Paradygmat rozwoju

Sens życia szczęśliwego Polaka – zapłacić kolejne raty a potem opłaty

 Model życia społeczno-gospodarczego gospodarstw domowych we współczesnej Polsce dotkniętej zarazą neoliberalnego szaleństwa polityczno-ekonomicznego doprowadził do takiej oto poprawy, w stosunku do smutnych realiów II-giej RP, że dzisiaj obywatele generalnie mogą brać kredyty. Nie wszyscy niestety mają zdolność kredytową, jednakże co trzeba zauważyć zupełnie na plus obecnego kapitalistycznego ustroju – każdy, jeżeli jest solidny i odpowiedzialny, jakiś kredyt dostanie. Oczywiście jego wysokość jest warunkowana przez zdolność kredytową wycenianą bardzo swoiście i specyficznie przez banki, ale generalnie system działa.
Istotą systemu kredytowo-pożyczkowego jest PRZYPOMNIJMY, żeby zawsze zarobił bank, a przynajmniej nie stracił na ogólnej sumie udzielanych kredytów i pożyczek. Służy temu cały szereg zabezpieczeń systemowych i poza systemowych, więc jak się uda dostać w Polsce solidny kredyt na coś poważnego – to jest to bez wątpienia olbrzymi sukces osobisty i życiowy danej osoby lub osób, albowiem dla wielu, kredyt hipoteczny to jedyny sposób na nabycie własnego mieszkania i rozpoczęcie dorosłego życia.
Niestety ten para-konsumpcyjny styl życia, któremu ulegamy stał się dla nas przekleństwem i obciążeniem, albowiem jak nazwać sytuację w której dorosła kobieta pozywa o alimenty matkę swojego byłego męża o alimenty, albowiem pieniądze uzyskiwane od niego – nie zapewniają jej adekwatnego do przyzwyczajeń poziomu życia! To oczywiście skrajność, jednakże ludzie myślą w perspektywie kredytu, po to żeby wziąć kolejny, na kolejną rzecz, którą nakazuje im posiadać pęd do posiadania. Oczywiście wszystkiego co się tylko da, w tym w szczególności dóbr polecanych przez rozpasany marketing. Jeżeli na to nakładają się jeszcze świadome marketingowo dzieci, to życie zmienia się w lawirowanie pomiędzy zapłaceniem czynszu, kolejnych rat, opłat a wpasowaniem się w ileś tam dniowy okres bez odsetkowej obsługi kredytu na karcie.
System tak skonstruowany jakoś funkcjonuje, przy czym są spóźnienia i brakuje na wszystko, ale działa i się kręci, dzięki czemu wszyscy są zadowoleni – mniej więcej. Natomiast kosztem takiego stylu, czy też raczej modelu życia jest nie tylko nerwica i inne negatywne kwestie odbijające się na ludziach, ale przede wszystkim – autopokora, czyli wymuszona pokora człowieka wobec systemu, który umożliwia mu życie na kredyt. To bardzo ważna kwestia, albowiem to przez kredyty, dzięki którym funkcjonujemy i dzięki którym żyją nasze rodziny – jesteśmy pokorni wobec głupoty własnych przełożonych, wytrzymujemy warunki niskiej jakości usług publicznych, chamstwo urzędników, d…….m przepisów prawa itd. Tylko po to, żeby się nie wychylać, albowiem to może oznaczać ryzyko poniesienia kosztów, spośród których najgroźniejszym jest zniknięcie źródeł finansowania debetów, kredytów i pożyczek. Co w praktyce oznacza utratę płynności osobistej, a to implikuje stanie się podmiotem postępowania systemu windykacji, wymyślonego przez zarządzający swoimi i powierzonymi pieniędzmi establishment. Można tylko dodać, że bycie podmiotem egzekucji – nie jest niczym przyjemnym w naszym kraju.
Jest oczywistym, że życie od opłat do rat, potem do pensji i znowu – jest najdelikatniej mówiąc monotonne, stresujące i trudne. Człowiek bardzo szybko może stracić poczucie sensu uczestniczenia w całym procesie, o co nie jest trudno, jeżeli jeszcze uwzględnimy wpływ na samopoczucie społeczeństwa takich kwestii jak wspomniany standard usług publicznych czy też, także nawet nasza pogoda.
Praca tylko po to, żeby stale rolować zadłużenie musi być bowiem deprymująca, zwłaszcza że nie ma żadnych zabezpieczeń w przypadku, gdy się okaże, że coś jest nie tak jak dopuszcza system. Nie chodzi nawet o samą utratę pracy, ale o nowe niesprzyjające okoliczności jak np. ujawnienie się ciężkiej choroby – walka z nowotworem może przewartościować życie każdego człowieka. Co wówczas się dzieje z tak wywalczonym w kolejnych ratach mieszkaniem, jeżeli trzeba je jeszcze spłacać 25 lat? Co z mężem, żoną, dziećmi?
A nawet jeżeli się wszystko uda, to co? Odwrócona hipoteka na starość? Pełne pozbycie się własności? Brak możliwości międzypokoleniowego składania bogactwa? Czy naprawdę nasz system musi być tak paraliżująco brutalny?
Niech się nikt nie dziwi, że dwa miliony wyjechało, drugie tyle myśli o tym samym, a urodziny białego polskiego dziecka, będziemy mogli za niedługo – każdorazowo relacjonować w mainstreamowej „błękitnej” telewizji – będą to tak rzadkie wydarzenia.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

20 − 19 =