Soft Power

Rząd potrzebuje wielkiego „WOW”

 Rząd jest już w takim stanie, że bezwzględnie potrzebuje sukcesu na skalę wielkiego „WOW”. Potrzebuje czegoś, co służyłoby jako symbol skuteczności, efektywności i sukcesu funkcjonowania państwa pod rządami Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Mówimy tutaj o wydarzeniu, zjawisku, czymkolwiek – co w warstwie symbolicznej przekonywałoby wszystkich do tego, że nasz kraj nie jest „totalną porażką” i „wszystko się tutaj nie udało”. Chodzi zatem o symboliczną przeciwwagę, którą na trwale kojarzyłaby się z sukcesem – zmieniając oblicze półtorej kadencji tego rządu.

Problem polega jednak na tym, że o sukces symboliczny jest wyjątkowo trudno, ponieważ zanim zrobi się z czegokolwiek sukces w warstwie symbolicznej najpierw trzeba odnieść sukces w sferze realnej. Tutaj niestety zaczynają się schody, ponieważ rząd co prawda miał szereg okazji jednakże przywiązał nadmierną wagę do czystego PR-u – mistrzostwa piłkarskie przeminęły i nikt o nich nie pamięta, poza tym to nie jest wielkie „WOW”, ponieważ przeważnie takie zabawy nie interesują kobiet. Więc jeżeli coś z założenia nie wywołuje emocji u połowy społeczeństwa to nie nadaje się na sukces.

Sukces aspirujący do kategorii ogólnonarodowego „WOW” powinien być uniwersalny na tyle, żeby każdy mógł aspiracyjnie się z nim identyfikować a zarazem, żeby dziedzina której dotyczy nikogo pod żadnym pozorem nie wykluczała.

Są prawdopodobnie trzy takie dziedziny: wygrana wojna, wygrana z kryzysem i kultura. Na wygranie jakiejkolwiek wojny nie mamy najmniejszych szans, nawet jeżeli zrzucamy w lasach szczepionkę na wściekliznę. Kwestia wygranej z kryzysem jest trudna samo w sobie, to właśnie rząd usiłuje zrobić i co najważniejsze – może się mu to udać, w tym znaczeniu że nie dojdzie do nas do załamania gospodarczego. Jeżeli tylko tak się stanie to będzie wielka zasługa tego rządu i prowadzonej przez niego polityki. Niestety będzie to najwcześniej w roku 2015 lub później więc nie przyda się do prowadzenia propagandy sukcesu przez dwa lata jakie pozostały do wyborów. Pozostaje jeszcze trzecia kwestia – w istocie najbardziej nośna – kultura, jednakże w naszych realiach najbardziej zaniedbana. Nawet nie wybieramy się na Expo do Mediolanu, co mogłoby stanowić jakieś ogólne podsumowanie np. osiągnięć technologiczno-gospodarczych kraju, niestety tą szansę zamierzamy zaprzepaścić.

Do podobnych wniosków muszą dojść też ojcowie rządowego PR-u, co spowoduje że rząd na siłę będzie starał się wygenerował sukces na miarę narodowego „WOW”. Pierwszą próbą tego typu był poroniony już w momencie ogłoszenia projekt inwestycji polskich, czyli przelewania z próżnego w fikcyjne – dzięki czemu można wygenerować nowe fotele prezesów i liczne „koszty”. Poza tym rząd póki co niczego innego na miarę ogólnokrajową nie wymyślił, a „ciepłą wodą w kranie” nie da się uzasadnić swojego prawa do rządzenia. Chociaż normalność i przewidywalność w czasach niespokojnych też ma swoją cenę, którą można wyliczyć w pieniądzu.

Najprawdopodobniej – rząd będzie próbował sprzedać społeczeństwu po raz kolejny tą samą śpiewkę o sukcesie funduszów unijnych. Być może przygotuje jakiś plan poszerzonych konsultacji społecznych, które umożliwią głębszą absorpcję środków i zwrócenie się w kierunku wyborców po prostu poprzez przekupywanie poszczególnych grup wizją pieniędzy. Nic przecież lepiej nie działa pobudzająco na ludzką psychikę niż pieniądze, nie ma przy tym znaczenia, że są to pieniądze – wirtualne, bo przyszłe i niepewne, liczy się tylko to, że pokaże się w telewizji wielką kupę pieniędzy, którą można podzielić jako smaczny tort. Problem polega jednak na tym, że ludzie już sobie uświadomili, że z funduszy unijnych mają najdelikatniej mówiąc – niewiele, bo zyskują głównie klasowo uprzywilejowane grupy jak rolnicy – zezwalający na rządy liberalnej elity oraz przedstawiciele tejże.

Z przedstawionych poglądów nie ma co raczej liczyć na wielkie „WOW”, nawet rozegranie kolejnego prestiżowego meczu w Warszawie – przed wyborami 2015 roku – nie będzie niczym ważniejszym od biedy w portfelach i braku pracy, jak również niemożliwości utrzymania się z zasiłków.

3 komentarze

  1. Rząd tylko administruje i chce dotrwać do końca kadencji.
    To i tak będzie sukces, jeśli utrzymają przez ten czas ciepłą wodę w kranach.

  2. Szanowny Panie Autorze!
    Obok uprzywilejowanej klasowo w nowym rozdaniu unijnych środków grupy rolników mógł Pan w jednym szeregu wymienić znanych publicystów Obserwatora Politycznego. Dlaczego nie?
    Prawdziwość obydwu twierdzeń jest taka sama.

    Proszę nie ograniczać się do słuchania Pana Ministra Gawędy-Kalemby, tylko poszukać innych źródeł informacji – są dostępne. Prawda wygląda tak, że zamiast obiecywanego wyrównywania dopłat do poziomu unijnego wsparcie rolnictwa w Polsce nowej perspektywie spada o jakieś 20 – 25%.
    Proszę pamiętać przy tym, że nie jest to obcięcie środków na indywidualną konsumpcję – ta w polskim rolnictwie sytuuje się na poziomie ok. 60% średniej krajowej, tu nie ma z czego ciąć – ale chodzi o środki na wsparcie produkcji, co decyduje o konkurencyjności na wspólnym przecież unijnym rynku.
    Należy się przy tym spodziewać, że dla wielkoskalowych wyłudzaczy środków unijnych (orzechy włoskie, pastwiska bez zwierząt itp)pieniądze się znajdą, często to właśnie oni decydują o kształcie przepisów czyli o podziale środków.
    Następnie środki skierowane zostaną w dużej części na wsparcie socjalne skansenowych karłowatych gospodarstw (elektorat PSL), co może jest słuszne ze względów humanitarnych, ale polskiemu rolnictwu nie służy.
    Komuś jednak trzeba zabrać – odbędzie się to kosztem tych, którzy próbują tu coś naprawdę produkować, modernizować rozwijać.
    Zdrowe gospodarstwo jest w stanie 2-3 lata pociągnąć “pod kreską” z dekapitalizacji majątku, zwijania produkcji i wyprzedaży mniej istotnych aktywów.
    Kryzys zobaczymy później, w postaci cen na półkach sklepów spożywczych i dyktatu obcych dostawców żywności.
    Ten dyktat może być znacznie groźniejszy niż gazowy.

    Poza tym razi mnie wrzucanie do jednego worka “klasowego” wszystkich rolników w Polsce.
    To jakiś zamierzchły anachronizm nijak nie przystający do aktualnych realiów. Choćby spojrzenie na wyżej wyliczone trzy grupy pokazuje, że taka upraszczająca klasyfikacja po prostu nie ma sensu. A jeszcze można by wymienić “pruskich junkrów” na latyfundiach w Zachodniopomorskim, itd itp.

    Zgoda, ze rząd potrzebuje wielkiego WOW!.
    Ale potrzeby społeczeństwa, narodu i państwa są dokładnie przeciwne. Spektakularne BUM! (najlepiej “tu i teraz”) tego rządu razem z całą wspierającą go tzw. “elitą polityczną” niesie wprawdzie na krótką metę ryzyko chaosu, awantury i destabilizacji, ale ten koszt i tak musimy ponieść. To warunek sine qua non jakichkolwiek rzeczywistych reform, jakiejkolwiek naprawy państwa i poprawy bytu społeczeństwa.
    Im później to nastąpi, tym koszta będą większe a i ryzyko utraty własnej państwowości bardziej poważne.

    Na koniec – wyrazy szacunku za trwanie na posterunku!

    baca56

    • Dziękujemy za niesłychanie cenny komentarz. Prosimy przysłać coś do publikacji. Serdecznie pozdrawiamy red.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.