Samotność premiera czyli samotny biały żagiel a dookoła sztorm

Ceną jaką pan Donald Tusk – premier naszego rządu płaci za styl sprawowania władzy jest samotność. Oczywiście samotność polityczna, premier w otoczeniu klakierów, potakiwaczy, miernot ogólno-administracyjnych i zwykłych pierdzistołków jest skazany na samotność, czy też jak to zapewne sam wolałby przedstawić – na samodzielność.

Gdyby pan premier był jednostką wybitną, a jego władza była formalnie i rzeczywiście ommnipotentna – jak Józefa Piłsudskiego, to na takim stylu sprawowania władzy jak obecnie z pewnością by zyskał. Niestety lub stety nasz ustrój powoduje, że trzeba grać zespołowo, to znaczy decydent może być rzeczywiście jeden, ale na „mikroświaty” i władzę swoich udzielnych i rozpartych na ustawach wasali nic w praktyce nie poradzi. Poza tym wiadomo, wasal, mojego wasala nie jest wasalem mnie jako suwerena. W praktyce władza premiera ogranicza się do kręgu jego bezpośrednich współpracowników i ludzi, których może bezpośrednio wezwać. Być może to brzmi idiotycznie, ale w praktyce tak jest. Nawet samorządy województw robią co chcą, czego najlepszym przykładem jest Mazowieckie i jego port lotniczy w Modlinie (swoją drogą bardzo potrzebne lotnisko rezerwowe Warszawy).

Sytuacja jaka ma miejsce ma charakter obiektywny, to wynik gry politycznej, stylu przywództwa pana Tuska i sposobu w jaki dobiera sobie współpracowników. Jeżeli słyszymy bowiem, że doradcami politycznymi jednego z jego kluczowych ministrów są 20-kilku-latkowie to oczywiście można gratulować otwartości, ale powstaje pytanie o co w tym rządzie chodzi? Na kim ma się opierać premier? Na szefie grupy doradców ekonomicznych, czy też gospodarczych? Może my się niepotrzebnie emocjonujemy, że rząd nie rządzi i jest taki czy owaki, gdy tymczasem, on z założenia nie ma pełnić roli do jakiej jest powołany, bo rzeczywisty ośrodek decyzyjny jest poza rządem a pan premier się jedynie z nim komunikuje?

To naprawdę dziwna sytuacja, ponieważ działając w ten sposób premier po prostu kanalizuje ambicje polityczne współpracowników, władze ma sam dla siebie a oni mają problemy. Nie oszukujmy się bowiem, nie ma takiego ministerstwa, w którym praca to byłyby „Hawaje”. Praca w administracji rządowej to ciężkie tyranie, przeważnie za niewielkie lub bardzo niskie pieniądze (na starcie). Poza tym Służba Cywilna udała się nam tak troszkę inaczej niż zakładano przy jej tworzeniu no i wyszło jak zwykle. Zresztą nie o szczegóły tutaj chodzi, ale o to że premier jest sam – sam politycznie, sam strategicznie, sam logicznie, sam pod względem modelowania matematycznego zmiennych decyzyjnych, w praktyce sam informacyjnie, albo się go boją, albo boją się mówić mu o porażce jaka się dzieje dookoła. Istniejący stan rzeczy i sposób funkcjonowania władzy w Polsce ma naturę fenomenologiczną i byłby wdzięcznym polem do badania dla specjalistów od teorii administracji oraz oczywiście zarządzania.

Z zasady bowiem jest tak, że wszyscy grają na szefa – każdy sukces, jest sukcesem szefa a zarazem ze wszelkich sił chroni się go przed czymkolwiek co ma wydźwięk negatywny, nawet jeżeli trzeba poświęcać kadry – to się to robi, żeby tylko nie ucierpiał wizerunek szefa, ponieważ szef jest najważniejszy. Jedynie koalicjant polityczny może sobie pozwolić na obiektywizm, cała reszta powinna grzecznie kicać dookoła premiera i czekać tylko na skinienie lub próbować odgadnąć kiedy wzrok władcy może na nich paść i co wtedy. Jak jest u nas? Raczej zgodnie z biblijną dewizą „niechaj nie wie lewica twoja, co czyni prawica twoja”, co więcej często lewica, prawica i ruchy pozostałych części ciała zwanego rządem są totalnie nieskoordynowane. Niedawna afera z informowaniem o memorandum gazowym wykazała to bardziej niż dobitnie – czy poleciały głowy? Owszem najbardziej niewinnej szefowej PGNiG S.A., i jednego zresztą nie wyróżniającego się ministra. Reszta towarzystwa, a zwłaszcza służby specjalne – żyją we własnym świecie. Nie ma winnych, premier nie wiedział o kluczowym zagraniu strony rosyjskiej! Pełna porażka wizerunkowa, pokaz nieumiejętności działania władzy, upadek, słabość, brak koordynacji. Trudno, nie takie sprawy przegrywaliśmy i jeszcze przegramy nie raz, ale żeby chociaż konsekwencje wyciągnąć? A tu nic poważnego, w rodzaju połączenia dwóch kluczowych ministerstw odpowiedzialnych za gospodarkę.

Nasz premier jawi się zatem jak samotny biały żagiel – daleko na horyzoncie gdzie widać już sztorm. Czy przetrwa ten sztorm? Do wyborów parlamentarnych jest stosunkowo daleko, jednakże partia mu się „łuszczy”. Podobno w ciepłych wodach – po huraganie rekiny są najbardziej aktywne, ale to taka marynistyczna plotka…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.