Polityka

Senkaku/Diaoiu – preludium wojny?

 Małe nieszczęsne skaliste wyspy są przedmiotem roszczeń trzech organizmów politycznych, dysponujących potężnymi siłami zbrojnymi – zdolnymi do zaatakowania sił każdego z nieprzyjaciół. Chiny, Japonia i Tajwan – de facto trzy kraje skonfliktowane o prawo zwierzchności politycznej i tym samym eksploatacji gospodarczej nieszczęsnych małych wysp Senkaku/Diaoiu. Małe i w praktyce nieliczące się wyspy mogą w stopniu przerażającym zagmatwać sytuację międzynarodową w tym rejonie, jak również rzutować na sytuację globalną. W twej sprawie na kwestie prestiżowe, gospodarcze i historyczne jak również sprawę politycznego nieuznawania się wzajemnie Chin i Tajwanu – nakłada się jeszcze zagadnienie sojuszy polityczno-militarnych i automatyzmu ich obowiązywania.

Chińczycy doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że nie są w stanie wygrać pełnoskalowej wojny z Japonią. Przewaga technologiczna wojska japońskiego jest totalna, nie da się jej zniwelować ilościowo, poza tym na wojnę pełnoskalową Chińczycy raczej się nie zdecydują, albowiem wywołałoby to konsekwencje globalne! W każdym bądź razie, jeżeli zdecydują się na jakikolwiek ruch wojenny muszą liczyć się z podrażnieniem Waszyngtonu, którego protegowanym jest Tokio i wcale nie zamierza tego faktu ukrywać. Powstaje niebezpieczeństwo, że do tego tygla i składu prochu – może włączyć się jeszcze dwóch graczy, jeden zaproszony przez Chińczyków – tylko dla stworzenia zamieszania i wzrostu napięcia – Korea Północna, a drugi siłą rzeczy sterowany przez Amerykanów – Korea Południowa, albowiem tak działają tamtejsze sojusze (Amerykanie w praktyce dowodzą operacyjnie Armią koreańską).

Jeżeli Chiny chciałyby osiągnąć jedynie korzyści prestiżowe, bez prowadzenia prawdziwej wojny – zdecydują się jedynie na prowokację i krótkie spięcie polegające na zatopieniu jakiegoś okrętu, ewentualnie zajęcie wysp archipelagu, czy też zestrzelenie samolotu. Po takiej eskalacji nastąpi – albo gwałtowna i brutalna odpowiedź drugiej strony tj. japońska ze wsparciem informacyjnym ze strony USA, albo wyciszenie sprawy w formie wzajemnych przeprosin na forum ONZ lub wręcz przeciwnie – pełnych oskarżeń rozpoczynających okres nowej zimnej wojny i początek masowych zbrojeń w regionie. W tym scenariuszu celem Chin byłoby tylko upokorzenie Japonii, bez brania Tajwanu w ogóle pod uwagę.

Jeżeli cele Chin byłyby głębsze, to znaczy, gdyby Pekin chciał rozegrać przy pomocy ruchawki o małe skały np. sprawę Tajwanu lub na poważnie upokorzyć Japonię jak również ją wystraszyć, to włączyłby do akcji Koreę Północną, która dokonałaby prowokacji, tak daleko posuniętej na ile miękkie okazałyby się USA i Korea Południowa. Prowokacja miałaby na celu spowodowanie istotnego odkrycia kart przez USA w regionie, w istocie celem Chin była by już rozgrywka z USA – mająca na celu wyznaczenie chińskiej strefy wpływów w kontekście prestiżowym i rzeczywistej projekcji siły. Ten scenariusz także nie zakończyłby się niczym nadzwyczajnym poza okresowym problemem regionalnym, który bardzo szybko powróciłby do równowagi.

W obu powyższych scenariuszach – analizujemy sytuację, w której to Chiny czegoś chcą, a przynajmniej są przedstawiane, jako zakłócający status quo agresor. W praktyce wcale tak nie musi być, albowiem Chińczykom nie można zarzucić powierzchownej głupoty, tj. dążenia do sprowokowania ruchawki. Pekin doskonale zdaje sobie sprawę, że jakikolwiek poważniejszy incydent wystawiający na szwank PAX Americana w regionie spowoduje rozpoczęcie skręcania sprężyny, na której pisze „Made in China”. Jeżeli bowiem dojdzie do zmuszenia Amerykanów do obrony Japonii lub Korei, to będzie oznaczało, że tego samego dnia Chiny staną się formalnym wrogiem USA, a tego Chiny chcą uniknąć za wszelką cenę, albowiem zdają sobie sprawę z ewentualnych konsekwencji.

Konflikt USA-Chiny miałby najpierw wymiar gospodarczy. Amerykanie wymusiliby na Europie i Australii a następnie na reszcie „wolnego świata” bojkot gospodarczy Chin, w tym znaczeniu, że wprowadzono by cła zaporowe na chińskie produkty i jawny zakaz inwestowania tam przez koncerny amerykańskie, co spowodowałoby tak upragnioną przez wszystkich reindustrializację zachodu, – czyli powrót miejsc pracy. W konsekwencji Chińczycy skonstruowaliby swój obóz, w którym języczkiem u wagi stała by się sprawa Bliskiego Wschodu oraz zaczęłyby domagać się spłaty długu.

Wówczas bylibyśmy w zupełnie nowej sytuacji politycznej i gospodarczej na świecie. Era taniej elektroniki odeszłaby w niepamięć, chyba, że Japonia stanęłaby na wysokości zadania. Z naszej perspektywy ważne byłoby to, jak zachowałaby się Rosja, albowiem z pewnością mogłaby zarobić olbrzymie kwoty na eksporcie broni do Chin, jednakże w dłuższej perspektywie czasowej jest skazana na konflikt z Chinami.

W naszej analizie nie możemy zapominać też o tym, że Japonia nie jest do końca biernym wykonawcą woli Waszyngtonu. Ten kraj może przeprowadzić akcję samodzielną, obliczoną na własny prestiż, albowiem Japończycy nie pozwolą na upokorzenie się i to jeszcze przez Chińczyków! Oznacza to, że do wszelkich analiz powinniśmy wprowadzić czynnik nieobliczalności tzn., przyszłe, niepewne i zaskakujące stany nieustalone, które mogą się pojawić w tamtej rozgrywce. Prawie na pewno nie będzie to oznaczać rozstania się Tokio z USA, jednakże biorąc pod uwagę potęgę Japonii – dla tego kraju nie jest problemem budowa zarówno armii zdolnej do inwazji na kontynent azjatycki jak również własnej broni masowego rażenia – w tym atomowej i termojądrowej. Z punktu widzenia ich technologicznego potencjału oraz praktycznie niewyczerpalnych rezerw finansowych – tego typu działania to tylko kwestia decyzji i przewartościowania politycznego.

Konflikt, jaki narasta wokoło Senkaku/Diaoiu może oznaczać przewartościowanie świata, jaki znamy dzisiaj. Początkowa faza zmian może być także dla nas bardzo korzystna, jednakże wynik tych nowych procesów może być zaskakujący.

One Comment

  1. Zaskakująco wnikliwa analiza.
    Gratulacje!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.