Ogólna, Technologia

Ryzyko technologiczne Boeinga 787 uśmierci LOT?

 Branża lotnicza rządzi się swoimi prawami. Teoretycznie biznes jest bardzo prosty – wozi się ludzi i towary z miejsca A do miejsca B,C,D, n+1 i tak dalej, do nieskończoności i jeszcze jeden dzień dłużej.

Lotnictwo cywilne do sukcesu wymaga bardziej dobrze zorganizowanego marketingu umożliwiającego sprzedaż oferty oraz zaufania klientów niż technologii. Standardy międzynarodowych organizacji lotniczych wymusiły globalną standaryzację i stosunkowo wysoką jakość i pewność technologiczną obsługujących ruch lotniczy samolotów. Złomem nie da się przylecieć do Europy ani do USA więcej niż jeden raz. Przewoźnik posiadający samoloty bez certyfikatów nie ma szans, poza tym ludzie mu nie zaufają, albo będą traktowali z ograniczonym zaufaniem. To z kolei odbija się na oferowanych cenach jednostkowych. Dominująca większość linii lotniczych konkuruje bowiem właśnie marketingiem i bogactwem oferty niż ceną, to proste – konkurencja cenowa jest zabójcza dla branży i od czasów upadku PAN AM – nikt się na konkurowanie ceną nie odważy, jeżeli nie musi toczyć śmiertelnego boju o przetrwanie. W szczególności, że taniej niż tzw. „tanie linie lotnicze” nie da się latać. Wie o tym każdy, zwłaszcza powinien wiedzieć ten, któremu się wymarzyło świadczenie usług w oparciu o leasingowane maszyny.

Koncepcja biznesowa LOT-u opierała się na równowadze kosztów operacyjnych i wypracowywaniu nadwyżki w długim okresie czasu. Marka jaką stanowi LOT oraz posiadana przez niego baza i doświadczenie to potężny kapitał jeżeli chodzi o obsługę rynku krajowego jak również krajowych potrzeb w komunikacji zagranicznej. Pomysł na biznes od zawsze był prosty – z przychodów spłacamy koszty leasingu, płacimy za paliwo, miejsca postojowe, wszystko razem – za obsługę działalności operacyjnej. To co zostaje to zysk przedsiębiorstwa – mizerny, ale po pierwsze sporo ludzi ma pracę, po drugie państwo ma zapewnioną obsługę lotniczą na wielu kierunkach połączeń. Całość się jakoś kręci i idzie do przodu.

Atutem LOT-u miały być nowe samoloty Boeinga o numerze 787. Produkt zapowiadał się doskonale, przełom technologiczny – nowoczesne materiały, ultra oszczędne silniki, odchudzona konstrukcja – spala mniej paliwa o kilkanaście procent od swoich poprzedników – dzięki czemu zyski przedsiębiorstw lotniczych miały wzrosnąć przy zachowaniu stabilizacji ceny za bilety.

Wszystko było cudownie – niedawno media nakręciły ogólnonarodową podnietę lądowaniem nowego samolotu, jednakże maszyny okazały się niedopracowane, co po prostu w biznesie lotniczym się zdarza. To jest zupełnie nowa konstrukcja – wymagająca dotarcia, sprawdzenia, modernizacji i usprawnień. Za 3 może 4 lata prób – będzie to doskonały samolot, świetnie spełniający swoją rolę liniowca pasażerskiego. Tymczasem ten samolot dla swoich nabywców jest niestety ryzykiem technologicznym, a także jak widać po nieszczęsnym wypadku jego większego brata Boeinga 777 w USA – może okazać się także ryzykiem psychologicznym, ponieważ to nowa konstrukcja która miała serię awarii a te ukoronowano katastrofą także nowego samolotu tego samego producenta. Kto z państwa wsiądzie na pokład Boeinga 787 po tym co się stało i ciągle dzieje? Nie trzeba rozumieć się na technologii lotniczej, na certyfikowaniu części, na procedurach, na komplikacjach, na licencjach, czy też oznaczeniu kolejnych samolotów itd. Skoro samolot nie leci to znaczy, że coś jest z nim nie tak, a jeżeli drugi też nowy – rozpada się przy starcie i giną ludzie, to znaczy że ta konstrukcja wiąże w sobie ryzyko technologiczne, którego nikt dotychczas nie przewidział. Boeing po prostu nie dopracował swoich nowych sztandarowych konstrukcji od jakiejś strony – nie sprawdził całości i nie wypracował procedur dających prawie 100% pewności powodzenia i bezpieczeństwa w zwykłych realiach.

Właśnie dlatego pozostałe konstrukcje tego producenta są tak dobre, ponieważ są przez lata sprawdzone i stopniowo modernizowane – zawsze wprowadzając nowy samolot producent ponosi ryzyko technologiczne, tym razem jak widać coś zawiodło, a przynajmniej stopień ryzyka jest zbyt duży w stosunku do powodzenia no i stało się. Nic więcej nie trzeba – ludzie nie będą chcieli tym samolotem latać, do póki producent i władze lotnicze wszystkiego nie wyjaśnią i nie przeprowadzą certyfikacji.

W przypadku dużych linii lotniczych – nie ma problemu, zawsze można jeden model zastąpić drugim. Co jednak zrobić w przypadku linii, które zamierzały w zasadzie całą swoją flotę długodystansową (najbardziej dochodową) oprzeć na jednym niesprawdzonym produkcie, który właśnie spłonął po wypadku lub stoi uziemiony z powodu awarii i samozapłonów np. akumulatorów, które potrafią się stopić podczas lotu?

Niestety, trzeba było to wziąć pod uwagę w strategii przewoźnika. Oczywiście posiadanie dwóch typów samolotów, albo dwóch producentów – podwyższa koszty. Bank daje finansowanie na mniejszą ilość samolotów, producent podwyższa cenę, od razu wszystko wygląda inaczej, no ale to się właśnie nazywa dywersyfikacja ryzyka na poziomie systemowym. W tej branży, gdzie błąd praktycznie pokrywa się ze śmiercią – ryzyko jest największym wrogiem dochodów.

LOT mógł z powodzeniem oprzeć się na bardziej sprawdzonych konstrukcjach Airbusa lub nawet samego Boeinga, tego mu przecież nikt nie bronił. Co więcej – nikt nie bronił oprzeć strategii na eksploatowaniu samolotów używanych po remontach i np. tylko dwóch nowych – jako wizytówki floty na główną najbardziej dochodową trasę. Co więcej – nikt nie bronił LOT-owi postawić na loty Cargo, do których przerobione samoloty pasażerskie nadają się doskonale, a usług w Europie nikt mu nie zabroni świadczyć. Co więcej – nikt nie bronił Lotowi skopiowania strategii tanich linii. No niestety, wyszło jak wyszło – mamy to co mamy, kolejne prośby o dotacje od rządu, których miejmy nadzieję już nie dostanie.

Niestety Polacy jak widać, nie znają się także na lataniu, państwo nie może i nie powinno dofinansowywać lotów bogaczom, każdy może latać tanimi liniami. Natomiast to przedsiębiorstwo miało swoją szansę – powinno upaść jak najszybciej i kosztować publiczny budżet jak najmniej.

3 komentarze

  1. Zatem pozostaje pytanie: CZYM LATAĆ?
    Bo ludzie stali się bardzo`wygodni.
    Pielgrzymki piesze, spływ tratwą z Krakowa do Warszawy – odpadają.
    Transatlantyk, kolej i samochód – to zbyt długo trwa.

    Chcemy szybciej i wygodniej – a za to się płaci.

    Boeing pokona przejściowe trudności i wszystko będzie dobrze.
    Za to Polacy muszą PRZODOWAĆ!

    Najlepsi w klasie muszą być.

    Że na to nie stać?

    Minister Rostowski zabierze jednym i LOT-owi doda.

    Bo LOT to nasz SZTANDAR, Nasza duma i radość.

    Radość z korzystania przez nielicznych, za dopłatą pozostałych.

    Taki jest współczesny kapitalizm.

    Straty uspołeczniamy a zyski – wara społeczeństwu od zysków!
    Zyski przynależą się właścicielom!

  2. Ma pan/pani dużo racji. Ale prawda jest jeszcze smutniejsza. Loty dalekodysnasowe wcale nie są rentowne. LOT nie wziął Dreamlinerow, które mniej spalają od B767, bo wziął z puli pierwszych 50-ciu sztuk, ktore są dużo cięższe i tak na prawdę nie mają wielkiej przewagi nad B767 czy A330, poza kosztem leasingu, ktory jest 3 razy większy. B787 to polska duma, a nie środek transportu na polski rynek. Mitem też jest patrzenie na wiek samolotów. Lufthansa lata B737, które mają po 25-30 lat i nikt tego nie zauważa. Ale dla LOTu to byłby nie-honor. A poza tym nieładnie życzyć LOTowi upadku. I tak już nie ma szans na przetrwanie, ale raczej szkoda go. A rynek bez problemu da sobie radę bez LOTu. Pozdrawiam.

    • Szanowny Panie!

      Dziękujemy za komentarz – jeżeli ma pan ochotę, chętnie opublikujemy tekst w tym temacie – zapraszamy do współpracy.

      webmaster Józef

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

3 × 4 =