Samorząd? Założenia do reformy polskiego systemu zarządzania państwem

Polskie jednostki samorządu terytorialnego działają w oparciu o najlepsze wzorce europejskie, „Europejska Karta Samorządu Lokalnego” stanowiła ideologiczną podstawę dla stworzenia w 1990 roku ustroju gmin samorządowych, – jako podmiotów szczebla podstawowego w podziale państwa. Powiaty i Województwa to efekt krajowego rozumienia samorządu szczebla pośredniego i regionalnego przez krajowe autorytety epoki premiera Jerzego Buzka. Słynna reforma samorządowa końca lat 90 tych, likwidująca podział na małe województwa rodem jeszcze z PRL – spowodowała, że dzisiaj żyjemy w kraju podzielonym na 16 województw i za dużo – nie wiadomo do końca, czym się zajmujących – jak twierdzi wielu powiatów. W wyniku tej reformy krajowa administracja samorządowa stała się instrumentarium rządu w zarządzaniu krajem, w tym w zakresie wdrażania polityki rozwoju, – której adresatem są głównie samorządy wojewódzkie – będące zarazem gestorem pomocy publicznej pochodzenia europejskiego.

W wyniku reform zatarły się różnice pomiędzy gminami wiejskimi a miejskimi, w pewnym momencie państwo w ogóle i zupełnie zapomniało o prowadzeniu jakiejkolwiek polityki miejskiej tj., polityki adresowanej do miast – w celu wsparcia procesów ich rozwoju. Dlatego dzisiaj „jest jak jest” – mogło być gorzej. Mamy w kraju gminy, odpowiedzialne za organizację podstaw sfery publicznej, głównie w zakresie realizacji gospodarki komunalnej stanowiącej podstawę funkcjonowania na znanym powszechnie poziomie rozwoju cywilizacyjnego, mamy powiaty – służące do koncentracji potencjału w wybranych zagadnieniach szczebla pośredniego i mamy województwa – odpowiedzialne za kształtowanie i prowadzenie własnej polityki rozwoju na swoim terenie.

System ten nie jest idealny, ponieważ pomija metropolie, – czyli największe organizmy miejskie w kraju, poza Warszawą, – która ma odrębny ustrój, oparty na specjalnej ustawie, – dzięki której stolicę nazywa się „rajem samorządowców”, ponieważ każda dzielnica miasta to odrębna gmina z całym „bizantyjskim” aparatem, sekretariatami, kadrami, urzędnikami, radnymi, burmistrzami itd. Niestety w modelu zarządzania przestrzenią i terytorialnym zarządzaniu procesami społeczno-ekonomicznymi – pominięto wielkie miasta, których kilka można w kraju wydzielić i uczynić z nich metropolie o kontynentalnym wymiarze ambicji. Zważywszy na fakt, że to w wielkich miastach generuje się dominującą część przychodów podatkowych państwa – przyjęty model rozwoju, powodujący, że zarządzanie wielkim miastem np. Krakowem, Poznaniem, Wrocławiem w ustrojowej istocie – nie różni się od zarządzania małą kilku tysięczną gminą, a Prezydenci tych miast są jedynie jednymi z klientów Marszałków swoich województw – mamy jak mamy – niedorozwój – lub rozwój poniżej potencjału. A w praktyce niedoinwestowane, opóźnione w rozwoju, strukturalnie zacofane i skazane na niedomaganie miasta, którym bardzo daleko do standardów miast Europy Zachodniej.

Żeby odpowiedzieć na pytanie o celowość zmiany dotychczasowego sposoby podziału terytorialnego kraju, należy się zastanowić nad dwiema kwestiami:

  • Po pierwsze, czemu służy podział terytorialny państwa?
  • A po drugie, jakie funkcje mają wypełniać poszczególne jednostki w zaprojektowanym systemie?

Państwa zawsze wymagały zarządzania w odniesieniu do spraw determinowanych lokalnie i niemających bezpośredniego wpływu na całość i pozostałe części organizmu państwowego. W historii państw zachodnich zawsze, po osiągnięciu pewnego etapu rozwoju państwa – dzieliły się na mniejsze jednostki – w celu usprawnienia i zwiększenia efektywności zarządzania. Klasycznym przykładem był podział Imperium rzymskiego na prowincje, oraz podział na dwa organizmy państwowe – wschodnie i zachodnie. Podobnie jest współcześnie, w różnych krajach podział terytorialny ma różny charakter, dotyczy to zwłaszcza konfederacji i krajów federalnych – w przypadku państw unitarnych jak Polska, podział ten jest pozbawiony znaczenia historycznego i ma znaczenie zdeterminowane konwencjonalnie. W przypadku naszej ostatniej reformy samorządowej zwyciężyło myślenie kategoriami wielkich map i regionów, – jako tradycyjnych jednostek podziału administracyjnego kraju, albowiem nasz podział na jednostki terytorialne jest w istocie jedynie podziałem administracyjnym – nie stoi za nim żadna historyczna lub nowoczesna refleksja – jest tylko i wyłącznie odpowiedzią na bieżące potrzeby rozumiane w kategoriach XIX wiecznego podziału na ziemie i permutacją XX wiecznego myślenia o regionalizmie.

Nasz model podziału administracyjnego nie służy niczemu innemu niż administrowaniu, o zarządzaniu na rzecz rozwoju trudno jest mówić w ogóle, ponieważ województwa są generalnie zbyt słabe i ubezwłasnowolnione przez ustawodawstwo wewnątrzkrajowe – żeby móc planować rozwój w znaczeniu odpowiedzialności za całokształt wyniku funkcjonowania danej przestrzeni społeczno-ekonomicznej. I nie jest to kwestia zdolności i woli działania poszczególnych samorządowców przejawiającej się w mniej lub bardziej światłych strategiach rozwoju. Problemem jest to, że powierzone samorządowcom instrumentarium wyklucza myślenie prorozwojowe w kategoriach myślenia kompleksowego i wielodziedzinowego – albowiem samorząd jest w swojej istocie licencjonowany – np. samorząd nie ma żadnego przełożenia na sprzężenie zwrotne pomiędzy swoimi wpływami podatkowymi w przyszłych okresach a prowadzoną i planowaną polityką.

Sztywność krajowych regulacji i nakładające się na nie ograniczenia wynikające z personaliów oraz konserwowania lokalnych układów partyjnych i towarzyskich – powoduje, że nasza struktura administracyjna nie jest zdolna do podejmowania świadomych wyborów i ponoszenia za nie odpowiedzialności – zwłaszcza w długich okresach.

Administrowanie krajem jest zagadnieniem kluczowym, albowiem to najczęściej z władzą samorządową mieszkańcy mają najczęstszy kontakt i przez jej decyzje postrzegają funkcjonowanie całej struktury państwowej. Niestety oczekiwania społeczne i wymagania stwarzane przez system idą dalej, od samorządów wymaga się już nie tylko administrowania, – ale bycia faktycznymi gospodarzami na danym terenie – odpowiadającymi za ogólny poziom rozwoju cywilizacyjnego w danym rejonie kraju. W praktyce wygląda to tak, że przedstawiciele administracji samorządowej są powszechnie oskarżani o różnego rodzaju niemożności, – za które w praktyce nie odpowiadają, lub w których zakresie nie są właściwi, – ponieważ określone sprawy należą do kompetencji administracji rządowej. Chociaż tutaj też bywa śmiesznie, albowiem kompetencje i bardzo często ambicje wojewodów krzyżują się z zachowaniami marszałków. A pytania, po co jest nam potrzebne dublowanie administracji na szczeblu regionalnym – jakoś nikt nie chce zadać!

Jeżeli najwyższy przedstawiciel rządu Rzeczpospolitej w terenie – ma być wybierany przez Premiera – to może niech on wybiera marszałków? Którym automatycznie powierzyłby prowadzenie administracji zespolonej na danym terenie? Wówczas istniałaby w regionie interesująca sytuacja – albowiem mielibyśmy pochodzący z wyboru Sejmik i wybranych za jego pośrednictwem członków zarządu województwa a z drugiej strony – Marszałka/Wojewodę, – jako organ administracji rządowo-samorządowej – zależny od Premiera – w praktyce posiadający wpływ na funkcjonowanie całości spraw wojewódzkich. Byłoby to w pewnym stopniu ograniczenie samorządności, ale zarazem samorząd województwa zyskałby na znaczeniu i nie byłoby problemów z interpretacją, do kogo należy dane zadanie – jak to miało miejsce w Małopolsce po ostatniej powodzi, gdzie Wojewoda, Marszałek i Prezydent Miasta Krakowa zastanawiali się nad zakresami wzajemnej właściwości w sprawie uszczelniania wałów przeciwpowodziowych! Być może proponowana zmiana spowodowałaby pewne usztywnienie relacji w regionie, ale zarazem spowodowałaby, że rząd nie mógłby uznawać jakiegoś regionu za „obcy” politycznie, – ponieważ wszędzie maiłby wpływ na obsadzanie najważniejszego stanowiska. A samo zarządzanie – to przede wszystkim sztuka kompromisu – na tym polega polityka.

Reasumując tą część rozważań poświęconą odpowiedzi na pytanie, czemu służy podział terytorialny państwa? Należy stwierdzić, że podział terytorialny jest naturalną odpowiedzią na wielość lokalnych układów odniesienia i potrzebę efektywnego zarządzania, która wymaga decentralizacji władzy w znaczeniu geograficznym.

Jednakże można wyobrazić sobie inne determinowanie i stopniowanie podziału niż na podstawie liniowych delimitacji kartograficznych. Model, jaki znamy nie jest optymalny, co więcej jest rażąco nieefektywny. Linearyzacja granic w wymiarze kartograficznym rodząca względną opozycyjność terytoriów („nasza” i „ich” gmina) to archaizm, niestety powszechny i posiadający rzesze wyznawców – niewyobrażających sobie innego paradygmatu podziałów niż sztywne linie wyznaczone administracyjnie przez kartografów. Więcej na ten temat w dalszej części artykułu, tymczasem przejdźmy do odpowiedzi na drugie pytanie.

Pytanie o funkcje jednostek podziału terytorialnego kraju – w zaprojektowanym systemie jest pytaniem zasadniczym – równoznacznym z pytaniem „Czym ma być samorząd i jaką ma pełnić rolę w państwie?” Jest to pytanie zasadnicze, niejako wynikające z poprzedniego, ale w swojej istocie względem niego pierwotne – albowiem w zależności od skali czekających na jednostki terytorialne wyzwań – możliwe jest adekwatne skonstruowanie ich ustroju – decydującego o ich prawno-funkcjonalno-ekonomicznej naturze – predestynującej do sprawowania władztwa na danym terytorium. Przy czym władztwa zarówno w znaczeniu administracyjnym jak i nowoczesnym – w stylu zarządzania holistycznego na wzór zarządów korporacji.

Jeżeli samorząd ma być jedynie administratorem, wyposażonym w ograniczone władztwo i kompetencje – uprawniające go do zajmowania się przydzielonym zakresem spraw – to dotychczasowy model, podział i w ogóle cały system jest adekwatną odpowiedzią transformującą założenia struktury sztabowo-liniowej na publiczny układ jednostek a w konsekwencji sposób zarządzania sprawami publicznymi i państwem.

Jeżeli natomiast samorząd ma być czymś więcej niż transmisją władzy centralnej w teren z kompetencjami do samodzielnego decydowania o kierunkach odprowadzania ścieków lub lokalizacji nowobudowanego muzeum – to należy się zastanowić nad zmianą całości systemu.

Jak widać, każdy krok rodzi kolejne pytania, – na które nie ma prostych odpowiedzi, ponieważ poruszamy się w obrębie znanego nam paradygmatu, który uważamy za pewnik i podstawę całego systemu.

Z pewnością niepodważalną zasadą jakiegokolwiek myślenia o państwie i zarządzaniu sprawami publicznymi jest demokratyczna legitymizacja władzy oraz całokształt zagadnień z tego faktu wynikających. Poza tym, wszystkie rozwiązania są możliwe, – jeżeli tylko zapewnią zapewnienie tego niepodważalnego paradygmatu. W ten sposób doszliśmy do głównego wniosku – podstawową funkcją samorządu jest zapewnienie demokratycznej legitymizacji dla decyzji podejmowanych w imieniu i wobec lokalnej wspólnoty samorządowej, którą z mocy prawa tworzą mieszkańcy danego terytorium.

Jest to jedynie pozornie błaha i łatwa do zrozumienia sprawa, w istocie jest to zagadnienie o nieskończenie fundamentalnym znaczeniu, – które niestety nie jest oczywiste i wbrew pozorom nie oznacza tego samego dla wszystkich. Przede wszystkim w państwie unitarnym władza samorządu pochodzi od suwerena, jakim jest lokalna wspólnota samorządowa, ale tylko w takim zakresie, na jaki pozwoli najwyższy suweren, – czyli naród – reprezentowany przez władze centralne. Z faktem tym związane są dalsze komplikacje – przejawiające się w naturalnym dążeniu ustawodawcy do ograniczania zakresów władzy samorządu – wszędzie tam gdzie nie jest ta władza konieczna. Oznacza to w praktyce, że u podłoża polskiego samorządu leży sprzeczność dwóch zasad i dwóch modeli sprawowania władzy. Z jednej strony mamy do czynienia z decentralizacją a z drugiej z centralizacją – a równolegle z zasadą domniemania kompetencji na rzecz samorządu terytorialnego, przy zachowaniu przeciwstawnej zasady maksymalizacji omnipotencji władzy państwowej. W efekcie – u nas rząd licencjonuje samorząd! Daje mu, – jako suweren – tylko tyle kompetencji ile uznaje za stosowne. Bardzo często przy tym, decydując arbitralnie o rzeczywistym modelu funkcjonowania na każdym poziomie zarządzania sprawami publicznymi.

W ten sposób rząd wprowadza element racjonalizacji i zachowań pro efektywnościowych w sprawowaniu władzy publicznej – w wydzielonych zakresach organizacji życia publicznego, np. w dziedzinach gospodarczych zwanych gospodarką komunalną. Samorząd mając te zagadnienia w swoim władztwie – może decydować o poziomie satysfakcji destynariuszy usług publicznych, ale nie może przekształcić istoty samego systemu tj. konieczności zapewnienia nieprzerwanego świadczenia usług na swoim terenie. Innymi słowy samorząd realizuje pewne funkcje – wcześniej mu powierzone, w imię i na rachunek lokalnej wspólnoty samorządowej, ale dzięki zezwoleniu rządu. Zezwolenie to ma w praktyce to znaczenie, że stanowi gwarancję monopolu w danej dziedzinie na danym terytorium.

Takie skonstruowanie kompetencji oznacza, że samorząd nie jest zarazem gospodarzem na swoim terenie, – jako władza publiczna, piastująca swoją funkcję z ramienia władzy krajowej. Poza tym, warto uzmysłowić sobie fakt, że każde terytorium w Polsce jest adresatem właściwości, co najmniej dwóch poziomów władz samorządowych. Rodzi to dodatkowe komplikacje, albowiem na styku kompetencji dużych miast i marszałków ich województw dochodzi do nieporozumień, o co ambitniejszych wojewodach już nie wspominając. Samorząd spełniając powierzone kompetencje nie ma władztwa do decydowania o kierunkach swojego rozwoju społeczno-gospodarczego w stopniu szerszym niż powierzony. Co więcej w zarządzaniu sprawami i przestrzenią samorząd jest ograniczony jak wspomniano przez inne szczeble samorządu oraz szereg różnych administracji specjalnych – adresujących swoje działania do społeczności zamieszkującej określony fragment terytorium. Wszystko to powoduje, że samorząd jest w istocie jedynie – jednym z wielu instrumentów zarządzania w przestrzeni publicznej, co jest szczególnie ważne – jest podmiotem istotnie uprzywilejowanym, ale uprzywilejowanie to ma podstawowe ograniczenie, – jakim jest powierzony zakres samodzielności finansowej.

Trudno jest rozważyć czy samorząd funkcjonuje po to, żeby zapewnić podstawy naszego funkcjonowania w znaczeniu dostępu do zdobyczy cywilizacji – czy też ma istotnie moderować życie społeczno-gospodarcze danej społeczności – w celu zagwarantowania efektywności jej rozwoju? Za pierwszym przemawia zakres powierzonych zadań, a za drugim zakres odpowiedzialności – albowiem ta w wymiarze finansowym jest w zasadzie nieograniczona. Samorządy muszą się liczyć z rachunkiem ekonomicznym, dla którego podstawową cechą jest rzadkość. Powoduje to efektywność sprawowania władzy publicznej – działającą w ramach ograniczeń finansowych narzuconych przez przyznane ramy finansowania (samorządy nie mogą ponad ustawę opodatkowywać swoich mieszkańców). Jest to istotny konflikt i sprzeczność, ponieważ państwo samo sobie przydziela ramy ograniczeń, – za których przekroczenie – samo sobie wyznacza sankcje. Jednakże jak dotychczas nie wymyślono lepszej odpowiedzi na problem rzadkości dóbr w gospodarce. W praktyce przyjmuje się zatem, że samorząd realizuje powierzone zadania i moderuje nasze życie społeczno-gospodarcze ale jedynie w zakresie ograniczonym przez powierzone władztwo finansowe. Oznacza to w praktyce, że samorząd nie jest „demiurgiem” odpowiedzialnym za ostateczny wynik cywilizacyjny, jaki osiąga dana wspólnota. Po prostu nie ma do tego należytego instrumentarium.

Nie może być mowy o samorządności w znaczeniu zarządzania rozwojem w pełnym zakresie odpowiedzialności, – jeżeli władza samorządowa nie będzie posiadała dostępu do źródeł finansowania. Oznacza to w praktyce postulat finansowej autonomizacji samorządów wobec władzy centralnej. Ideą tergo postulatu jest decydowanie o przeznaczeniu kapitału z dochodów tam, gdzie generowane są źródła dochodów. Jest to proste sprzężenie zwrotne – lepiej zarządzacie się – macie więcej pieniędzy, w efekcie rozwijacie się bardziej efektywnie niż inni. Jest to coś odwrotnego od obecnego modelu, – w którym to minister finansów decyduje o rzeczywistym poziomie dochodów jednostek samorządu terytorialnego – poprzez ustalanie wysokości dotacji i subwencji oraz nakładając podatek na dochody własne samorządów w postaci słynnego „Janosikowego”. Równolegle ustawodawstwo determinuje zakres i źródła dochodów bazy podatkowej samorządów, – przez co efektywne narzędzia rozwoju, jakim mogłyby być podatki lokalne – stają się elementem drenowania społeczeństwa – przez wymagające coraz większego finansowania samorządy.

Ogólnie rozpatrując kompetencje poszczególnych szczebli samorządu oraz działającej niezależnie administracji zespolonej i niezespolonej – trudno ulec wrażeniu, że jest to system spójny i zaprojektowany komplementarnie. A na pewno w jego centrum nie stoi człowiek ze swoimi potrzebami, z całą pewnością nie jest to człowiek będący przedsiębiorcą, – o czym można się łatwo przekonać usiłując samemu przebrnąć przez dżunglę urzędów, przepisów, koncesji, pozwoleń, papierków i kwitków.

Prawdopodobnie obecny paradygmat zakładający istnienie władzy administracyjnej, sprawującej władztwo jest przestarzały – albowiem te same funkcje można by zapewnić o wiele bardziej efektywnie posługując się ideą kontraktów (umów) pomiędzy podmiotami prywatnymi – a posiadającym legitymizację demokratyczną – lokalnym suwerenem? Przecież władza lokalna może mieć charakter menadżerski – a jej nadrzędnym celem może być np. efektywność ekologiczna całej przestrzeni lokalnej? Cele i sposoby ich osiągania można zdefiniować w sposób różnorodny, z pewnością w centrum działania władzy publicznej musi znajdować się zawsze człowiek i jego potrzeby. W przeciwnym wypadku – władza w ogóle nie jest człowiekowi – zorganizowanemu w społeczeństwo potrzebna.

W tym kontekście należy postulować odejście od dotychczasowego linearnego podziału terytorium kraju – tymczasowo tylko powyżej szczebla gminnego. Czas na zarządzanie przestrzenią w sposób funkcjonalny tzn. zarządzanie rozwojem wszędzie tam gdzie jest szansa na synergię lub zachodzą problemy konieczne do rozwiązania. Nie ma znaczenia czyj jest dany most, droga lub szkoła. Ważne jest jak na danym terenie ma funkcjonować system dróg lokalnych, szkół i mostów. Najlepszym sposobem na tego typu zarządzanie byłoby zlikwidowanie województw samorządowych oraz powiatów – i powierzenie pełni władztwa funkcjonalnego w zakresie kompetencji tych podmiotów – w pierwszym rzędzie metropoliom, tak żeby mogły organizować przestrzeń regionalną w sposób dla nich jak najbardziej dogodny a w drugim rzędzie związkom i porozumieniom gmin, – które w sposób funkcjonalny mogłyby dobierać się do organizacji danego zagadnienia lub rozwiązania problemu. Nie ma żadnego uzasadnienia dla utrzymania zbędnej administracji w czasach Internetu – i firm kurierskich, które z powodzeniem mogą zastąpić administrację świadczącą. Nie ma żadnego sensu utrzymanie urzędów wojewódzkich i urzędów marszałkowskich, – jako odrębnych podmiotów, często dublujących swoją właściwość! Metropolie stopniowo rozszerzą swoje władztwo na terytoria, z których będą czerpały zasoby i dla których będą stanowiły ośrodki odniesienia. W niektórych częściach kraju pozostaną białe plamy niepokryte strukturami funkcjonalnymi rzędu metropolitalnego – i to właśnie będą obszary dla aktywności państwa, które będzie mogło wkroczyć z interwencją w rozumieniu programów wspierania itp.

Kluczowe dla zmiany myślenia jest odejście od linearnego rozgraniczania właściwości – albowiem jest to sztuczne i rodzi liczne ograniczenia. Podejście do administrowania w sposób funkcjonalny stworzyłoby szansę na przeniesienie wzorców zarządzania korporacyjnego do administracji publicznej.

Przyszłość pokaże czas, faktem jest, że obecny model zarządzania rozwojem uprzywilejowuje samorządy województwa, jako gestorów środków pomocowych. Rodzi to duże szanse, ale zarazem zaraża całą branżę samorządową – myśleniem grantowym, które jest prawdopodobnie równie niszczące jak same fundusze mogą być pomocne. Jeszcze ważniejsze jest, żeby rząd dostrzegł, że działając w ten sposób – niszczy metropolie.

Z pojawiających się przecieków informacyjnych wynika, że Ministerstwo Rozwoju Regionalnego pracuje nad ustawą metropolitalną dla trzech ośrodków w kraju – Warszawy, Górnego Śląska i Trójmiasta. Metropolie nie mają stanowić konkurencji dla województw, co jest zasadniczym błędem – albowiem z powodzeniem mogłyby je zastąpić. I tak się to stanie, ale dopiero za około 10 lat jak wygasną wszelkie środki unijne. Dopiero wówczas dojdziemy do wniosku, że najlepszym modelem rozwoju jest rozwój sterowany strategicznie z perspektywy polskich miast, bez sztucznej i zbędnej administracji grantowej.

Reasumując całość rozważań – należy stwierdzić, że odejście od dotychczasowego paradygmatu rozwoju regionalnego będzie procesem naturalnym – w konsekwencji wyczerpania się środków grantowych. Metropolie stanowią naturalne ośrodki rozwoju państwa i jako takie zasługują na wsparcie oraz upodmiotowienie – kosztem sztucznej struktury regionalnej. Jednym z elementów nowego paradygmatu rozwoju powinno być odejście od linearnie zdeterminowanych układów terytorialnych w rozumieniu podziałów kartograficznych – na rzecz rozwiązań funkcjonalnych, zdolnych do efektywnego i elastycznego zarządzania. Zmiany dotychczasowego modelu są konieczne, jeżeli chcemy spowodować efektywność funkcjonowania administracji publicznej.

4 myśli na temat “Samorząd? Założenia do reformy polskiego systemu zarządzania państwem

  • 6 lutego 2012 o 11:46
    Permalink

    Pierwszym krokiem do postawienia na metropolie powinno stac sie zlikwidowanie kilku wojewodztw, ktore nie osiagna “masy krytycznej”, aby cokolwiek znaczyc na scenie europejskiej.
    Wynika to paradoksalnie zarowno z ich wielkosci, jak i z faktu bliskiego sasiedztwa znacznie silniejszych miast, co powoduje “wysysanie” potencjalu.
    Nie wiem jak politycznie mozna byloby to zrobic, a przede wszystkim kto sie na to odwazy, bioroac pod uwage, ze wojewodztwa te powstaly dla utrwalenia “towarzyskich” ukladow dla nomenklatury.
    Do takich wojewodztw naleza:
    – Lubuskie (twor sztuczny z hitorycznym lubuszem), nie majacy wiele wspolnego i powinien byc rozparcelowany na trzy czesci i dolaczony do Dolnoslaskiego, Wielkopolskiego i Zachodniopomorskiego (Pod Zielona Gora jest nawet lotnisko aspirujace do miana miedzynarodowego – prosze sprawdzic ile kosztuje jego utrzymanie z pieniedzy samorzadowych)
    – Opolskie do polaczenia ze Slaskim
    – Swietokrzyskie do polaczenie z Malopolskim (Kielce tez cos bredza o lotnisku, majac pod nosem Warszawe, Krakow i Pyrzowice – no ale stanowiska byc musza)
    Kujawsko-Pomorskie tez w pewnym sensie, ale to dosyc specyficzny region i koncentracja na likwidacji powinna byc na trzech wczesniej wymienionych.
    Pozostaja trzy wojewodztwa sciany wschodniej oraz warminsko mazurskiego, ktore nie wyjda poza poziom osrodkow krajowych co najwyzej (gdzie Lublin jeszcze sobie radzi, ale juz ciezko), natomiast sa bardzo wazne z geostrategicznego punktu widzenia (pytanie wiec czy polaczyc z metropoliami, czy wspierac jak do tej pory “Janosikowym”). Czy sie nam podoba czy nie Rosja nie zniknie nagle, a czesc tych obszarow to historyczne regiony Rusi Bialej (Podlaskie) i Czerwonej (wschod Lubelskiego i Podkarpackiego z Rzeszowem wlacznie), wiec pozostawienie ich samym sobie doprowadzi do etnicznego wyjalowienia w dlugim okresie (te cerkwie jednak sie tam jakos znalazly i sa dosyc stare, aby prosto wytlumaczyc to zalewem ludnosci ze wschodu w czasie PRL).
    Zdaje sobie sprawe, ze Rus to nie to samo co Rosja jednakze kulturowa bliskosc sugeruje, ze latwiej Rusin dogada sie z Rosjaninem niz z Polakiem.
    Nalezy zadac sobie pytanie, czy jest to porzadane, a jesli tak to jak zapewnic lojalnosc tychze terenow Rzeczpospolitej.
    Z historii powinnismy pamietac, ze nie jest to wcale tak proste.
    Na Warminsko-Mazurskie ciazy Warszawa i tak pozostanie dopoki pieniadze beda plynac do Warszawy, a “warszawka” szukac bliskiego relaksu za rozsadne pieniadze.
    Realnie rzecz ujmujac szanse rywalizacji na europejskim pozimie w obecnym momencie ma tylko Lodziawa (Lodz-Warszawa) po spieciu autostrada (a jeszcze lepiej rozsadnym polaczeniem kolejowym) i Krakowice (Krakow-Katowice). Trojmiasto zawsze bylo oknem na swiat i z tego powodu powinno byc wspierane za wszelka cene.
    Miasta na kolejnym poziomie to Poznan, Wroclaw, Szczecin (pod warunkiem racjonalnego wykorzystania potencjalu jako portu do zaopatrywania Wrocka i Poznania oraz Czech) inaczej Szczecin, albo bedzie ciazyl do Berlina, albo zostanie przez Berlin zablokowany i sprowadzony do poziomu trzeciej ligi.
    Tylko jak zwykle Panie Krakauer, ktory z politykow zaryzykuje i powie otwarcie, ze koniec wywalania kasy na 16 wojewodztw, a czas wylozyc naprawde duza kase na 3 obszary metropolitalne, mniejsza na 3 miasta krajowe (zachod) , a jeszcze mniejsza na 3 o znaczeniu lokalnym (wschod). To przeciez prawie polowa stolkow mniej do obsadzenia dla krewnych i znajomych krolika, ze o urazonych ambicjach lokalnej spolecznosci nie wspomne. 🙂
    Ponizej tytul dokumentu doskonale opisujacego obecne pozycjonowanie miast polskich na tle Europy.
    ESPON 111 Potentials for polycentric development in Europe

    Odpowiedz
    • 6 lutego 2012 o 11:49
      Permalink

      Oczywiscie powinno byc “pozadane” w poscie wyzej.

      Odpowiedz
  • 2 marca 2012 o 15:09
    Permalink

    zarys polityki miejskiej się pojawił na firnamencie … rząd się wyrządził 😉

    Odpowiedz
  • 16 października 2015 o 00:57
    Permalink

    “Przecież władza lokalna może mieć charakter menadżerski – a jej nadrzędnym celem może być np. efektywność ekologiczna całej przestrzeni lokalnej?”
    W powyżej zacytowanym zdaniu, jest chyba pomyłka. Nie chodzi o efektywność ekologiczną, lecz raczej ekonomiczną? 🙂

    Mój pomysł na ograniczenie masy urzędniczej? Powiaty są w większości raczej zbędne. Jednostki podległe starostwom powiatowym, powinny być kontrolowane centralnie? przez ministerstwa. Część obowiązków śmiało przekazać wraz z finansowaniem do Samorządów lokalnych. W tych Powiatach to tylko nieznaczna część osób pracuje. Kawka, zakupy, handelek bezpośrednio dla urzędniczek w godzinach pracy. A urzędy pracy należące do zarządu powiatu? wydajność tak marna, że zdeterminowany bezrobotny z siekierą do nich poszedł.

    NIE NIE MA POMYŁKI. POZDRAWIAMY. WEB. JÓZ.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.