Polityka

Rozstrzeliwać za przekroczenie prędkości?

 „Nadszedł czas na walkę z prędkością na drogach”, fotoradary, ograniczenia, organizacja ruchu, itd., – same ograniczenia. To rdzeń nowego rządowego „Narodowego Programu Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego 2013-2020”. Można się tylko cieszyć, że rząd pochyla się nad naszym bezpieczeństwem i chce, żeby mu ginęło mniej ludzi na drogach. Bardzo szlachetne cele, słuszne intencje, zaangażowanie sił i środków, pochylające się autorytety – to wszystko jest potrzebne, żeby na naszych drogach było bezpieczniej.

Warto się jednak zastanowić, czy przypadkiem nie przesadzamy? W szczególności w kontekście miliardów złotych założonych w budżecie państwa, jako dochody z grzywien i mandatów? Jeżeli jedną z kar za podwójne przekroczenie prędkości ma być zagrożenie utratą prawo-jazdy, to znaczy, że już jest bardzo źle a państwo jako takie, jest ekstremalnie bezsilne, gdyż może tylko i wyłącznie niczym małpa z brzytwą zabierać ludziom prawo jazdy. Wszelkie inne metody oddziaływania okazały się nieskuteczne i czeka nas trwała pętla zacieśniania represji! I bardzo dobrze – nie można mieć litości, poza tym przecież to wszystko dzieje się dla dobra społeczeństwa.

Może jednak by pójść krok dalej? Jeżeli bowiem mówimy tutaj o bezpieczeństwie, to przydałoby się podziałać odstraszająco na drogowych przestępców i zaostrzyć kary jak również uprościć całe postępowanie w taki sposób, żeby całe postępowanie odbywało się od razu na etapie fotoradarowym. Po odpowiedniej zmianie ustawodawstwa można wprowadzić zasadę automatycznej kary tzn., wykonywanej od razu przez fotoradar. Mianowicie po stwierdzeniu naruszenia prędkości przez pojazd, – jeżeli było by to powtórne naruszenie w określonym prawem okresie, albo byłoby to naruszenie znaczne to fotoradar powinien automatycznie po stwierdzeniu przekroczenia prędkości ostrzelać taki pojazd – celując w kierowcę. Na większe pojazdy można stosować broń przeciwpancerną! Liczy się skuteczność i natychmiastowe wyeliminowanie stanowiącego zagrożenie z ruchu!

Zastosowanie automatycznych karabinów maszynowych i automatycznych granatników 40 mm produkcji krajowej mogłoby w znacznej mierze wspomóc krajowy przemysł obronny. Natomiast na drogach zapanowałby porządek i ład. Konsekwencje byłyby nieuniknione i natychmiastowe – kara od ręki – dla każdego sprawcy – coś pięknego! Oczywiście ewentualne ofiary ze współpasażerów to naturalny koszt tak ważnej rewolucji. Liczy się, że mielibyśmy porządek i bezpieczeństwo – zanim ktoś przekroczyłby prędkość na naszych drogach – dobrze by się zastanowił.

Oczywiście można zadać odwieczne pytanie, –dlaczego rząd dopuszcza do ruchu pojazdy o możliwej do uzyskania prędkości powyżej 131 km/h? Przecież bez najmniejszego problemu można wprowadzić przepis zobowiązujący producentów do sprzedaży nowych pojazdów z takim ograniczeniem prędkości, a np. po podpięciu pod GPS – zmniejszaniem maksymalnej do np.70 km/h na terenie zabudowanym lub jeszcze mniej w strefach ruchu pieszego? Już samo wprowadzenie elektronicznego ograniczenia do 131 km/h spowodowałoby rewolucję w budowie pojazdów mechanicznych – i w sposobie ich używania. Jednakże na to żadne państwo, ani Unia Europejska się nie zgodzą, ponieważ przemysł motoryzacyjny padłby ofiarą rewolucji, a wprowadzający takie rozwiązania politycy zmiecieni na śmietnik historii.

Pozostaje, zatem stary dylemat – jak zrobić ludziom dobrze wbrew ich dążeniom? To problem stary jak cywilizacja ludzka, zwłaszcza w jej demokratycznej odmianie. Ludzie z zasady nienawidzą żadnych ograniczeń, a także porządku w ogóle. Dlatego wszelkie ograniczenia zawsze będą negatywnie odbierane nawet, jeżeli dzieje się to dla dobra ogółu. Co jest najciekawsze – nie da się tego jednostkowo wytłumaczyć, albowiem każdy z pytanych odpowie, że jest niewinny i nie narusza żadnych przepisów.

Sytuacja jest naprawdę trudna. Agresja i bandytyzm na drogach są powszechne. Ludzie nie umieją jeździć w warunkach trudnych – małe opady deszczu, odrobina lodu, mrozu, świeżego śniegu – powoduje liczne stłuczki. W tym w szczególności w miastach, gdzie wszyscy się śpieszą a jeździ się ciasno, albowiem wiadomo jak jest.

Państwo w tym przypadku reprezentowane przez urzędników zajmujących się transportem patrzy na zagadnienie przez perspektywę wielkich liczb. To znaczy – implikuje do systemu zmianę – w postaci np. jakiegoś nowego ograniczenia a następnie ocenia efekty. Jeżeli w konkretnym miejscu – wyeliminowano wypadki śmiertelne a przez poprzedni rok zdarzyły się dwa – to z pewnością jest to sukces. W statystyce ogólnej to urasta do setek ofiar i tysięcy zdarzeń, właśnie w tym kontekście należy ten problem rozpatrywać. Chodzi o ogólną presję na system, zmuszającą autonomicznych użytkowników do podporządkowania się zaostrzonym wymogom. Wszystko dla bezpieczeństwa i ogólnej poprawy jego stanu. Jeżeli więcej fotoradarów i bardziej drakońskie przepisy to jedyny sposób oddziaływania państwa na kierowców to nie ma wyjścia – trzeba to stosować.

Warto natomiast pomyśleć o innym sposobie skonstruowania systemu kar, albowiem popełnianie błędów nie powinno eliminować z prawa do posiadania prawa jazdy, gdyż w ten sposób oddziałujemy na sferę ludzkiej wolności, która jest dobrem najwyższym. Prawo powinno przewidywać takie rozwiązania, że osoba dokonująca często drobnych naruszeń prawa o ruchu drogowym – jak np. przekraczanie prędkości musiałaby się liczyć z tym, że w razie spowodowania poważniejszego zdarzenia – zostanie ukarana z nadzwyczajną surowością. Być może w ten sposób można by zmusić ludzi do refleksji, bo przecież cały dramat na naszych drogach jest wynikiem tego, co się dzieje w naszych głowach. Właśnie zmiany w percepcji są najważniejsze a nie karanie jak małpa z brzytwą, – bo państwo potrzebuje dochodów z mandatów!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.