Polityka

Sejm przyjął pakt fiskalny! Polska ma ograniczoną wiarygodność

 W dniu 20 lutego 2013 roku skończyła się w Polsce demokracja oparta na pluralizmie. Ukonstytuował się podział Narodu, klasy politycznej i państwa wedle kryterium totalnej nienawiści „do innych”. O ile był cień szansy na jakiekolwiek porozumienie przełamujące ten przeklęty podział, to po dzisiejszych zapowiedziach Prawa i Sprawiedliwości nie ma już na to szans, a kraj – w wyniku nieodpowiedzialnych działań Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Żadna większość sejmowa nie może i nie ma mandatu na deptanie praw demokracji.

Przyjęcie paktu fiskalnego (wyrażenie zgody na jego ratyfikację, jako umowy międzyrządowej), jakkolwiek potrzebne i co do zasady wręcz niezbędne z punktu widzenia dalszej ścieżki integracji Polski z Unią Europejską, nie może się jednak opierać nawet na cieniu – powtórzmy – cieniu podejrzeń, co do niezgodności czynności legislacyjnych z polskim prawem – rangi najwyższej tj. Konstytucją RP. Tu nie chodzi o to, czy przyjęta droga legislacyjna w postaci zwykłej większości jest wystarczająca. Problemem jest to, że demokrację niniejszym od dzisiaj weksluje w Polsce Trybunał Konstytucyjny! Jeżeli bowiem organ ten – podległy Konstytucji – wypowie się, że złamano jej zapisy to, co wtedy?

Ryzyko, jakie przyjęła na siebie koalicja rządząca w dniu dzisiejszym jest, zatem ryzykiem systemowym, albowiem, jeżeli nie ma nadzwyczajnej okoliczności powodującej, że nie da się poszukać konsensusu – to nie powinno się sięgać po takie ekwilibrystyki prawno-ustrojowe! Trybunał Konstytucyjny nie jest częścią polskiego parlamentu i nie może kwitować jego decyzji w razie wątpliwości, a te w tym przypadku jak najbardziej są na miejscu. Dlatego nie można nazwać działań rządu pana Tuska inaczej niż psuciem demokracji.

W ten sposób rządzący cynicznie wykorzystują istniejące podziały, żeby uzasadnić w odbiorze powszechnym – pilną i nadzwyczajną konieczność takiego działania, jakie zostało przyjęte. Tymczasem nic takiego działania nie uzasadniało, albowiem mamy do czynienia ze zwykłą sytuacją – opozycji, nic poza tym. Chociaż z drugiej strony – biorąc pod uwagę krytykę systemową, jakiej dokonuje od lat Prawo i Sprawiedliwość, nie można się dziwić, że Platforma Obywatelska nawet nie chce z nimi rozmawiać. Jednakże to także nie usprawiedliwia deklarowania – wypowiadania wiążących Polskę umów międzynarodowych „notą” jak to powiedział lider Prawa i Sprawiedliwości, albowiem skutki takiego zachowania byłyby dla nas druzgocące. Wiarygodność naszego kraju nie jest z gumy, mamy ją i możemy ją stracić, a nic głupszego niż podważanie wcześniej przyjętych zobowiązań w imię widzi mi się jednej osoby nawet, jeżeli byłby to Jarosław Kaczyński nie możemy zrobić.

Mści się nie tylko nasze polskie załatwianie spraw, ale przede wszystkim sposób traktowania państwa przez naszą rządzącą elitę. Z jednej strony rządzący – nie mają już cierpliwości do opozycji a z drugiej strony opozycja tak nienawidzi rządzących, że byłaby w stanie wystawić na straty międzynarodowy wizerunek i prestiż państwa, żeby tylko udowodnić, że jej lider ma rację.

To jest już stan blokady – wzajemnego klinczu – nie możemy już niczego oczekiwać od tej klasy politycznej, tych ludzi trzeba wyrzucić i pozbawić możliwości rządzenia krajem. Nie ma innego rozwiązania niż ograniczenie ilości kadencji – w Sejmie do dwóch, góra trzech, jeżeli ktoś zrobi wynik, co najmniej połowy głosów w danym okręgu i podobnie w Senacie. Nie możemy dłużej ograniczać się, jako państwo, tylko, dlatego ponieważ jeden pan nienawidzi tak drugiego pana, że patrzą na siebie pogardliwie siedząc od siebie kilka metrów na sali sejmowej – to nie jest normalne. Jeżeli ci ludzie nie potrafią lub nie chcą się porozumieć, jako społeczeństwo jesteśmy zagrożeni – właśnie takimi działaniami jak dzisiaj. Pełna konfrontacja niczemu i nikomu się nie przysłuży, możemy na tym tylko i wyłącznie stracić. W momencie, gdyby rzeczywiście Prawi i Sprawiedliwość doszło do władzy w Polsce, wówczas od razu pogorszy się nasz rating finansowy i postrzeganie nas przez naszych sojuszników. Niestety zarówno rynki jak i ośrodki polityczne będą musiały zdyskontować ryzyko nowego szaleństwa Polaków. Już sama taka okoliczność negatywnie oddziałuje na postrzeganie nas, jako wiarygodnego partnera! Wiarygodnego, ale tylko na tyle na ile nie zmieni się rządzący obóz!

Wielka szkoda, że Jarosław Kaczyński po prostu nie zapowiedział, że po przejęciu władzy będzie dążył do termonuklearnej wojny NATO z Federacją Rosyjską, albowiem on nie podaruje „zabicia” jego brata. Oczywiście nowa wojna powinna się tradycyjnie zacząć w Gdańsku – np. od obstrzału i bombardowania domu rodzinnego państwa Tusków!

Ludzie tak się nie da funkcjonować! Skończy ten podział!

One Comment

  1. Polska ma już niską wiarygodność.
    Te zabawy w Sejmie jeszcze ją obniżą.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.