Selektywna demokracja

Selektywna demokracja, to chyba najbardziej pasujące określenie do opisania obecnej sytuacji politycznej w naszym kraju. Jest ona wyjątkowo ciekawa, ponieważ opiera się na podziałach, a dokładniej – różnego rodzaju selekcjach dokonywanych przez ludzi mających władzę i przekonanie o swojej własnej jedynie słusznej słuszności. Okazuje się bowiem, że nie tylko już selekcji podlegają obywatele, do czego chyba zdążyliśmy się wszyscy przyzwyczaić, że władza wie lepiej kto jest lepszego a kto innego sortu! Dzisiaj do długiego łańcucha przypadków systemowych selekcji np. pod względem zatrudnienia osób w publicznych instytucjach i spółkach Skarbu Państwa, dochodzi jeszcze selektywne publikowanie Wyroków Trybunału Konstytucyjnego.

Pomijając kwestie ustawowe, pomijając bezwzględny nakaz konstytucyjny odnośnie publikacji i jedynie techniczną funkcję Prezesa Rady Ministrów w procesie publikacji wyroków TK w urzędowym publikatorze, to trzeba mieć zawsze na zasadzie fundamenty i pryncypia.

Problem jest tutaj prosty jak mechanika łyżki do zupy, być może nawet prostszy. Chodzi o poznanie i uznanie natury instytucji, które toczą pomiędzy sobą spór o właściwość i kompetencje. To klasyczna sytuacja w administracji publicznej, stara jak ona sama i nie ma się co problemowi w zasadzie dziwić. Naturą tj. rolą w strukturze administracji państwowej (w szerokim rozumieniu tego słowa) Trybunału Konstytucyjnego jest kontrola radosnej twórczości prawodawczej czcigodnego rządu Najjaśniejszej i generalnie Parlamentu, w rozumieniu tego, co ta czcigodna i szanowana instytucja z siebie wykluwa. Co do tego chyba wszyscy są zgodni? Co prawda w Konstytucji można to opisać wznosząc się na wyżyny patosu (i mniej więcej tak jest zgodnie z art. 188 Konstytucji m.in.: orzekanie o zgodności ustaw i umów międzynarodowych z Konstytucją). Jednakże to nie koniec jego uprawnień, albowiem ustawodawca świadomy dorobku nauki Administracji, który jest kolosalny i zna wszystkie możliwe pytania i odpowiedzi w przypadku tego typu sporu. W art. 189 Konstytucji, ustawodawca przewidział, że TK rozstrzyga spory kompetencyjne pomiędzy centralnymi konstytucyjnymi organami państwa. Co to może oznaczać? No, na pewno nie oznacza to, że pani Prezes Rady Ministrów może rozstrzygać w materii tego typu sporów. To możemy wykluczyć z samej istoty i natury materii konstytucyjnej, której spór dotyczy. Jest, więc czymś zupełnie naturalnym, że rząd, który postrzega się jako element władzy omnipotentnej (bo suweren i wiadomo że zdecydował), będzie zawsze dążył do ograniczenia władzy Trybunału.

W pewnym uproszczeniu, ale co do zasady powyżej mamy wielką tajemnicę, dlaczego władza tak bardzo bezwzględnie wykorzystuje sytuację wykreowaną jeszcze przez władzę poprzednią, która bardzo istotnie okryła się hańbą łamiąc dotychczasowe zwyczaje w kontekście funkcjonowania rotacji kadr Trybunału.

Do tej pory słyszeliśmy od rzeczników i funkcjonariuszy dobrej zmiany, jak również od jej ojca założyciela, że w przypadku wyroków TK mamy do czynienia z prywatnymi opiniami jego członków, a jego posiedzenia to spotkania kawowe i wiele podobnych twierdzeń, czy też opinii. Dowiadujemy się, że jednak w ostatnich dniach opublikowano wszystkie wyroki, których do tej pory nie “puszczano”, poza dwoma, które dyskwalifikują linię interpretacji i postępowania dobrej zmiany.

Wielkim błędem było powierzenie publikacji – oficjalnemu rządowemu publikatorowi, nad którym władzę techniczną ma osoba w randze szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Co prawda to bardzo dobrze, że jest jeden główny krajowy publikator, jednak widać, że w nieukształtowanych demokracjach to się nie sprawdza. Tak ważny organ jak Trybunał Konstytucyjny powinien mieć własny publikator, oczywiście w wersji elektronicznej – stale udostępniany publicznie i wszystkim jednostkom wymiaru sprawiedliwości oraz całej administracji rządowej. Jakoś to trzeba zmienić, technologia się rozwija – dzisiaj już długie lata funkcjonują polskojęzyczne systemy informacji prawnej. Coś takiego jak nowy wyrok TK, praktycznie każdy zajmujący się profesjonalnie prawem w Polsce może mieć na biurku – on-line, bezzwłocznie po opublikowaniu. Do tego zawsze też uczynne media zrobią swoje.

Niestety, więc w dobie selektywnej publikacji wyroków, jakoś musimy się umieć odnaleźć. Szkoda tylko zamieszania, bo to podwyższa koszty wszystkich procesów i funkcjonowania systemu, poza tym świat się śmieje. Miejmy nadzieje, że nasze państwo wyjdzie z tego konfliktu wzmocnione.

2 myśli na temat “Selektywna demokracja

  • 18 sierpnia 2016 o 19:23
    Permalink

    Od zawsze piszę, że TK, NFZ, IPN brzmi jak ministerstwo niepotrzebnych kroków.Jak państwo sądzą, ile wynosiłoby w Polsce bezrobocie, gdyby zlikwidować wszelkie ministerstwa/urzędy niepotrzebnych kroków ?.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.