Paradygmat rozwoju

Rezerwy obowiązkowe powinny być obowiązkowe

 Rezerwy obowiązkowe wszystkiego powinny być naszym obowiązkiem. Chodzi przede wszystkim o rezerwy towarów strategicznych, które mogą zadecydować o być lub nie być ekonomicznym naszego społeczeństwa.

Musimy chomikować nośniki energii, żywność oraz podstawowe rzeczy, bez których gospodarka nie może normalnie funkcjonować, a na których import jesteśmy skazani. Przede wszystkim powinniśmy mieć zapasy tych surowców i przedmiotów, których nie jesteśmy w stanie sprowadzić w ramach wymiany handlowej w obrębie Unii Europejskiej i NATO.

Kluczowe dla przetrwania stanów nadzwyczajnych jak również dla amortyzowania szoków rynkowych związanych ze wzrostem cen poszczególnych dóbr jest magazynowanie nośników energii, lekarstw i żywności. Te trzy kategorie dóbr powinniśmy magazynować w szczególny sposób, zapewniając sobie niezależność od świata zewnętrznego – na potrzeby naszego rynku bez reglamentowania towaru odbiorcom przez okres roku lub dwóch. To dla nas bardzo ważne, ponieważ w ten prosty sposób możemy w zasadzie się uniezależnić od bodźców zagranicznych. Co najważniejsze – w sposób trwały, ponieważ w ciągu roku lub jeszcze lepiej dwóch od momentu kiedy wystąpi dana okoliczność gospodarcza – można swobodnie dostosowywać gospodarkę do nowych cen, wpuszczając kolejne transze dóbr po nowych – nieco wyższych cenach. W ten sposób bez najmniejszego problemu możemy amortyzować to co dzieje się na międzynarodowych rynkach, bez narażania swojej gospodarki na jednorazowy szok.

W przypadku energii – sprawa jest prawdopodobnie najdroższa, jednakże najmniej złożona. W ciągu kolejnych 10 lat należy odkładać około 15% zeszłorocznego zapotrzebowania na każdy wykorzystywany w naszej gospodarce surowiec energetyczny. Oznacza to konieczność podwyższenia cen surowców o około 15-20% tak żeby z nadwyżki można było zakupić co najmniej 10% rocznego zużycia do zmagazynowania i opłacić koszty tego magazynowania – umożliwiające przechowywanie i rotację zapasów w sposób trwały. Dla współczesnej logistyki i magazynowania to banalne zadanie, które z pewnością można zrealizować z wykorzystaniem krajowych technologii, specjalistów i środków. W efekcie po zaprogramowanym czasie moglibyśmy zupełnie spokojnie z rocznym opóźnieniem podchodzić do tego co dzieje się na rynkach.

W przypadku lekarstw sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, wymagałaby opracowania specjalnych standardów dla rotacji poszczególnych leków jak również wymuszenia/skłonienia wytwórców zagranicznych do przechowywania odpowiedniej ilości leków w odpowiednich warunkach w kraju. W przypadku większości preparatów – rotacja roczna jest dopuszczalna, w tym znaczeniu że większość substancji aktywnych przewiduje taki okres trwałości. W oparciu o odpowiednio skonstruowany system logistyczny wszelkie zamówienia leków gotowych jak również składowych leków do wykonania na miejscy – można by w ujęciu globalnym – zamawiać zawsze do centralnego magazynu, z którego odpowiednie leki po okresie karencji – byłby by przekazywane odbiorcom (aptekom, szpitalom itp.). W ten sposób w systemie byłaby zawsze nadwyżka. Oczywiście podwyższenie ceny leków to bardzo trudny temat, tutaj trzeba byłoby negocjować z koncernami produkującymi leki – dostawy do centralnego magazynu po cenach nie uwzględniających marży, tak żeby państwo było zawsze stać na opłacenie należnej ceny. Oczywiście możemy sobie marzyć o interesie strategicznym, jednakże realia rynku tutaj robią swoje. Prawdopodobnie dojście do określonego poziomu zapasów trwałoby tutaj najdłużej, jak również określone stany zapasów nie byłyby nigdy satysfakcjonujące (ze względu na ciągle rosnące potrzeby).

W przypadku żywności sprawa jest najprostsza. Wystarczy inaczej skonstruować logistykę, w taki sposób, żeby na każdym etapie od wytwarzania poprzez przetwarzanie i dystrybucję towarów gromadzić określoną ilość zasobów, odpowiednio rejestrowanych i rotowanych – za pośrednictwem centralnego systemu. Dodatkowe magazynowanie w ramach magazynów strategicznych (obrony cywilnej) to tylko dodatek do takiego systemu. Nie bez znaczenia w tym byłyby także unijnie zasilane „Banki żywności”.

W ogóle ww. system miałby głębszy sens wtedy, gdyby udało się ideą gromadzenia wszystkiego zaciekawić Komisję Europejską, która jak wiemy z historii ma „olbrzymie” doświadczenie w magazynowaniu np. gór masła, mleka i innych produktów żywnościowych, których nadprodukcja przez lata była upychana jako pomoc zagraniczna, albo magazynowana tylko po to, żeby mieć co magazynować.

Bez rezerw – na poziomie samorządów, obrony cywilnej, łańcuchów logistycznych oraz strategicznych magazynów krajowych – będziemy skazani na takie cuda jak niedawna afera cukrowa, kiedy to polski cukier produkowany w Polsce, był sprzedawany w Polsce drożej niż ten sam cukier sprzedawany w niemieckich sklepach dyskontowych za Odrą! Różnica w cenie jednostkowej sięgała prawie 50%!

Odpowiednie planowanie i przygotowanie się na wszelkie możliwe ewentualności może tylko i wyłącznie wzmocnić kraj i spowodować, że będziemy odporniejsi na zagrożenia, a zarazem w długiej perspektywie czasowej – będziemy zamożniejsi i bezpieczniejsi.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.