Paradygmat rozwoju

Rola aktywistów środowiskowych w samorządach

 W tych wyborach pojawiła się duża ilość różnej maści aktywistów środowiskowych (w znaczeniu społecznym), którzy przedstawiają się, jako mieszkańcy, będący interesariuszami w znaczeniu samorządowym. Jedni uważają, że wiedzą lepiej od samorządowców jak urządzić sprawy lokalne. A jeszcze inni i tych jest dominująca większość chcą załatwienia konkretnej sprawy [lobbyści].

Niestety sprawy trzeba postawić zasadniczo – ruchy miejskie składające się z różnego rodzaju aktywistów środowiskowych, przedkładających swój wyróżnik ponad zrównoważony rozwój tkanki miejskiej – to ruchy potencjalnie szkodliwe i jako takie, mogą być traktowane, jako sygnalizatory nastrojów radykalnych grup społecznych. O wiele ważniejsze są ruchy ukierunkowane na pozytywną zmianę w jakiejś konkretnej – żywotnej z punktu widzenia mieszkańców sprawy (np. w zakresie jednej ulicy, osiedla itd.). Te ruchy można zdecydowanie popierać, w czym często znajdują zrozumienie u lokalnych polityków.

Ten pierwszy typ ruchów jest o tyle niebezpieczny o ile kontestuje, podważa istniejącą rzeczywistość, często dochodzi tutaj do sytuacji sprzecznych z ideą samorządności, a grupa cwaniaków po prostu dąży do przejęcia, chociaż części władzy w celach wiadomych. Oczywiście nie możemy tu przesądzać o wszystkich, albowiem w morzu „grantowców” są także i wspaniałe osoby z wybitnym dorobkiem, jednakże tym ludziom nie chodzi o wyręczanie samorządu lub jego wspieranie, na podstawie swojej pozycji, najczęściej dobrze dyskontowanej w mediach, poprzez którą ci ludzie chcą wpłynąć na lokalną umowę społeczną. Niestety ci ludzie, przeważnie nawet jak mają dobre i szczere intencje to przeważnie nie do końca znają się na przepisach, przez co ich wizje – nie mogą znaleźć zastosowania w skali samorządowej, gdzie wszystko musi wypływać z przepisu i przepis realizować.

W większości samorządów mamy do czynienia z układem My, czyli wyborcy oraz Oni, czyli władza. Coś takiego jak efektywne, wielopoziomowe i sprawiedliwe społeczeństwo obywatelskie nie istnieje poza nielicznymi szlachetnymi wyjątkami.

To władze samorządowe są najlepszymi i pełnymi wyrazicielami interesów lokalnych wspólnot, zastępowanie ich przez obrońców motyli, psów, „czegokolwiek”, kosztem praw większości do życia w zrównoważonej przestrzeni miejskiej – to zastępowanie demokracji krzykliwymi korporacjami. Tak mamy ukształtowany model i nie zmienimy go z dnia na dzień – to nie jest możliwe, dlatego tak ważna jest troska o autorytet i obraz samorządu, władzy samorządowej, jako jedynego gwaranta interesów lokalnej wspólnoty.

Rola aktywistów środowiskowych w samorządach może być bardzo duża, jeżeli wpisują się oni w plany strategiczne samorządów. Tryby konkursowe realizowania zadań zleconych z zakresu miękkiego oddziaływania na przestrzeń i ludzi to doskonały gwarant zapewnienia efektywności, właśnie w ten sposób aktywiści środowiskowi stają się wielkim sprzymierzeńcem i siłą sprawczą samorządów, otrzymując wsparcie na rzecz swojej działalności operacyjnej.

W różnych regionach i w różnych miastach stan trzeciego sektora, na którym opiera się aktywizm środowiskowy jest różny, jednakże przeważnie serce rośnie jak się widzi przykłady takich sukcesów jak np. Warszawa, w której samorząd – zarówno dzielnicowy jak i miejski – po prostu znakomicie animuje aktywność organizacji pozarządowych, współpracując z nimi w symbiozie. Warto się zapoznać z organizacją tego systemu w stolicy, ponieważ jest on naprawdę modelowy, w tym znaczeniu, że efekty współpracy widać w przestrzeni miejskiej. Oczywiście zawsze są też niezadowoleni, NA TYM POLEGA DEMOKRACJA I PLURALIZM i trzeba to szanować, dla nich też zawsze znajdzie się jakaś rola.

Reasumując należy stwierdzić, że rola aktywistów środowiskowych będzie w samorządach rosła w czasie, dlatego warto jest przyglądać się tym ludziom i wspierać ich na listach, jeżeli kandydują. W ten sposób stopniowo, z roku na rok – będzie się zmieniał kształt personalny naszych samorządów, a wszystko będzie odbywać się stopniowo i płynnie, bez niepotrzebnych rewolucji.

5 komentarzy

  1. Jaka demokracja bez wolności mediów? Wybory dokonywane przez zmanipulowanych ludzi to przedłużenie tej manipulacji. Przykładem Wrocław: całe środowisko dziennikarskie jest dworskie w stosunku do prezydenta, co czyni go figurą nieusuwalną. On dzięki tej klace automatycznie wygrywa, a skoro jego rządy są pwene, więc dziennikarze przypodchlebiają mu się w każdej sprawie. Jeśli władca ma kaprys wyciąć wszystkie drzewa w parku (bulwar X Dunikowskiego) to wytnie się zdrowe 200 letnie platany, jako nie pasujące do najmodniejszej w danym sezonie koncepcji przestrzeni miejskiej. Decyzja o wycince już zapadła a usłużny konserwator przyrody zalecił tylko obligatoryjne nasadzenia zastępcze. Jak sprawę opisuje prasa? Nie wspominają słowem o wycinaniu drzew, informują tylko o nowych nasadzeniach zieleni. Żaden głos oponencki nie ma szans się przebić nawet w formie internetowych komentarzy na portalu – są banowane. Jak zatem można mówić o demokracji na dworze króla Rafała?

    • Po to są dziennikarze a zwłaszcza ci, że są znani z tego, że są znani aby w ich blasku mogli się ocieplić politycy. Proponuję obejrzenie zdjęcia w tygodniku “Przegląd” nr 42/2014 jak to pan rafał nabiera blasku przy znanej z tego, że jest znana dziennikarce,uważam,że zdjęcie bezcenne, zresztą okładka tego numeru “Przeglądu” też jest bezcenna.Proponuję oczywiście jeżeli pan/pani ma ochotę http://www.przegląd-tygodnik.pl.
      Mam podobne podejście, jak chodzi o przyrodę. Mieszkam wśród lasów i coraz bardziej boję się tam chodzić, coraz więcej wycinanych drzew, trudno powiedzieć czy to jeszcze gospodarka leśna, czy też chodzi o zysk z wyciętych w lesie drzew?

      • Prawdopodobnie w górnolotnej otoczce słów “gospodarka leśna” ,ma miejsce realizowanie
        zadań i pogoń za tym,na co zachorowała
        zdecydowana większość rodaków – ZYSK za wszelką
        cenę. Zysk. A po nas choćby potop!Czyli jądro
        XIX wiecznego antyludzkiego,ahumanitarnego,
        krwiożerczego,dzikiego liberalnego kapitalizmu.
        No bo o “takie Polskie” w 80’walczyli polscy robotnicy,ukierunkowani przez ojców duchowych
        z KOR.Przypomnę pełny szyld “Komitet Obrony
        Robotników”. Czy wspomniany skrót,nie brzmi
        jak drwina połączona z ironią patrząc z perspektywy,nawet 1991 roku???

        Pozdrawiam

  2. Wrocław jest o tyle ciekawy, że pokazuje nowy mechanizm władzy oparty przede wszystkim o PR. Nie ważne są realia a manipulowanie nimi i uzależnienie od swej łaski całych środowisk (wszelkie elity). Wrocławianie są wdzięczni prezydentowi za obwodnicę, na którą ten nie dał ani grosza (łamiąc prawo). We Wrocławiu wciąż burzy się zabytki pod galerie handlowe ale nie ma możliwości publicznej krytyki. Prezydent tego miasta jest polskim rekordzistą w wydatkach na własne podróże po całym świecie ale jest to pomijane w prasowych rankingach. 100 milionów poszło na źle działający i dworski portal internetowy miasta, co chwila topione są pieniądze w bezsensownych przedsięwzięciach ale pan prezydent to fajny facet i dopieszcza dziennikarzy.
    Efekt – zawsze jest wymieniany jako kandydat na premiera kraju 🙂

  3. afirmacjapuszkizpiwem

    Aktywista środowiskowy to nieudacznik, który próbuje wyssać kasę od samorządu

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

16 + one =