Ścieżki rozwoju technologicznego i naśladownictwa mamy już zamknięte – co nam pozostaje?

fot. 16p MPSO 2010Myśląc o rozwoju trzeba mieć otwarty umysł, ale zarazem należy bardzo twardo stąpać po ziemi, tak żeby nie wybudować sobie przypadkiem pałacu na pustyni i nie żyć marzeniami o zyskach z produkcji jogurtów z mleka białych słonic! W naszym przypadku niestety jest jeszcze gorzej, albowiem cyklicznie zmieniamy plany, bazując ciągle na odziedziczonej po okresie PRL-u monokulturze bazy przemysłowej, które dominuje energetykę i konieczne do jej utrzymania zaplecze infrastrukturalne. Wyjście poza ten zakres komponentów, chociaż minęło 26 lat od upadku poprzedniego systemu okazało się niemożliwe. Dzisiaj już blokują nas koszty, na które się sami skazaliśmy, a nie jest dla nikogo tajemnicą, że będzie tylko drożej. To przerażające, ale prawdziwe, chyba że zdarzy się jakiś cud i znowu światowe ceny energii wzrosną tak bardzo, że przy nich nasze koszty pozyskiwania energii z tradycyjnego nośnika będą akceptowalne. Chociaż to już samo w sobie jest dziwne, że obecna lekcja spadku cen nie nauczyła nas niczego.

Podobnie jest z myśleniem o reszcie gospodarki, która jest przecież od energii uzależniona. Dodatkowo np. przemysł chemiczny nie może istnieć bez dostaw gazu, to przekłada się na rolnictwo (nawozy azotowe) i w ten sposób koło nieszczęścia się zamyka. Musimy importować i ponosić koszty dotowania niewydajnego przemysłu, ze względu na zapóźnienia technologiczne w energetyce.

Coś takiego jak budowa gospodarki opartej na wiedzy jest już w Polsce niemożliwe, ponieważ nie ma czegoś takiego jak wiedza w Polsce. Nie mamy know how i zmarnowaliśmy 26 lat wesołego pierdzenia w stołki znacznej części polskiej tzw. nauki, która nie była w stanie niczego stworzyć, niczego wymyślić – na tyle innowacyjnego, żeby opłacało się to wdrożyć. Owszem brzmi to przykro, ale tak jest poza nielicznymi przypadkami polskiej wynalazczości cała reszta instytutów, politechnik, innych szkół – to czysta dydaktyka dla dydaktyki, a naukowcy jeżeli nie zostaną informatykami i nie będą żyć z klepania linii kodu, to będą mieli cienką przyszłość. Powstaje na marginesie pytanie – skoro przed laty zlikwidowaliśmy przemysł, jaki był sens utrzymywania nadbudowy naukowej, która jak widzimy – do niczego się nam nie przydała? Jest inaczej? Słyszeliście państwo o jakimś przełomie – systemowym zaplanowaniu wdrożenia czegoś do produkcji co podniosłoby naszą gospodarkę – otworzyło dla nas rynki nawet niszowe?

Ścieżka naśladownictwa, którą przed laty wybrały azjatyckie tygrysy to także dzisiaj dla nas coś nie do osiągnięcia, ponieważ nie mamy na tyle kapitału w kraju, żeby opłacało się podjąć ryzyko zakupu licencji, wdrożenia do produkcji, masowej produkcji, marketingu i dystrybucji, gwarancji itd., całej logistyki związanej z próbą zbycia towaru. Ryzyko polega na tym, że nie da się kupić licencji na coś, co jest przebojem na rynku, bo nikt rozsądny czegoś takiego nie sprzedaje, chyba że kupi się całe przedsiębiorstwo. Natomiast jeżeli kupi się jeden z wielu produktów, które są na rynku i mają konkurencję, to w większości przypadków, nie da się znieść konkurencji z niskimi cenami z Azji. Można podjąć takie ryzyko, jeżeli podjęto by produkcję czegoś, co zapewniałoby minimalny zbyt na poziomie opłacalności funkcjonowania całego przedsięwzięcia w oparciu o własny rynek. Jednak Unia Europejska to szanse i zagrożenia, z portu w Rotterdamie można przywieźć praktycznie wszystko.

Powstaje więc pytanie co nam pozostaje? Czy nadal chałturzenie na poziomie generalnym? Polska kraj bez marek? Podwykonawca, uczestniczący w produkcji wielkich koncernów? Może odpowiednią strategią byłoby kupowanie przez polskie fundusze inwestycyjne akcji koncernów inwestujących w Polsce, tak żeby stopniowo – w perspektywie wieloletniej wejść w możliwość decydowania w jakimś zakresie o kierunkach rozwoju działalności operacyjnej tych gigantów, w tym także tej adresowanej dla Polski? Jest to jakaś koncepcja, tylko trzeba przyznać, że bardzo trudna do realizacji, ale możliwa. Wymagałoby to odpowiedniego porozumienia biznesowego i co najmniej nieformalnego wsparcia ze strony państwa, tak żeby system zadziałał.

Można o tym twórczo pomyśleć, jednakże ze względu na długi okres poszukiwania takich profilowanych możliwości inwestycyjnych, na pewno trzeba byłoby zgromadzić duże zasoby finansowe i po prostu próbować przejmować firmy, którymi jesteśmy zainteresowani. Jednakże do tego również potrzeba pieniędzy i bardzo sprawnego kierownictwa, bo jeżeli chodzi o samo zmarnowanie środków, to z tym problemów nie ma – do tego chętni zawsze się znajdą.

Być może więc trzeba wrócić do starych sprawdzonych wzorców jak np. militaryzacja państwa? To zawsze napędza działalność przemysłową, obecnie bylibyśmy w stanie – siłami krajowego przemysłu stworzyć bardzo wiele systemów uzbrojenia, które moglibyśmy efektywnie wykorzystać do podniesienia własnych możliwości obronnych. W tym zakresie możliwe są bardzo dalekie ustępstwa ze strony prawa unijnego, jeżeli umie się odpowiednio określone przypadki zdeterminować w ramach dopuszczalnych przez to prawo reżimów. W stosunkowo krótkim czasie można mieć bardzo dobre efekty, jak również na tyle rozwinąć bazę przemysłową, żeby była w stanie angażować swój potencjał w produkcję rynkową (cywilną). Miejmy nadzieję, że te możliwości będą dokładnie przeanalizowane, a wnioski zostaną wyciągnięte. Nie ma już czasu na stanie w miejscu, rzeczywistość bardzo brutalnie rwie do przodu, jeżeli ktoś nie chce się liczyć w globalizacji, to naprawdę nie musi, tylko potem trzeba rozumieć, że nie można mieć pretensji o niskie dochody i brak perspektyw.

7 myśli na temat “Ścieżki rozwoju technologicznego i naśladownictwa mamy już zamknięte – co nam pozostaje?

  • 20 stycznia 2016 o 06:00
    Permalink

    Pozostaje nam płacz i zgrzytanie zębami

    Odpowiedz
  • 20 stycznia 2016 o 14:03
    Permalink

    Możemy rozwijać przemysł upamiętniający miesięcznice smoleńśkie?

    Odpowiedz
  • 20 stycznia 2016 o 16:50
    Permalink

    Moim zdaniem jeszcze nie jest tak źle – mamy szanse w zaawansowanej kooprodukcji z Zachodem, a daleki wschód bijemy na głowę kosztami i czasem transportu.

    Odpowiedz
  • 20 stycznia 2016 o 18:32
    Permalink

    Realistycznie OKRUTNY tekst.

    Gratulacje!

    Odpowiedz
  • 20 stycznia 2016 o 19:51
    Permalink

    Bez producenta palet w unii ani rusz, a i ktoś musi
    parobkować u niemieckiego chłopa…zapewniam że nie będzie to wczorajszy “kolonista”. Podobne roboty(od zawsze)
    zastrzeżone w unii są dla Polaków…nie wspominam
    o pomywaczach z dyplomami(dyplomem się nie najesz)
    w przysłowiowym Londynie, niektórzy uważają ze złapali
    ‘pana Boga na nogi”… jeszcze 14 lat prowadzenia
    (na manowce) po pustyni i wszyscy (pewnie) pogodzimy
    się z przypisanym Nam miejscem i rolą…w pomieszczeniu dla
    służby…starsi wiekiem pamiętający lepsze czasy –
    odejdą – naturalna kolej rzeczy. A młodzi, zaakceptują
    swoje, przypisane przez możnych, miejsce w UE i będą żyli długo
    i będą “szczęśliwymi europejczykami” – “równi wśród równych’…jak to w rodzinie.
    🙂

    Odpowiedz
    • 22 stycznia 2016 o 20:49
      Permalink

      …Niestety, zapewne w obawie przed przerażającą rzeczywistością, przygniatająca większość społeczeństwa III RP woli nie wychylać się ze stworzonego dlań „matrixa”[vi]. Tak więc, gdy świat stoi na progu fundamentalnych zmian, polskojęzyczny „europejczyk”, pucując unijne wychodki, będzie się nadal delektował swą „europejskością”, stanowiącą swoiste antidotum na jego głęboki kompleks niższości w stosunku do całej reszty świata. Sytuacja takowa w pełni zadawala, zarówno „polskie elity”, jak i ich zagranicznych sponsorów.

      http://ignacynowopolskiblog.salon24.pl/692911,iii-rp-w-obliczu-intensyfikacji-zjawisk-migracyjnych

      Odpowiedz
  • 20 stycznia 2016 o 21:26
    Permalink

    Trzeba zająć się edukacją. Reszta zrobi się sama. To znaczy zrobią to Polacy. Czyli my.

    Co to znaczy “zająć się edukacją”? … Jeżeli słyszę, że szkoła nie stymuluje ośrodków mózgu odpowiedzialnych za analizę, a ja chcąc pomóc 10-latkowi w rozwiązywaniu zadań z matematyki nie rozumiem zadania z treścią, to oznacza tylko jedno – edukacją trzeba się zająć. Pilnie i dokładnie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.