Soft Power

Segmentacja mediów pod względem ideologiczno-emocjonalnym jest faktem

 Przeglądając i oglądając nasze media, trzeba jednoznacznie stwierdzić – segmentacja mediów pod względem ideologiczno-emocjonalnym jest już faktem. Mamy media dla poszczególnych obozów i podobozów sceny politycznej. Mamy media dla organizacji religijnych. Mamy media dla poszczególnych grup społecznych, przeważnie charakteryzujących się stylem życia, poziomem dochodów i światopoglądem. Media ogólne, dla wszystkich, rzeczywiście obiektywne – praktycznie już nie istnieją. Jest jeszcze gorsza wiadomość, w zasadzie nie ma już na takie media zapotrzebowania. Sygnalizowaliśmy swego czasu ten problem, ale obecnie jego zakres jest już tak porażająco widoczny, że nie można mieć złudzeń.
Powoduje to jedną bardzo ważną ogólną orientację strategiczną – w Polsce zniknęła debata publiczna, jest co najwyżej plucie na siebie i pokrzykiwanie ze strony przedstawicieli poszczególnych plemion. Przy czym każdy stara się operować tylko we własnym mikroświecie, reszta otoczenia nikogo nie interesuje. Wymiana ciosów na odległość, przekaz adresowany głównie do własnej, wytresowanej grupy odbiorców. Zgarnianie pieniędzy z reklam, w tej chwili przesunęły się środki publiczne. W konsekwencji wszyscy są zadowoleni, nie ma konfrontacji na zasadach obiektywnych, wszystko jest sterowane przez dopuszczenia.
Nie ma w polskich mediach i w mediach w Polsce, niczego takiego, co pozwoliłoby po lekturze jednego portalu, gazety, czy obejrzeniu jednego programu informacyjnego w telewizji – wyrobić sobie obiektywny pogląd na sytuację społeczno-polityczną, czy ekonomiczną w państwie. Dialogu się nie uświadczy, nawet jakby się bardzo chciało. Konsekwencje są takie, że ludzie dzielą się wedle plemion na jakie przyporządkowują się wedle mediów, które odwiedzają lub kupują. Później ludzie budują swój światopogląd właśnie w oparciu o ten przekaz, który jest prawie wszędzie jednostronnie jałowy, ewentualnie przekazuje skrzywiony obraz „obcych”. Są nawet media, które w tym się specjalizują. Obecnie mają się doskonale, można nawet stwierdzić, że rosną w siłę i mają przed sobą perspektywy, bo są potrzebni obecnej ekipie rządzącej, do budowy – chociaż pozorowanego – dialogu publicznego.
Media narodowe, czy jak się one dzisiaj nazywają – to smutny cień, dawnego dogorywającego państwowego, publicznego molocha. To porażające, jak nisko może upaść telewizja i radio, jeżeli zaczynają być sterowane przez natchnionych ideologicznym jadem para-polityków. Na mediach publicznych zna się każdy, więc nie można się dziwić, że wyszło tak, jak wyszło. Sytuacja jest w praktyce podbramkowa i już nie można się po nich niczego rozsądnego spodziewać.
Na to wszystko nakłada się cały szereg różnych kwestii związanych z dostępem dziennikarzy do polityków. Przykładowo do najważniejszej osoby w państwie prawie w ogóle nie ma dostępu. Umówienie się na wywiad, nie ma sensu, ze względu na kalendarz i filtr nazwijmy to środowiskowy. Podobnie z innymi politykami rządzącymi, ze świecznika. Generalnie preferują własne media środowiskowe. Chociaż, trudno się dziwić, jeżeli weźmiemy pod uwagę to, co na ich temat przez kilka ostatnich lat wypisywał i wyświetlał tzw. mainstream, no a przynajmniej jego część.
To wszystko odbija się na prawie zwykłych ludzi do dostępu do informacji. Proszę pamiętać, że 95% społeczeństwa, nie śledzi wszystkich kanałów telewizyjnych, nie przegląda wszystkich najważniejszych portali, nie weryfikuje obrazu sytuacji międzynarodowej w czołowych mediach zagranicznych np. w RT.com. Dominująca większość ludzi, jeżeli w ciągu dnia w samochodzie lub w pracy, słucha przez chwilę radia, a sprawdzając pocztę na jednym z dużych portali-kombajnów, liźnie kilka komunikatów – to sukces. Gazety mają nakłady śladowe, poza pewnymi nazwijmy to, niemieckimi gazetami w języku polskim. Abonamenty internetowe na treści płatne są mikroskopijne – to rynek, na którym rozwija się tylko pół legalny streaming wideo i przemysł pornograficzny. Do tego zdarza się, że wieczorem ktoś ogarnie jedno wydanie głównych wiadomości na którymś kanale i do tego jakiś fragment czegoś innego. Poza tym zero – nic. Jak w tych warunkach dbać o pluralizm przekazu w warunkach mediów, z których praktycznie każde wali tylko we własny bęben?
Realnie jednak, ta sytuacja powoduje, że bardzo łatwo będzie wejść na nasz rynek medialny, komuś kto potrafiłby połączyć w sobie „prawą”, „lewą” i „inne” nóżki. Jest to głównie kwestia skali i odpowiedniej reklamy. Na pewno najbardziej poczytnym tygodnikom opinii, nie odbierze się czytelników z dnia na dzień, jednak można zdjąć połowę rynku, jeżeli zaoferuje się większą skalę dotarcia, niż konkurencja – zarazem robiąc miejsce dla wszystkich. Kwestią wtórną jest już to, czy taka koncepcja mediów mogłaby w naszym kraju przetrwać dłużej, niż dwa lub trzy lata. Ponieważ, zmiany w percepcji odbiorców zaszły tak daleko, że wcale nie jest powiedziane, że ludzie chcieliby czytać – oglądać, to co myślą i mają do powiedzenia „inni”.

6 komentarzy

  1. Nie ma debaty, media są stroną ideologicznego sporu.

    Tym samym media przestają być “czwartą władzą” w Polsce.

    Może o to w tym wszystkim chodziło?

  2. Dlatego cieszę się że jest Obserwator Polityczny, Marucha, X-portal i kilka innych stron, bo bez tego nie byłoby czego czytać. OP dobrze że jesteś!!!

  3. W feudalnym systemie III RP z partiami zarządzanymi metodami korporacyjnymi doszło do sprywatyzowania mediów, ot i cała tajemnica tego co się dzieje. Więc nie oczekujmy żadnej zmiany, sprywatyzowano też nawet myślenie ludzi. Współczuję wszelkiej maści dziennikarzom, bo dawna cenzura PRL, która w założeniu miała chronić ludzi przed kulturą głupoty i manipulacją, aby tworzyć lepszego człowieka w imię idei równości i braterstwa (ale z tym różnie bywało), to pikuś w porównaniu do feudalnej cenzury właścicieli jedynie słusznych partii, mediów, idei, i interesów korporacji. Teraz dziennikarze są tylko wykonawcami, ślepymi i posłusznymi swoich panów, a to kiedyś odbije się na ich zdrowiu psychicznym, ponieważ hipokryzja i brak obiektywizmu tak się kończy. Jedyna szansa w alternatywnych mediach internetowych, ale tu też wybór jest niewielki i czasami taki, jak między dżumą a cholerą. OP to jutrzenka wolności myślenia, oby jak najdłużej.

  4. Tym niemniej wszystkie media należą do korporacji, banków i finansjery. Piszą w ich interesie i pod ich dyktando. Zamiast cenzury jest tzw “poprawność polityczna” czyli pranie mózgów. W redakcji każdego bardziej znaczącego medium pracuje na tajnym etacie agent CIA. O czym pisze Udo Ulfkotte.

    ZNACZY SIĘ U NAS TEŻ? CZY NIE JESTEŚMY “BARDZIEJ ZNACZĄCE MEDIUM”? PROSZĘ TO ROZWINĄĆ, TO BARDZO CIEKAWE. WEB. JÓZ.

  5. Pan WEB. JÓZ. U nas nie, chociaż nie wiadomo. Polska jest marginesem. Krakauer należy do ułamka procenta mediów niezależnych lub inaczej wolnych. Aczkolwiek niekiedy odnosi się wrażenie, że przestrzega poprawności politycznej, czyli unika niektórych wrażliwych tematów. Choćby tych, które naruszają tzw rację stanu, czyli satelicką zależność od kartelu US/NATO.

  6. Świetne obserwacje

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

3 × 4 =