Społeczeństwo

Siedem nieszczęść polskiej edukacji

 Nie będę zapewne odosobniony w swojej opinii, gdy stwierdzę, że mamy jeden z najgorszych w Europie system zarządzania edukacją. Oczekiwanie na jakiekolwiek pozytywne efekty działania takiego systemu to liczenie na cuda, co podobno jest polską specjalnością.

W zasadzie każda zmiana systemu edukacji była zmianą na gorsze, choć funkcjonowanie gimnazjów dostarczyło również sporo pozytywnych doświadczeń. Każda zaś próba zmian na lepsze kończyła się niepowodzeniem. Jak np. próba wprowadzenie obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Obalona przez PiS rękami pewnej rodziny.

Nieszczęście pierwsze: Ustawa o systemie oświaty

Konstytucja zawiera dosyć ogólne zapisy stwierdza jedynie, że edukacja w szkołach publicznych w zasadzie jest bezpłatna. Przepisy oświatowe porozrzucane są po wielu aktach prawnych począwszy od ustawy o systemie oświaty z 1991 roku, przez prawo oświatowe, ustawa o finansowaniu zadań oświatowych, ustawa o dochodach jednostek samorządu terytorialnego.

Nie można uniknąć wrażania, że cały system prawny ma przede wszystkim na celu rozmycie odpowiedzialności za edukację. Tak naprawdę jedynymi osobami, którym można przypisać jakąkolwiek odpowiedzialność są dyrektorzy placówek oświatowych, którzy tak naprawdę mają wpływ jedynie na ułożenie rozkładu lekcji w swojej placówce.

Nieszczęście drugie: finansowanie

Finansowanie oświaty odbywa się poprzez subwencję oświatową. Jej wysokość stale budzi kontrowersje. Z jednej strony zarzuca się jej, że nie uwzględnia wszystkich niezbędnych wydatków na oświatę. Samorządy twierdzą, że jej wysokość nie uwzględnia ani inflacji, ani wzrostu wynagrodzeń nauczycieli gwarantowanych kartą nauczyciela oraz ustaleniami rządowymi. Z drugiej strony rząd zarzuca organom prowadzącym szkoły, że nie uwzględniają oszczędności związanych z wpływem demografii, czyli spadkiem liczy dzieci w wieku szkolnym.

Rosnące koszty utrzymania stanu oświaty na dotychczasowym poziomie przerzucane są na barki samorządów i rodziców.

Kończy się na tym, że bogatsze samorządy głównie miejskie dokładają do oświaty, by utrzymać jej poziom na stałym poziomie, a biedniejsze nie dokładają. Dokładają też rodzice finansując w różny sposób bieżące wydatki szkół. Dokładają się też często nauczyciele przygotowując na własny koszt pomoce naukowe czy drukując dodatkowe zadanie, czy testy sprawdzające.

W ten sposób rosną różnice w dostępie do edukacji pomiędzy biedniejszymi i bogatszymi regionami.

Nieszczęście trzecie: likwidacja gimnazjów

Wprowadzenie gimnazjów wzbudzało protesty. Jednak okazało się, że pasują do modelu edukacji który funkcjonuje w Polsce. Wbrew pozorom likwidacja gimnazjów niczego w systemie nie zmieniła, poza może jego pogorszeniem. To, co z czasem pozytywnego przyniosły gimnazja to możliwość wyrównania szans edukacyjnych. Z rejonowych podstawówek dzieci trafiały często do lepiej wyposażonych i obsadzonych w kadrę nauczycielską gimnazjów, gdzie mogły nadrobić ewentualne straty. Mogło to mieć znaczenie zwłaszcza w biedniejszych gminach.

Likwidacja gimnazjów likwiduje tę możliwość. Podziały pomiędzy biedniejszymi a bogatszymi gminami zyskają na znaczeniu, nożyce, tym razem edukacyjne ponownie będą się rozwierać.

Tracą na tym bardziej akurat regiony biedniejsze, gdzie PiS miewa większe wyborcze poparcie.

Nieszczęście czwarte: programy nauczania

Nie odkryję Ameryki, gdy napiszę, że w zasadzie każda kolejna zmiana programu nauczania jest zmianą na gorsze. Ani poprzedni ministrowie, ani aktualnie panujący nie różnią się specjalnie od siebie. Programy nauczania przypominają anachroniczne wzorce w których upychane są tylko coraz większe ilości informacji. Niedługo uczniowie będą musieli wkuwać na pamięć Wikipedię albo i cały internet. Ogłaszane co raz sukcesy w rankingach PISA dowodzę jedynie, że i uczniowie i nauczyciele opanowali niemal perfekcyjnie zdawanie tego egzaminu.

Nieszczęście piąte: ministrowie

Zarządzanie edukacją niemal wszystkie rządy po roku 1989 uważały za mało istotne. Jak się okazywało po nominacji a czasem i przed szefami resortów zostawały osoby, które zachowały nie najlepsze wspomnienia ze szkoły a może i podobne zostawiły w swoich szkołach po sobie.

Aktualny rząd jest w ogóle zestawem nieudaczników (w sensie politycznym), ale nawet na takim tle Pani Zalewska potrafiła się wybić.

Nieszczęście szóste: podręczniki

Oczywiście podręczniki muszą być zgodne z programem, ale ostatnio bywają od niego znacznie gorsze. Nie tylko z te z przedmiotów, które nie wiedzieć czemu budzą kontrowersje, jak wychowanie do życie w rodzinie. Ignorowanie wiedzy naukowej i wciskanie wszędzie treści religijnych, sprawiają, że całość przekazywanej wiedzy staje się nieprzydatna. Trudno powiedzieć, czemu podręczniki nie mają wersji cyfrowej. Zamiast kupować co roku papierowych wersji – obojętnie czy płacą za to rodzice czy budżet państw- wystarczyłoby zakupić czytniki

Wydawcy mogą swobodnie drenować budżety. Kiedyś rodziców, teraz wszystkich podatników. Zeszyt do ćwiczeń kosztuje prawie tyle co książka. Nawiasem, zeszyt z naklejkami dla kolekcjonerów kosztuje 9 złotych, zeszyt do ćwiczeń 20. Kolekcjonerom jest łatwiej. Choć myślę, że uczeń czwartej klasy nie musi już na lekcjach zajmować się przyklejaniem obrazków i naklejek.

Nieszczęście siódme: religia

Katecheza w szkole to nieszczęście dla wszystkich, wierzących, niewierzących, uczęszczających i nieuczęszczających. W dodatku kolejni ministrowie upychają w szkole kalendarz liturgiczny, najczęściej przy biernej postawie coraz bardziej zlaicyzowanych rodziców i coraz bardziej indyferentnej religijnie młodzieży.

To wszystko wymaga zmiany. Niskie pensje nauczycieli i trwająca od lat selekcja negatywna do tego zawodu tylko dopełniają tę kadź goryczy. Polską edukację trzeba od początku wymyślić na nowo. Pytanie czy ktoś będzie chciał korzystać z najlepszych wzorów, czy jak zwykle wybierzemy najgłupsze?

Prawo do dobrej publicznej oświaty to nie tylko prawo zapisane w Konstytucji, to podstawowe prawo jednostek, społeczności. Bez powszechnej edukacji na przyzwoitym poziomie nie będziemy mieli rozważnych i świadomych obywateli. Nie będziemy mieli demokracji.

24 komentarze

  1. Bo może o to chodzi, żeby tych światłych i krytycznych obywateli – nie było?

    No i leży nauka współdziałania, współpracy w zespole.

    Postawiono na INDYWIDUALIZM.

    No to mamy to co jest, a będzie coraz gorzej.

  2. Trąbiłem o edukacji (i demografii) od dawna. W praktyce od “zawsze” tyle że nie tu. Teraz to jest “musztarda” po obiedzie. “Debile” kształcą kolejne pokolenia “debili” i jedyny wariant który może coś zmienić to wariant “zero” (lub jak kto lubi idiotyczne narracje “wszyscy won”).
    Do listy dopisuję ósme nieszczęście: Autor tego artykułu niczego nie rozumie. Jak coś jest trupem to się tego nie da naprawić bo jest trupem. Dosypanie pieniędzy również niczego nie zmieni (zresztą w żadnej dziedzinie)
    Edukacja, ta powszechna, to dość prosta sprawa.
    Język Polski (gramatyka, ortografia, kaligrafia), Rachunki, Przyroda, Podstawy Logiki, Plastyka
    później
    Język Polski (gramatyka, ortografia, kaligrafia, semantyka), Podstawy Matematyki, Podstawy Fizyki, Chemii i Biologii (jeden przedmiot), Logika, ZPT (aby rozwijać i rozumienie techniki i funkcje motoryczne)
    później
    Język Polski (gramatyka, ortografia, kaligrafia, sematyka), Matematyka, Logika, Fizyka, Chemia, Logika, Literatura, Języki obce (elementarz komunikacyjny wielu “powszechnych” języków)
    a później kto co chce studiuje lecz w systemie rozliczeniowy a nie “ławkowo- niewolniczym”.
    I czas wrócić do starych podręczników, kaligrafii (sprawność manualna, funkcje, motoryczne, cierpliwość, precyzja) i ŻADNYCH TESTÓW, “religia” (rzymski pomiot) i wiara (esencja ducha) wraca do RODZINY i prawdziwego Kościoła (jakim są LUDZIE a nie instytucja).

    Cały system od dołu ku górze i od góry ku dołom jest obecnie martwy. Nie ma co pudrować trupa. I może ktoś w końcu zajarzy że ta druga dziedzina – demografia padłą na pysk właśnie dlatego że wcześniej zdechła edukacja.

    • System 3+4+4 i rozpocząć od 4-go roku życia po 8 gadzin dziennie. Będzie czas i na naukę i zabawę i zawieranie przyjaźni. A nauczyciel powinien pracować 8 godzin dziennie w szkole.

  3. Największym nieszczęściem dla Polski są rządy styropianu, które po 1989 roku uznały, że dokonania PRL na każdym polu są złem, więc trzeba było wszystko zniszczyć, aby zdeterminować religijnie ludzi i następnie przejąć władzę całkowitą nad ogłupiałym od reform społeczeństwem. Plan kontrreformacji jest konsekwentnie realizowany m. in. na polu edukacyjnym, jak w I RP przez jezuitów. Upadek postępuje bo z cybernetycznego punktu widzenia taki proces nie jest łatwo zatrzymać i odbudowa musiała by potrwać dwa-trzy pokolenia, ale najpierw musimy osiągnąć dno lub jakieś radykalne zdarzenie, które wymusi zmiany. Kto się tego podejmie, skoro nie ma już potencjału przedwojennej lewicy laickiej, zdeterminowanej do oświecenia społeczeństwa?

    Co do gimnazjów nie zgodzę się z autorem. One rozbiły istniejący spójny program nauczania wypracowany przez światłych pedagogów w PRL i szkody są większe, niż potencjalne zyski z tzw. wyrównywania szans, które nie w taki sposób powinny być realizowane. Podobnie jak gimnazja zniszczyły system edukacji średniej, tak system boloński zniszczył w Polsce szkolnictwo wyższe.

    Co do religii pełna zgoda, to jest niestety zamykanie umysłów dzieci w mistycznym i scholastycznym myśleniu, zatrzymanie ich w rozwoju umysłowym, zwłaszcza tych mniej inteligentnych, bo one sobie nie poradzą potem z wyjściem na inny poziom myślenia, a potem łatwo uwierzą, że ziemia jest plaska bo tak jest napisane w biblii a ewolucja to wymysł lewactwa, albo że Kopernik nie miał racji. No ale tacy są potrzebni jako niewolnicy systemów kapitalistycznych do pracy na “jaśnie państwo” i kastę duchowieństwa.

  4. w trybie pilnym!!!
    przywrócić :
    – siedmioklasową szkołę podstawową z jej programem nauczania,
    – liceum ogólnokształcące czyli 8,9,10 i 11(matura) klasa z jej programem,
    – technika zawodowe z ich programami,
    – zawodówki z ich programami,
    wyrzucić ze szkół krzyżówkowy styl zdobywania wiedzy i programy narzucone przez krowopasy !!!

    REAKTYWOWAĆ UCZELNIE I SZKOŁY PEDAGOGICZNE KSZTAŁCĄCE NAUCZYCIELI Z KRWI I KOŚCI !!!

  5. Mam pewien pomysł.
    Trzeba wydobyć z zachowanych jeszcze szkolnych archiwów zadania i prace maturalne z czasów gdy dyrektor lokalnego liceum czy technikum był jednym z najbardziej szanowanych mieszkańców miasta (czyli np sprzed 40 lat). Dać te prace do rozwiązania dzisiejszym abiturientom i porównać rozwiązania z tymi archiwalnymi. Porównanie wyników przeprowadzić publicznie przez komisje złożone ze współczesnych i emerytowanych nauczycieli. Wyniki upublicznić w mediach jak najszerzej. Dopiero wtedy naocznie przekonamy się czy prawdą jest to co od wielu lat podejrzewamy. Czy rzeczywiście każde następne pokolenie Polaków jest głupsze i gorzej wyedukowane. Może wtedy dopiero uda nam się zbudować system kształcący światłych obywateli przygotowanych do poznawania i tworzenia najbardziej złożonych tajników naszej wiedzy. Nie jestem w tej dziedzinie fachowcem, lecz bardzo spodobał mi się system w którym samorząd jest właścicielem szkoły, jako budynku, terenu, umeblowania i tym podobnych rzeczy. Natomiast program nauczania, nauczyciele, obsada dyrektora, nadzór pedagogiczny pozostają we właściwości kuratora. Jestem też zwolennikiem egzaminów wstępnych do szkół średnich i uczelni, by to one same kształtowały oczekiwania stawiane kandydatom, zgodnie z specyfiką, własnymi tradycjami i osiąganym poziomem nauczania.

  6. @Zbigniew, no wlasnie ….
    Wczoraj w niemieckich wiadomosciach dziennika pojawilo sie oswiadczenie “Zwiazku Niemieckich Nauczycieli”, ze SMS -y “sa winne” za ogromny spadek poziomu wiedzy i znajomosci jezyka oczystego, gdyz obecnie uczniowie od wczesnego dziecinstwa ( zaczynaja juz w wieku niemowlecym !!! ) zamiast czytac ksiazki i tak szkolic swoja wiedze,slownictwo,gramatyke,ortografie i formy wyrazu jezykowego spedzaja cale dnie i czesto noce ( ! ), poslugujac sie “dziwadlami” jezykowymi skadajacymi sie z wymyslnych skrotow wyrazow,”grypserki”, bez deklinacji i kompletnie bez ortografii…taki stan rzeczy trwa od lat ….

    We Francji Macron zabronil uzywania telefonow komorkowych w szkolach wlasnie z tych wyzej wymienionych powodow…
    W Usa telefony komorkowe i bron ( !!! ) trzeba oddac do depozytu ( do przechowalni ) ….
    Dygitalizacja ( = cyfryzacja ) tj.komputery i smartphony ludziom zabieraja tyle czasu, ze przez lekarzy jest diagnozowany stan wyczerpania komputerowego, gdyz ludzie w tym mlodziez i dzieci nie spia w nocy ,tylko pisza sobie SMS i wystepuja na forach spolecznosciowych …niektorych trzeba kierowac do psychiatrycznych oddzialow odwykowyvh, bo sa od komputerow uzalenieni i maja objawy chorobowe jak alkoholicy czy narkomani i “kappute” / zepsute oczy ( astygmatyzm i bielmo ….)
    Tu sie mowi, sami uczniowie mowia o tzw. “Boullemie Lernen” tj.”bulemicznym uczeniu sie ” na modle choroby bulemii, polegajacej na tym, ze na nia chory delikwent spozywa posilek a zaraz po tym idzie do lazienki ( idzie do kibla),wsadza sobie palce do gardla i wszystko co wlasnie zjadl zwymiotuje ( by byc szczuplym i zgrabnym…) a wiec wyglada to tak, ze uczniowie ucza sie “mechanicznie”,”na pamiec” bez rozumienia tematu “pod test”, ktory znaja z internetu ( jetleak =przecieki ) i jak tylko test jest “zdany” wszystko zapominaja by sie psychicznie nie obciazac….
    Jak kiedys ktos internet i GIPS “wysadzi” w powietrze to bedzie normalna edukacja i ludzie beda normalnie gotowac obiady i kolacje i je normalnie jesc i rozmawiac z bliskimi, bo obecnie zyja ze Smartphonem czy IPad-em itd. i jedza z torebki “prazyki ziemniaczane” lub gotowa pizze….
    Jestem przekonana, ze musi dojsc do konca ery internetu, tak jak doszlo do konca ery kamienia lupanego, epoki zelaznej itd.,itd….

  7. Jestem zagorzala przeciwniczka podrecznikow szkolnych w formie cyfrowej, gdyz jedynie obcowanie z tekstem drukowanym, ktory mozna brac wielokrotnie do reki i “przerabiac” do woli dana tematyke ma inne dzialanie niz skaczace literki na ekranie… Nie, wogole nie powinno to wchodzic w gre…

    • Tylko podręczniki cyfrowe w odtwarzaczach typu „kindle”, specjalnie zaprojektowanych dla edukacji. Od lat na zachodzie stosuje się w prywatnych szkołach ipady i problem noszenia podręczików jest rozwiązany.

      • @kolom……
        Pisze komentator ” na zachodzie”…na ktorym zachodzie ja sie pytam, gdyz w Niemczech i we Francji na pewno nie….
        Np.w elitarnych” Szkolach Montessori”prywatnych zwraca baczna uwage, by dzieci i mlodziez mialy jak najmniej stycznosci z komputerami i tymi wszystkimi wymyslami, ktore tylko dzieci odtracaja od bsuki i skupienia….
        W elitarnych prywatnych szkolach”WALLDORF-SCHULE”( takze przedszkola “WALLDORF-KINDERGARTEN ” ),ktorych w Niemczech i w Szwajcarii jest bardzo duzo ale takze na calym swiecie tylko duzo mniej,opierajacych sie na anthropozoficznych pryncypiach nauk spolecznych Rudolfa Steinera wszelkie aparaty, takze radio i TV sa zabronione, uczniowie musza czytac, wystepowac w teatrze, muzykowac, maja warsztaty praktyczno-teczniczne i buduja rozne rzeczy min.instrumenty muzyczene, zabawki ( zobacz komentarz @Grzegorz z Kotliny Klodzkiej….), lalki z tekstylow ale z fantazja zmuszajace do myslenia i dzialania konstrukcyjnego, zajmuja sie bio-dynamiczna kultywacja roslin w przyszkolnych ogrodach( biodynamiczne rolnictwo zwane “DEMETER”,gdzie min. krowy sluchaja muzyki w oborach ,sa zdrowe i daja duzo i zdrowego mleka…) a kury znosza duze jajka…itd.,itd. Do tego od 6 do 18/19 roku zycia przerabiaja caly material szkoly podstawowej i licealny ze wszystkich przedmiotow ale tzw.epokami czasowymi ( “ZEITEPOCHEN “)np.ucza sie chemie codziennie ciurkiem np.jeden rok, historii ciurkiem ( nie przez np.8 lat 2 godz. w tygodniu tylko codziennie 6-8 godzin…)matematyki ciurkiem codziennie itd.,itd.
        Takze ucza sie specjalnego, antycznego, teraupetycznego tanca scenicznego zwanego “EUROTHMIE”, ktory tanecznym, plastycznym ruchem calego ciala artykuluje litery, wyrazy i uczucia i stany ducha…..
        Do “WALDORFF-SCHULE” to uczeszczaja dzieci politykow i innych VIP-ow ( “Very Important Person “) min.synowie kanclerza Kohla, dzieci Franza Josefa Straussa itd., dzieci aktorow, lekarzy czy profesorow oraz zwyklych ludzi ,ktorzy wyznaja te teorie poznania i nazywaja sie anthropozofami a rodzice osobiscie musza 2x w tygodniu pracowac spolecznie w szkole, glownie w kuchni, gdyz przyrzadzanie posilkow “Demeter” i ich wspolne spozywanie jest programem i terapia….
        Ja nie wiem o jakim to “zachodzie” komentator” mowi….

      • @kolom….
        Tak uzupelniajaco chce dorzucic, ze bardzo majetni ludzie ale “z glowa ” to wysylaja dzieci do bardzo drogich szkol tak od € 2.000 /miesiac do nawet € 30.000 – € 60.000,00/miesiac i wiecej np.znana i odnoszaca duze sukcesy takze finansowe aktorka niemiecka Anna Thalbach to na zyczenie corki i wlasne przekonanie umiescila ja w prywatenej szkole za cos ok. € 30.000,00/miesiac, szkola ta czarteruje min.wielkie zaglowce i mlodziez wraz z nauczycielami i jakis tam dogladajacym fachowcem bez zadnych komputerow i smartphonow, ktorych posiadanie i uzywanie jest scisle zabronione zegluja sobie dookola swiata z recznie naciaganymi zaglami i bez GIPS-u tylko z podstawowym radarem i innymi klasycznymi urzedzeniami nawigacyjnymi…..

        Mlodziez “przerabia”prigram szkoly sredniej i ma zajecia oczywiscie z literatury i matematyki itd. ale kazdy ma dyzury w dzien i w nocy i musi naciagac zagle na masztach i szorowac poklad, pracowac w kuchni i wspolzarzadzac organizacja np. sporzadzac liste zakupow srodkow spozywczych, zeszytow czy artykulow higenicznych w nastepnym porcie, pisac codziennie raporty z tego co sie dzieje, przygotowac poczte dla rodzicow czy bliskich do wyslania w nastepnym porcie postojowym itd., itd., gdyz komorki i komputery sa zabronione…!!!
        Czesto uczniowietej szkoly pracuja w wykopaliskach entnograficznych z naukowcami panst, ktore w swojej podrozy odwiedzaja…..
        Corka tej Anny Thalbach chodzila iles tam lat do szkoly w Berlinie, cos 6 czy 8 lat i nigdy nie byla ze szkola ani w 1 muzeum,ani jednego razu w teatrze czy kinie, ani jednego razu nie zwiedzano ogrodow botanicznych mimo, ze w Berlinie jest tego multum ,multum….corka nie potrafila sie wyslowic, cos prostego policzyc i wogole wszystko “pod zdechlym psem”plus wielkie niezadowolenie i degrengolada….

        Matka tej Anny Thalbach Katherina Thalbach/aktorka miala tez olbrzymi sukces w teatrze i filmie i TV, obejmowala meskie role w operze i min.grala nianke w filmie Schloendorfera “Blaszany bebenek…”( na podstawie powiesci o tym samym tytule Guentera Grass’a ) obok polskich aktorow min.Daniela Olbrychskiego….

        Oczywiscie Anna Thalbach wyrazila ubolewanie, ze tylko bardzo nieliczni moga pozwolic sobie na takie ekskluzywne szkoly i sposoby ksztalcenia i wychowania……

        Elekroniczne podreczniki …nikt o tym nic nie wie i nie chce slyszec….

  8. @krolowa bona
    Dobrze napisane. Można tak w nieskończoność dyskutować ale nie tyle braki w edukacji co zupełny brak wiedzy i umiejętności, w tym takiej podstawowej analizy sprawia że słowa trafiają w próżnię.
    Analiza to pewien model który nie mówi wyłącznie o zyskach z czegoś ale również stratach, zagrożeniach i przeciwdziałaniu czy reagowaniu na ich wystąpienie.
    Tymczasem “nauka poszła w las” i dziś w jej miejsce jest serwowany konglomerat świeckich dogmatów. Jak podnosi się dyskusję na zagrożenia jakie niesie prawie w całości komercyjna dziś sieć Internet (ta cześć publiczna i oficjalna) to jest jest się niemal heretykiem (w końcu występuje się przeciw dogmatom). Jak się tłumaczy pojęcia ziarna, wielkości próbki czy metody badawcze i dlaczego cyfryzacja i cybernetyzacja niosą zagrożenia to już rozpalają stosy. Jak się mówi że testy, wyklejanki, zeszyty ćwiczeń to jest droga donikąd, to zaraz jest się terrorystą czyhającym na przedsiębiorców (wydawców) i edukację.
    I można tak w nieskończoność że te tony “gotowców” nie tylko sprowadzają do dna intelektualnego “uczących się” jak i “nauczających” ale to jak grochem o ścianę.
    Parafraza ponurego dowcipu jest taka że najwięcej prawdziwych nauczycieli “jest na Powązkach”. Bo takich co to sami mogą “z głowy” wymyślić zadanie mające rozwiązanie (np. z matematyki) to dziś trudno znaleźć. Może jeden na stu by się znalazł. Podobnie “uczący się” z braku elementarnych umiejętności bez zeszytu ćwiczeń mając jedynie zeszyt i ołówek nie potrafią rozwiązać najprostszych zadań. Ci co potrafią są jeszcze rzadsi niż wspomniani wyżej prawdziwi nauczyciele.
    Tytułem erraty. Gdyby ktoś się pytał gdzie są komputery w moim zestawieniu powyżej to odpowiadam że kryją się w ZPT bo używanie komputera jest jak kiedyś używanie papieru, ołówka i linijki. Geografię ukryłem w Przyrodzie. A Biologię w późniejszym okresie w Fizyce i Chemii choć jak ktoś potrzebuje może ją wydzielić.
    Jak ktoś bajdurzy o książkach elektronicznych to informuję że za koszt typowego czytnika po cenie z produkcji można wydrukować 50-60 książek a papier jest materiałem który w całości można odzyskać po zniszczeniu książki i wydrukować na nim nową. Współczesne książki mogą być również bardzo lekkie.
    Cześć tzw technologii to zwykły biznes a nie rozwój (chyba że rozwój biznesu). Coś jak opowiastka o tym że dla kosmicznych długopisów “amerykanie” wydali miliony a “ruscy” wzięli w kosmos ołówki.

  9. Pierwszego nieszczęścia (“polskiej” edukacji),zaznaczam że jest to nie tylko moja opinia upatrywał bym w nie tak znowu odległych wiekach ciemnych,
    czyli w czasach “oświecenia”, patrz działalność tzw. komisji edukacji narodowej…(kogo TAM nie było, i TO trwa…) 🙂 (…) wtenczas panowało takie oślepienie, że nie wierzono rzeczom najdawniejszym w świecie, jeśli ich nie czytano w francuskiej gazecie. – Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz

    https://marucha.wordpress.com/2011/05/29/sarmacja-%e2%80%93-w-poniewierce-u-oswieconych/

    • No właśnie, a z czego to wynikało? Jak nie z kołtuństwa zaprowadzonego przez okupanta religijnego, który nie dopuszczał do rozwoju rodzimej kultury polskiej tylko karmił naród trucizną wypaczonych dogmatów, które z prawdziwym chrześcijaństwem miały niewiele wspólnego! Gdzie polski szlachcic i magnat wstydził się polskości, chciał być kosmopolitą, światowcem, ale dlatego m. in. że tylko tam we “francuskiej gazecie” mógł coś sensownego przeczytać, zobaczyć świat i nowe prądy kulturowe.

      Polecam ci niezwykle mądry tekst Zawiszy Niebieskiego z Neonu.
      „Nie rozumiem takich Polaków”
      „Nazywają siebie patriotami, „prawdziwymi Polakami”, a historią, kulturą naszą się brzydzą, wiedzy o niej unikają jak diabeł święconej wody.
      Tak więc nie rozumiem was „prawdziwi Polacy”. Jesteście patriotami, dobrze, tylko którego kraju, jeśli naszej kultury, historii, korzeni poznać nie chcecie, naszej kultury promować nie chcecie, uważacie ją za coś gorszego, za pogaństwo?”
      Autorstwo: Zawisza Niebieski
      Źródło: NEon24.pl
      Polecam całość: https://wolnemedia.net/nie-rozumiem-takich-polakow/

      Wstyd być takim “patriotą”, co to okupanta wspomaga.

      A i żebyś zapamiętał, że ten termin “okupant religijny” został ukuty już w XIX wieku przez światłą szlachtę, która zrozumiała komu zawdzięcza swój upadek. Potem powtórzył to Boy-Żeleński w swoim felietonie “Nasi okupanci” w latach 30 XX wieku. Czy wcześniej ktoś posłużył się tym terminem nie wiem, nie trafiłem w literaturze na wzmianki o tym.

  10. Kilka dni temu przez 5-6 godzin w mojej wsi nie było prądu. Na szczęście mam lampę naftową i świece no i oczywiście książki na półce. Resztę każdy dopowie sobie sam.

  11. “Na zachodzie”… itp. dywagacje – Ludu pracujący… albo i nie! Wy tkwicie mentalnie
    w ciemnych wiekach oświecenia “różnych Kościuszków czy innych Kołłontajów”…
    Ogarnijcie się !
    🙂

    • A ty tkwisz w latach “ciemności publicznej”, jak to światli ludzie oświecenia nazwali wieki wcześniejsze i system edukacji jezuickiej. Weź sobie poczytaj waćpan co sławny Józef Wybicki pisał o edukacji, którą u jezuitów zaczynał, i która doprowadziła polską szlachtę do upadku I RP.
      https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Wybicki

      Jako żołnierz LWP, obecnie emerytowany, pewnie śpiewałeś jego Mazurka Dąbrowskiego, nasz hymn? Czy nie śpiewałeś, bo on z oświecenia pochodzi? Nic was tam nie nauczyli w tym LWP, więc się nie dziwię, że z taką kadrą to PRL nie miała szans, i to żadnych. 🙂

      No, a tak pisał Wybicki w swoim pamiętniku “Życie moje” o stanie ówczesnych przed-oświeceniowych polskich umysłów i edukacji publicznej:
      “Już niepojętym wypadkiem, Polacy w tym wieku, uważani moralnie, zdziecinnieli byli. Nie mieli swego języka, nie umieli mówić jak ich przodkowie Orzechowscy, Kochanowscy, Skargowie; utworzyli sobie bełkot jakiś z łaciny i polszczyzny złożony … Literatura, sztuki i kunszta wolne z różnymi umiejętnościami, z którymi już prawie cała Europa oswojoną była, dla nas były obcymi … Być inaczej nie mogło. Rządu opieka nie rozciągała się do najważniejszych zamiarów wolnego ludu, chcę mówić do edukacji publicznej”. (s. 9)
      Poczytaj se, a się zdziwisz i może ty wreszcie oświecenia doznasz? 🙂

      No i co? Chyba nie masz wątpliwości, że to były ciemne wieki, dzięki jezuitom i ciemnej szlachcie oraz magnatom, a dzięki oświeceniu i niestety upadkowi, dopiero światła szlachta zaczęła na nowo walczyć o polską kulturę i rozwijać się naukowo, o dziwo pod zaborami. Mam na myśli, np. Trentowskiego, Śniadeckiego i wielu, wielu innych wielkich Polaków z końca XVIII wieku i XIX oraz początku XX wieku. Taka jest smutna prawda o wiekach ciemnych.

      • “Jako żołnierz LWP…………………………………….
        https://demotywatory.pl/1128479/Ojczyzna

        • No cóż do takich zwykle tylko pięść dociera, bo w sądzie i tak nie zrozumieją sentencji, ani kary. 🙂 Ale czy warto sobie brudzić ręce takim śmieciem i ryzykować spotkanie z sądem, chociaż czytałem kiedyś o mądrym orzeczeniu sądu, który żołnierza wybronił stwierdzając, że działał w stanie wyższej konieczności.

      • Ten zegar stary gdyby świat
        Kuranty ciął jak z nut,
        Zepsuty wszakże od stu lat
        Nakręcać próżny trud.
        Lecz jeśli niespodzianie
        Ktoś obcy tutaj stanie,
        Pan zegar, gdy zapieje kur,
        Dmie w rząd przedętych rur.
        Dziś zbudzi cię………………

  12. Akurat co do gimnazjów to autor przepisał założenia reformy z 1999, a nie przedstawił prawdy. Prawda jest taka, że samodzielne gimnazja tak lansowane w tej reformie to siedlisko patologii o niskim poziomie nauczania. Sprawdziły się natomiast trochę gimnazja powiązane albo z podstawówkami albo z liceami.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.