Paradygmat rozwoju

Rozwój – żywność strategicznym towarem eksportowym

 Cieszymy się z rozwoju i postępów Polski, jakie nasz kraj odnotowuje w okresie ostatnich 22 lat ciągłej transformacji ustrojowej. Postęp cywilizacyjny jest faktem, nasza rzeczywistość i sposób funkcjonowania ulegają stopniowej zmianie, ogólny poziom rozwoju cywilizacyjnego ulega poprawie, w zasadzie wszystko idzie ku lepszemu. Co nie oznacza, że nie można mieć zastrzeżeń względem prędkości i kosztów przemian, efektywności wypracowywanych struktur lub kierunku, w jakim to wszystko podążą.  Nasz kraj podąża właściwą drogą – co do tego nikt nie może mieć wątpliwości. Wzorujemy się na państwach zachodu, naszym generalnym celem jest taki poziom dobrobytu i rozwoju ogólno-cywilizacyjnego, jaki one osiągnęły.  Problem polega na tym, że nie bardzo wiemy jak to osiągnąć, albowiem instrumentarium będące fundamentem obecnej pozycji i zamożności państw zachodu jest dla nas dzisiaj z różnych powodów niedostępne, jak również sami nie robimy niczego żeby zbudować instrumentarium własne.

Jeżeli popatrzymy porównawczo na historię Polski i państw zachodnich ostatnich trzech wieków, trudno będzie ukryć fakt, że w tym okresie nasze państwo istniało, jako niepodległy i samodzielny byt jedynie 42 lata, wliczając w to okres dwudziestolecia międzywojennego i obecny okres transformacji. Nawet, jeżeli dodamy do tego czas Polski ludowej, to łącznie po 1800 nie więcej niż 99 lat. Oznacza to, że jesteśmy “do tyłu” całe XIX stulecie, czyli wiek pary, gwałtownego postępu i kodyfikacji, a także początek XX wieku, kiedy to kształtowały się największe koncerny do dzisiaj rządzące gospodarką w wielu branżach. Polskie dwudziestolecie międzywojenne było fenomenem, udało się scalić kraj z trzech systemów konkurencyjnych względem siebie mocarstw zaborczych, podobnie pierwsze lata PRL to był okres odbudowy, scalania “ziem odzyskanych” oraz forsownej industrializacji. W stosunkowo krótkim czasie mieliśmy znaczne osiągnięcia gospodarcze, sama odbudowa miast ze zniszczeń wojennych była wysiłkiem trudnym do przeliczenia na dzisiejsze pieniądze.

Obecnie, co jest szczególnie ciekawe od 22 lat odbudowujemy gospodarkę, wychodząc ciągle z mrocznych katakumb gospodarki socjalistycznej. Niewielu zauważyło, że ten proces trwa już prawie połowę okresu budowy socjalizmu w Polsce. Nikt nie stawia pytanie jak długo będzie trwał dalej? No, bo ile lat można być w stanie bezustannej transformacji, pomijając pytanie – gdzie jest wzorzec, do którego zdążamy? Mity o “drugiej Japonii” lub “drugiej Irlandii”, z reguły kończą się dramatycznie dla rozgłaszających takie komparatystyczne wizje polityków. Natomiast faktem jest, że Polska nie ma pomysłu na rozwój społeczno-gospodarczy, jak również nie ma świadomości zupełnej fasadowości podejmowanych prób prowadzenia polityki gospodarczej wzorem państw zachodnich ze względu na brak instrumentarium, które zostało zaprzepaszczone wraz z wdrożeniem tezy bliskiej sercom wszystkich liberałów “kapitał nie ma pochodzenia” i deindustrializacji przemysłu odziedziczonego po okresie PRL.

Obecnie, albowiem ten okres jest szczególnie znamienny ze względu na kontynuację rządów jednej opcji politycznej – mamy szansę na stworzenie jakichkolwiek zrębów powiązań gospodarczych, obejmujących przemysł wytwórczy, badania i rozwój, sprzedaż i finansowanie. Jest oczywistym, że państwo teoretycznie nie powinno odgrywać wiodącej roli w gospodarce, ale jak pokazują udane przykłady z Chin, Turcji, Korei Południowej i innych krajów, gdzie kapitał państwowy wspomógł duże przedsięwzięcia, jest to jedyna skuteczna droga umożliwiająca budowę narodowych marek. My poprzez likwidację przemysłu i powierzenie sektora bankowego w zagraniczne ręce jesteśmy ubezwłasnowolnieni, albowiem żeby cokolwiek nowoczesnego w ogóle produkować – trzeba mieć gdzie i czym. Potrzebne jest miejsce, wiedza, wykwalifikowani ludzie, przetarte kanały logistyczne umożliwiające skomplikowane procesy produkcyjne i przetwórcze. Na to nakłada się innowacyjność, albowiem to zamówienia z gospodarki pobudzają naukę do produkowania wynalazków, nasz problem polega na tym, że gospodarka w zasadzie – poza kilkunastoma przykładami w ogóle lub prawie w ogóle nie potrzebuje innowacji generowanych przez Polską naukę. Powoduje to dysfunkcje, albowiem uczelnie nie produkują innowacji, tracąc najbardziej wartościowych naukowców na rzecz bardziej liczących się ośrodków. Przemysł istnieje sam dla siebie, skoncentrowany na przetwarzaniu zadań zleconych przez centrale spółek matek, podwykonawstwo ewentualnie wdrażanie licencji. Kredyt nie jest mu potrzebny, albowiem swoje plany rozwojowe opiera na planach firm matek, to, co mamy w Polsce, to jedynie elementy łańcuchów logistycznych, składowe większych procesów. Centrale decyzyjne i punkty wprowadzania oraz wyprowadzania kapitału do i z systemu znajdują się poza Polską. W tym kontekście nie rozwija się u nas kredyt inwestycyjny, i nie mamy szans na wykreowanie konkurencji pomiędzy bankami pożyczającymi pieniądze na przedsięwzięcia inwestycyjne, zdolne do generowania stosunkowo dużych stóp wzrostu w długich okresach czasu. Nikt na zachodzie nie ma interesu przyczyniać się do budowy w Polsce konkurencji dla własnych grupowań przemysłowych, czy też ośrodków wynalazczych.

W dotychczasowym paradygmacie rozwoju, który w istocie jest wynikiem naszej nieudolności, zbiegów przypadków i kontekstowego sterowania z zagranicy – nie mamy szans na nic więcej niż kontynuowanie dotychczasowego modelu rozwoju nadążnego, dopasowanego do cyklu koniunkturalnego, potrzeb, norm i wymogów gospodarek zachodu, a w zasadzie gospodarki największej i nam najbliższej. Oczywiście nie ma w tym nic złego, poza ponad miernym uzależnieniem gospodarczym i technologicznym, albowiem, co oczywiście trudno ocenić, ale około 80% wszystkich działających urządzeń zaawansowanych technicznie w tym środki transportu – pochodzą od naszego zachodniego sąsiada. Jest to oczywiście coś za coś, po prostu zamiast produkować obecnie “Poloneza” w wersji 2012, mamy na placach milion używanych samochodów zza Odry, przeważnie znośnych jakościowo – tylko wyeksploatowanych. No, ale jako gospodarka nadążna, nie mamy się, na co oburzać. Dobry używany niemiecki samochód, nigdy nie jest zły. Podobnie jest w wielu naprawdę istotnych dziedzinach gospodarki, bardzo bolą takie przypadki jak dramat stoczni, dla których rząd szukał “Katarczyków”, a bezmyślna komisarz europejska żądała de facto ich likwidacji – jak pokazał przykład Grecji lub banków, pomoc publiczna nagle stała się już nie taka straszna w Unii Europejskiej. Tylko to nie jest normalne, że nikt głośno nie nazwie głupoty głupotą lub wręcz skrajnego idiotyzmu, skrajnym idiotyzmem, gdy w jeden dzień morduje się węzłowe dla gospodarki zakłady, a w drugi pompuje bez mrugnięcia okiem o wiele większe pieniądze dla innych zakładów – współwinnych w istocie kryzysowi, tylko, dlatego bo są bankami. Tak nie powinno być i nasz rząd nie powinien się temu w sposób tak służalczo-bierny przyglądać.

Najbliższe pieniądze unijne powinny być właściwie wykorzystane właśnie w tym celu – budowy zrębów narodowego przemysłu, usług i handlu, które w powiązaniu z wynalazczością i mechanizmami zapewniającymi kredytowe finansowanie działalności i jej ubezpieczenie byłyby zdolne do kreowania nowoczesnych i innowacyjnych produktów dostarczanych na zagraniczne rynki. Największą szansą jest wysokospecjalistyczne rolnictwo, pod warunkiem, że udałoby się przeprowadzić kompleksową reformę tego państwa w państwie i zapewnić produkcję na odpowiednim poziomie ilościowym i jakościowym. Jeżeli dodać do tego odpowiednie przetwórstwo, marketing i dystrybucję – stać by nas było na eksport produktów wysoko przetworzonych w masowych ilościach na globalne rynki. Na świecie panuje znaczny deficyt żywności, zwłaszcza tej dobrej jakościowo, dla której można zapewnić stabilne warunki dostaw. Największymi szansami są Chiny, Indie, państwa Zatoki Perskiej – kraje, których społeczeństwa się bogacą, często kosztem środowiska naturalnego, a zamożni rodzice zrobią wszystko, żeby dać dzieciom żywność najwyższej, jakości. Tak się składa, że dzięki warunkom naturalnym (poza deficytem wody) jesteśmy w stanie przy odrobinie dobrej woli, kapitału i technologii wygenerować eksport produktów rolnych na poziomie wartości 30-40 mld Euro rocznie. A po zastosowaniu najnowszych metod upraw i przetwórstwa rolno-spożywczego na pewno więcej.

Na coś trzeba będzie wydać środki unijne. Jakoś trzeba będzie w końcu ukierunkować rozwój. Nie da się dłużej prowadzić polityki ad hoc zaklinania rzeczywistości. Nikt nam nie zabrania na serio zreformować rolnictwa, utworzyć szerokich kooperatyw i dotować jedynie gospodarstwa produkujące na rynek. Należy stworzyć nową sieć banków dających kredyt rolnikom i przetwórcom, system ubezpieczeń, wspierać ze wszelkich sił działalność innowacyjną. Rozwijać prace badawczo-rozwojowe oraz importować technologie z najbardziej rozwiniętych państw o wysoko postawionej kulturze rolnej. Przykładów Holandii, Izraela, Japonii, Tajwanu nie trzeba wymieniać, im się udało! Holenderskie masło jest w każdym polskim sklepie! Izraelskie owoce z nawadnianej specjalistycznie pustyni należą do najbardziej poszukiwanych na świecie i są chyba w każdej polskiej sieci sprzedaży hurtowej, Japonia i Tajwan za wielkie pieniądze zapewniają sobie wysoką wydajność z małych areałów. A Polska? Potentat w produkcji koncentratu z jabłek, służącego do produkowania soków i napojów – nie ma ani jednej globalnej marki eksportującej tego typu napoje! Niestety negatywne przypadki można mnożyć, bez planowania strategicznego w tej dziedzinie daleko nie zajdziemy, obyśmy za dziesięć lat nie byli ponownie w tym samym miejscu. Byłaby to nie tylko utrata potencjału, ale zupełne nie wykorzystanie szans i możliwości rozwoju. Żywność jest jednym z najważniejszych towarów strategicznych we współczesnym świecie, w kolejnych latach znaczenie krajów producentów – zdolnych do zapewnienia dużych i stabilnych dostaw wysoko przetworzonej żywności zdecydowanie wzrośnie. Warto żeby Polska na tym skorzystała, zresztą to nic nowego – przecież eksport żywności był podstawą potęgi gospodarczej I -szej Rzeczpospolitej. Mamy szanse stworzyć cały przemysł, branże i wygenerować narodowe marki o zasięgu globalnym – jeżeli tylko skojarzymy ze sobą kilka czynników i oczywiście zechce się nam uczciwie pracować. Po paru latach, na tej podstawie bylibyśmy zdolni do wygenerowania nadwyżek umożliwiających rozwój nowoczesnych technologii, na które byłoby zapotrzebowanie w rodzimym rolnictwie i przemyśle przetwórczym, a może nawet bylibyśmy liderami przemian w kilku dziedzinach. Zwłaszcza w biotechnologii wszystko jest możliwe.

Jeszcze Polska nie zginęła… Ale wszystko na to wskazuje, że jest to ponownie nie uchronne.

5 komentarzy

  1. Pomysł doskonały, tylko kto to wbije w kapuściane głowy działaczy partii interesu klasowego?

  2. Panie Krakauer patrzy Pan w perspektywicznym kierunku wschodu – dalekiego i tego blizszego. Jak mawial jeden ze znanych Marszalkow zwanych Dziadkiem – klucz do losu Polski lezy na wschodzie. 🙂 Bedzie wiec moje 5 eurocentow w przydlugim zapewne komentarzu.
    Otoz eksport zywnosi moze byc sercem i napedem rozwoju Polski na najblizsze lata, jako ze oferuje bardzo atrakcyjne mnozniki zatrudnienia w biznesach okalajacych sama produkcje zywnosci.
    Puszczajac wodze mej biznesowej fantazji spozywka moze napedzic rozwoj takze w nastepujacych branzach:
    – NASIENNICTWO, co w polaczeniu z biotechnologia pozwoliloby na powiazanie zaawansowego R@D oraz nauki z przemyslem. Trzeba natomiast za wszelka cene zastopowac GMO w Polsce, oraz firmy takie jak BASF, DuPONT czy MONSANTO, inaczej bedziemy placic coroczne royalties za zasiewy, gdyz o to glownie chodzi w GMO. Nie mozna sobie zachowac troche nasion na nastepny sezon, bo zaplacic i tak bedzie trzeba, a poza tym wiele z nasion GMO sie nie rozmnaza tylko trzeba je kupic z hodowli. Dla tych firm interes swietny, dla producentow niekoniecznie.
    Zywnosc BIO, czy ECO oferuje juz teraz duzo ciekawsze marze niz GMO, a w przyszlosci bedzie jeszcze lepiej. To w tym kierunku powinna pojsc Polska.
    Po skandalach z dioksynami Chiny kupia kazda ilosc mleka z Europy, ktore bedzie dobrej jakosci. Polska takie posiada.
    Holandia na nasionach zarabia wiecej niz na eksporcie zywnosci, prosze popatrzec skad sa nasiona dostepne w polskich sklepach jesli sieje Pan przyslowiowa marchewke. 🙂
    – MASZYNY ROLNICZE, Ursus jeszcze ciagnie i mozna by go reaktywowac, czyli szeroko pojeta mechanizacja Made in Poland jak by to nazwal Kargul i Pawlak, a co za tym idzie rozwoj kadr inzynierskich.
    – USLUGI FINANSOWE, takie jak ubezpieczenia plonow oraz zwierzat, o ktore staral sie jeden z komentatorow, ale polski sektor okazal sie malo innowacyjny. To takze wstep do gospodarki opartej na wiedzy.
    – LOGISTYKA, ze wzgledu na kraje o ktorych mowa bylyby to drugie zaslubiny Polski z morzem, gdyz tylko tak mozna by zywnosc eksportowac. Statkow budowac juz raczej nie bedziemy, ale firmy logistyczne posiadac mozemy, taka reaktywacja DALMORu jest jak najbardziej mozliwa. Tu nie trzeba nic wymyslac, wystarczy odkurzyc stare plany Kwiatkowskiego w tej materii.
    – GOSPODARKA WODNA, wody mamy wystarczajaco, ale nie potrafimy nia gospodarowac, prosze spojrzec jak wyglada Wisla za sluza Przewoz w Krakowie, rece opadaja. Retencja, budowa nowych sluz, a wiec rozwoj hydrobudownictwa, ze o ochronie srodowiska i przeciwpowodziowej nie wspomne. Dodatkowo dzieki generowanym pieniadzom mozna by pokusic sie o przekopanie Mierzei Wislanej i rozwoj portu w Elblagu, oraz uzeglowienie Wisly (ekoterrorysci mnie zlinczuja zapewne za te sugestie), poprawienie zeglownosci Odry, wykopanie kanalu Slaskiego (Odra-Wisla) oraz kanalu San-Dniestr, co pozwoliloby na dolaczenie zyznych ziem na Ukrainie do mozliwosci eksportu zywnosci, a takze za unijne pieniadze kanalu Odra-Dunaj, i eksport czeskiego piwa oraz wegierskiego wina poprzez polskie porty, za nizsza oplata manipulacyjna niz przez niemieckie ma sie rozumiec. Znowu nic nie trzeba wymyslac, tylko odkurzyc stare plany miedzy innymi znowu Kwiatkowskiego – madry chlop z niego jednak byl.
    Nie ma tanszego srodka transportu niz zegluga srodladowa o tym ze jest to real politik w kwestii polityki wschodniej juz nawet nie wspominam.
    – CHEMIA, chociazby nawozy sztuczne co daloby impuls Grupie Azotowej, firmom takim jak Synthos, oraz rozwoj zaawansowanego R&D i nauk w tym kierunku.
    – POCHODNE takie jak farmacja i produkcja witamin oraz biotechnologia. Marze sa tam bardzo ciekawe, nie mowiac o tym ze jest to jeszcze w rekach polskiego kapitalu
    – ELEKTRONIKA sterujaca podlewaniem, nawozeniem, naslonecznianiem i tak dalej. Tak to sie robi w Holandii, mozna wiec i tez w Polsce. Holendrzy kombinuja nad sterowaniem kombajnami za pomoca GPS, tak aby sam sobie jezdzil, podczas gdy farmer oglada mecz.
    – aktywizacja bezrobocia na terenach poPGRowskich, czyli dokladnie tych gdzie takowe wystepuje w najwiekszej skali w tej chwili. Wysoka pracochlonnosc samego rolnictwa czesc tychze osob wchlonelaby do pracy. Co wlaczenie 1 mln stale bezrobotnych oznacza dla budzetu nie bede tlumaczyl. Kazdy Premier powinien to brac w ciemno. 🙂
    – BRANDING NARODOWEJ MARKI – Polska Zywnosc – zwiazanej ze zdrowa, ekologiczna zywnoscia z Polski dla tak zwanego high-end market, z uzyciem szyldu UE dla naszej korzysci. Przy okazji prztyczek w nos Niemcow ktorzy zawsze chcieli zrobic z Polski kraj rolniczy, liczac na to ze oznacza to klepanie biedy, a tu taka niespodzianka. 🙂
    – jesliby utemperowac zapedy anty-rosyjskie to zrownowazenie bilansu handlowego z Rosja dzieki eksportowi na tamten kierunek. Jak juz gazoport zacznie dzialac to mozna ponegocjowac na prawdziwie partnerskich zasadach. My od Rosji wiecej gazu, jak oni z Polski wiecej zywnosci. Jak nie to wiecej gazu z Kataru i wiecej zywnosci do Kataru.
    Najlepszy sposob na Rosje to zaczac na nich zarabiac, a nie machac stepiona szabelka. To jest real politik.

    Trzeba tylko Minstra Szkod Zagranicznych pogonic, gdyz nie dostrzega szans jakie pojawiaja sie poza tradycyjnym kierunkiem platonicznej milosci do Wielkiego Brata i sluzbie Jej Krolewskiej Mosci. Dlatego walimy glowa w mur probujac sie scigac w branzach gdzie szans nie mamy, przy okazji wyslugujac sie obcym interesom, a nie patrzac na swoj wlasny.

    A Pan tu po cichu wymyslil paradygmat rozwoju kraju, jakiego nie powstydzilby sie w Polsce nikt. Gratuluje.
    Jesli kandyduje Pan na premiera to ma Pan moj glos. 🙂

  3. Drogi Krakauerze,
    Skuteczność wymienionych przez ciebie inwestycji w przemysł zbrojeniowy chin, korei i szczególnie turcji czas oceni.
    Pozwolę sobie tylko zwrócić uwagę że podobne plany mieli rosjanie, którzy mogą i chcą wydawać pieniądze na zakup nowoczesnego uzbrojenia (np. zakup francuskich Mistrali) ale ich przemysł zbrojeniowy nie jest w stanie tego w planowanym czasie dostarczyć. Czyli chęci i pieniądze to jedno a rezultaty to drugie. Chińskie produkty wyglądają “prawie” jak nowoczesne ale takie nie są. Choć nas na podążanie drogą chińczyków niestety nie stać.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.