Paradygmat rozwoju

Sedno kryzysu na zachodzie a pozycja Polski

 Największym dramatem zachodu wynikającym z obecnego kryzysu finansowego wcale nie będzie zapaść w finansach publicznych lub zmiana modelu społecznego – umożliwiającego swobodne życie na koszt przyszłych pokoleń. Problem jest o wiele głębszy rozgrywa się w warstwie mentalnej, otóż zachód utracił palmę pierwszeństwa nie tylko w rozwoju, ale przestał być wzorcem w znaczeniu modelowania rozwoju dla reszty świata. Nagle okazało się, że zachodnia demokracja i wolny rynek jest o wiele mniej efektywna nić komunistyczna dyktatura i gospodarka w znacznej mierze scentralizowana – w której obowiązują kolejne plany wieloletnie! Komunizm w wydaniu konfucjańskim okazał się mieszanką o wiele bardziej efektywną od zachodniej demokracji, wolności i wolnego rynku. To jest przerażające, albowiem warto pamiętać, że oparci na tych wartościach pokonaliśmy faszyzm, korporacjonizm i komunizm marksistowski, dlatego aktualnym jest pytanie: co w przypadku konfliktu cywilizacji?

Wyzwaniem dla zachodu, w tym Polski, jako kraju, który z dążenia do dołączenia do struktur zachodnich uczynił dogmat swojego istnienia i wszelkiego rozwoju – będzie utrzymanie stanu posiadania, w sensie dostępu do dóbr i zdolności zapewnienia konsumpcji kolejnym pokoleniom w perspektywie następnego półwiecza. Nie ulega dyskusji, że w ujęciu ilościowym będziemy o wiele mniej konsumować niż Chińczycy, ponieważ ich po prostu będzie stać na więcej. Liczy się, żebyśmy byli w stanie zachować przynajmniej posiadany poziom w dniu dzisiejszym, a wcale nie ma takiej gwarancji – albowiem chińska ofensywa w walce o dostęp do światowych zasobów jest faktem.

 W wyniku złodziejstwa, oszustwa i pompowania z pustego w próżne na amerykańskim rynku finansowym, cały zachodni świat stracił olbrzymią ilość dotychczas odnotowywanego bogactwa. Było ono wirtualne, stanowiło pochodną operacji spekulacyjnych, jednakże umożliwiało finansowanie deficytów i zapewnienie życia na stosunkowo bardzo wysokim poziomie. To znaczy, że zachód w zasadzie nieprodukujący niczego, mógł z powodzeniem zapewnić sobie produkcję w Azji, rzucając producentom ochłapy a wartość dodaną pozostawiając u siebie. Ten mechanizm niestety się zaciął, albowiem nagle się okazało, że sprytni i oszczędni Azjaci zapewnili sobie kapitał, umożliwiający im rozwijanie nabytej w procesie uczenia się od ludzi zachodu wiedzy w wiedzę własną. Efekty widać dzisiaj w każdym sklepie z elektroniką. Podobnie na hurtowych giełdach surowcowych rządzą zamawiający z państwa Środka. Zachód musi zadowalać się tym, co pozostaje na globalnym stole, problem polega na tym, że stopniowo jest tego coraz mniej i za niedługo zacznie brakować na dotychczasowy poziom życia bez realnej pracy.

Ze względu na kryzys wartości, a w zasadzie pustkę, która je zastąpiła zachód, a szczególnie Europa przestała być już drapieżnikiem w znaczeniu geostrategicznym. Przypomnijmy sobie mapę świata z 1939 roku – imperia kolonialne zajmowały znaczną część globu, supremacja mocarstw zachodnich, w tym europejskich nie podlegała żadnej dyskusji, wszystko zepsuli swoją chciwością Niemcy. W efekcie dwóch wojen światowych zachód stał się tym, czym w istocie był – małym kontynentem, zmuszonym przy pomocy soft power zabiegać o pozycję, co w zasadzie udawało się do dzisiaj doskonale. Ale ten czas się skończył i to niestety w części przez naszą własną głupotę, albowiem najpotężniejszy kraj zachodu – USA nie potrafił wygrać wojny, którą sam wykreował, wywołał i przeprowadził. Z punktu widzenia Chin amerykańska porażka w Iraku to kres ekspansywnej potęgi. Wojna w górzystym Afganistanie ma już zupełnie inny wymiar, zresztą ją także przegrywamy. Nie da się prowadzić wojen humanitarnych (lub przynajmniej tak nazywanych), to skończony idiotyzm powodujący zupełny brak korzyści z przeprowadzonych operacji i zaangażowanych środków. Chińczycy doskonale to rozumieją, między innymi, dlatego rozbudowują flotę, jako istotne narzędzie oddziaływania – już nie tylko w regionie.

Tak się jednak śmiesznie składa, że przykładowo Europa ma doskonałe zadatki na zostanie supermocarstwem w imperialnym tego słowa znaczeniu. Ma potencjał, ma technologię, ma kapitał, ma możliwości, terytorium, zasoby, ludzi, wszystko w naszym wydaniu jest możliwe – jednakże, żeby zacząć odnosić korzyści skali z funkcjonowania w sensie imperialnym należy stworzyć zupełnie nowy paradygmat – pogłębionej integracji a w istocie pójść krok dalej w kierunku państwowości europejskiej opartej na tożsamych wartościach, których niestety zabrakło lub zostały one rozwodnione.

 W tym wszystkim szczególnie żałośnie wypada Polska, jako wieczny przegrany wszelkich procesów na kontynencie. Już myśleliśmy, że się nam udało, że złapaliśmy króliczka a tu tymczasem nasz wymarzony i wręcz baśniowo-lukrowany zachód okazał się pułapką, w której już za niedługo będziemy płacić na utrzymanie państw i społeczeństw bogatszych od nas – netto, bezpośrednimi przepływami finansowymi, albowiem w istocie i tak już tak jest gdyż to Unia Europejska ma z nas więcej korzyści, a raczej bardziej efektywnie potrafi na integracji korzystać niż my – zapatrzeni w żebranie funduszy unijnych. Póki nie mamy lepszego pomysłu na rozwój, a zachód, w tym w szczególności Niemcy chcą grać do jednej bramki to w naszym interesie jest gra na kartę integracyjną – nawet kosztem faktycznej samodzielności państwowej. Jednakże pozbawionym rozsądku jest ten, kto nie dostrzega, że ten klub bogatych już dawno złapał się za własne portfele i nie dopuszcza do nich obcych. W tym niestety najlepiej wypadają znowu Niemcy, a modelowym przykładem ich geopolityki i dbania o własne, a nie cudze lub unijne interesy jest rura bałtycka, zapewniająca im nieprzerwany i łatwy do ochrony dostęp do stosunkowo taniego paliwa z praktycznie niewyczerpanych zasobów dalekiej północy. Sytuacja jest tak śmieszna, że w zasadzie nie można mieć tego Niemcom za złe, albowiem tak właśnie powinno się realizować własne interesy – cynicznie do bólu i pragmatycznie do krwi. Nawet jakbyśmy chcieli na poważnie zaprotestować, to nasze argumenty zostałyby uznane za pieniactwo, albowiem nikt nam nie bronił wybudowania własnej rury skądkolwiek i dokądkolwiek. A takimi pierdołami jak bezpieczeństwo Polski w przypadku tumultu i zamieszania na wschodzie nikt się na poważnie na całym zachodzie nie przejmuje, albowiem z perspektywy przeciętnego Belga lub Hiszpana po prostu nie istniejemy, nie mówiąc już o Amerykanach. Natomiast Niemcy zawsze mieli, mają i będą mieć tutaj swoje interesy. Przez 22 lata od zjednoczenia zachodnich i centralnych części kraju potrzebowali Polski, częściowo posadzonej na ich wschodnich prowincjach, jako buforu wobec wielkiej niewiadomej na wschodzie. Jednakże obecnie, kiedy to tradycyjny przeciwnik na wschodzie Rosja – ma stary problem w nowym wydaniu, czyli Chiny – sytuacja ulega diametralnej zmianie. Po co w zasadzie Polska jest dalej zachodowi potrzebna? Przecież niewygodni Polacy ciągle tylko powodują problemy, upominają się o jakieś zburzenie Warszawy, Katyń, czy nawet bez szacunku dla uczuć sąsiadów nazywają byłe hitlerowskie obozy koncentracyjne – byłymi niemieckimi. A poza tym, zawsze byli elementem wywrotowym, politycznie niepewnym. W razie zagrożenia mogą sprowadzić tu Amerykanów. Po co komu taki kra, który dodatkowo trzeba subsydiować?

Niestety nasza polityka powinna już dawno mieć odpowiedzi na te i inne pytania. No, ale jest jak jest, po porażce w Euro 2012 mamy Olimpiadę bez medali. Ale jest, co oglądać – są seriale!

One Comment

  1. Jak to nie ma medali?
    Niemiec nie dopłynął, to i brąz nawet nam przypadł w windsurfingu.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.