Ekonomia

Samochód odwieczne marzenie każdego Polaka

 Nasze państwo składa się z miast, miasteczek i osiedli ludzkich połączonych dzięki sieci komunikacyjnej tworzonej przez drogi i linie kolejowe. Jesteśmy przyzwyczajeni, że pomiędzy wszystkimi miejscowościami w Polsce funkcjonuje sieć dróg, której przepustowość, naprawy i konserwacje zapewnia państwo – i podobnie jest z koleją, której usługi są powszechnie dostępne.

Marzeniem polaków zawsze był samochód. Posiadanie własnego auta, najlepiej „Made in W. Germany” stanowiło dążenie pokoleń Polaków. Z motoryzacją było u nas zawsze krucho i słabiutko, nigdy nie mieliśmy narodowej marki motoryzacyjnej, przez całą krótką historię międzywojnia wytwarzaliśmy jedynie pojazdy na licencjach. To samo w PRL, gdzie władza ludowa skutecznie utopiła wszelkie zapędy domorosłych konstruktorów, stawiając na sprawdzone i stosunkowo nowoczesne konstrukcje importowane wraz z liniami technologicznymi i całymi warsztatami pracy.

Dzisiaj mamy w kraju kilka fabryk, jednakże najpopularniejszym samochodem wśród rodaków jest doskonała czeska Skoda Octavia, ten producent najlepiej spełnia oczekiwania Polaków mając na względzie oferowany stosunek prestiżu, efektywności, komfortu, niezawodności i innych parametrów określających użyteczność pojazdu a jego cenę. Możemy tylko gratulować naszym południowym sąsiadom sukcesu ich marki, albowiem Skoda na dzień dzisiejszy stała się globalnym synonimem najwyższej, jakości i czeskiej solidności przemysłowej. Zresztą nie tylko ona, albowiem każdy, kto potrzebuje pojazdów użytkowych klasy ciężkiej zdolnych do długotrwałej eksploatacji w arcytrudnych warunkach, doskonale wie, co to jest Tatra i dlaczego pojazdy oznaczone jej znaczkiem są najlepszymi samochodami ciężarowymi świata…

Wielu się zastanawiało, dlaczego Czechom się udało odnieść globalny sukces, a nam nie? Prosta odpowiedź, że to Volkswagen nie wystarczy, albowiem Niemcy nie weszli by inwestycyjnie w coś niepewnego, co nie nadaje się do inwestycyjnego rozwijania. Skoda u progu lat 90 tych miała znaczny potencjał, miała za sobą tradycję czechosłowackiego przemysłu, miała na koncie szereg niezwykle udanych pojazdów – wyjątkowo udanych jak na kraje demokracji ludowej. A Polska? Lepiej nie wypowiadać opinii, ale po prostu, jako kraj licencjobiorców obstawiliśmy nawet gorszego konia od naszych przyjaciół Rumunów, którzy doskonale wyszli na mariażu z francuskim Renault, albowiem nadal produkują kolejne wersje – a nawet całą rodzinę bardzo udanych i popularnych aut średniej klasy i nikt im nie zabiera jedynego produkowanego modelu do montażu w kraju siedzibie koncernu licencjodawcy! Polska jak zwykle traci, niestety nie tylko prestiżowo, ale także bardzo wymiernie, albowiem przesunięcie przez pewien koncern produkujący samochody osobowe w Polsce, produkcji nowego modelu swojego niezwykle popularnego samochodu do kraju siedziby tego koncernu to po prostu policzek dany Polsce i Polakom – pomimo ponad 70 letniej doskonałej historii współpracy.

Dziwi, że rząd polski w tak banalnie bezrefleksyjny sposób podszedł do decyzji potentata motoryzacyjnego, który działa sam, świadomie na własną szkodę i wbrew rachunkowi ekonomicznemu – tylko po to, żeby przypodobać się politykom we własnym kraju. Nasze władze nie zdobyły się nawet na protest, nie mówiąc już o bardziej zdecydowanych działaniach dających do zrozumienia, że tego typu manewry gospodarcze nie powinny mieć miejsca w Unii Europejskiej, albowiem jest to realne zaprzeczenie prawom i mechanizmom funkcjonowania wspólnego rynku. Warto byłoby przynajmniej postarać się o jakiś dodatkowy pakiet osłonowy, np. przez produkcję większej ilości części w Polsce itp. niestety nic takiego się nie stało, dyskretnie milczeliśmy robiąc dobrą minę do złej gry, podczas gdy w Internecie pokazano reklamy tegoż producenta, który chwali się przed „swoim narodem”, że lepiej jest montować samochody niż być kelnerem… szkoda, że taka propozycja nie tyczy się młodych Polaków, oni widocznie mogą być kelnerami.

Bez względu na rozmiar klęski państwa na polu aktywnego kreowania polityki motoryzacyjnej w kraju, wielki sukces odnotowała prywatna inicjatywa. Wraz z wejściem do Unii i przyjęciem zasad jednolitego rynku, spełniło się odwieczne marzenie Polaków – można przywozić samochody od naszych ulubionych zachodnich sąsiadów, będących potęgą przemysłową, w tym motoryzacyjną. Nasz kraj stał się swoistym eldorado używanych samochodów, których import i sprzedaż przekroczyły bardzo szybko produkcję, import i sprzedaż samochodów nowych. Polacy odetchnęli, dzięki Unii Europejskiej stać na całkiem niezły około 10 letni samochód najczęściej z Niemiec prawie każdego. Mamy sytuację taką, że przejęliśmy w zasadzie wszystkie starsze i tańsze modele samochodów używanych od sąsiadów, których u nich prawie nikt nie kupuje a u nas sprzedają się świetnie. Przeciętnie 10 letnie samochody sprawdzają się w naszych realiach świetnie, ich ceny oscylują w granicach 10 tyś zł, za którą to kwotę można mieć w przyzwoitym stanie króla szos z lat 2000-2002, z przebiegiem około 200 tyś km, ale doskonale zachowanego. Podstawowym czynnikiem sukcesu samochodów używanych jest ich stosunkowo niska cena, w zamian za stosunkowo wysoką jakość. Dlatego zalało nas tsunami pojazdów używanych, z których utylizacją będziemy mieli szereg wyzwań ekonomicznych i środowiskowych.

Niestety rząd nie prowadzi polityki wspierającej rozsądną motoryzację, nie zachęca podatkowo ludzi do np. zakupów samochodów małolitrażowych, zajmujących stosunkowo mało miejsca i zużywających najmniej paliwa, a w konsekwencji najmniej uciążliwych dla środowiska. System opłat obowiązkowego ubezpieczenia komunikacyjnego oparty na pojemności silnika pojazdu nie spełnia swojej roli, jedynie w części powodując, że osoby nabywające droższe pojazdy bardziej paliwożerne i zajmujące większa powierzchnie na naszych drogach i chodnikach – płacą wyższe stawki podatku. Zupełnie jest to poza wszelką kontrolą i panuje pełna dowolność, każdy może jeździć autem wielkości połowy altanki ogrodowej – lub mieć kilka samochodów, przez co nasze miasta duszą się w korkach i spalinach. Stan komunikacji nie poprawia się wraz ze wzrostem wskaźnika motoryzacji, jest odwrotnie, wraz z ilością samochodów – obecnie około 17 mln, narasta stan kongestii, Polska stoi w korkach, a rząd nie dostrzega tego problemu.

Problemów z transportem nie rozwiąże dalsza rozbudowa sieci dróg u ulic, ani jeszcze więcej samochodów. Jedynie konsekwentna polityka państwa tworząca lepsze warunki do rozwoju transportu publicznego, poprawiająca jego uwarunkowania, funkcjonowanie, częstotliwość, wielogałęziowość, stabilizująca jego ceny oraz jakość w rozumieniu odczuwalnego standardu komfortu dla pasażerów. Nie ma innego rozwiązania, jeżeli chcemy w ogóle móc się poruszać po naszym kraju.

Odrębnym aspektem dotyczącym wyzwań dla krajowej polityki transportowej, są konsekwencje przemian demograficznych, które czekają nas w ciągu najbliższych 20-30 lat. Polska stanie się krajem ludzi starych, potrzebujących dobrej jakościowo, taniej i powszechnej komunikacji publicznej. Warto zadać sobie pytanie, co nasz rząd robi dzisiaj w celu dostosowania krajowego systemu transportowego – wspierając go, aby stopniowo ewaluował w kierunku modelu nazwijmy to „socjalnego”. Czy właściwie uwzględniono konieczność utrzymania rozbudowywanej obecnie sieci transportowej kraju? Czy naprawdę płatne autostrady powinny być priorytetami w ubogim kraju, – w którym przyszłościowy obywatel będzie emerytem o nędznych dochodach? Nie ma łatwych odpowiedzi na te pytania, jednakże od podejścia do nich zależy nasza przyszłość.

Myśląc o tych sprawach pamiętajmy, że Czesi już wygrali, mają doskonałe samochody, zapewniające im prestiż, wysoką użyteczność i znaczną stopę zwrotu, jako inwestycja – silnie oddziaływająca na eksport. Skoda jest przykładem, że motoryzacja może być dźwignią gospodarczą i narodowym powodem do dumy, to wspaniały przykład jak można odnieść sukces globalnie w oparciu o własne siły i środki. Wprowadzenie tego modelu u nas, dałoby nam prawdopodobnie 1-2% przyrostu PKB więcej, a tak to będziemy krajem starych ludzi jeżdżących starymi niemieckimi samochodami.

3 komentarze

  1. Octavia najpopularniejsza? Pasek w tedeju! A tak przy okzaji: u nas samochód od powojnia to rodzaj luksusu, za którego posiadanie jesteś łupiony niemiłosiernie. Podatek PCC-1, VAT, akcyza, opłata recyklingowa, OC, za wydanie dowodu, za złomowanie. Obowiązkowe przeglądy! Co więcej – Tablice rejestracyjne – to DOKUMENTY! Nie można sobie ot tak dorobić. Samochód powinien być jak narzędzie – młotek, wiertarka, rower. W PRL ad 2012 samochód to kula u nogi a nie pomoc w życiu.

  2. tak octavka to najpopularniejsze auto nowo sprzedawane … czeka się w salonie ponad 3 miesiące …

  3. Rewelacyjne wnioski, trafna analiza – trafiłem tu z wykopu będę zaglądał – fajne, niezależne i niezaangażowane forum felietonistów !!!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.