Paradygmat rozwoju

Rosja a Polska, czyli niepodległość a idioto-power

 Polska to nie Rosja, a Rosja to nie Polska i chyba całe szczęście, albowiem w historii różnie już w tych kwestiach bywało, przynajmniej w kwestii Rosji nad Wisłą – mieliśmy 123 lata smutnych doświadczeń, nie licząc już niedawnego okresu zależności. Dzisiaj to już na szczęście historia, my nie robimy Rosjanom tak nielubianych przez nich powstań, a oni mogą zupełnie spokojnie nie zauważać nas po drodze na zachód Europy.

Nasze kraje różnią się totalnie w zasadzie pod każdym względem, jednakże jedną cechę mamy wspólną – jesteśmy zarówno my jak i oni w okresie procesów transformacji społeczno-gospodarczej, a nawet pod pewnymi względami o wiele szerszej, bo kulturowej lub nawet cywilizacyjnej. Przez ostatnie lata mocno zmieniła się Polska, jak również Rosja nie pozostaje w tyle, albowiem jest to kraj chyba największych ciągle niewykorzystanych możliwości wzrostu, jakie istnieją na naszej planecie.

Zmiany, jakie w naszych krajach zachodzą różnią się, bowiem pod względem struktury i ośrodka decyzyjnego, który nimi steruje. W tym zakresie to Rosjanie mają nas nami przewagę, albowiem oni mają własne i niezależne władze, stanowiące istotny element spajający struktury państwowe, natomiast my mamy zależny od swoich zachodnich mocodawców zarząd, który po prostu realizuje kolejne punkty planu. Żeby było śmieszniej, procesy u nas traktowane luźno i często oznaczające utratę kontroli państwowej lub narodowo-własnościowej nad określonymi składowymi narodowego majątku – są często o wiele bardziej efektywne od scentralizowanych lub pozornie liberalnych przemian w Rosji. Jednakże to nie efektywność transformacji jest głównym celem przemian w Federacji Rosyjskiej, tam liczy się przede wszystkim zachowanie struktur państwowych w sprawności tj. zdolności do działania wewnętrznego i utrzymania zewnętrznego potencjału odstraszania, będącego adekwatną gwarancją rosyjskiej niepodległości.

Fakty są faktami, dzisiaj nie da się pokonać Federacji Rosyjskiej w konflikcie zbrojnym – w wariancie konwencjonalnym jest to niesłychanie trudne, ze względu na potencjał i rozmiar tego kraju, a w wariancie niekonwencjonalnym jest to po prostu niemożliwe, ponieważ Rosja jest i pozostanie termonuklearnym supermocarstwem zdolnym odparować powierzchnię naszej planety. O nas nie można czegoś podobnego powiedzieć, albowiem nawet, jeżeli jesteśmy członkiem teoretycznie najpotężniejszego sojuszu militarnego świata, to tak chronicznie słabym, że o prowadzeniu jakiejkolwiek poważnej wojny nie ma w ogóle, co marzyć.

Ekonomicznie nasze kraje różni prawie wszystko – Rosjanie są ciągle przed etapem uwolnienia ludzkiej kreatywności gospodarczej, niestety nawet pomimo olbrzymich zastrzyków finansowych z eksportu surowców – osiągnięcie przeciętnego poziomu przedsiębiorczości i produktywności zachodu, – do którego my się zbliżamy – w ich przypadku może wymagać jeszcze, co najmniej całego pokolenia. Wynika to z dramatu zakażenia ludzkiej świadomości przez mentalność homo sovieticus, która w Rosji ze względów oczywistych była o wiele głębsza niż w Polsce. Z pewnością Rosjanie mogliby skorzystać z naszych doświadczeń, jednakże wymagałoby to wprowadzenia w miarę szerokiej sfery wolności osobistej, głównie w wymiarze wolności osobistej, wolności słowa i wszystkiego tego, co wyzwala przedsiębiorczość i kreatywność ludzką. Najskuteczniejszym ze znanych w historii cywilizacji ludzkiej sposobów przenikania koncepcji, pomysłów i zdobyczy cywilizacyjnych jest wymiana handlowa, która pomiędzy naszymi krajami niestety silnie szwankuje – głównie z powodów politycznych, niestety nie ma odważnego polityka po naszej stronie, który mógłby to uczciwie powiedzieć.

Nie można mieć złudzeń, w relacjach z Rosją to Rosja jest i będzie stroną dominującą, a my podmiotem słabszym. Chodzi o różnice potencjałów, której nie da się zniwelować w całości nawet rozwojem gospodarczym i technologicznych, albowiem oferta popytowo-podażowa Rosji zawsze będzie atrakcyjna i warta dosłownie każdych poświęceń. Jeżeli bowiem dożyliśmy czasów, że o miejsce na półkach sklepów spożywczych Moskwy i innych rosyjskich miast naszą żywność wyparły produkty globalizacji z Chile, Argentyny i USA – to znaczy, że zmarnowaliśmy szansę.

Jest oczywistym, że obecna polityka względem Polski jest zamierzonym celem władz rosyjskich, które nie muszą i nie będą tolerować względem swojego kraju takiej postawy, jaką przez ostatnie lata niestety wykazuje Polska. Co więcej, można przypuszczać, że takiego stosunku jak stosunek władz polskich do Federacji Rosyjskiej nie tolerowałyby władze polskie względem samych siebie od każdego innego partnera! Dlatego nie można się Rosjanom dziwić, że w sposób bardzo skuteczny izolują się od polskiej polityki – nie wiadomo, jakich roszczeń – czy też, je po prostu ignorują.

Nam w takim układzie nie pozostaje nic innego jak tylko życzyć Rosjanom smacznych chilijskich jabłek! Argentyńskiej wołowiny i amerykańskiej kukurydzy! Albowiem, jeżeli ich ropę, gaz, nikiel, tytan, wolfram i resztę tablicy Mendelejewa – każdy kupi bardzo chętnie i to w dowolnej ilości, to nasze ziemniaki, wieprzowinę i meble kupią tylko ci, dla których te produkty są wystarczająco dobre i tanie.

Nie byłoby jednak współczesnej Rosji bez jednego silnego człowieka, który od lat urzeczywistnia swoją wizję odbudowy potencjału rosyjskiego imperium. Władimir Putin – realny i rzeczywisty przywódca, jeden z niewielu ludzi na świecie, który nie musi się bać i nie boi się realizować własnej polityki pomimo sprzeciwów zachodu i milczącego wyczekiwania reszty świata – osiągnął sukces nieosiągalny dla żadnego polskiego polityka. Nie ma przy tym znaczenia, jakie struktury prawdopodobnie za nim stoją, liczy się to, że dla celów państwowych potrafi on posługiwać się także tymi strukturami – jedynym gwarantem ciągłości państwowej Rosji. Właśnie pana Władimira Putina i popierających go struktur możemy z pełną świadomością Rosjanom zazdrościć, albowiem naszemu krajowi po prostu przydałby się taki polityk, jak również takie struktury, być może wówczas nasza rzeczywistość mogłaby zdobyć się na inny paradygmat niż z konieczności – jedyne dobro, jakim jest przynależność do moralnie i finansowo zbankrutowanych tzw. struktur zachodnich, niebędących obecnie już nawet cieniami własnej świetności. Nie oznacza to, że ścieżka rozwoju Rosji jest „lepsza” niż nasza. Jednakże Rosjanie rozwijają się i będą się rozwijać głównie na własny rachunek, który nawet przy uwzględnieniu gigantycznych nieszczelności w postaci wyciekania setek miliardów kapitału za granicę i tak przy ich skali się o wiele bardziej opłaca od podległości polityczno-gospodarczej, nawet w wydaniu zastosowanej wobec Polski łagodnej idioto-power.

Obserwując historię, można generalnie stwierdzić, że niepodległość zawsze się bardziej opłaca, a przynajmniej opłaca się na tyle na ile ceniona jest podmiotowość. Pan Władimir Putin rozumie to doskonale, czego niestety nie można powiedzieć o naszych elitach. Czegoś takiego jak współdecydowanie słabszych – przy silniejszych po prostu nigdy nie było, nie ma i nie będzie. Jeżeli ktoś wierzy w to, że Polska będzie współdecydować o procesach zachodzących wewnątrz Unii Europejskiej przez kolejne 200 lat, – chociaż tak, jak to może próbować czynić dzisiaj – niezwykle mocno się myli. Rosję ocali jej potęga, potencjał i właśnie Władimir Putin, już dzisiaj jest oczywiste, że to polityk o znaczeniu Piotra I Wielkiego, Katarzyny II Wielkiej lub nawet Józefa Stalina, jego ocena historyczna będzie jednoznacznie pozytywna, a przynajmniej będzie. Natomiast, czy za 200 lat na wschodnich terenach Unii Europejskiej ktokolwiek będzie uczył dzieci o jakiś smutnych panach jak – Jerzy Buzek, Donald Tusk, Bronisław Komorowski czy też Jarosław Kaczyński?

2 komentarze

  1. Ameryki tą oceną Rosji z polskiej perspektywy Autor nie odkrył.
    Ale tekst dobry. Pozdrawiam z oczeretów nad Biebrzą.

  2. No to już wiemy kto płaci Krakauerowi.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.