Rusofobia w Polsce rozbija się o kwestię ukraińską

Łże media i idioto media w Polsce, promujące od 23 lat postawy antyrosyjskie i rusofobiczne aktualnie wściekle ujadają wyżywając się na Federacji Rosyjskiej i jej prezydencie panu Władimirze Putinie, dlatego i tylko dlatego ponieważ tenże ośmielił się (no a wiadomo, że powinien pytać w Warszawie o pozwolenie) – na złożenie Ukrainie propozycji budowy wspólnoty alternatywnej do jej planów podpisania porozumień z Unią Europejską. W cieniu Ukrainy oczywiście jeszcze rozgrywa się dramat Mołdawii, gdzie nikt z polskojęzycznych padlinożerców nazywających się dziennikarzami nie mówi o konfliktach etnicznych rozsadzających ten kraj, ale o Unii Europejskiej jak najbardziej. Niestety obraz Rosji w mediach w Polsce nie jest nie tylko przychylny, ale nawet obiektywny.

Główna teza lansowana przez najgorszą gazetę znanego nam wszechświata, której nazwy nie wymienimy z szacunku dla naszych czytelników, a powtarzana za nią przez inne media w Polsce brzmi: Rosja potrzebuje Ukrainy, żeby stać się imperium. Jest to trawestacja słynnej wypowiedzi pana Brzezińskiego, jednakże jest tutaj pewien zasadniczy problem o którym już pisaliśmy. Rosja jest imperium. Ukraina, może to imperium tylko i wyłącznie wzmocnić, jednakże dopiero po tym jak… Rosja zainwestuje w nią swoje setki miliardów w twardej walucie, albowiem Ukraina jest wielka i potężna, jednakże zmaga się z licznymi problemami strukturalnymi, które nawet na nasze polskie warunki mają skale i wymiar często abstrakcyjny. Dlatego też, nie można przedstawiać działań Prezydenta Rosji jako próby zagrabienia Ukrainy, poprzez oszukanie, straszenie czy wręcz nawet terroryzowanie Ukraińców, ale trzeba na to popatrzeć pragmatycznie. Miejmy nadzieję, że pragmatycznie popatrzą na to także i sami Ukraińcy – NAJLEPIEJ WIEDZĄCY CZEGO IM DO SZCZĘŚCIA POTRZEBA. My ze swojej strony – zawsze będziemy ich tak samo szanować i chcieć z nimi współpracować, ponieważ na żadną tak ukochaną w Warszawie pozycję „mentora” nas po prostu jako ubogiego zaścianka nie stać.

Ukraina od początku swojego państwowego istnienia wykazuje bardzo rozsądną politykę zagraniczną, zwłaszcza w kontekście gospodarczym. Ukraińcy nie politykują (jak Polacy), tylko robią biznes. Wystarczy popatrzeć na rozwój ich zagłębia przemysłowego – wielkimi ofiarami na rzecz środowiska naturalnego jednak odnieśli przemysłowy sukces. Donieckie Zagłębie Węglowe rozumiane jako obszar przemysłowy to wielkie świadectwo zwycięstwa zdrowego rozsądku nad pierdołami i idiotyzmami kretynów i debili dążących do deindustrializacji za wszelką cenę. Oczywiście Ukraińcy też w końcu dojdą do wniosku, że trzeba chronić środowisko, jednakże wówczas być może uda się im już na tyle zrestrukturyzować przemysł, że on sam za to zapłaci. To chyba o wiele rozsądniejsze niż zlikwidowanie przemysłu i ładowanie pieniędzy darowanych przez Unię na ochronę środowiska w Polsce. Różnica jest oczywista – Ukraińcy mają pracę i brudne środowisko w jednym z regionów kraju, a Polacy i tak mają niezbyt czyste środowisko – bo ogólnie nie jest dobrze, a pracy w przemyśle tyle co na lekarstwo. Jednakże ten stan to była kwestia strategii, po prostu nie da się produkować stali bez wielkich pieców, bez koksu i całego zaplecza wielkoprzemysłowego. Ukraina postąpiła mądrze i teraz odcina od tego kupony, jej sprawą jest czy odkłada środki na ochronę środowiska.

Jest dla wszystkich oczywistym, że poważne związanie Ukrainy ze strukturami Unijnymi będzie oznaczać likwidację tego przemysłu, ponieważ na taką konkurencję nikt z Zachodu sobie nie pozwoli, a od tego właśnie jest piękna idea ochrony środowiska, żeby nią skutecznie likwidować przemysł. Wiadomo więc, że Ukraina nie zgodzi się na rezygnację ze swojego największego atutu, więc to nie będzie integracja pełna – taka jak Polski, na zasadzie pełnego oddania się i nawet jak biją lub dają mało jedzenia, to możemy sobie płakać cichutko w kąciku. Z tego względu Ukrainie wiązanie się z Unią się po prostu nie opłaci, a zwłaszcza jeżeli wiązałoby się to z wprowadzeniem prawdziwej granicy z Federacją Rosyjską, czyli tak naprawdę zamknięciem dostępu do rynku rosyjskiego dla ukraińskich przedsiębiorców. Rosjanie mogą to zrobić pod banalnym pozorem – wchodzenia na ich rynek produktów z poza Unii Europejskiej, które Ukraina może swobodnie importować – np. z Turcji i Chin, a jak nie to na pewno rosyjskie służby celne jakieś powody znajdą. Zresztą nie ma o czym mówić, jak będzie polecenie polityczne – powód się znajdzie.

Ukraińcy pamiętają z historii, że da się równolegle jechać na dwóch koniach. Tą sztukę doskonale znali Kozacy w dawnej Rzeczpospolitej, jednakże dzisiaj konie są inne, bo mechaniczne – a tutaj już i spryt Kozacki nie poradzi. Będą musieli się zdecydować, myśląc pragmatycznie – odrzucając kwestie historyczne i sztucznie pompowane przez Zachód (i nie tylko) kwestie geopolityczne.

Po pierwsze trzeba zadać pytanie, czy Ukraina pomiędzy Unią Europejską – Rosją a Turcją może się utrzymać jako samodzielny byt? Odpowiedź jest jedna – tak może, ale pod warunkiem że Ukraińcy będą na tyle mądrzy żeby nie rozpaść się na dwie lub nawet trzy części. Jest to bowiem kraj na tyle duży i zasobny we wszystko, że nawet pomimo strasznego brzemienia Czarnobyla – przy dobrym zarządzaniu może osiągać wyższe efektywności krańcowe z wybranych sztandarowych inwestycji niżmy w Unii Europejskiej krepowanej przepisami lub w Rosji, która jest już chyba zbyt bogata żeby produkować cokolwiek poza ropą i gazem.

Po drugie – jakie jest niebezpieczeństwo wojny domowej i w konsekwencji rozpadu Ukrainy, podzielonej przez kwestię przynależności do Unii Europejskiej? Niestety to jest bardzo trudne pytanie na które nadzwyczajnie trudno jest odpowiedzieć. Wszyscy pamiętają jak poprzedni prezydent Ukrainy mianował bohaterem tego kraju – dla jednych hitlerowskiego kolaboranta Banderę, a dla innych bohatera o wolność i niezawisłość Ukrainy. Wiele osób do dzisiaj się zastanawia jak mógł to zrobić w kraju, którego żołnierze – w szeregach Armii Czerwonej, wspólnie z innymi narodami ZSRR (i Polakami) ponieśli olbrzymią daninę krwi, dlatego i tylko dlatego ponieważ Niemcy swego czasu oszaleli na punkcie swojego gościa z Austrii i spalili prawie całą Ukrainę i większą część europejskiej części Rosji, o Polsce już nawet nie wspominając. Jak można było to zrobić – po prostu plując w twarz bohaterom Armii Czerwonej, którzy walczyli na froncie ukraińskim i przeszli przez to całe przeklęte piekło, walcząc w tym ze swoimi rodakami z SS Galizien? Niestety Ukraina jeszcze nie rozliczyła się ze swoją przeszłością, a nie jest nią tylko pamięć Wielkiego Głodu. Do póki to się nie stanie, wszystkie rozgrywki polityczne w tym państwie – będą się rozbijały o pamięć historyczną. Ukraińcy ze wschodu będą tym z zachodu wypominać, że służyli Hitlerowi (takie słowa padają przy różnych okazjach w ich parlamencie) a ludzie będą się nienawidzić. O efektach lepiej nie myśleć zawczasu.

Po trzecie nie da się ukryć, że gospodarka Ukraińska jest idealnym wręcz dopełnieniem gospodarki rosyjskiej. Te dwa kraje – doskonale współpracują pod względem przemysłowym i ten potencjał sam przez siebie jest gwarancją przyszłych sukcesów. Wobec naturalnych połączeń gospodarczych po prostu nie ma alternatywy, nie da się ciążyć jedną połową kraju do jednego mocarstwa a drugą do drugiego – to jest samobójstwo.

Poza tym w tej układance jest jeszcze oblubieniec, czyli pan Putin, to co przedstawiają polskie i zachodnie media – to jednoznaczna próba wręcz zawładnięcia Ukrainą, dla zagwarantowania rosyjskiej strefy wpływów, odbudowy imperium i w ogóle – siłowo, problematycznie i mocarstwo. Tymczasem, nie trzeba nawet znać rosyjskiego, żeby zorientować się po wskaźnikach gospodarczych i po ocenie kondycji ukraińskiego przemysłu (i rolnictwa), że ten kraj po prostu potrzebuje inwestycji. Unia Europejska – będzie się bała inwestować na Ukrainie, a Rosja nie. Ukraina, może się okazać dla kapitału rosyjskiego prawdziwym eldorado – cudownym kwitnącym zachodem, który po zainwestowaniu dużych kwot, będzie procentował przez kolejne lata.

Na tym układzie zyskują wszyscy, ponieważ Władimir Putin zapewni całemu w ten sposób rozbudowanemu systemowi jeszcze jedną ważną rzecz – stabilność i stabilizację. Tego Unia nie może zagwarantować, nawet nie dlatego bo nie mamy FSB, ale z tego powodu ponieważ w przypadku tarć oligarchów Doniecka – przerażonych pomysłami kreatywnych euro…..w z Brukseli – natychmiast pojawiłyby się na wschodniej Ukrainie dążenia separatystyczne, nie trzeba wiele – wystarczyłoby, żeby jakieś „mono-miasto” straciło swój zakład produkujący – „mono wyroby” pasujące tylko do tamtej układanki i mamy tysiące głodnych ludzi na ulicach, którzy nie mają czym się ogrzać i co dać dzieciom jeść. Co wówczas? Mają pojechać jak Polacy na zachód pracować w kuchniach, kotłowniach, b…….h? Nie – jest oczywistym, że się zbuntują, ponieważ nie są jeszcze tak zdegenerowani propagandą neoliberalną jak my. Nie będzie tu miała znaczenia racjonalność – będzie się liczył mróz, a mróz proszę państwa na wschodniej Ukrainie jest straszny.

Reasumując – w konsekwencji, zostawmy sprawę samym Ukraińcom, to wielki i mądry Nardów, mający naprawdę sprytnych przywódców. Byli na zachodzie, zasmakowali w luksusie, to bogaci ludzie o światowych horyzontach myślowych. Jeżeli chcą – mogą przyjąć propozycję Unii Europejskiej, ze świadomością że będzie to długofalowo na pewno korzystne, jednakże nie obejdzie się bez ofiar i kłopotów po drodze. Jeżeli nie, mogą przyjąć propozycję Kremla, która także nie jest zła, albowiem – my w rozumieniu Unii Europejskiej – nie zamkniemy granicy z Ukrainą, dlatego bo ta nie podpisała umowy stowarzyszeniowej, czy jakiegoś przyszłego traktatu. Dalej będzie tak jak jest – to znaczy, Ukraina będzie dla nas szansą, a my dla niej silnym wsparciem i rynkiem zbytu. W ostateczności mogą zostać tak jak są, jednakże tutaj Rosjanie mogą powiedzieć – zdecydujcie się na coś panowie, bo po prostu marnujemy pieniądze. Jedno jest pewne – wybór Ukrainy musi być samodzielny, tak żeby potem nie było pretensji, a my już dobrze wiemy jak wyglądają ukraińskie pretensje. Sami się rządzą i sami niech decydują. Nam nic do tego, a na pewno już nie wypada jeszcze bardziej pluć na Rosjan, tylko dlatego bo mają pełną świadomość swojej większej atrakcyjności dla Ukrainy niż Unia Europejska obecnie. Zwykła konkurencja, w której ktoś wygrywa a ktoś stosuje czarny PR i najzwyczajniej kłamie, bezczelnie i haniebnie okłamuje własnych obywateli kreując stany medialne, których w istocie nie ma.

Bądźmy chociaż raz państwowo mądrzy i pogratulujmy Ukraińcom i Rosjanom sukcesów, życząc im najlepszego – w nadziei na udaną współpracę, także z nami, gdyż dopiero Rosja, Ukraina, Białoruś (o której nie można zapominać) i Unia Europejska – to prawdziwy wielki rynek i ludzie, podzielający te same idee i wartości – nie ma żadnych przeszkód poza kłamliwą propagandą „złych ludzi”, żebyśmy współpracowali i wszyscy mieli z tego korzyści.

11 komentarzy do “Rusofobia w Polsce rozbija się o kwestię ukraińską

  • 22 sierpnia 2013 o 19:31
    Permalink

    Wszyscy piszący źle o Prezydencie Putinie zapominają, że jest On prezydentem Federacji Rosyjskiej, nie Prezydentem Polski.
    Jako taki ma obowiązek reprezentować interesy Federacji Rosyjskiej, nie Polski, czy Unii Europejskiej.
    Bliskość Rosji i Ukrainy jest oczywista.
    Istnieją jeszcze powiązania kooperacyjne z d. ZSRR.
    Wschodnia cześć Ukrainy mówi raczej po rosyjsku.
    Sama Ukraina nie jest na tyle stabilna, żeby nas zachwycała.
    Rosja jest stabilna.
    Dlaczego mamy sprzeciwiać się połączeniu gospodarczemu Rosji i Ukrainy?
    Czyżbyśmy źle życzyli Naszym Obu Sąsiadom?
    Jeśli zawrą umowę korzystną dla obu – to czemu nie?
    Z tego może powstać STABILNY organizm, z którym można będzie robić LEPSZE INTERESY niż dotychczas.
    Należy widzieć dobre strony tej sytuacji.
    A zagrożenia?
    Przecież militarnie to nie ma znaczenia w naszej sytuacji.
    Pojedynczo nic nie znaczymy, nawet wobec Biłorusi.
    Dlatego 10-cio krotna czy 14-to krotna przewaga niewiele tu zmieni.
    Po prostu relacje będą bardziej klarowne, a reakcje – zwłaszcza Ukrainy w Sojuszu z Rosją – bardziej przewidywalne.
    I to by było na tyle.

    Odpowiedz
  • 23 sierpnia 2013 o 03:10
    Permalink

    Zawsze lepiej mieć bufor, niż kacapa w walonkach za stodołą. Ten Obserwator jakiś taki mało patriotyczny (nie czytać: prawicowy!).

    Odpowiedz
    • 23 sierpnia 2013 o 07:33
      Permalink

      Szanowny Panie – pragmatyczny i realistyczny – tak się definiuje współczesny patriotyzm. Serdecznie pozdrawiamy Webmaster Józef

      Odpowiedz
  • 23 sierpnia 2013 o 11:09
    Permalink

    Czytając początek myślałem że to ironia, jak zobaczyłem że na poważnie to przestałem czytać. – “Rosja jest imperium” ale “Ukraina powinna być samodzielna”? Jak może być samodzielna nie wchodząc w konflikt z imperium?

    Odpowiedz
    • 23 sierpnia 2013 o 11:39
      Permalink

      Może być samodzielna, nie wchodząc w konflikt z Imperium – jak najbardziej, może być jego sojusznikiem, może zachować neutralność, może stosować politykę równej odległości. Może jak najbardziej. Nie zalecam czytania – czytanie pobudza myślenie, proszę swobodnie przestać czytać i przerzucić się na seriale oraz popcorn. I najlepszego…

      Odpowiedz
      • 23 sierpnia 2013 o 13:44
        Permalink

        Nie można być sojusznikiem Rosji pozostając niepodległym. W tym problem. Wielu już było takich co chciało. Nawet USA się to nie udało jak widać.

        Odpowiedz
    • 18 sierpnia 2017 o 20:52
      Permalink

      samodzielność to marzenie ziszczające się tylko nielicZnym: w Europie to Niemcy, ewentualnie Francuzi, pozatym tylko Indie, Pakistan, Iran, Turcja, Rosja, Chiny, Reszta świata marzy o samodzielności albo udaje, że ją ma..

      Odpowiedz
  • 27 sierpnia 2013 o 12:17
    Permalink

    Bardzo zabawny artykuł. Tłumacz google co rosyjskie okrzyki tekstowych nawet więcej. )))

    Odpowiedz
  • 28 sierpnia 2013 o 09:08
    Permalink

    Mimo wszystko wierzę w mądrość Rosjan.
    Przez ostatnie 100 lat mieli pecha i to powinno się już skończyć.
    Wystarczy przy posiadanych (jeszcze) zasobach nośników energii mądrze przekształcać kraj i rozwijać demokrację lokalną, potem krajową (bo Rosja to FEDERACJA) i dalej w całej Federacji.
    Potrzeba im na to 20 lat.
    Oligarchowie są już pod kontrolą.
    Niemcy czekają tylko żeby zrobić sobie w Rosji przyczółek przemysłowy, co zawsze miało miejsce – z obopólną korzyścią od 200 lat (z przerwami na lata 1914-199 i 1940 – 1945). Ich olbrzymi potencjał czeka na ekspansję, a obszar i potrzeby Rosji są NIEZMIERZONE!

    Odpowiedz
  • 18 sierpnia 2017 o 20:49
    Permalink

    Dużo racji w artykule, ale :
    1.Przed rozbiorami Polski caryca Katarzyna też chciała całej Polski, ale się nie udało, bo Austria i Prusy były za silne. Prezydentowi Putinowi też się nie uda zachować wpływów w całej Ukrainie. Jest zasada w polityce imperialnej:i kolonialnej, z powodzeniem stosowana przez aglosasów : pozostaw antytezę – Yankees mają Galicję i budują bazę nad morzem czarnym na południu Ukrainy. Już to rozbija ten kraj.
    2. Oddzielenie Donbasu od reszty ziem ukraińskich jest faktem. I pozostanie dokonanym faktem. Nie ma możliwości porozumienia między katem i oifarą. Mińskie „dogowory” prowadzili banderowcy pod silnym wrażeniem pogromu ich armii pod Debalcewem, nie będą dotrzymane i nie mają nawet wartości papieru, na którym je spisano
    3.UkroRząd nie ma prawnej legitymacji, jest nielegalny, a to może zaskutkować w każdej chwili rozpadem struktur państwowych. W każdej chwili Janukowycz może wrócić do władzy i nie będzie to władza wcale słabsza niż Poroszenki.
    4.Ukraina nie ma po prostu państwowych tradycji -Chmielnicki, czy rzezimieszki typu Bandera, Szuchewicz to za mało na pozytywną państwowość. Poezja Szewczenki – za słaba i za nudna. Państwo jako całość przestaje istnieć, a dążenia zachodnich mocarstw (nie wszystkich) do zachowania jego jedności są utopijne. Historycznie Małorosja może mieć potrzebną powagę do stworzenia struktur silniejszej administracji, bo opartej na wielkorosyjskiej pomocy.
    5.Ale Galicja może przetrrwać każdą biedę, bo ci banderowscy biedacy przetrwają wszystko, tutaj nie wolno mieć złudzeń, że ekonomia osłabi nastroje antyruskie i antypolskie, jednak dla reszty sterroryzowanych mieszkańcow centrum, wschodu czy południa przemarsze hotlerowskiej SS Galizien we Lwowie nie staną się atrakcyjną formą spędzania wolnego czasu. Terror tego nie wymusi. A więc rozpad zbliża się wielkimi krokami, górnik z Donbasu jako antyfaszysta nie ma niczego wspólnego z małorolonym chłopem potomkiem morderców na Wołyniu.
    6.Kwestia Rusinów i Zakarpacia – ci ludzie nie czują się Ukrami, Ukry to tylko Galicja i Wołyń. Rusofobia nie spaja lecz rozprzęga siły trzymające resztki terytorialnej jedności.
    7.Krym to kwestia zamknięta.
    8.Summa summarum: nie będzie rozkwitu w przedziale czasowym ponad połowy pokolenia czyli 12 lat. Raczej bieda i emigracja, ale i zachodnia Europa traci przecież swą siłę i możliwości.. Czyli antymoskiewski bunt na majdanie pozbawił de facto część zachodnią Ukrainy możliwości gospodarczego rozwoju na dłużej.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.