Rząd może wygrać na konflikcie z lekarzami jak dobrze rozegra sytuację

rgbstock.com Autor: Sanja GjeneroRząd może wygrać na konflikcie z lekarzami skupionymi wokoło Porozumienia Zielonogórskiego, wszystko czego potrzebuje to tylko i wyłącznie dobry PR pozwalający na właściwe naświetlenie sprawy – którego niestety mu brakuje.

Istota sporu polega na tym, że rząd chce zwiększyć obciążenie lekarzy dodatkową pracą, przy niepełnym pokryciu wedle ich rozeznania tych nowych świadczeń pieniędzmi. Szczegóły nie mają znaczenia dla przeciętnego człowieka, liczy się skutek sporu – część przychodni POZ jest zamknięta. Z punktu widzenia pacjentów jest to szkodliwe i trudne, albowiem ogranicza ich możliwości korzystania ze świadczeń gwarantowanych przecież przez państwo.

Niestety przez cały okres dojrzewania sporu pani premier była bierna, za to minister zdołał podpaść praktycznie wszystkim, ponieważ był nieprzekonujący. Jeżeli pani premier liczyła na to, że nie włączając się do problemu uniknie odpowiedzialności – mocno się przeliczyła, ponieważ to ona odpowiada za wszelkie działania swoich ministrów! Oczywiście politycznie, ale przecież na płaszczyźnie politycznej rozmawiam, chociaż podobno prokuratura gdyby chciała mogłaby się dopatrzeć zagrożenia dla zdrowia i życia dla większej ilości osób przez zorganizowaną grupę. Wszystko jest możliwe, zawsze można wszcząć sprawę w sądzie – niech się bronią!

Co ciekawe media w zasadzie milczały o problemie tj. nie było pełnych relacji, a na pewno druga strona tj. lekarze z Porozumienia – mieli ograniczony dostęp do mediów, a jeżeli już zdarzały się ich wypowiedzi to, co najmniej w kilku wypadkach były przycinane, może nie manipulowane, ale przedstawiane kontekstowo – do odpowiednio dostosowanego komentarza „redaktora” prowadzącego. Jednakże nie ma, co z tego powodu robić afery, ponieważ to jest standard znacznej części naszego mainstreamowego dziennikarstwa, dlatego należy po prostu brać poprawkę na przekaz.

W wyniku ukrywania się pani premier, pewnej niezręczności pana ministra oraz subiektywizmu znacznej części mediów – społeczeństwo nie wie, o co chodzi w argumentacji rządu. Ludzie nie rozumieją, o co chodzi z pakietem kolejkowym i pakietem onkologicznym, winą rządu jest to, że nie przedstawił sprawy od strony pacjenta i od strony systemu, w tym w szczególności od strony lekarzy. W efekcie dochodzi do takich sytuacji, że minister po rozmowie z panią premier nazywa lekarzy „właściwie przedsiębiorcami”! Ludzie współczują lekarzom, lekarze współczują swoim kolegom, narzekają pracownicy izb przyjęć i SOR-ów. Natomiast słowa pana ministra o zmianie lekarza rodzinnego, który rzekomo miałby pomylić misję lekarza z misją biznesmena – to wypowiedzenie wojny. Jak to jest możliwe, że pan minister zachęca ludzi do porzucenia swoich lekarzy i przepisania się do innych?

Podobno pan minister omówił z panią premier każdy powiat! To znaczy się, że rząd wie, co robi – praktycznie zmuszając lekarzy do podpisywania umów, którzy te uważają za krzywdzące.

Przy czym nie da się zrozumieć jednej rzeczy, dlaczego Naczelna Rada Lekarska, – czyli uprawniony na mocy przepisów samorząd korporacyjny lekarzy (Naczelnej Izby Lekarskiej) w naszym kraju popiera oczekiwania finansowe Porozumienia Zielonogórskiego. W Stanowisku Prezydium NRL z dn. 3 stycznia 2015 r. w sprawie aktualnej sytuacji w systemie ochrony zdrowia czytamy m.in.: „(…) Odpowiedzialność za chaos związany z wprowadzeniem w życie źle przygotowanego pakietu onkologicznego ponosi wyłącznie kierownictwo Ministerstwa Zdrowia, które przy opracowywaniu przepisów pakietu od samego początku całkowicie ignorowało głos środowisk medycznych. (…)” oraz: „(…)Minister Zdrowia, mimo ostrzeżeń licznych ekspertów i środowisk medycznych wprowadza coraz liczniejsze utrudnienia i ograniczenia, które uniemożliwiają lekarzom sprawowanie właściwej opieki nad pacjentami. Rozbudowywana sprawozdawczość, co raz to nowe formularze, karty i wskaźniki mają ukryć brak środków i pomysłów na poprawę systemu, z którego niezadowolona jest ogromna większość społeczeństwa i pracowników ochrony zdrowia. Jednocześnie niedoszacowanie wartości świadczeń zdrowotnych prowadzi często do nadmiernych oszczędności organizacyjnych, co uderza w jakość opieki i bezpieczeństwo pacjentów.(…).” [Źródło: Strona internetowa NIL tutaj]. Te cytaty nie wymagają komentarza – są jednoznaczne.

Pan minister w wypowiedziach publicznych mówił wprost, że dziwi się postawie samorządu lekarskiego bo lekarze po prostu egzekwują pieniądze dla siebie. Dlatego pan minister stwierdził, że nie będzie dalszych negocjacji z Porozumieniem Zielonogórskim.

Patrząc na sprawę zupełnie z boku – jest oczywistym, że nie można ufać tylko rządowi lub tylko lekarzom. Mowy nie ma, tak naiwny to nikt w tym kraju nie jest! Wiadomo, że w sporze chodzi o pieniądze, bo nikt tego nie ukrywa. Natomiast istotą rozwiązywania sporów w pragmatycznej demokracji są negocjacje, a negocjacje polegają na tym, że się częściowo ustępuje ze swojego stanowiska – odpowiednio wcześniej żądając nieco więcej. Dlaczego strony tak usztywniły środowiska, że nie udało się wynegocjować kompromisu pomimo siedmiu miesięcy negocjacji (sam pan minister mówił, że trwają one od maja 2014)! To jest „horror” i „jaja” w biały dzień, niestety z winy lekarzy, albowiem istotą ich funkcjonowania jest kontakt z pacjentem, nie może być tak, że lekarze mający prywatne praktyki zamykają gabinety dla pacjentów z ubezpieczalni, ponieważ nie odpowiada im umowa, jaką proponuje państwowy ubezpieczyciel. To nie jest koncert życzeń! Żywi ludzie na tym cierpią! Właśnie dlatego rząd powinien tak zmienić przepisy, żeby lekarz publicznie wykonujący swoją działalność, nie mógł w sposób systemowy odmówić przyjmowania pacjentów. System musi działać tak, żeby lekarz działał zawsze i co najwyżej podał rząd do sądu – pacjent nie może być zakładnikiem! Nie ma mowy o strajku lekarzy! Jak się nie podoba, proszę zmienić zawód – po prostu, albo się akceptuje zasady, a tutaj naczelną jest troska o zdrowie i życie pacjentów, albo się zajmuje np. hydrauliką lub elektryką – tam jest wolny rynek, można strajkować, podnosić ceny, olewać klientów – śmiało! Winą rządu jest to, że mając pełną świadomość, że nie wygra z lekarzami idąc na konflikt, się na ten konflikt zdecydował, ponieważ lekarze są dla niego tylko drugą stroną umowy!

Polacy pytają dlaczego lekarze strajkują, nikt nie udziela odpowiedzi – wszyscy czekają na nadchodzącą strategię. Pamiętajmy, że podstawowe błędy w zakresie POZ popełniono za czasów najgorszego premiera w historii naszej państwowości, podczas wielkiej reformy…

5 komentarzy do “Rząd może wygrać na konflikcie z lekarzami jak dobrze rozegra sytuację

  • 5 stycznia 2015 o 08:34
    Permalink

    Konsekwencją zmiany nazwy ze służby zdrowia na opiekę zdrowotną, powinna być zmiana nazwy ministerstwa ze ZDROWIA – na OPIEKĘ ZDROWOTNĄ.
    Tylko przywiązanie pieniędzy z NFZ do konkretnego pacjenta jest w stanie zmienić obecny zły system.
    Wówczas o pacjenta by zabiegano, a Ministerstwu pozostałaby funkcja regulacyjna standardów medycznych i rola nadzorcza poziomu świadczeń.

    Odpowiedz
  • 5 stycznia 2015 o 12:51
    Permalink

    Dialog jest wtedy gdy podmioty dialogu są równorzędne w/g prawa posiadając możliwość wyboru. O jakim dialogu mówi minister i “szlachetny w intencjach” autor artykułu? “Porozumienie Zielonogórskie”, jako zrzeszenie przedsiębiorców, wybrało to na co im pozwolono w procesie “dialogu” na jaki zostało zaproszone. To oczywiste że właściciele przychodni postawieni pod ścianą, kolejny raz, wreszcie zmęczeni rozmowami o “ideałach i misji” mają ochotę pójść na garnuszek państwowy gdzie “czy się stoi czy się leży, pensja się należy”. Lepiej zlikwidować biznes nie rokujący odpowiednich dochodów niż popaść w długi i kolizję z ZUS/US. Oczekiwanie że przedsiębiorcy sfinansują pomysły polityków wspieranych przez świadczeniobiorców jest i naiwne i głupie. A to że szkodliwe to konsekwentnie pokazują statystyki dostępności do opieki medycznej w III RP zarządzanej przez laików i POzorantów wszelakiej maści.
    POlitycy i społeczeństwo wreszcie powinni zastanowić się jak powinna wyglądać dostępność do lekarza pierwszego kontaktu /przykłady za miedzą/, …….ile i czy w ogóle mają na to środków,

    Odpowiedz
  • 5 stycznia 2015 o 12:59
    Permalink

    … ile i czy w ogóle mają na to środki, powinni omówić ich realną/środków/ możliwość nabywczą w świecie biznesu medycznego i nie oszukując świadczeniodawców i świadczeniobiorców wyjaśnić sytuację z pominięciem stronniczych mediów. Tu nie da się ugrać czegoś na czyjejś krzywdzie. Lekarz rodzinny w Polsce jest tak źle przygotowany do zawodu że osłabienie jego możliwości kształcenia za zarobione pieniądze to gwóźdź do trumny pacjenta. Zastanówmy się ile wyda na kształcenie lekarz zarabiający 5 tysięcy złotych i jak będzie wyglądać w pracy? Zawsze może zaoszczędzić na niańce do dzieci, środkach czystości, urlopie, sprawnym samochodzie czy jedzeniu. Tylko dajmy czytelny sygnał do przyszłych medyków że w takich warunkach przyjdzie im wykonywać swą przyszłą pracę i życie a zobaczymy lekarzy jak “świnia niebo” nawet tych z Ukrainy.

    Odpowiedz
  • 5 stycznia 2015 o 19:13
    Permalink

    Zapomnijmy o przymusie pracy. Należy po prostu płacić uczciwie za pracę, i tyle. Gdyby rząd nie mieszał się między pacjentów i lekarzy, w ogóle nie istniałby problem. Skoro jednak miesza w tym kotle, to powinien znieść monopol NFZ, o czym zresztą mówi się od lat – bez skutku, a raczej z widocznym skutkiem: coraz gorszą służbą zdrowia i ogromnymi kolejkami.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.