Ruch przygraniczny z Rosją stanowi zagrożenie dla Polski?

graf. red.W relacjach polsko-rosyjskich właśnie nastąpiła kolejna „dobra zmiana”, oto właśnie nasze władze powołując się na istnienie zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa, jak należy rozumieć, ze strony rosyjskiej, zdecydowały się nie przywracać małego bezwizowego ruchu przygranicznego.

Na samym początku rozważań trzeba poczynić zastrzeżenie o ograniczonym zakresie informacji, jakie posiadamy, ponieważ polska strona milczy. Jest ogólna mowa o zagrożeniu, nic więcej. Spróbujemy podejść do sprawy, wedle możliwej projekcji zagrożeń, których katalog możemy sobie łatwo wyobrazić.

Rzeczywiście taki ruch może stanowić zagrożenie dla państwa słabszego, ponieważ pozwala na stałą infiltrację jego przygranicznego terytorium przez czynniki gromadzące informacje z państwa sąsiedniego, silniejszego. Jednak to tylko jeden z elementów możliwych zagrożeń, bezpośredni zwiad jest ważny, albowiem to dobrze, żeby dowódcy, a nawet załogi czołgów, wiedziały, jak wygląda teren „za lasem”, na który mają nacierać. To oczywiście działa w dwie strony.

Jednakże w realiach układu o otwartym niebie, zwiadu satelitarnego i możliwości współczesnej zaawansowanej optyki, mikrofal i zwiadu elektronicznego, coś takiego jak zwiad przez zwykłe lornetkowanie i robienie zdjęć, można przeprowadzić w znacznej mierze w oparciu o mapy i pewien program pokazujący widok ulic na fotografiach wykonany przez pewną amerykańską/globalną korporację.

Możemy być w zasadzie pewni, że nie tylko nasza strefa przygraniczna na Północy, ale całe terytorium naszego kraju, ze szczególnym uwzględnieniem ciągów infrastruktury została laserowo zeskanowana (LiDAR – Light Detection And Ranging) i to przez firmy legalnie działające w Unii Europejskiej (i nie tylko). Jesteśmy chmurą punktów/danych w dokładnym opisie na wielu serwerach. W tym kontekście i jeszcze innych, o których możemy jedynie spekulować w zakresie zwiadu satelitarnego, nic nie poradzimy. To, znaczy moglibyśmy pewne kwestie pozorować, jednakże tego raczej w naszym kraju się nie robi, bo nie mamy pieniędzy.

Jeżeli chodzi o zagrożenie, które zgodnie z obowiązującą metodologią moglibyśmy nazwać, jako „hybrydowe” w postaci osławionych tzw. „Zielonych Ludzików”, to rzeczywiście przy skali wymiany turystycznej moglibyśmy się tego obawiać, ale również równolegle może się tego scenariusza obawiać strona rosyjska. Ilość miłośników taniej benzyny i papierosów z Kaliningradu jest olbrzymia. Na pewno granica ukraińska „zabezpieczy” zwolnione na Północy rezerwy rynkowe i przemyt będzie kwitł, to dzisiaj nie jest żadna tajemnica, ciągle są informacje w prasie lokalnej o tzw. mrówkach i innych pomysłach na handel przygraniczny. Właściwą odpowiedzią na zagrożenie hybrydowe powinno być więcej kontroli, ścisły monitoring oraz posiadanie własnych sił, zdolnych do opanowania sytuacji na terenie własnego kraju. Ponieważ rezygnując z otwartości granicy, tracimy o wiele więcej, tracimy serca mieszkańców Kaliningradu i wyraźnie pokazujemy, że boimy się rosyjskiego zagrożenia. Nie definiując go równolegle, wychodzimy na co najmniej śmiesznych o ile nie na prowokatorów. Ponieważ Rosjanie nie zrobili niczego, co zmieniałoby układ wzajemnych relacji w regionie. Ewentualne wzmocnienie wojsk rakietowych w Obwodzie, z perspektywy ruchu granicznego i tak nie ma znaczenia.

Sytuacja jest trudna i niezrozumiała, w tym kontekście, że stracą na tej decyzji, – jeżeli się utrzyma, a są w Internecie takie plotki, – społeczności lokalne. Wiele osób uzależniło się przy granicy od kontaktów z Rosją i od portfeli rosyjskich gości. Skasowanie tego układu, w którym obie strony czerpią korzyści nie ma sensu.

Jest prawdopodobne, że komuś w Polsce zależało na tym, żeby zlikwidować realny i istniejący przykład polsko-rosyjskiej współpracy, o której kształcie i wymiarze decydowali ludzie po obu stronach granicy. Bez względu bowiem, jak byśmy to, co udało się osiągnąć oceniali od strony politycznej. To, znaczy to dobrze, że Unia Europejska zdecydowała się pokazać Rosjanom „Zachód”, to był prawdziwy sukces, bo i Polacy zobaczyli, że „Wschód” nie jest straszny, tylko dokładnie taki sam jak My, a granica ma wymiar ściśle administracyjny, żaden inny.

Mały ruch przygraniczny z Obwodem Kaliningradzkim to przykład sukcesu, który zawdzięczamy setkom tysięcy Polaków i Rosjan, mających wzajemne korzyści z możliwości przemieszczania się. To przykład naturalnej dyfuzji pomiędzy naszymi krajami, jak również pomiędzy Unią Europejską a Federacją Rosyjską. Podobne korzyści ma Finlandia i Łotwa, nieco na innych zasadach, ale również wynikają one z otwartości.

Prawdopodobnie komuś przeszkadzało to, co już udało się naszym społeczeństwom zbudować. Perspektywa pokazania Polakom, jakie korzyści moglibyśmy mieć, z normalnej współpracy z całą Federacja Rosyjską, to prawdopodobnie powód, dla którego zdecydowano się popsuć to, co jest dobre.

12 komentarzy do “Ruch przygraniczny z Rosją stanowi zagrożenie dla Polski?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.