No i znowu się nie udało! Oj oj!

No i znowu się nie udało – tyle można powiedzieć na temat chyba najważniejszej w tej chwili z realizowanych przez nasze państwo inwestycji strategicznych. Gazoport, „ojej” i nic się na to nie da poradzić, czy to się nam podoba czy nie, a umowa jest oczywiście poufna, co zasadniczo jest słuszne, jednakże trzeba przypomnieć, że na jeden aneks rząd już się zgodził – w tym na podwyższenie ceny. Dodatkowo przepadła kwestia podatku VAT, ale tam szczegóły – chcieliśmy mieć gazoport, to będziemy go mieli w takiej cenie, że na długo by nam wystarczyło na „znienawidzony ruski gaz”.

Nie mam jest popędzać czcigodną osobę pana premiera, jednakże jeżeli nie posypią się głowy w kadrach odpowiedzialnych podmiotów i instytucji – jeżeli prokuratura nie siądzie na winnych zaniedbań, to po prostu mamy do czynienia z patologizacją państwa, ponieważ co można powiedzieć o sprawności kraju, w którym główna, najważniejsza, strategiczna inwestycja – mająca – jak twierdzi oficjalna linia wykładni propagandowej opóźnia się i to nie z przyczyn technologicznych! To, czego można się po nas spodziewać?

Sama decyzja o budowie gazoportu była jak najbardziej słuszna, można dyskutować, czy w tym miejscu dokonano optymalnej lokalizacji, czy nie – naszym zdaniem nieszczególnie, ale skoro już mamy prawie wybudowany obiekt to czas najwyższy myśleć o jego rozbudowie w przyszłości, jeżeli rzeczywiście chcielibyśmy kupować gaz na wolnym rynku.

Co do procesu inwestycyjnego – wiadomo, że nie będąc ekspertem nie można krytykować go co do zasady, jednakże tak się składa, że nie mamy w Polsce monsunów, tajfunów i nawet pływy są nijakie, więc można zapytać – jakież to okoliczności wpłynęły na fakt dwukrotnego opóźnienia wykonania tej strategicznej inwestycji? Ostatnio w mediach pojawiły się informacje, że wykonawca związał się kontraktem z podmiotami z terenu Federacji Rosyjskiej, jednakże twierdzenie, że winny naszego opóźnienia jest jak zawsze przywódca sąsiedniego mocarstwa byłoby zupełnym nadużyciem.

Jeżeli nie potrafimy w ramach podmiotów i instytucji cywilnych realizować tego typu inwestycji, to może warto pomyśleć o zmianie formuły realizacji, na realizację inwestycji kluczowych z punktu widzenia państwa – przez Wojsko Polskie. Nie byłoby, bowiem żadnej formalno-prawnej przeszkody, żeby zbudować taki obiekt, jako ośrodek logistyczny armii, a dzień po oddaniu do eksploatacji poddać go demobolizacji. Jednym ograniczeniem byłoby tylko korzystanie z funduszy unijnych, ale cały proces inwestycyjny w tym spełnienie wymogów środowiskowych byłby o wiele prostszy, bo realizowany z zupełnie innego poziomu. Naprawdę, jeżeli nie ma sposobu na bałagan i prawdopodobnie nieudolność, to trzeba sprawę powierzyć wojsku, jeżeli ono sobie nie poradzi, to znaczy się, że mamy do wyboru: albo zaakceptować rzeczywistość taką, jaka ona jest albo odpuścić.

W zasadzie przecież to nikogo już nie interesuje, co zrobi premier w tej sprawie, to tylko kolejna sprawa, która negatywnie odbija się na jego wizerunku, za mniejsze przewiny wyrzucał ludzi z rządu, więc jeżeli teraz chciałby pokazać słabość to w sumie nie ma żadnego znaczenia, bo co kogo obchodzi jego polityka, w tym działania personalne? Przecież nawet opozycja w sumie to odpuściła – jak na swoje możliwości „zrobienia afery”, zachowała się nadzwyczajnie posłusznie i po cichu. To dziwne głównie dlatego, ponieważ tą inwestycję rozpoczął przecież rząd prawicy i nie trzeba nic więcej niż to co jest, żeby bić w wizerunek rządu – wyświetlając słupki ze zmarnowanymi korzyściami, oszczędnościami itd. Nie ma znaczenia, nie będziemy niczego opozycji podpowiadać, nawet tej uważającej się za lewicową.

Wielka szkoda, że się nie udało, ponieważ oddanie tej inwestycji akurat w tym okresie byłoby genialnym ruchem PR-owym o wymowie strategicznej, zarówno na tle Europy jak i państw, które uznajemy za nieprzyjazne. Po prostu trudno sobie wyobrazić lepsze miejsce do przemawiania polskiego premiera w sprawie nowej polityki energetycznej Unii Europejskiej po prostu trudno sobie wyobrazić. Dziwi brak sprawności naszych służb „wszelakich”, przecież można było się tak porozumieć z wykonawcą, że prace są oddane w określonym terminie, jest sukces a potem np. dzieje się kontrolowany wypadek instalacji w trakcie jej rozruchu lub pojawiają się np. problemy środowiskowe związane z koniecznością przeniesienia kolonii glonów, fok, czy czegokolwiek. Powód zawsze można znaleźć i zrealizować proces w taki sposób, żeby sprawa służyła krajowi, a nie czyniła z nas pośmiewisko.

Tymczasem brakuje tylko stowarzyszenia ekologów, opłacanych przez sąsiednie potężne państwo, niechętne naszym inwestycjom przemysłowym i już można zacząć domagać się przebudowy tych obiektów na np. hurtownie lub magazyny czegokolwiek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.