Polityka

Rzeczpospolita jest wrogiem swoich 37 mln pozostałych w niej obywateli?

 Nasza Ojczyzna jest zarazem naszym wrogiem, przeciwnikiem i ciemiężcą! Państwo z niewydolną administracją, złymi procedurami, kiepskim prawem, parszywymi nawykami ludzi, z zerowym kapitałem społecznego zaufania, elitą nieinteresującą się niczym poza swoją wygodą i politykami wyćwiczonymi w celebryckim brylowaniu po kolejnych radach nadzorczych i etatach z wysokimi odprawami – nie interesuje się swoimi relacjami z własnymi obywatelami.

Już przy pierwszym spojrzeniu na to zagadnienie pojawiają się, co najmniej dwa problemy. Pierwszy oczywisty polega na tym, że jako państwo członkowskie Unii Europejskiej musimy adresować interakcje naszego państwa nie tylko do jego obywateli, ale do wszystkich interesariuszy, jacy znajdują się na jego terytorium, a mają prawo domagać się określonego standardu na podstawie zasady wzajemności. Drugi o wiele głębszy to problem z samym zdefiniowaniem problemu. Czym bowiem są relacje państwa z obywatelem/obywatelami?

Od pewnego czasu masowo rozwija się cała nowa ideologia III-ciego sektora działalności publicznej, gdzie organizacje pozarządowe działają w interesie publicznym poza kontrolą administracji. Jest to prawdopodobnie jedna z kilku naprawdę udanych spraw w naszej transformacji, skala usług i oferty działalności podmiotów pozarządowych jest nie do przecenienia, a przy mądrej polityce państwa może tylko wzrastać. Jeżeli z czasem powiększy się jeszcze dobroczynność prywatna – będziemy mogli mówić o osiągnięciu wyższego szczebla w rozwoju społeczeństwa obywatelskiego w naszym kraju.

Obecnie, zwłaszcza jeżeli mamy porównanie w jakości kontaktów instytucji państwa w takich krajach jak np. Wielka Brytania, Niemcy, Kanada a Polska – można dostać szoku. Kontakt z urzędem skarbowym nie musi bowiem polegać na dręczeniu przedsiębiorcy zmuszonego do wynajmowania firmy księgowej! Lokalna administracja może skontrolować funkcjonowanie prowadzonego zakładu usługowego, ale zanim wlepi mandat – pouczy. Przykładowo w Niemczech urzędnicy potrafią podejść wieczorem pod dom i sprawdzić czy pali się w nim światło, jednakże z zasady można na nich polegać. Trudno określić czy to kwestia relacji międzyludzkich, czy też innego poczucia dyscypliny i wagi powierzonych obowiązków? Kultura i cywilizacja swoje robią, jednakże to nie jest możliwe, żebyśmy byli aż tak gorsi.

Otóż naszym problemem jest przede wszystkim „tu mi wisisz” oraz pozorowanie poprawnej, celowej i efektywnej działalności.

Politycy mają świadomość, że nie da się zmienić spraw z dnia na dzień, poza tym to nie zawsze jest w ich interesie, nie mówiąc już o interesie budżetu. W związku z tym nie wymagają od urzędników samodzielnego myślenia, czy kreatywności – a głównie posłuszeństwa i terminowości w działaniu. Poza tym w naszej administracji JEST NIE DO POMYŚLENIA, żeby urzędnik – nawet „konceptualny” – ośmielił się zgłosić pomysł przełożonemu poza normalnym trybem drogi służbowej. Najczęściej wynika to z profesjonalizmu urzędników i znajomości spraw, w tym umiejętności przewidywania kilku ruchów na przód i ich konsekwencji. Samo wychylenie się i wyjście przed orkiestrę to ryzyko, bo wiadomo jak mierni i niekompetentni są politycy. Decydent postawiony przed faktem dobrego pomysłu najczęściej czuje się „wysadzony z siodła” – przecież to on jest od podejmowania decyzji. To znaczy, politycy źle pojmują swoją rolę – czują się odpowiedzialni za podjęcie decyzji i jej wybór z pola wypracowanych opcji. To rozkłada nasze państwo, ponieważ sami nie są w stanie wypracować rozwiązań opartych i nawiązujących do realiów. W praktyce najlepiej sprawdzają się politycy – szefowie, którzy łączą kreatywność podwładnych domagając się opracowywania przez nich kolejnych opcji, do których dodają swoje „przełomowe” i „epokowe” propozycje – mniej lub bardziej zmieniające system, ale osadzone w jego realiach przez urzędników.

Niestety takie myślenie to wątły odsetek administracji publicznej. Często lepiej układają się sprawy gdzie szef jest idiotą lub celebrytką i koncentruje się na autopromocji, a realne działanie pozostawia „pionowi merytorycznemu”. Oczywiście nie da się wszystkich przykładów uogólnić, jednakże co do zasady przedstawiona natura relacji przekłada się na dół. Na relacje z interesariuszami tj. ludźmi i podmiotami wszelkiego typu, w tym w szczególności przedsiębiorcami.

Na zakończenie warto jeszcze dodać, że największym wrogiem administracji jest inna administracja, urzędnicy często działają na zasadzie różnej interpretacji tych samych przepisów i nawet chcąc się dogadać – nie rozumieją się, potem nie są w stanie udowodnić sobie swojej racji, a na zakończenie totalnie się wzajemnie sabotują a proszę mi uwierzyć – nic tak bardzo się nie udaje w naszej administracji jak właśnie działania powstrzymujące lub totalne sabotowanie, szkodnictwo i absolutne rzucanie kłód pod nogi. W zdecydowanej większości przypadków – korzystając z samej procedury (KPA), jak również przyjętych zwyczajów, każdą sprawę w tym kraju można odwlec, opóźnić lub rozmyć po drodze proceduralnej. I nie da się nikomu udowodnić złej woli, a jak po drodze jest jakiś przetarg… to zaczyna się magia entropii i niemocy…

To, co widzimy, na co dzień to końcówki systemu, efekty ostatnich decyzji – to tylko czubeczki wielkich gór lodowych, na których rozbija się, co dzień nasze państwo… Dlatego generalnie jak ktoś chce żyć „normalnie” niech stąd wyjedzie, Polska to kraj dla ludzi ciekawych wyzwań, tam gdzie ich nie powinno być.

2 komentarze

  1. Polska niestety, jeśli wierzyć krakauerowi, niewiele się różni od Wielkiej Brytanii, Kanady, czy USA, bo systemu niemieckiego nie znam wystarczająco dobrze, aby się na ten temat wypowiadać.

    Administracja w tych krajach tak na szczeblach centralnych lub federalnych jak lokalnych uległa takiej degeneracji, że wytrzymuje porównanie z polskimi urzędnikami gnębiącymi obywateli, tyle że urzędnicy w tych państwach są na ogół wyjątkowo uprzejmi, pełni udawanego współczucia, ale też bezlitośni, bo dysponują nieograniczonymi środkami tak finansowymi jak profesjonalnymi, przy użyciu których mogą doprowadzić nawet duży i dobrze prosperujący biznes do bankructwa.

    Co do polityków to większość z nich jest prawnikami lub bezczelnymi krzykaczami pilnującymi interesów swoich sponsorów, może z wyjątkiem części polityków USA, którzy nie mają obowiązku lojalności partyjnej, tylko odpowiadają bezpośrednio przed wyborcami swoich okręgów wyborczych.

    Trzeba jednak przyznać, że środki medialne tzw. blogosfery drą tak urzędników, jak polityków, policję i sędziów na strzępy z dużymi i wymiernymi sukcesami, jako że duże organizacje medialne są zbyt uzależnione od ogłoszeń i reklam rządowych, aby dołożyć rekinom polityki. Lepsze to jednak od totalitaryzmu i kleptokracji.

  2. Ja widzę urzędy w systemie: praca 8-16 wypełniona kawą z pogaduszkami w innych pokojach lub niewydolność w organizacji urzędu. Petent jest dla urzędu. Na kontakt ze strony urzędu i jakąś myśl nie liczę. Urzędy mają małe prawo samostanowienia się, miej pretensję do politykierów.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.