Paradygmat rozwoju

Co po sankcjach?

 Sankcje Unii Europejskiej wobec Federacji Rosyjskiej są strategicznym błędem, wymuszonym nastrojem chwili przez lobbystów i media obcej proweniencji. Właśnie się zaczyna wzajemna wymiana ciosów, przy czym trzeba przyznać, że Federacja Rosyjska jak do tej chwili wykazywała nadzwyczajnie dużo dystansu. Jeżeli na poważnie odpowie np. przykręcając gaz i ropę zimą – możemy mieć poważne problemy.

W zachodnich stolicach zanim ułożono sankcje, zrobiono jeszcze coś innego – przedstawiono symulację wpływu sankcji na gospodarki Unii i Federacji, a następnie przygotowano najkorzystniejsze dla krajów unijnych scenariusze wyjścia z sankcji. Chodzi o to, co należy przestać produkować, co spowolnić, a co, w którym kwartale przyszłego roku ponownie wdrożyć, żeby zminimalizować straty i aktywnie dostosować się do przyszłych – zwiększonych potrzeb rosyjskich konsumentów. Chodzi o to, co po sankcjach? W jaki sposób wrócimy do właściwych relacji gospodarczych, politycznych i społecznych?

W Polsce nie mamy o tym pojęcia, w ogóle się o tym nie myśli, a jakikolwiek ruch – nawet sanitarny, ze strony Federacji Rosyjskiej od razu nazywa się zupełnym złem i atakiem na nasz kraj, oczywiście niewspółmiernym do naszych rzekomych przewin.

Jest jak jest, jak na razie w kraju jedynie Polskie Stronnictwo Ludowe ustami pana ministra Sawickiego zbuntowało się przeciwko kłamliwej linii propagandy i nazwało sprawy po imieniu. PSL i sadownicy mają rację, gdyby politycy z Polski nie jeździli na Majdan i tam tak jawnie nie skakali (często pod banderowskimi flagami), tylko zwracali uwagę na nasze interesy – to być może nie byłoby całego problemu.

Nie jesteśmy przygotowani ani na sankcje, ani nie mamy scenariuszy na wyjście z sankcji i powrót do normalizacji stosunków. Sprawa przerasta kompetencje poszczególnych ministrów, a minister sami państwo wiecie, który myśli już raczej o niebieskich migdałach niż o koordynowaniu spraw gospodarczych na kierunku wschodnim. Proszę bardzo mamy Polskę resortową w praktyce, nikt nie dostrzega problemu, nie mówiąc już o jakichkolwiek próbach estymowania rzeczywistości.

Jednakże za to w stronę przeciwną, tutaj jak najbardziej może się nam udać o wiele lepiej niż byśmy byli skłonni przypuszczać. Chodzi mianowicie o popsucie relacji na stałe poprzez gmeranie przy unijnej polityce energetycznej, oczywiście tylko na tyle, na ile nam pozwolą nasi mocodawcy z zachodu. Liczy się jednak to, że jeżeli Rosjanie zagrają nazwijmy to „pełną szerokością boiska” i rzeczywiście ograniczą dostawy surowców energetycznych lub je wstrzymają – powołując się np. na konieczność oszczędzania infrastruktury ze względu na sankcje i brak części zamiennych do urządzeń wydobywczych i przesyłowych. Jeżeli tak się wydarzy, a jest to możliwe, to oczywiście znowu my będziemy najbardziej poszkodowani. Natomiast wyjście z takiej sytuacji, w której jedne kraje Unii otrzymują gaz bez problemów, a inne nie otrzymują lub otrzymują go o wiele mniej – byłoby realną próba rozbicia unijnej solidarności. Nie oszukujmy się, to może się skończyć rozkładem Unii Europejskiej, jaką znamy do dnia dzisiejszego.

Proszę wziąć pod uwagę, że np. w Polsce w 2015 roku będą wybory, które prawdopodobnie wygra koalicja partii prawicowych. Z dostępnych zapowiedzi liderów tych środowisk wynika, że pan Władimir Putin to już coś więcej niż szatan, a Rosja to gorsze miejsce niż piekło. Więc zestawienie tych okoliczności nie wróży niczego dobrego naszemu powrotowi do zdrowych relacji w przyszłości z Rosją, o ile w ogóle można o czymś takim mówić w przypadku naszych relacji. Zachodzi poważne niebezpieczeństwo, że Europa podzieli się na dwa bloki państw – jedne będą dążyły do normalizacji stosunków z Rosją i likwidacji niepotrzebnych barier i wszelkich sztuczności w relacjach, oraz państwa, które będą dążyły do izolacji Rosji. O wszystkim zdecyduje poparcie i lobbing ze strony pewnego kraju, który jest położony pomiędzy dwoma oceanami i już bardzo wiele namieszał i popsuł w stosunkach Europejczyków i Rosjan.

Niech nas Bóg ma w swojej opiece, żebyśmy przypadkiem nie stali się „przywódcą” tego drugiego bloku państw. Ponieważ wówczas już nie tylko będziemy mieli taką sytuację jak w czasie naszej przykrej interwencji w Iraku, ale przede wszystkim będziemy żyli w realiach pojawiających się nieprzyjaznego otoczenia geostrategicznego w bezpośrednim zapleczu. Naprawdę wrogów najlepiej jest szukać daleko od swoich granic a przyjaciół jak najbliżej, jednakże my nie potrafimy budować przyjaźni, natomiast wrogość jak najbardziej.

Pytanie, co po sankcjach jest jak najbardziej aktualne już teraz. Jednakże czy wyobrażacie sobie państwo porozumienie w tej sprawie obecnego obozu rządzącego z obecną opozycją? Naprawdę niech nas Bóg ma w swojej opiece…

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

3 komentarze

  1. Kilka zdań na temat “sankcji”, wiadomo wobec kogo..
    pośrednio związana z tematem dygresja; otóż dziś
    w porannej audycji radiowej z wielką przyjemnością
    wysłuchałem zaproszonego gościa, temat rozmowy,
    wiadomo …Rosja i “okolice’, gospodarcze.Był to
    głos rozsądku wołającego “na puszczy”.Nawet prowadzący
    redaktor, sprawiał wrażenie jakby “mniej prostackie”.
    Taka publiczna wypowiedz , w zalewającym nas morzu
    zimnowojennej, wojowniczej, antyrosyjskiej retoryki
    to już (chyba), akt cywilnej odwagi, albo dużej
    desperacji..tym “głosem” był(jest), p. prof.Kołodko.
    Do rzeczy(jest też taki tygodnik). – Nie znam.

    “Polska klasa polityczna krzykliwie nawołując do wprowadzenia przez Unię Europejską trzeciego pakietu sankcji wobec Rosji działa zatem ewidentnie na szkodę polskich przedsiębiorców, a tym samym zatrudnionych przez nich pracowników, którzy co najmniej pójdą na przymusowe urlopy, a najprawdopodobniej zostaną objęci redukcjami zatrudnienia.”

    “Z słów ambasadora wyłania się ponury, ale niestety prawdziwy obraz kraju, którego polityczne kierownictwo żyje w atmosferze przygotowań do światowego konfliktu, przygotowując swych obywateli zmasowaną propagandą i zamaskowaną cenzurą do odegrania roli mięsa armatniego, ziejącego nienawiścią do „ruskich”. Interesy gospodarcze? Nie mają znaczenia. Kultura? Przecież nią się nie da wzbudzić nienawiści, a skłonność do dialogu i refleksji typkom w rodzaju Sikorskiego nie jest tu potrzebna. Panowie idą na wojnę i nikt nie ma prawa im przeszkadzać. Kto się wychyli, tego oskarżą o agenturalność, wyrzucą z pracy (przypadek odważnego, młodego dziennikarza Jakuba Korejby), zaszczują medialnymi sforami psów”…

    http://mateuszpiskorski.blog.onet.pl/2014/07/30/ambasador-rosji-polski-eksport-spadl-o-63/

    • Link przeczytany w całości, nawiążę tylko do jednego zdania, i tu moje sugestie, Polska będzie kupowała rosyjski gaz, ale na przykład via Niemcy, komu się to najbardziej opłaci?

      • Ekwilibrystyka słowna naszych “polityków” potrafi
        wyjaśnić i uzasadnić oszczędności wynikające
        z zakupu rosyjskiego gazu via Niemcy.I pomyśleć
        że “te” harce i podchody, to także dla “naszego dobra”.
        Czytałem na “wolnychmediach”, text – “Szał imperatora”…dzięki, portal w natłoku info. umknął z pola widzenia.Nasuwająca się uwaga – “takie są fakty”.
        Chyba większość ludzi(myślących), nie ma złudzeń
        co do roli “ojców największej demokracji” na bieg
        i losy świata, nawet nie trzeba być uważnym obserwatorem.
        Nowe zawsze rodzi się w bólach, inicjatywy Rosji
        łączenie krajów grupy BRICS,Unia Euroazjatycka próby odejścia
        od dolara, to wywołuje niepokój za “wodą”.
        Gdyż w perspektywie czasowej miejsce i rola USA
        może być na miarę Meksyku czy Kanady, ot lokalne
        mocarstwo. To boli, zwłaszcza gdy było się głównym
        rozgrywającym(często znaczonymi kartami), i wyciągało
        “kartofle z ogniska”, w którym inni tracili dorobek
        życiowy, życie najbliższych i własne.
        To co dla nas było nieszczęściem(w Europie),
        dla USA wprost przeciwnie, to była/jest “woda
        na młyn’.Zaczyn prosperity…
        Pozdrawiam

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.