Soft Power

Rosyjsko-Polska wojna informacyjna?

 W jednym z ostatnich wywiadów dla Rzeczpospolitej z 30 kwietnia 2013 r., pan gen. Stanisław Koziej – szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego w rozmowie z panem red. M. Pieńkowskim, powiedział w kontekście rosyjsko-białoruskich ćwiczeń wojskowych: „(…) informowanie o manewrach, w nadziei, że informacje te będą potęgowane, jest świadomym i celowych prowadzeniem wojny informacyjnej.

W innych częściach wywiadu pan generał mówił o braku zagrożenia Polski dzisiaj, ale zarazem zaznaczył możliwość pojawienia się takiego niebezpieczeństwa w przyszłości, na zasadzie skali statystycznej. Kwestie ćwiczeń naszych wschodnich sąsiadów potraktował jednak priorytetowo, posługując się bardzo zwięzłym wojskowym językiem, wskazującym dużą znajomość tematu i rozeznanie w problematyce i celach wojskowo-politycznych tego typu wielkoskalowych ćwiczeń.

Z pewnością ćwiczenia wojskowe naszych wschodnich sąsiadów nie przestraszyły pana generała Kozieja, a jego słowa o adekwatności przygotowań do obrony napełniają otuchą, być może nie jesteśmy tak totalnie bezbronni wobec najeżonych stalą białoruskich i rosyjskich ciężkich dywizji pancernych, ćwiczących przełamywanie obrony przeciwpancernej NATO od kilkudziesięciu lat. Nasz pan generał jeszcze do niedawna miał możliwość dowodzenia wojskiem pomyślanym na tych samych wzorcach i działających wedle tej samej szkoły dowodzenia, więc na pewno wie co mówi i możemy mu w sprawach wojskowych ufać.

Jednakże jego słowa o prowadzeniu wojny informacyjnej muszą zastanawiać, ponieważ współcześnie umiejętność dotarcia z odpowiednim przekazem do opinii publicznej krajów interesariuszy jest nie mniej ważna niż samo prowadzenie przygotowań do prowadzenia działań zbrojnych, a ćwiczenia wojskowe zawsze mają tylko i wyłącznie to na celu – wojnę. Innymi słowy – upraszczając – wojna informacyjna, ma na celu dezinformację siły żywej przeciwnika oraz rzeszy tzw. pożytecznych idiotów dla własnych celów. Jeżeli to dzisiaj robią z nami Rosjanie, to znaczy się że w jakiejś perspektywie rozpatrują jako alternatywę jakiegoś scenariusza – także konflikt zbrojny z Polską, bądź co bądź jednak członkiem NATO.

W jakim jednakże celu Federacja Rosyjska miałaby wywierać presję na Polskę i to także militarną – strasząc naszą ludność poprzez potęgę swoich agresywnych ćwiczeń? Może zapytajmy inaczej, dlaczego komponent militarny nagle stał się taki ważny – czy czymś szczególnym na to zasłużyliśmy, żeby nas tak nienawidzić? Czy też po prostu płacimy cenę za bycie państwem buforowym, to znaczy państwem położonym na krańcach NATO, w bezpośrednim sąsiedztwie innego imperium?

Jeżeli więc Federacja Rosyjska podejmuje takie kroki jak – po raz kolejny przeprowadzane na terytorium sąsiedniego państwa buforowego agresywne ćwiczenia wojskowe, których elementem scenariusza jest stłumienie powstania polskiej mniejszości i użycie broni jądrowej w celu powstrzymania napaści – to czy mamy się temu biernie przyglądać pogrążając się w strachy, czy też być może powinniśmy pomyśleć o adekwatnej odpowiedzi na taką w istocie prymitywną prowokację? Dodajmy do tego, że rozmieszczenie rakiet Iskander – w sąsiedztwie Polski to jest krok wybitnie ofensywny, zwłaszcza że potencjalny przeciwnik doskonale wie, że nie mamy środków technicznych umożliwiając obronienie się przed nimi. Czemu pan generał Koziej nie zapowiedział tutaj niczego, co moglibyśmy podjąć w tym zakresie – jako adekwatną odpowiedź? Nie ma bowiem innej odpowiedzi w języku rozmieszczania rakiet i ćwiczeń wojskowych niż rozmieszczanie własnych rakiet i przeprowadzanie ćwiczeń wojskowych. Nie da się zaklinać rzeczywistości i przechodzić nad Iskanderami i dywizjami pancernymi do porządku dziennego, tylko dlatego ponieważ ma się autorytet starego żołnierza.

Jeżeli jakiś kraj zewnętrzny w tym przypadku Federacja Rosyjska prowadzi z nami wojnę informacyjną, czy też co będzie raczej bardziej adekwatne – posługuje się jej elementami w relacjach z naszym krajem i NATO, to mamy prawo oczekiwać od naszych demokratycznie wybranych władz, że przedstawią adekwatną odpowiedź na tego typu „agresję” sąsiada. Oczywiście nie chodzi tylko o uspakajające wywiady prasowe, ale o ćwiczenia wojskowe z prawdziwego zdarzenia oraz uzbrojenie zdolne do kontrataku i powstrzymania ataku rakietowego nieprzyjaciela. Czy to się nam podoba czy nie musimy zainwestować pieniądze w potencjał defensywny i ofensywny – niestety zmusili nas do tego sami Rosjanie!

One Comment

  1. Wypowiedź gen.Kozieja, profesora nauk wojskowych i Szefa BBN jest zasłoną pustki, którą dysponuje nasze państwo w dziedzinie militarnej wobec sąsiadów ze wschodu.
    Dopiero od niedawna odkryto, że NATO nie ma nawet scenariuszy obrony Polski, Litwy, Łotwy i Estonii.
    Po wielkim zdziwieniu zaczęto tworzyć tzw. alternatywne scenariusze obronne.
    Jakie by one nie były, to nasza słabość obronna jest porażająca. Chociażby obrona przeciwlotnicza.
    Po prostu jej nie mamy, nie licząc kilkuset umierających technicznie zestawów średniego zasięgu NEWA z lat sześćdziesiątych.
    Zaczyna się o tym dopiero mówić, tylko że główny zbrojmistrz RP, Pan Wiceminister ON Skrzypczak zajmuje się głównie tym, na czym się zna, tj. czołgami.
    Też pięknie, bo dobrze jest mieć własne dobre silniki, ale obrona przeciwlotnicza jest ważniejsza, że o przeciwrakietowej nie wspomnę.
    Przy okazji Pan gen. w stanie spoczynku pomaga (z tylnego fotela) aktywnie demolować organy dowodzenia naszych Sił Zbrojnych, pod hasłami kolejnej ich reorganizacji.
    Przy 40 000 aktywnych żołnierzach (w tym 3 500 ŻW), ilość dowództw i inspektoratów nie ma większego znaczenia, bo zawsze wychodzi że wodzów jest więcej niż indian.
    A obrony przeciwlotniczej nadal brak, przez co nawet te znikome siły kilkunastu brygad – nie dotrą na ewentualne pole walki.
    Czy nikt tego nie widzi?
    Czy nikt nie zagrzmi?
    Gdzie reakcje na nawoływania m.in. z tego portalu o realną reformę WP, szczególnie ich Sił Rezerwowych – bo tu jest dopiero skandal!
    Może lepiej ogłosić doktrynę pacyfistyczną na 20 lat i zlikwidować całkowicie Polskie Siły Zbrojne?
    Zaoszczędzimy ok. 600 mld złotych i jeśli ich nie roztrwonimy na kolejne rozbieżne i niełączące się odcinki autostrad, to przynajmniej zlikwidujemy polski dług publiczny.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.