Religia i państwo

Rozumienie prawa bożego jako czynnik aktywizujący publicznie

 W obronie wiary i Boga, oskarżając przeciwników o działanie wbrew prawu bożemu – będziemy robić porządek w Polsce. Mniej więcej taki jest program polityczny jednej z polskich partii, odpryskowych od głównego nurtu prawicowej-prawicy. To zdecydowanie coś nowego, wręcz fantastycznego, bo jak do tej pory nikt tak jawnie w Polsce nie podejmował deklaracji – bardziej „religijnych” od oficjalnych przedstawicieli, w tym także tych instytucjonalnych Kościoła dominującego w Polsce. To prawdziwy fenomen polityczny, przy czym nie ma znaczenia że jednoosobowy – każdy kandydat wzbogaca/obciąża politycznie partię, która wstawia go na swoją listę. Takie są reguły politycznej gry i politycznego rozliczania partii przez wyborców, bo to przecież o to chodzi, że to oni decydują głosami.

Samo kierowanie się „prawem bożym” w życiu osobistym oraz przeniesienie tego na życie publiczne – nie jest niczym złym. Bardzo wiele osób funkcjonuje w ten sposób w USA i innych krajach Zachodu, są to przeważnie wyznawcy różnego rodzaju odmian amerykańskich kościołów reformowanych, jednakże osób o zbliżonym rozumieniu „potrzeby obecności Boga” na co dzień nie brakuje i w Europie. To dobrze, że w Polsce Chrześcijanie nie boją się mówić otwarcie o swoich poglądach, problemach i wszystkich sprawach, które uważają za ważne i chcieliby, żeby były uwzględniane społecznie.

Prawo boże, to oczywiście współcześnie dla Chrześcijan Dekalog. W starożytności jako koncepcję prawa naturalnego (ius naturale), rozumiano m.in. jako “poznawanie woli bożej” – tj. pierwotnej alternatywny dla prawa pozytywnego stanowiącej porządek prawny oparty na przekazie od Boga. Dla współczesnego Kościoła dominującego „prawo boże” stanowi fundament dla wszelkich praw ustanowionych przez człowieka dla samoregulacji zachowań (reguł współżycia) w rodzinie, wspólnocie lokalnej jak i w końcu w społeczeństwie. Dekalog i nauka Jezusa jest podstawą etyki chrześcijańskiej, a tym samym najwyższą wartością w całym systemie pojmowania rzeczywistości.

Każdy wierzący Chrześcijanin jeżeli tylko zna Dekalog oraz najważniejsze z przykazań, czyli „miłujcie się wzajemnie (…)”, może kierować się prawem bożym w życiu codziennym, ale my je rozmienimy na swój sposób na różnych płaszczyznach. Dla jednych prawo boże będzie uzasadnieniem dla posłuszeństwa młodych wobec starszych, kobiet wobec mężczyzn, podwładnych wobec przełożonych (feudalizm). Jeszcze dla innych może być wyznacznikiem do działań radykalnych, zwłaszcza jeżeli zostanie im przetłumaczone i „przełożą sobie”, że coś zależy od ich postawy, w szczególności coś dotyczącego wiary, np. interpretacja czy też w ogóle wolność i swoboda jej wyrażania, postawa wobec Sacrum itp. Oczywiście zdarzają się także wierzący – w szczególności wśród Chrześcijan, którzy chcą po prostu żyć miłując bliźniego swego jak siebie samego, jednakże to chyba niewielki odsetek. Ponieważ o wiele łatwiej jest znaleźć zwolenników wypatrywania źdźbła w oku adwersarza niż belki we własnym. Trudno to rozpatrywać, albowiem nie jedną książkę o tym napisano, w uproszczeniu można przyjąć, że wyrażanie postaw egoistycznych i atawistycznych jest o wiele wygodniejsze dla człowieka, ponieważ utrzymuje go w przeświadczeniu, że w grze w której bierze udział – wygrywają brutalniejsi (Teoria Gier wiecznie żywa). Tymczasem właśnie religia, w tym w szczególności Chrześcijaństwo próbuje człowieka swoim przekazem cywilizować, co w znacznej mierze się udało, nie bez udziału stale rozwijającej się filozofii.

Problem z „prawem bożym” zaczyna się wtedy, kiedy klasycznie zaczyna ono kolidować poprzez wyrażanie publicznie jako obowiązujące licznych zawartych w nim zakazów, nakazów i norm, najdelikatniej mówiąc – nie mieszczących się jednoznacznie w wizji liberalnego państwa prawa, czyli tworu publiczno-prawnego opartego na prawie pozytywnym (w uproszczeniu – napisanym przez człowieka, dla człowieka). Kłopot mianowicie w tym, że nie wszystkim podoba się skala oddziaływania ewentualnych wymogów religijnych na prawo pozytywne, dlatego konflikt jest nie do uniknięcia. To znaczy zderzenie się wolności jednostki – wywalczonej koncepcyjnie już w oświeceniu, z religijnym pojmowaniem porządku jako systemu w którym i zgodnie z którym człowiek/zbiorowość mają funkcjonować. Jak dotychczas w tym konflikcie wygrywała wolność rozumiana w sposób świecki, a zatem także wolność „od Boga” i jego domniemanych praw. Jest bowiem oczywistym następstwem faktu braku możliwości udowodnienia istnienia Boga, jedynie domniemanie co do pochodzenia praw. Zatem jeżeli ktoś nie wierzy w Boga – nie ma powodu, żeby go zmuszać do posłuszeństwa jego domniemanym prawom. Dla Chrześcijan jest to wolność będąca zaprzeczeniem samego pojęcia wolności, albowiem jest oczywistym i co nie podlega żadnej dyskusji, że prawdziwie wolnym człowiek może być tylko i wyłącznie po pełnym zjednoczeniu z Chrystusem.

Wnioski – dzieje się ciekawie. To co zrobiła jedna partia, często określana przez różne osoby znające osobiście jej działaczy – partią cyników, to prawdopodobnie niesłychanie interesujący eksperyment politologiczny. W całej sprawie samo jej dalsze rozwijanie się nie ma żadnego znaczenia, liczy się natomiast tylko i wyłącznie stanowisko Kościoła dominującego wobec tego „nowego zjawiska”, gdzie Chrześcijanie świeccy – tak bezpośrednio eksponują nazwijmy to „konserwatywne elementy doktryny”, która jak wiadomo w znacznej części ulega modyfikacji w funkcji czasu. Nawet niedawno zmieniono jedno z przykazań kościelnych, no ale już nie wchodźmy w szczegóły – obserwujmy to co się będzie działo, naprawdę może być barwnie i ciekawie.

One Comment

  1. inicjator_wzrostu

    Głęboki i zmuszający do przemyśleń tekst.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.