Polityka

Rura prawdy

 Doczekaliśmy się, jutro wielkie otwarcie. Najnowsza inwestycja energetyczna Europy zostanie jutro otwarta. Niemcy najpotężniejsze państwo europejskie spełnią swój odwieczny cel – połączą się bezpośrednio bez pośredników z Rosją. Na tej inwestycji zyskają wszyscy, zarówno Europa, jako odbiorca olbrzymich ilości rosyjskiego gazu, jak i Kreml, potrzebujący sprzedawać swoje nieskończone rezerwy surowcowe, albowiem nic innego generalnie nie eksportuje, przynajmniej nic znaczącego we własnym bilansie.  Dzięki nowo oddanej inwestycji będzie możliwe stabilne i niezakłócone z przyczyn politycznych pompowanie gazu ze wschodu na zachód. Zmieni to układ ciążeń strategicznych w Europie środkowo-wschodniej, w niespotykanej od 22 lat skali. Dotychczasowe relacje, opierające się na partnerstwie i współistnieniu, ulegną zachwianiu poprzez nową okoliczność, zezwalającą na transfer surowców z pominięciem tego obszaru. ma to konsekwencje zarówno dla krajów zewnętrznych – na obu końcach rur jak i dla krajów, przez których terytoria one biegną.

Polska nieudolnie, z zapałem harcerzyka próbowała zapobiec nowemu paktowi “Ribbentrop-Mołotow”, jak rurę północną niegdyś określił “pisowski” Minister Obrony Narodowej Radosław Sikorski. Faktycznie, dla Polski jest to nowe wyzwanie strategiczne. Nasz kraj przestaje się liczyć, jako kluczowy gracz na arenie tranzytowej, co więcej nie tylko, że spadamy do drugiej ligi – krajów z niepotrzebnymi kawałkami rury, ale grozi nam konieczność ubiegania się o pośrednictwo zachodu w zakupach na wschodzie. Ilość tłoczonego do Greifswaldu gazu, będzie tak olbrzymia, że z łatwością można do tej rury podpiąć Polskę i zapewnić jej realizację jej wszystkich gazowych potrzeb. Przynajmniej do momentu, kiedy sen o łupkach się ziści, aczkolwiek fachowcy z branży bardziej liczą na terminal do odbioru gazu na wybrzeżu. No pech chciał, że akurat symbolicznie kolidujący z rosyjsko-niemiecką rurą, a raczej euro-rurą.

Niemcy jak dotąd, przez minione 22 lata sąsiedztwa grały z Polską jak mało, kiedy fair. Obecne stosunki, oparte na partnerstwie i sponsoringu są najlepsze od… Bardzo długiego czasu, Polska w polityce rządu w Berlinie, zajmuje jedną z kluczowych pozycji, co nie znaczy, że tak zarówno, co do kierunku jak i znaczenia będzie zawsze. Mając nadzieję, że Niemcy będą chcieli zachować “bufor” na wschodzie, a zarazem ciągnąć dalej polski wagonik swoją gospodarczą lokomotywką – nic nam nie grozi. Skoro przespaliśmy i zmarnowaliśmy szansę na dogadanie się z Rosjanami, co do udziału w tej nowej inwestycji, można podpiąć się pod gaz w Niemczech, w ramach stworzonego ad hoc porozumienia, lub ubrać coś w piękne unijne barwy, dzięki czemu prawdopodobieństwo, że nam odmówią byłoby minimalne. Warunki, jakie nam zaproponują, będą analogiczne jak dla własnych odbiorców, czyli było by być może nieco taniej niż kupujemy obecnie od Rosjan.

W tym kontekście rura prawdy, przedstawi nam realny wymiar europejskiej współpracy strategicznej, w tak kluczowej dziedzinie jak energetyka. Dla nas ta gorzka lekcja, ma to znaczenie, że nie można obrażać się jak małe dziecko i wychodzić z piaskownicy. Lepiej jest zachować kamienną twarz niż drzeć szaty i krzyczeć głupoty o poważnym porozumieniu biznesowym dwóch największych graczy w regionie. Przecież możemy “zjeść” tą żabę małą łyżeczką, traktując rurę, jako alternatywne źródło zaopatrzenia, z którego można czerpać np. 5% potrzebnego nam surowca, (czyli dość dużo), akurat na potrzeby zakładów chemicznych pod Szczecinem! Dywersyfikacja nie boli, a bardzo się przydaje. Dopóki utrzymywania się międzynarodowego porządku na dotychczasowej stopie, nie grozi nam odcięcie od północnej rury, bez względu na sytuację u naszych sąsiadów. Bądźmy brutalni i szczerzy, na Mińsk zupełnie nie ma, co się oglądać, los tego kraju jest przesądzony. Natomiast Ukraińcy sami są sobie winni, za Kwaśniewskiego był bardzo ciekawy projekt budowy połączeń dla sieci przesyłowej, którego nie udało się ruszyć bardziej z ich winy niż z naszej, pomimo, że ich przedstawiciele, co roku w Krynicy deklarują szczerą chęć i wolę. W ten sposób, Polska nadal jest zakładnikiem energetycznym rozgrywek między Moskwą a Kijowem.

Jeżeli uda się istotnie szybko zapewnić funkcjonowanie gazoportu, to sobie poradzimy, albowiem można w bardzo łatwy sposób zwiększyć jego przepustowość i kupować gaz od wielu dostawców, z których najpotężniejszy – Katar, już jest naszym kontrahentem. Jednakże, nie mając Marynarki Wojennej, nie możemy mieć pewności do tego źródła zaopatrywania, poza tym, należy pamiętać, że w istocie jesteśmy państwem śródlądowym. Nikt nie traktuje Bałtyku serio, a kooperacja Duńsko-Szwedzka, wymusi z czasem specjalne regulacje dla przewożenia ładunków niebezpiecznych pod mostem łączącym cieśninę. A jako kraj bez Marynarki Wojennej, nikt nie weźmie nas na serio w razie wyrażenia ewentualnego sprzeciwu. Czasy, kiedy dysponowaliśmy flotą zdolną do desantu na Bornholm bezpowrotnie minęły. Szkoda słów…

Rura północna, przedstawi nam prawdę o naturze naszych relacji w regionie, pokaże, do jakiego stopnia jesteśmy odbierani przez zachód, jako jego cześć (oczywiście zaplecze), i przez wschód, jako część zachodu i zachodniej strefy interesów. Morał z tej lekcji jest jeden, potrzebujemy zabezpieczenia własnej polityki energetycznej, poprzez postawienie na rozproszoną energetykę, której powszechność spowoduje w części uniezależnienie kraju. Nie bez znaczenia jest także rozwój biopaliw, generalnie energetyki odnawialnej. Co do energetyki atomowej, warto ją mieć, gdyż przemysł potrzebuje źródeł dużej mocy – niezależnych od warunków pogodowych i klimatycznych. W przypadku tej energetyki należy postawić na efekty skali, czyli od razu na budowę, co najmniej 3 elektrowni tak, żeby móc wyłączyć drogą ekologicznie energetykę węglową, traktując zarazem węgiel, jako rezerwę na gorsze czasy.

Działania trzeba podjąć już dzisiaj, niestety nie mamy poza gazo portem alternatywnego planu. Efekty muszą być w ciągu 2-5 lat najpóźniej, po tym okresie istnieje poważne ryzyko, że rura może nam powiedzieć prawdę o naszym miejscu w Europie. Oby się nie okazało, że leży ono zdecydowanie bardziej na wschód niż wynika z geografii, lub że nas znowu nie ma na mapie Europy, co się już w historii zdarzało.

One Comment

  1. Za wyjątkiem zdań o brakującej Polsce Marynarki Wojennej – pełna zgoda.
    Mamy przecież lotniskowiec ORP Kontradmirał X. Czernicki, który dzielnie trzy miesiące płynął, aż dopłynął do Zatoki, gdzie dzielnie się spisywał podczas Wojny w Zatoce.
    W prasie amerykańskiej ukazywały się w tym czasie rysunki z podpisami, do której to “Zatoki” płynie ten okręt, bo dla nich Zatoka jest jedna: Gulf, czyli Gulf of Mexico.
    Ale polscy nawigatorzy się nie pomylili i dopłynęli do właściwej Zatoki Perskiej (Chalidż-e Fars) albo Arabskiej (Al-Chalidż al-Arabi).

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.