Sfera symboliczna a przestrzeń realna w Polsce

Jeżeli ktokolwiek, kiedykolwiek będzie chciał podbić Polskę bez jednego wystrzału, a nawet spowodować, żeby Polacy skoczyli sobie do gardeł – nie musi robić nic więcej, niż pozwalać mediom swobodnie relacjonować odsłonięcie pomnika z okazji swojego zwycięstwa. Nie trzeba niczego więcej, wystarczy dowolność działania mediów, a zwłaszcza zapraszania ludzi o mizernej reputacji epatujących swoją jedynie słuszną słusznością.

Spór o tęczę jest czymś tak abstrakcyjnie zastępczym i oddalonym od realnych problemów społeczeństwa, że nawet przy całym szacunku dla symboliki biblijnej nie można zgodzić się z żadną argumentacją w tej sprawie, albowiem jak zawsze w Polsce nadaliśmy własne, nasze wysublimowane i oderwane od rzeczywistości znaczenie. Tęcza stała się symbolem wszystkiego, co dzieli wąską część społeczeństwa mająca najlepsze przełożenie na media. Cynizm tych ludzi spierających się jak zawsze o nic nie ma granic. Mogą spierać się o wszystko, byleby to tylko nie dotyczyło sfery realnej, poza tym każdy temat zastępczy jest dobry. Tęcza? Może być! Marsz lub parada? Oczywiście – super temat rzeka. Sweterek – dobry czy zły? Oczywiście jak najbardziej. Każda bzdura jest dobra, zwłaszcza jeżeli dotyczy czegokolwiek jedynie w warstwie symbolicznej, odbieranej przez dominującą część audytorium jako spór o coś istotnego w przestrzeni realnej. Oczywiście spór o obecność krzyża w dłoni Zygmunta III Wazy to już coś tak kosmicznego, że nie da się o tym nawet myśleć w kategoriach kiepskiego humoru.

Prześladowanie symboli mających swoje miejsce w przestrzeni realnej, tylko dlatego ponieważ w warstwie symbolicznej coś się komuś wydaje, ewentualnie wydaje mu się, że dobrze interpretuje nakazy jakiejś religii i przez to czuje się upoważniony, żeby kogoś innego prześladować czy też chociaż złośliwie mu dokuczać – to triumf formy nad treścią.

Przecież nie po to stawia się pomniki, żeby ludzie z ich powodu się zabijali? Pomnik ma służyć upamiętnieniu tego typu wydarzeń, ewentualnie pełnić rolę wystawienia kogoś na cokole za wzorzec. Tymczasem, u nas można się na poważnie pogniewać na innych ludzi ze względu na stosunek do jakiejś przejściowej instalacji artystycznej. Cenzurowanie, której jest przecież niczym innym jak publicznym wyrażeniem dezaprobaty.

Podobno poprzez tęczę, niektórzy zaczynają dopatrywać się w słynnej „palmie” symboliki fallicznej i też staje się ona dyskusyjna. Już nie wiadomo, czy śmiać się z tego, czy płakać? Równolegle jednak w ramach walki o czystość przestrzeni realnej od nadmiaru symboli dostało się nawet jakiemuś pomnikowi po Armii Czerwonej, w przypadku którego połączyli się nawet politycy opozycji i rządu. Pomnik radzieckiego bohatera ma zniknąć! Państwo polskie przypomniało sobie o tym, że pomnik istnieje po 25 latach wolności i nagle tak bardzo przeszkadza, że można go poświęcić.

Ze wszystkiego można się śmiać, ale niestety żyjemy w kraju gdzie ludzie, którym wydawało się, że petardą wysadzą pomnik Lenina w Poroninie – proszę państwa rządzą!

Tak, może trudno w to uwierzyć, ale w naszym kraju – burzyciele pomników mają swoje miejsce, właśnie za to, że kiedyś, w jakieś odległej epoce – nie spodobał im się konflikt pomiędzy warstwą symboliczną, a realnym miejscem zajmowanym przez jakiś pomnik.

To fascynujące, że w kraju burzycieli pomników – nikt nie zorientował się, że tu nie chodzi o stosunek do pomników, tym się nie nakarmi pustych żołądków. No, ale walka z pomnikami to rzecz święta…

Można nawet postawić taką tezę, że zawsze jakieś pomniki trzeba będzie burzyć, ponieważ bez tego aktu nie moglibyśmy przynajmniej na pokaz zerwać z naszą przeszłością.

Tymczasem tęcza ma instalacje przeciw pożarową, kamery, jest chroniona przez służby bezpieczeństwa samorządu warszawskiego i liczne grono sympatyków… Jednakże wiadomo, że nie przetrwa, nawet jeżeli będzie kosztować ludzkie życie – nie opamiętamy się, będziemy walczyć z symbolami, patenty niech zgłaszają inni!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.