Paradygmat rozwoju

Rząd powinien płacić stypendia zamiast pobierać podatki

 W gospodarce czasów luzowania finansowego, kiedy dla wielkich banków i jeszcze większych inwestorów finansowych wszystko wolno, a na pewno wolno bezczelnie kraść i zbankrutować, licząc na to że państwo przyjdzie z pomocą – utrzymanie systemu, w którym od zwykłych ludzi wymaga się ograniczania własnej konsumpcji i pracy ponad siły lub przetrwania na bezrobociu ewentualnie życia za grosze – jest na dłuższą metę nie do uzasadnienia.

Przyzwyczailiśmy się do tego, że baki są ważnym elementem naszej gospodarki, że rynki finansowe agregują znaczną część pieniądza dostępnego w gospodarce, że wielkie fundusze trzęsą popytem i podażą na pieniądz, nawet daliśmy sobie wmówić, że pieniądz jest wartością, a przynajmniej że takową w sobie akumuluje. Dla wielu współczesny pieniądz stał się tym, czym wcześniej było złoto – nośnikiem wartości. Nie ma nic bardziej mylnego, albowiem pieniądz nadal jest tylko konsensualnym nośnikiem wartości, przenoszącym uprawnienia na jakie opiewa. Jeżeli nadrukujemy na papierze 1000 to będziemy mieli tysiąc jednostek, jeżeli 10000 to będziemy mieli dziesięć tysięcy jednostek. To w istocie tylko i wyłącznie miernik.

Luzowanie ilościowe udowodniło, że dysponując zaufaniem rynków można swobodnie – w sposób przewidywalny drukować, tzn. luzować ilościowo taką ilość pieniądza, którą jest w stanie antycypować rynek, a ściślej, na którą jest zapotrzebowanie na rynku zanim zostanie ona wprowadzona. W ten genialny sposób Amerykanie sami wykupują swój dług – drukując dolary o dziwo bez inflacji, a przynajmniej dzięki inwestowaniu na zagranicznych rynkach nadwyżek uwolnionych z obligacji przesuwają w czasie jej ujawnienie się.

Współczesne państwo ma bardzo luźny stosunek do pieniądza, poza Niemcami i generalnie strefą euro, która jako tako jeszcze szanuje znaczenie pieniądza w gospodarce – cała reszta głównych graczy też stara się drukować, jedynie Chiny niezachwianie kontynuują politykę obniżania wartości swojego pieniądza. Nawet Japończycy przerażeni deflacją drukują, osiągając jedynie jak dotąd radość funduszy inwestycyjnych i spekulantów. Współczesne państwa i banki centralne zachowują się z drukowaniem pieniędzy i rzucaniem ich na rynki jakby dawały narkotyki całymi wiadrami dla uzależnionych narkomanów. To na dłuższą metę będzie musiało skończyć się globalną hiperinflacją, ponieważ bezinflacyjny wzrost cen głównie surowców i tak rozhuśta gospodarkę do tego stopnia, że jak zwykle za całość zabawy wielkich graczy zapłacą ci najmniejsi.

Jeżeli więc rządu mogą finansować z pustego pieniądza prywatne banki, to dlaczego nie mogą finansować zwykłych „prywatnych” obywateli, czyli konsumentów, nawet jeżeli ograniczyłyby ich prawo do dysponowania przydzielanym majątkiem tylko do celów inwestycyjnych? Przecież to nie jest w porządku, a na pewno już nie jest demokratyczne że jedni muszą pracować w pocie czoła na 1600 zł brutto a inni dostają miliardowe wsparcie na ultra niski procent i to bez badania zdolności i wiarygodności kredytowej lub po prostu się ich pompuje kupując ich beznadziejne papiery wartościowe. Dlaczego na podobnych zasadach bank centralny – rząd, nie kupuje od ludzi ich weksli? Co jest powodem tej nierównowagi przecież to właśnie banki i rynki są odpowiedzialne za zamieszanie i generalny kryzys. Jeżeli cierpią na nim ludzie, to dlaczego ich się także nie wspiera a jedynie „banksterów” i jeszcze bardziej wysublimowanych złodziei wyspecjalizowanych w nadmuchiwaniu gospodarczych baniek ponad wszelkie możliwe dopuszczalne normy? Trudno jest bowiem nawet zmierzyć ile razy gospodarka wirtualna przerasta gospodarkę realną, to dzięki temu możliwe są zyski „z niczego”, na których spekulanci zarabiają krocie, a zwykli ludzie spłacają je potem w rachunkach za prąd, gaz, czy też usiłując zatankować bak swojego samochodu. Skandalem jest, że te zachowanie zwane wolnym rynkiem w ogóle są możliwe.

Jeżeli zatem zwykli obywatele, rynki finansowe, banki oraz korporacje prowadzą grę ekonomiczną mającą na celu zgromadzenie jak największej ilości pieniądza, to należy się zastanowić, czy model nakazujący osobom fizycznym płacenie podatków jest efektywny? Przecież te podatki pochodzą z pracy, czyli bezpośrednio odbijają się na ludzkiej konsumpcji czyli zdolności do generowania popytu. Jeżeli uwolnilibyśmy ludzi od podatków, pobierając je tylko od korporacji i uczestników systemu finansowego „grających” na aktywach, wówczas nastąpiłoby przesunięcie ciśnienia na większą odpowiedzialność dużych graczy.

Następnym krokiem po zaprzestaniu pobierania podatków od osób fizycznych powinno być wypłacanie im pieniędzy – po prostu w formule stypendiów, rent, emerytur – dowolnej gaży w określonej wysokości z przeznaczeniem na inwestowanie lub konsumpcję w zależności od stanu cyklu koniunkturalnego. Jakkolwiek brzmi to utopijnie, to nie różni się to niczym od pomysłu rozrzucania pieniędzy z helikoptera Bena Bernankego szefa Rezerwy Federalnej!

Wszelkie straty w tym walkę z inflacją rząd wyrównałby sobie poprzez luzowanie ilościowe oraz łupienie rynków finansowych, opodatkowanie banków i korporacji. Po prostu nastąpiłoby przeniesienie akcentów w ekonomii na inne niż obecnie zarzynane w imię spełnienia neoliberalnych idiotyzmów.

Jednakże uwaga! Być może w ten sposób odkrylibyśmy na nowo „komunizm” no a to słowo stygmatyzuje. Lepiej płacić złodziejskie podatki i jak 40% społeczeństwa nie jest stać na mieszkanie i posiadanie dzieci… Trzeba pamiętać o tym, że w życiu i w gospodarce wszystko jest zawsze sprawą wyboru.

Skrócony odnośnik do tekstu: http://wp.me/p1RMxj-3pJ

One Comment

  1. Pieniądz w obecnych czasach jest wartością umowną.
    Cieszą mnie określenia typu: 16, 18 a nawet 22 i dalej – cyfrowe salda. Wszystkie te cyferki widać na ekranie komputera a posiadacze cyferek czują się dumni i bardzo ważni, wiadomo rządzą Światem. Natomiast wystarczy brak prądu, cyferki znikną i trzeba będzie wrócić do rzeczywistości. Mój wpis to refleksje i jednocześnie przypomnienie literatury Stanisława Lema.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.