jest tolerowany w mediach i na “salonach” – bo nic nie znaczy!Inaczej – jest niegroźny jako rywal i przeciwnik
    polityczny! “Lew” bez zębów.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.