Społeczeństwo

Róże i lasy

W Polsce każda okazja jest dobra, by się lać po mordach, czytam na pewnym portalu, na którym codziennie odbywa się nic innego niż lanie po mordach właśnie, targanie po szczękach i, bardziej z amerykańska – kultura zawsze szła do nas z zachodu – skopywanie sobie nawzajem tyłków. Od piłkarskiego meczu po rzekomo narodowe święto, czytam dalej wpis niejakiej Wizebii. Właśnie – “rzekomo święto” to dobre określenie na to, co działo się 11 listopada w Warszawie.

Polak od dawna przywykł, że święta służą do załatwiania porachunków – z władzą narzuconą, z władzą nielubianą, która wygrała wybory, z innymi Polakami, którzy zdają się z nielubianą władzą trzymać, z ideą taką lub inną, ale to już bardzo rzadko i trzeba mieć nieliche szczęście, by trafić na okładanie się po pyskach dla idei. Polak bowiem nie ma święta, w które by naprawdę wierzył, nikt przecież nie ustanowił święta Dużej Kasiory, na przykład, lub Wypasionej Fury. Albo Zarąbistego Joba (nie mylić z Jobsem), chociażby. Gdy więc Polak w takie narzucone sobie święto wyłazi na ulicę, nie zastanawia się, jak tu pięknie, bo – albo pomalowano ławki, albo liście zrobiły się kolorowe, albo zbudowano nowy piękny bank tam, gdzie niedawno był bar mleczny z obiadami za mniej niż 10 złotych. Powie ktoś, że w banku też jest restauracja i będzie miał rację. Ale Polak to malkontent urodzony, możecie mi wierzyć.

Przeciętny Polak, gdy już wyjdzie w święto na ulicę, z żoną i dziećmi, których ogląda po raz pierwszy od miesięcy wszystkich razem, połazi z nimi, połazi, zapyta co w szkole albo co w kuchni, a potem wchodzi do baru, restauracji czy innej jadłodajni, spożywa posiłek i wraca do domu, pooglądać telewizję albo przywalić komuś na forum.

Inny przeciętny Polak, gdy już wyjdzie w święto na ulicę, ale nie dorobił się ani żony, ani dzieci, ani niczego innego powszechnie uznawanego za dorobek, zastanawia się, komu dać w dziób realnie. I o tym Polaku słyszy się najwięcej w mediach, najwięcej go w telewizji i w radiu, a następnego dnia wszystko można sobie przypomnieć przeglądając prasę z wydarzeniami sprzed doby. Gdy komuś mało, w tygodniku może poczytać o wszystkim za tydzień a w niejednym miesięczniku – za miesiąc. W ten sposób przeciętny Polak utrwala sobie standardowy obraz święta, które zamiast przypominać mu dowolne doniosłe wydarzenie z historii, na przykład jakąś dawną straconą okazję by było lepiej, kojarzyć się już zawsze będzie z niedawnym ryzykiem, jakie ponosił, opuszczając bezpieczne schronienie o kubaturze orbitalnej stacji kosmicznej MIR, które spłacać zobowiązał się do końca życia, bo wynajmuje je nie za czynsz od ludzkiego kamienicznika, jak niegdyś, ale za tak zwane raty od nieludzkiego banku. Płacąc co miesiąc haracz w wysokości 2/3 średniego wynagrodzenia. Nie licząc kosztów eksploatacyjnych.

W sumie, jak czytam co napisałem, to się wcale przeciętnemu Polakowi nie dziwię. Niestety, nie mam pod ręką nikogo do poturbowania, sąsiad bowiem, który ma skłonności homoseksualne i haczykowaty nos, a co najważniejsze – chodzi o lasce i niedowidzi, wiec od biedy mógłby się nadać, gdzieś polazł, może stłucze mu tyłek ktoś inny, dałby Dobry Bóg.

Obie wersje przeciętnych Polaków mogłyby zrobić coś zupełnie innego, zdrowszego, na przykład wspólnie pośpiewać patriotyczne pieśni i powspominać bohaterskich swych dziadów. Polacy wspólnie? Gdy już nie ma wspólnego wroga, tylko każdy ma swojego? Nie, to przeciętnym Polakom do głowy nie przyjdzie, skąd. W ostateczności mogliby więc osobno pooglądać towary w galeriach, podobnie jak kiedyś w galeriach oglądało się dzieła sztuki, najczęściej równie niedostępne dla przeciętnego Polaka. Ale państwo, złośliwie, decyzją wybranego przez innych przeciętnych Polaków sejmu, te galerie w święta nakazało pozamykać. A galerie sztuki takim zainteresowaniem przeciętnego Polaka się nie cieszą, bądźmy szczerzy. Oficjalna wersja to taka, że centra handlowe pozamykano dla dobra pracowników tychże przybytków nowo-kultury. Nieoficjalna, a więc moja, brzmi: by przeciętnego Polaka nastroić bardziej świątecznie i natchnąć go mniej konsumpcyjnymi myślami. Obie wersje w zetknięciu z przeciętnym Polakiem nie wypaliły. Pierwsza jest głupia i budzi niesnaski, bo niby czemu jedni Polacy mają przywilej świętowania w święta, a inni i tak muszą w te uroczyste dni pracować. Druga jest mądra, bo moja, ale również spaliła na panewce, bo Polak najbardziej świątecznie nastrojony jest w galerii handlowej właśnie, poza nią zaś tylko przy biesiadnym stole, ale to na Wielkanoc, która świętem państwowym nie jest, jakkolwiek narodowym – zapewne tak, bo Polak to Katolik, jak powszechnie wiadomo i innych Polaków nie ma. Nie licząc Nemo, ale Nemo to Nikt.

Od biedy przeciętni Polacy mogliby w takie święto odwiedzać galerie zwane niegdyś muzeami, w których można czegoś dotknąć albo coś powąchać lub nawet uruchomić, jak to centrum rozrywki, gdzie można bezpiecznie popatrzeć, jak Niemcy strzelali kiedyś do warszawiaków, choć wychodzi się stamtąd w przekonaniu, że było całkiem odwrotnie. Niestety, tak zabawne centra są tylko w stolicy, a przeciętny Polak mieszka także poza tym szczęśliwym miastem, które wygrało powstanie swojego imienia. Choć kosztem niezwykle dużej liczby ofiar wśród cywilów, trzeba przyznać uczciwie. Ale nie płaczmy nad różami, gdy płonęły lasy.

Od czasu do czasu, przy okazji świąt narodowych, przychodzi mi więc do głowy, że w Polsce żyją już wyłącznie przeciętni Polacy. Sądząc po warszawskich wydarzeniach z 11 listopada, lasy odrosły nam dość szybko i rzeczywiście nie należało ich przedwcześnie żałować. Ale róże…? Gdzie, do kroćset, podziały się róże?!

3 komentarze

  1. Słuszny artykuł tow. Nemo.
    Słuszny, ale gdzie o zapowiadanej w tytule ochronie przyrody i ekologii?
    Weźcie się lepiej do jakiej porządnej roboty Towarzyszu, a nie do wpisywania liter na jakże zacnym i konserwatywnym portalu.
    Jedyne co mnie dziwi u Polaków, zwłaszcza tych młodych, to ten nadmierny konsumpcjonizm.
    Kto widział stale kupować w nadmiarze i to za maksymalną cenę!
    Najlepiej to widać na przykładzie mieszkań.
    Kogo na świecie stać na takie ROZPASANIE konsumpcyjne, żeby wybierać siedziby wymagające spłacania kredytu przez 40-50 lat i pochłaniające aż 2/3 dochodów! Czyżby to pozostałość poszlacheckiego gestu: postaw się choć zastaw się?

    • Przywykam powoli do kolorytu Pańskich wypowiedzi, wiem już że lewicowo-prawicowa dychotomia to Pańska idee fixe, być może efekt poznawczego daltonizmu. A więc w skrócie, coś, na co obaj nic nie poradzimy. Darz Panu Szanownemu Bóg 🙂

      Ad rem. Paskarskie ceny mieszkań nie są wynikiem konsumpcyjnych postaw ludzi, chcących założyć rodzinę, lecz efektem:
      po pierwsze, banalnego braku mieszkań na rynku, o którego przyczynach nie czas i miejsce pisać,
      po drugie, zmowy cenowej deweloperów, którym zamrożenie obecnej sytuacji odpowiada.
      Polska jest jedynym krajem wśród państw rozwiniętych, gdzie, aby mieszkać, trzeba mieszkanie KUPIĆ – czytaj: skredytować deweloperowi budowę. Nie istnieje cywilizowany rynek wynajmu, bo mieszkania pod wynajem, czyli lokatorskie, sprzedano za symboliczną złotówkę lokatorom, którym one wcale jako własność nie były potrzebne, a w przyszłości mogą się okazać kulą u nogi, gdy wejdzie podatek katastralny.

      A teraz, Wasza Wysokość, pewne żenujące (mnie) wyjaśnienie. “Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy” – nie wiem czy prostackiej lewicy wypada pouczać szlachetną prawicę – ale to takie powiedzenie, niewiele mające wspólnego z ekologią. Polszczyzna otóż, czyli Macierz Nasza Narodowa, Szanowny Panie, jest bogata w wyrażenia i zwroty, które znaczą co innego, niż to, o czym zdają się mówić dosłownie. Etymologia i znaczenie zwrotu “NCŻRGPL” – do wyszukania w googlach, jako zadanie domowe dla Jego Wysokości Adwersarza.

      Pozdrawiam serdecznie Waszą Wysokość,
      Towarzysz Nemo

    • PS. Chociaż, być może, Pan mnie tylko podpuszczasz, bo po zastanowieniu aż mi się wierzyć nie chce, by Pan tego był łaskaw nie wiedzieć… Jeśli więc mnie Pan podpuszczasz, to mamy obaj niezły ubaw z siebie nawzajem i już się cieszę na dalszą rozrywkę z korespondencji, jeśli zaś Pan rzeczywiście nie wiesz, to ja już więcej dyskutować z Panem nie zamierzam, a potrafię być konsekwentny, zapewniam.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.