Społeczeństwo

Sens kolejnictwa a networking narodowy

 Z punktu widzenia krakowianina, każde opuszczanie naszego miasta to wydarzenie bez precedensu. Szczególnie groźne jest czynienie wypraw na północ do aktualnej stolicy państwa, do którego Kraków przynależy. Tak, Warszawa to ciągłe wyzwanie, to ciekawość, to lęk, to poczucie niższości, to świadomość bycia w innym świecie. Niestety, wyprawy do Warszawy poza wymiarem metafizycznym, mają także znaczenie czysto praktyczne, otóż wymagają skorzystania z elementów infrastruktury komunikacyjnej „Polski w budowie”.

Pierwsze wrażenia z dworca w Krakowie o dziwo pozytywne, pani w kasie doradziła, jaki bilet kupić na narodowego przewoźnika, umożliwiający realizację podróży w 2 klasie za całe 67 zł! Było to niezmierne zaskoczenie, że po pierwsze przewoźnik kieruje się interesem pasażera, a po drugie, że istnieje jeszcze coś takiego jak zwykła ludzka życzliwość… no przecież nie musiała…

Rano z peronu numer 5 na retuszowanym dworcu w Krakowie o 6:25 odjeżdża wygodny pociąg innego narodowego przewoźnika kolejowego, w którym wszystkie miejsca podlegają rezerwacji i może z tego powodu jeden wagon jest w nim wygaszony i pusty… Reszta podróżnych stoi na tym samym peronie i czeka na super ekstra wypasiony skład przewoźnika tańszego, ale jakże pożądanego! Ten drugi pocią jedzie o 6:40, o dziwo o czasie. Warunki spartańskie, ale wewnątrz panuje bardzo miła atmosfera warta tej podróży, wiele młodych osób, z laptopami pracuje dokańczając projekty, prace doktorskie i inne rzeczy, których przeznaczenia nie udało się chcąc nie chcąc podsłuchać.

 W połowie trasy pociąg staje na fenomenalnym przystanku kolejowym we Włoszczowej. O dziwo, wsiadają do niego ludzie, nie wielu – kilkoro. Pociąg dociera do miejsca przeznaczenia z około 15 minutowym opóźnieniem, przez przestoje na trasie, podczas których daje się wyminąć innym szybszym składom.

Warto przypomnieć podróżnym, że rano w Krakowie warto postarać się szybko do niego wsiąść, ponieważ niestety mamy, co czynienia z tzw. walką o miejsce, ale z kulturą, a jak ktoś ma szczęście może mieć trzy lub cztery przeurocze towarzyszki podróży.

Ten sposób podróżowania, zlecony przez redakcję, jest bardzo ciekawą formą obserwacji uczestniczącej w organizowanej ad hoc grupie społecznej, jaką stanowią pasażerowie 2 klasy pociągów Interregio. Warto to przeżyć, jest to niezmiernie pouczająca pod względem społecznym przygoda. O dziwo podróż mija szybko, jak się ma szczęście to pasażerowie zaproszą sąsiada na winko, lub piwko…, karty, itp., rozrywki, ale o dziwo nie są nachalni wobec kobiet i chowają swoje specjały przed konduktorem.

Podkreślam, warto to przeżyć, żeby doświadczyć w jak poniżająco bydlęcych warunkach godzą się podróżować Polacy, albowiem są przyzwyczajeni do ścisku, tłoku, braku pewności, co do miejsca i lichego poziomu obsługi. Naprawdę, wiele potrafi znieść ten naród, jego cierpliwość nie zna granic. Albowiem, ten standard podróży urąga wszelkim standardom, nie tylko wygody, czasu, lub warunków higienicznych.

 Po prostu składy serii „EN”, najdelikatniej mówiąc, nie gwarantują chyba żadnego poziomu bezpieczeństwa w przypadku wypadku kolejowego. Nie ma tu stref kontrolowanego zgniotu pomiędzy wagonami, nie ma usztywnień konstrukcji, ludzi otacza szereg przedmiotów, które mogą ich przebić, skaleczyć, zmiażdżyć lub w inny sposób pokiereszować. Patrząc na figury pasażerów, próbujących się w jakiś sposób ułożyć wygodnie na kozetkach z krowy „Skay”, można odnieść wrażenie, że najpopularniejszą religią Polaków jest zaawansowana Joga, albowiem plątanina nóg, trzymanych w górze rąk, lub zgiętych kręgosłupów świadczy o wysoko postawionym poziomie wtajemniczenia w najgłębsze poziomy tej bardzo ciekawej dyscypliny. Przykładowo naprzeciwko mnie przez całą trasę siedziała drobna kobieta, w pozycji „lotosu”, z Iczymś w uszach… i tak prawie cały czas. Fenomen.

Oczywiście nie można stale na wszystko narzekać, albowiem w wagonach tych jest pewien niezwykle pozytywny ewenement, otóż jest toaleta! Z papierem! I Wodą! Nie ma niestety mydła „struganego”, jako wiór z młynka, nie ma nieodżałowanych ręczniczków z logo „PKP”, ale sam fakt, że toaleta, co prawda designersko pamiętająca głębokiego Cyrankiewicza działa – fascynuje! I to tak, że nawet eleganckie młode kobiety nie mają obrzydzenia z niej korzystać (mus to mus). Swoją drogą ciekawe ile par się poznało przy kurtuazyjnych dyskusjach przy tych toaletach, to naprawdę wkład narodowego przewoźnika w budowanie społecznego, networkingu! Po co Polacy mają nawiązywać kontakty przez „fejsa” jadąc w tym samym pociągu, mając nie daj boże przywilej bezpłatnego szerokopasmowego WiFi! Lepiej stłoczyć ich na małej ograniczonej przestrzeni, bez firan, ze słońcem w oczy, kazać stać w upokarzających ogonkach do tzw. toalety i już mamy budowę kontaktów! Już mamy prawdziwe sieci społeczne! Ten poda bagaż, tamten pożyczy gazetę, jedna pani drugiej pani przypilnuje dziecka, pieska, coś spadnie, to się przeturla… a ile przy tym ludzkiej zaradności (kwiat lotosu), ile ciepła, ile empatii, jaka kurtuazja wobec dam! No i nikt nie narzeka, że z kibla śmierdzi ludzkim gnojem! Naprawdę Polacy to wspaniali i bardzo wytrzymali ludzie!

Droga powrotna ma nieco inny przebieg, otóż nasz pociąg mający odjazd z Warszawy Wschodniej, na centralnym na peronie 3, jest oblegany. Bardzo duża ilość osób, usiłuje do niego naraz wsiąść, z początku sytuacja wygląda groźnie, podróżni gotowi jak do biegu, tłoczą się przy linii wyznaczającej skrajnie peronu (w remoncie), zbijając się w grupki przy wejściach. Jest to istny raj dla kieszonkowców, co wyrwiesz to twoje, wszyscy patrzą w drzwi jak w święty obraz i szturmują, susłem przez schody, nie zważając na ścisk, formują się w ludzkiego węża i tylko słychać „zajmij”. Potem, przez pierwsze 15 minut, pociąg przemierza liczne grono, tych, którym nie udało się wygrać w tego berka… zabrakło siedzenia, asertywni współpasażerowie niedoli, poobkładali się torebkami, plecakami, pokładli kurtki i nie ma wolnych kanap ze wspaniałej krówki „Skayi”! Niektórym zagląda wizja stania przez cała drogę, jednakże na szczęście dzielna obsługa pociągu władczym głosem, apeluje do współpasażerów, żeby zrobić miejsce, bo ludzie stoją! A miejsca są. Najgorzej mają Ci z rowerami, lub większą ilością bagażu, albowiem naszym narodowym zwyczajem, czują nieodpartą potrzebę ciągłego związku ze swoimi przedmiotami, co jest oceniane, jako denerwujące przez część cierpiących dyskomfort z tego powodu współpasażerów. Na szczęście, ponownie górę bierze doświadczenie załogi tego czegoś, co szumnie nazywa się pociągiem, szybko i sprawnie, dla dobra wszystkich czynią porządek! Ruszamy, za około trzy godziny osiągniemy nasz ukochany Kraków! I żeby redakcja wzywała nas krakauerów jak najrzadziej!

W tym wszystkim najbardziej ciekawi to, że generalnie nie ma wielkiej różnicy w czasie przejazdu na tej trasie, pomiędzy flagowymi pociągami narodowego przewoźnika, a tym czymś, co przypomina bardziej koleje w Indiach, niż w Europie. Skład ten, w zbliżonym czasie osiąga nasz Kraków, niewiele ustępując „wypasionemu” pociągowi z klimatyzowaną I szą klasą i nowocześnie wyglądającą lokomotywą. A cena wyprawy jest praktycznie o połowę niższa!

Zatem słuszną linię ma nasza władza, albowiem sens Polskich Kolei Państwowych polega na łączeniu wielu funkcji komunikacyjnej i szeregu funkcji socjalizacyjnych, albowiem naprawdę społeczeństwo siłą rzeczy, po prostu w wyniku wspólnego biesiadowania (no, bo jak nie poczęstować kogoś, kto siedzi udo w udo!), Deptania po nogach, i przeżywania upokorzenia w związku z korzystanie “toalety” – uczy się współdziałania. A networking to jest to, czego najbardziej nam w wydaniu społecznym potrzeba. Nie pomoże tu Facebook, ani Twitter, nie pomoże przeważnie dostępna na całej długości trasy sieć komórkowa! Nic nie zastąpi, wspólnego przeżywania przygody, albowiem w ten sposób tą podróż należy odbierać, to coś więcej niż zwykłe przemieszczanie się. Przynajmniej tak można sądzić, obserwując miny obcokrajowców, robiących sobie w tym czymś zwanym pociągiem zdjęcia, po obyciu się z przestrzenią wagonu po pierwszych kilku minutach szoku.

Z takim społeczeństwem, możemy nie bać się konieczności reform i wyrzeczeń! Z takim społeczeństwem, zdolnym do płacenia za samo upokarzanie się, przetrwamy wszystko! Jest to największy kapitał naszego państwa!

Jeszcze Polska nie zginęła…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.