Ogólna, Technologia

Różnica pomiędzy amerykańskimi nastolatkami a polskimi naukowcami

 Czy są jakieś różnice pomiędzy amerykańskimi nastolatkami a polskimi naukowcami? Nasza elita naukowa szczyci się wieloma licznymi osiągnięciami, których efektów jakoś nie widać, niestety nie odzwierciedlają się w naszym życiu. Jednakże pomimo braku sukcesów, nasi naukowcy są najlepszymi specjalistami, jakich mamy, nie mamy innych. Oczywiście nie wszyscy są źli, nieudolni i po prostu przejadają pieniądze z grantów publicznych, pijąc spokojnie kawę i herbatę w swoich instytutach. Mamy kilka przykładów dobrze i bardzo dobrze działających instytutów, uczelni, parę naprawdę wybijających się nazwisk, które coś znaczą w świecie nauki i stwarzają szansę na rzeczywistą progresję badań, a w konsekwencji przeniesienie korzyści z badań na życie społeczno-gospodarcze w naszym kraju.

Poza sferą nauki, reszta społeczeństwa nie jest zdolna do niczego konkretnego, nie ma w Polsce kultury tworzenia, ulepszania, wymyślania, zmieniania otaczającej nas rzeczywistości. Ludzie się boją cokolwiek robić, albowiem najprawdopodobniej nie wolno, albo w najlepszym razie zostaną uznani za dziwaków. Mimo tego, mamy w kraju kilkaset doskonałych przykładów takich domorosłych pożytecznych dziwaków, którzy są zdolni swoją kreatywnością do zmiany rzeczywistości.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w Ameryce, tam uniwersytety i instytucje technologiczne to przodujące globalnie placówki, wyspecjalizowane w swoich dziedzinach, stale dostarczające innowacji i gotowych rozwiązań dla gospodarki. W kraju tym rozwinięty jest także sektor kreatywności, na który składają się setki tysięcy mniej lub bardziej udanych wynalazców, których ukoronowaniem jest prywatna agencja kosmiczna – zdolna do wysyłania statków kosmicznych na orbitę. Jednakże to jeszcze nie wszystko, co potrafią posiadający swobodę kreatywności Amerykanie – w doniesieniach prasowych dowiedzieliśmy się, że nie tak dawno jeden tamtejszych sądów skazał na 17 lat więzienia młodego człowieka, który zamierzał dokonać zamachu terrorystycznego na budynki rządowe w Waszyngtonie. Młodzieniec deklarował się, jako sympatyk islamskiej organizacji terrorystycznej, przez co wpadł w pułapkę zastawioną przez szukających właśnie takich „samotnych wilków” agentów amerykańskich służb specjalnych, którzy w najwyższym sekrecie – zaprzyjaźnili się z nim i współuczestniczyli w jego planach, bacznie obserwując pomysły, jakie starał się wdrożyć w życie.

Pomysł młodego człowieka był w swojej istocie genialny a zarazem banalnie prosty, jednakże wymagający określonej inwencji twórczej. Mianowice nabył on trzy pełnosprawne modele samolotów – z napędem odrzutowym i zdalnym sterowaniem. Dostępne są na rynku modelarskim, także w Polsce, jednakże są stosunkowo drogie. Jego plan zakładał przerobienie modeli w taki sposób, żeby przenosiły w sobie materiały wybuchowe oraz samonaprowadzały się za pomocą ogólnie dostępnego – wręcz powszechnego w USA systemu GPS. Niedoszły zamachowiec przerabiał samoloty w specjalnie wynajętym garażu na latające bomby, w taki sposób, żeby te potrafiły samodzielnie osiągnąć zaprogramowane cele.

Jak widać, nie potrzeba wiele żeby z zabawek zrobić jak najbardziej użyteczną i groźną broń. Oczywiście środki przenoszenia materiałów wybuchowych należy tu uznać, za znacząco prymitywne, jednakże ze względu na relację koszt/efekt jak również czas pozyskania gotowego nosiciela materiałów wybuchowych – pomysł tego nieszczęśnika należy ocenić, jako genialny w swojej prostocie. Zamiar zintegrowania z samolotem odbiornika GPS to już istotna kreatywność, zamieniająca zabawkę w prawdziwą samonaprowadzającą się broń powietrzną. Nie jest to trudne, albowiem często są to opcje wyposażenia dodatkowego – jak autopilot umożliwiający automatyczny start i lądowanie. Jednakże liczy się koncepcja, swojego rodzaju innowacja – jak zbudować broń z zabawki! W istocie swojej prostoty jest to genialne.

Niestety żaden z naszych naukowców nie jest w stanie zaproponować rządowi autorskiego projektu opartego o tą samą zasadę – wykorzystania komponentów cywilnych, dostępnych na rynku, ale odpowiednio przekonstruowaną i dającą większe możliwości, zwłaszcza w zakresie zasięgu, precyzji i siły rażenia. Właśnie w ten sposób buduje się potęgę technologiczną – zaczynając od zabawkowych modeli, do których opracowuje się oprogramowanie, ćwiczy się koncepcję użytkowania, serwisowania, myśli jak wdrożyć projekt do masowej produkcji – po jak najniższych kosztach, docelowo uzyskuje się produkt – sprawny i działający, być może o niższych parametrach niż najlepsze osiągnięcia głównych globalnych graczy, jednakże to nie jest nieosiągalne! Amerykański nastolatek potrafi! Polskie placówki naukowe nie? No chyba, że jak już coś zrobią to za ciężkie miliony lub setki milionów, czyniąc swój produkt niedostępnym dla naszej nie ma, co ukrywać – niezbyt bogatej armii.

Naprawdę skonstruowanie latającego pocisku, zdolnego do osiągnięcia celu na rubieży 300 km z bezwładnościowym autonomicznym systemem naprowadzania, wspieranym przez systemy cywilne (jak GPS) oraz wojskowe – jak sygnały z radiolatarni – nie powinno być problemem dla 35 milionowego kraju – posiadającego rzesze naukowców w olbrzymich i licznych budynkach politechnik, instytutów i różnego rodzaju pracowni, na terenie całego kraju! Zwłaszcza jak takie komponenty jak mały silnik K-15 swego czasu robiliśmy sami. Płatowiec nie jest problemem, materiałów wybuchowych mamy pod dostatkiem, oprogramowanie można opracować, to praca dla informatyków, których mamy wielu. To nie jest kłopot, wystarczy tylko odpowiednio wszystko zintegrować, zapłacić, wdrożyć. Dzięki takiemu myśleniu za kilka lat myślelibyśmy o pocisku manewrującym z prawdziwego zdarzenia i o zasięgu 600, może 900 albo jeszcze więcej kilometrów. Ciężka jest droga do polskiego BSL.

Niestety, coś co nawet amerykańska młodzież potrafi, korzystając ze swoich zasobów, dla nas jest po prostu niemożliwe. My musimy kupić drogi system zza granicy, albowiem tak jest po polsku, wówczas jest dobrze i wszystko się zgadza. Oczywiście jedno nie wyklucza drugiego, jednakże biorąc pod uwagę naszą nieudolność nie będziemy mieli ani tego ani tego.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.