Rewolucje zaczynają się zawsze od cen chleba – pamiętajmy o tym 1 maja

fot. red.

Rewolucje zaczynają się zawsze od cen chleba. Tak było we Francji, podobnie było w Rosji, to się powtarzało co kilka lat w starożytnym Rzymie, co więcej – na naszym własnym podwórku, doskonale pamiętamy, że protesty przeciwko władzy ludowej, miały tło ekonomiczne. W miarę rozwoju cywilizacyjnego tytułowy „chleb” zmienia nieco swoje znaczenie, jednakże zawsze chodzi o najważniejsze dobra podstawowe, bez których nie da się egzystować. Warto o tym pamiętać 1 maja, przy czym nie będziemy więcej pisać o tym, że jest takie święto, ponieważ ta problematyka w aktualnej retoryce – dopuszczalnej prawem – jest ZAKŁAMANA lub religijnie zabarwiona elementarną fikcją. Prawdy o tym święcie już nie można napisać, bez obaw o konsekwencje prawne. Proszę sobie poczytać teksty z poprzednich lat lub mieć w pamięci, że w tym święcie chodzi o to, żeby był chleb. Dodajmy, żeby był chleb – dla każdego.

W naszym przypadku sytuacja robi się nowa. Ponieważ ceny żywności, mediów i generalnie wszystkiego, co składa się na koszty stałe – utrzymania mieszkania, zawsze w sumie stanowiła więcej, niż połowę przeciętnych dochodów gospodarstw domowych. Dlatego jakiekolwiek wzrosty cen artykułów podstawowych, w tym wspomnianego chleba, będą niesłychanie wrażliwie odczuwalne w naszych budżetach domowych – większości Polaków.

Przed epidemią cena tony pszenicy konsumpcyjnej oscylowała około 600-800 PLN, te granice nie są ostre, bo cena zależy od parametrów zboża, miejsca w kraju i kilku innych specyficznych czynników, które mają znaczenie dla hurtowego rynku produktów rolnych. Obecnie można mówić o przejściu na poziom cen – mniej więcej o 200-300 PLN większych na tonie. Oczywiście wiele zależy od miejsca w kraju, jak również od tego czy zboże jest kupowane np. na eksport, w przypadku Unii Europejskiej, musimy się liczyć z tym, że wiele naszych zbóż, które uważamy za spożywcze, na Zachodzie będzie miało status mieszanek do pasz dla zwierząt. W konsekwencji u nas ceny będą rosnąć.

W tej chwili w Krakowie bochenek chleba w osiedlowej piekarni to koszt od 3,5 zł za standardowy chleb „Krakowski’, po 5,5 zł za nieco większy tzw. „na zakwasie”. Mówimy o cenach w standardowej piekarni, pieczywa – powszedniego, oczywiście są inne piekarnie, oferujące lepszej jakości wyroby, mówimy jednak o pewnym standardzie. Taniej jest oczywiście w sklepach dyskontowych, jednak tam jest odczuwalnie inna jakość i mniej „pieczywa w pieczywie”. Jednak, takie pieczywo również da się zjeść, zwłaszcza jak cena zaczyna być istotna.

Problemem jest poziom dochodu rozporządzalnego w gospodarstwach domowych, tj. te pieniądze, które pozostają do dyspozycji gospodarstwa domowego po opłaceniu podstawowych kosztów stałych związanych z bytowaniem w mieszkaniu. Dla dominującej części mieszkańców naszego kraju, jeżeli to jest około 1000 PLN, to jest bardzo dobrze. Między innymi dlatego 500+ ma tak strategiczne znaczenie dla naszego systemu społecznego. Ponieważ jak podzielimy ten 1000 PLN przez ilość dni i ilość żołądków do napełnienia w przeciętnej rodzinie, to robi się smutno. Wówczas cena chleba, zwłaszcza jak trzeba ich kupić dwa – nabiera szczególnego znaczenia. Ponieważ zakup około 20 bochenków miesięcznie, a 40 – po 3,5 lub 5,5 PLN – jest istotną pozycją dla każdego domowego budżetu.

Na szczęście paliwo, jako główny składnik wszelkich kosztów w gospodarce – staniało. Jest to jednak tylko przejściowe. W miarę jak będzie malało wydobycie, zmniejszy się podaż nadwyżek na rynku i docelowo ropa naftowa będzie drożeć. W konsekwencji, już za pół roku – będziemy mieli wzrosty cen paliwa, które jest bardzo istotne dla cen chleba. Proszę pamiętać, że większość piekarni w Polsce jest opalana gazem ziemnym, który jak wiadomo jest powiązany cenami z cenami ropy naftowej. Poza tym, dystrybucja pieczywa również kosztuje, a paliwo jest jedną z głównych składowych.

Jesteśmy w takim momencie rozwoju sytuacji, w tym możliwych scenariuszy kryzysowych, że warto jest się zastanowić nad tym, czy nie powinniśmy przygotować się na „militaryzację” piekarni i całego systemu zaopatrzenia w podstawowe artykuły żywnościowe. Chodzi o to, żeby zawczasu przygotować procedury, infrastrukturę, zapasy i logistykę – tak, żeby chleb, a co z tym związane także i zboże – nie stały się przedmiotem spekulacji na rynku chciwych kapitalistów. Ekstremalne i skokowe wzrosty cen maseczek, rękawiczek i innego rodzaju sprzętu wyposażenia osobistego, którego cenami nikt się wcześniej nie przejmował. Powinno być wystarczająca nauczką dla władz, wszelkich polityków i społeczeństwa.

Nie jest problemem wyobrażenie sobie sytuacji, w której w wyniku inflacji, suszy, eksportu krajowego zboża, wzrostu cen gazu i paliw – dojdzie do istotnego wzrostu cen zboża, mąki i chleba. Lepiej jest być przygotowanym zawczasu.

12 myśli na temat “Rewolucje zaczynają się zawsze od cen chleba – pamiętajmy o tym 1 maja

  • 1 maja 2020 o 09:15
    Permalink

    Ostatnio polskie firmy sprzedały wiele zapasów polskiego zboża, i to mimo nadciągającej suszy.

    Znowu jacyś liberałowie wyliczyli, że “chciwość jest dobra”.

    Zapowiadane są wzrosty cen chleba o ok. 20%.

    Na razie.

    Reforma rolna PKWN i obecna jej kontynuacja w postaci 500+ trwają.

    A ceny żywności MUSZĄ wzrosnąć.

    Idzie bieda.

    Czy pójdzie za nią rewolucja w okresie pandemii?

    Tego nikt nie wie.

    A Macondo nad Wisłą trwa.

    Odpowiedz
  • 1 maja 2020 o 09:49
    Permalink

    W artykule OP n.t. zakupu pocisków o tym chlebie pisałem. W kontekście unoszeni rąk w czasie wojny rzecz jasna. Wkrótce potem napisałem w swoim notatniku:

    Gdy nadejdzie wojna i głód…
    Chleb z honorem, czy bez niego, nie rozróżni lud.

    ~ Jerzy Krawiec-Mostowiak

    ale proszę to rozważyć w kontekście 500+ na przykładzie innego starszego utworu:

    „Suty Boguś”

    Gdy pojawi się bieda
    a dla niej pomoc wielka…
    na gołębiu skórka chleba
    na chodniku karton mleka

    ~ Jerzy Krawiec-Mostowiak

    …a przeważnie tak się kończy:

    „Widelec i nóż”

    Gdy w państwie bałagan i skrajna heca,
    i gdy głodne czasy w kraju,
    najpierw argument na końcu widelca,
    z czasem na noża skraju.

    ~ Jerzy Krawiec-Mostowiak

    Odpowiedz
  • 1 maja 2020 o 12:16
    Permalink

    Dzisiaj nikt nie pamięta o pierwszym maja, właściciej jednej z największych gazet publicznie nawołuje do zawieszenia Kodeksu Pracy, rząd wprowadza aplikację inwigilującą Polaków. Skończy się rewolucją.

    Odpowiedz
    • 1 maja 2020 o 13:44
      Permalink

      Rząd cały czas prowadzi przygotowania na wypadek rewolucji. Temu służą rozbudowane służby wszelkiej maści, powszechna inwigilacja obywateli, zmiany w prawie i dyscyplinowanie ludności za pomącą drakońskich kar finansowych. Bo ten rząd wbrew pozorom, podobnie zresztą jak wszystkie poprzednie, służy BURŻUAZJI, a to że coś rzucił “chamom” w postaci 500+ to tylko taka zręczna taktyka, która się sprawdza w biednych społeczeństwach.

      Odpowiedz
  • 1 maja 2020 o 14:57
    Permalink

    Czy na pewno???
    “co więcej – na naszym własnym podwórku, doskonale pamiętamy, że protesty przeciwko władzy ludowej, miały tło ekonomiczne”.

    Fakty są takie, że ciemny postfeudalny lud od razu po wojnie był umiejętnie podburzany do sabotażu i dywersji wobec nowej władzy ludowej przez wszelkiej maści reakcję, nie rozumiejąc, że podcina gałąź na której siedzi i z której może po pewnym czasie skoczyć wyżej, czyli na wyższy poziom egzystencji. Wszystkie te protesty niby głodowe w PRL mają swoje drugie dno. Moja rodzina po wojnie musiała ciężko pracować, ale nigdy by im nie przyszło do głowy protestować, bo ta “bieda powojenna” nijak się miała do tej prawdziwej przedwojennej z II RP. No ale wielu ciemnych chłopów czy robotników, szybko zapomniało jak żyli w II RP, a w PRL podpuszczeni przez podżegaczy z reakcji domagali się wszystkiego od “komuny” bo im się należy, ale żeby zapracować na to uczciwie, to już zapominali.

    Ot takie fakty z raportów NKWD do Stalina o pierwszych strajkach robotniczych po wojnie:
    “19 sierpnia br (tj. 1945) w fabryce “Krusche i Ender”, znajdującej się w miasteczku Moszczenica wybuchł strajk jakoby na gruncie złego zabezpieczenia materialnego robotników i urzędników. Żądano usunięcia dyrektora, którego żona jest volksdeutschką. Strajk trwał około trzech tygodni. Ustalono, że w rzeczywistości podstawową przyczyną przerwania pracy w fabryce był fakt, iż większość pracowników posiada nadziały ziemi i porzuciła pracę w fabryce, aby zebrać swoje plony”. TO CHYBA NIE WYMAGA KOMENTARZA.

    A to inny strajk:
    “Mniej więcej w tym samym czasie zastrajkowali robotnicy zakładu “Cybo” w Pabianicach. Powodem strajku było to, że Ministerstwo Bezpieczeństwa aresztowało dyrektora zakładu “Cybo”, który zajmował się rozkradaniem państwowych towarów a część pieniędzy uzyskanych z tej sprzedaży rozdzielał wśród robotników”. – TAKI DOBRODZIEJ BYŁ 🙂 Nie dano im kraść to sobie zastrajkowali.

    W innym strajku 6 września 1945 r. robotnicy fabryki “Geyer” domagali się zwolnienia mianowanego dyrektora technicznego bo rzekomo jest żydem, jak im udowodniono, że jest Polakiem to wrócili do pracy. Ale jednak o ironio losu:
    “Po kilku dniach wznowiono strajk w fabryce “Geyer”, a podstawowymi żądaniami robotników było: Zwolnienie z aresztu byłego właściciela tej fabryki – Niemca, jego dwóch córek i inicjatorów strajku”.
    CZY KTOŚ JEST W STANIE ZROZUMIEĆ MENTALNOŚĆ TAKICH POLAKÓW. Na szczęście ich potomkowie mogą już teraz u NIEMCA sobie popracować w pokłonie za dobrodziejstwo i odzyskanie wolności po 1989 roku. BYLE NIE U ŻYDA, bo to hańba, ALE U NIEMCA JUŻ NIE HAŃBA?. 🙂

    W innej fabryce żądali białego chleba zamiast czarnego zaraz po wojnie, tak im się od razu pańskiego życia zachciało, podczas gdy w II RP nie raz głodowali i nawet czarnego chleba nie mieli.

    Sieliwanowski podsumowuje swój raport m. in. tak:
    “Podstawową przyczyną strajków w przedsiębiorstwach państwowych w Polsce jest aktywna działalność reakcyjno-wrogich elementów z NSZ, WRN i AK”.

    Można poczytać więcej o tych różnych inspirowanych strajkach głodowych u źródła: “Teczka specjalna J. W. Stalina. Raporty NKWD z Polski 1944-1946”, Wyd. Rytm, Warszawa 1998, s. 399 i n.

    Wniosek z tego płynie taki, że chyba Polacy nie zasłużyli sobie na świeckie święto 1 maja. Na te wszystkie piękne pochody i majówki z tej okazji organizowane w PRL.

    Ale jako naród zniewolony religijnie i ekonomicznie mogą się teraz już tylko pomodlić za pomyślność okupantów uczestnicząc w mszach organizowanych przez Kościół, oficjalnie w intencji robotników. 🙂
    Ot i taki to człowieczy los, gdy ludziska nie nawykli do myślenia.

    Odpowiedz
    • 1 maja 2020 o 20:46
      Permalink

      “co więcej – na naszym własnym podwórku, doskonale pamiętamy, że protesty przeciwko władzy ludowej, miały tło ekonomiczne”. Zgoda. Tylko i wyłącznie – EKONOMICZNE. Właśnie. Zaglądamy na współczesne podwórko…Kiełbasa, najlepiej po 3.99 zł. “gryllowa”,tanie piwo(podobne) w dużych” plastykach”, no i dużo niewybrednych, nie zmuszających do marszczenia czoła kanałów TV
      dla ludu z miast i wsi TO musi być- inaczej piź*c dla każdej władzy, nawet tej
      solidarnościowo-katolickiej. Poliniaki w doopie mają “bazy i nadbudowy”. Obalą wszystko, tak jak ‘pół litry” do śniadania…w przypadku braku w/w. komponentów niezbędnych “do życia” na swoim poziome. Byle popić, kałdun pełny, beknąć i popier*lic…czego więcej trzeba do pełni szczęścia?

      Jak było kiedyś?

      Pamiętajmy że wyzysk ludzi pracy w Polsce Ludowej miał miejsce, i stąd co i rusz NIEZADOWOLENIE: normy, plany były najważniejsze
      robol był tylko nic nie znaczącym dodatkiem., tak jak w kapitalizmie. https://pl.wikipedia.org/wiki/Kapitalizm_pa%C5%84stwowy Tak też było zwłaszcza do 56′, władza ludowa poszukiwała najchętniej darmowej bądź półdarmowej siły roboczej, a to junaki a to więźniowie, a to OHP(winien, nie winien – siedzieć powinien), nawet żołnierze służby zasadniczej zapierd*li jak normalni robole… 🙁 o którą nie było trudno, zwłaszcza na wsi, do tyrania za przysłowiową miskę zupy i pajdę chleba, na TO wszystko cieniem kładł się organizowany przez komunistów wyścig szczurów, znany jako “współzawodnictwo pracy, ludzie dobrej roboty, szukamy ileśtam miliardów” (20 ?) itp. podnoszenie poprzeczki “klasie pracującej”
      https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/wspolzawodnictwo-pracy;3998463.html

      ….Z tą dobrowolnością było zresztą różnie, bowiem presja środowiska była tak silna, że właściwie każdy musiał przystąpić do współzawodnictwa. Tak zwani przodownicy pracy byli kreowani na bohaterów i byli fetowani na różnych akademiach i pochodach pierwszomajowych. Najlepsi spośród nich wyrabiali 800% normy, co już samo w sobie było absurdem. Bo jeśli można pracować 7 razy wydajniej, to albo norma jest do kitu, albo obliczanie jej przekroczenia jest naciągane. Jednak faktem jest, że niektórzy byli w stanie włożyć w pracę nieludzki wysiłek. Pierwszy i najsłynniejszy przodownik pracy, górnik przodowy Wincenty Pstrowski, rzucił hasło współzawodnictwa w 1947 roku, a już rok później zmarł z przepracowania. W nagrodę miał bardzo ładny pogrzeb urządzony z wielką pompą. 🤔
      https://janadamski.eu/2014/10/socjalistyczne-wspolzawodnictwo-pracy/

      @Edmund Jaśkowiak. Furda tam że nawołuje, należy patrzeć na to że ów mentor lewicy laickiej walczył w latach 70 i 80′ z takim ogniem w oczach z ‘przebrzydłą komuną” – będąc bolszewikiem pierwogo sorta o prawa pracownicze, o prawo do godnego życia robotników w czasach komuny, ba, w tej intencji
      często leżeli krzyżem po kościołach, zwłaszcza warszawskich 🙂 będąc jeszcze ateistą i bolszewikiem.. 🙂 to tak jak przed miatieżą
      styczniową, atmosferę polityczną podgrzewali ateusze-kosmopolici, organizowali wpłaty na ‘msze za ojczyznę”, byle tylko rozpalić podgolone głowy, … A, “w powietrzu czuć zapach prochu…”tiaaa, wszystko już było…nawet gazeta miała w winiecie – “polska”, i skład redakcyjny… jakby ‘z korzeniami” przeniesiony do naszych czasów…

      Odpowiedz
      • 2 maja 2020 o 17:11
        Permalink

        @krzyk58.

        Niestety musisz zmienić perspektywę, aby zrozumieć korzenie zła.

        Po pierwsze – skąd się bierze to, że poliniaków – tu sprostuję cię i zapodam, że chodzi o POLAKATOLIKÓW – interesuje tylko piwko i tania kiełbasa na grilla, czyli aby się nażreć i poleżeć byle tanio i byle jak. Oczywiście nie jest to prawda powszechna, bo byłoby to krzywdzące, dla znacznej części Polaków. Otóż ten atawizm to postfeudalne zaszłości, gdy chłop pańszczyźniany z rodziną głodował i marzył tylko o jednym, aby tylko mógł się najeść i wyspać, bo po 16 gadzin pracy na dobę w służbie pana i plebana było znacznym obciążeniem. Po tyle pracowała moja babcia i dziadek na folwarku jeszcze w II RP, a głód był powszechny.

        Trudno się więc dziwić, że ta mentalność pozostała zakodowana głęboko w genach. Pisałem kiedyś o pamięci epigenetycznej potwierdzonej już naukowo, a której to teorii prekursorem był sam Abramowski. PRL było budowane na postfeudalnej mentalności ludu i tenże lud nie zdołał jeszcze przez okres 45 lat istnienia tej Polski Ludowej z tego wyjść. Mało tego w PRL po wojnie rodziły się dzieci z obciążeniem genetycznym feudalnym, bo przecież dużo wnuczki dziedziczą po dziadkach i pradziadkach. Te 45 lat to za mało, aby zmienić mentalność i zniwelować obciążenia genetyczne wykształcone przez całe wieki zniewolenia pańskiego i okupacji religijnej.

        Takie są fakty, że dzieci urodzone w PRL nie zrozumiały systemu socjalistycznego, m. in. przez feudalne obciążenia genetyczne, dlatego zachowany został ten atawistyczny pęd do – ustawienia się, nażarcia się i napicia się, kosztem innych i za niewielką cenę grzechu, bo o rozgrzeszenie u plebana jest bardzo łatwo. Przeca to miałka intelektualnie i mało wymagająca religia.
        Tak prawda:
        „Przez stulecia Kościół koncentrował się na budowaniu fasady. Fasada stała się celem działalności księży”. – ks. Adam Boniecki, redaktor senior, w: „Tygodnik Powszechny”. Źródło: Przegląd nr18/2020, s. 3.

        Po drugie – ten linkowany autor bloga “nobliwy pan” noszący się jak przysłowiowy Francuzik, czyli jak dawniej szlachta naśladująca zachodnie trendy 🙂 niewiele zrozumiał z idei socjalistycznego współzawodnictwa pracy. Obśmiewa to, ale zapomina nadmienić, że wtedy w warunkach powojennej odbudowy kraju i w postfeudalnym społeczeństwie taka idea była konieczna i zbawcza wręcz, bo inspirowała nie tylko do wytężonej pracy ponad normę (co jest najczęściej podawane prześmiewczo), ale przede wszystkim chodziło o dobrą solidną pracę, zachowanie norm jakościowych, na co wtedy zwracano szczególną uwagę, bo lud wiejski postfeudalny nie był nawykły do dobrej pracy, a bardziej do kombinowania, jak tu się u “jaśnie pana” na folwarku za bardzo nie napracować, bo przeca to nie jego, a pan daje tylko na jedzenie a boso i tak muszę chodzić. Lud nie miał wtedy motywacji do dobrej roboty, a chłosty w II RP już wykonywać zaprzestano, aczkolwiek wg historyków prawnie dopiero została ona zniesiona w 1946 roku. No z wyjątkiem tego czasu wojennego kiedy to panicze faszystowskie z NSZ wykonywali chłostę na partyzantach z BCH. 🙂

        Tak więc ówczesna socjalistyczna idea współzawodnictwa pracy determinowała dobre praktyki popierane przez etyków i prakseologów. Vide Kotarbiński i jego “Traktat o dobrej robocie” oraz Prakseologia, jako nauka o skutecznym działaniu. No ale ten “nadobny pan” jak widać z jego blogu nie odrobił lekcji, a ekstrawagancja w wyglądzie i zachwyt nad pięknem przyrody to takie trochę snobistyczne zainteresowania, jak przystało na zapewne odpowiednie pochodzenie? 🙂

        Szkoda, że nie zauważa jak obecnie wygląda tzw. “kapitalistyczne współzawodnictwo pracy”? Aczkolwiek do tamtego socjalistycznego porównuje to obecne polegające na druku pustego pieniądza przez banki, co jest jak trafieniem kulą w płot.

        A jak jest obecnie w korporacjach? Jak wygląda praca na prekariacie, gdzie pracownik musi wyrobić normę i jest z tego bezwzględnie rozliczany, jak nie to zwalniany. Ile można było się naczytać o kasjerkach w marketach, które muszą pampersy zakładać, bo do łazienki nie mogą wyjść. Ty może się przejedź do jakiegoś marketu, typu LIDL, Biedronka itd. i tak sobie popatrz, jak ci sami pracownicy rozpakowują i układają towar na pułkach, a następnie zziajani siadają na kasę, bo jest dużo klientów w kolejce.

        Tam jest dopiero zapierdol i wyrabianie norm narzuconych przez kapitalistę w korporacji. Taka wytężona praca była nie do pomyślenia w PRL już po odbudowie z ruin wojennych. Ludzie pracowali sobie spokojnie i z uśmiechem na ustach. Pamiętam, jak jeździłem ze swojej wiochy do Warszawy na zakupy. Ano taką miałem fantazję i pieniądze, że mogłem sobie raz na kwartał wybrać się do Warszawy i zrobić zakupy w samoobsługowym sklepie, słynnym na cały kraj. Kasjerki czekały przy kasach uśmiechnięte, bo tylko na kasach siedziały, a inni towar rozkładali, żadnych kolejek w latach 70-tych tam nie było.

        Pomijam już obecną walkę o lepszą posadę w ramach korporacji między pracownikami, którzy wzajemnie się podpie-dalają, aby tylko przed dyrektorem regionalnym wypaść extra, a może zrobi mnie kierownikiem oddziału. Wow pisać można dużo w temacie, do jakich obecnie wypaczeń dochodzi w tym kapitalistycznym współzawodnictwie pracy, aby tylko wyrobić normy i zapewnić odpowiedni zysk kapitaliście oraz akcjonariuszom korporacji.
        M. in. dlatego zrezygnowałem z tego wyścigu szczurów korporacyjnych. Nie dałem się sprowadzić do poziomu wyrobnika i podpie-dalacza, jak tego cofnięty w rozwoju emocjonalnym właściciel ode mnie wymagał.

        Po trzecie – czas rewolucji i socjalistycznego współzawodnictwa pracy dopiero nadejdzie, gdy zaczną się rodzić w III RP dzieci mające informację genetyczną po dziadkach z PRL ( co już się zaczęło), który bądź co bądź wywarł pewien wpływ na zmianę paradygmatu kultury i mentalności Polaków, bo pokolenia 50+ tęsknią za PRL-em, ale one już rewolucji nie zrobią. Natomiast to co przekażą swoim wnukom w genach i wychowaniu będzie miało swoje reperkusje za jakieś 30 lat. Wtedy możemy się spodziewać mentalnej rewolucji i zaorania okupacyjnej religii z historią styropianu włącznie.

        Na koniec piosenka, która miała być tu, a zalinkowałem wcześniej pod innym tematem.
        Tia Maria – Rewolucja! – https://www.youtube.com/watch?time_continue=68&v=WjMIvSOzdWw&feature=emb_logo

        Odpowiedz
        • 2 maja 2020 o 20:48
          Permalink

          ” ks. Adam Boniecki,” Na kogo Ty Miecławie powołujesz się…(i w tym momencie żachnąłem się…)
          Ps. przechodzę na odbiór przed chwilką zalinkowanego Jabłonowskiego (live).

          Odpowiedz
          • 2 maja 2020 o 22:18
            Permalink

            @krzyk58.
            No wybacz, wolę już wysłuchać mądrych opinii ks. Bonieckiego, chociaż to tylko perspektywa katolicka, ale w formie do przyjęcia, niż wysłuchiwać fanatyka ks. Oko, ojca dyrektora lub innego wykluczonego intelektualnie, nawet z tytułami prof. teologii, co jest obrazą dla prawdziwej nauki.

    • 1 maja 2020 o 21:26
      Permalink

      Wygląda na to, że od zarania dziejów kato-Polski myśmy sobie nie radzili. W którymś komentarzu wskazał Pan książke o Miecławie. 2 dni później już ją miałem, przyznam…nie jest łatwa, ale ta lektura to mój bunt na kato-terror. Już wiem skąd Pana ksywka.

      Pozdrawiam

      Odpowiedz
      • 2 maja 2020 o 08:48
        Permalink

        Radziliśmy. BA! I to jeszcze jak! Byliśmy potęgą gospodarczą, intelektualną, militarną, terytorialną, oazą wolności i tolerancji jak na tamte czasy w morzu bezprawia europejskiego i co tam jeszcze… Byliśmy Wschodem,
        dosłownie, i Wschodem zafascynowani…
        Kto jest zainteresowany znajdzie moment zjazdu w dół. Jak, kiedy i dlaczego. TU tzn. tam kiedyś, 🙂 nie było
        przypadku.

        Odpowiedz
      • 2 maja 2020 o 11:10
        Permalink

        @Grzegorzu ….. ogromnie się cieszę, że mogłem zainspirować cię wzmiankowaną książką. Tak masz rację, moja ksywa jest z tej książki, która dawno temu wpadła mi w ręce dzięki mojemu nauczycielowi historii, którą żywo się interesowałem już w szkole podstawowej. Kiedyś przygotowywałem się na konkurs historyczny o regionalnej historii i dostałem tę książkę do czytania i wiele innych materiałów od tego nauczyciela. Nawet o ile dobrze zapamiętałem to historyczny Miecław swoją ostatnią bitwę stoczył pod Gozdowem, tj. chyba ok. 20 km od Płocka. Tam był jakiś starożytny gród słowiański jeszcze, zanim okupacja położyła mu kres. Ale nigdy nie miałem czasu, aby pogłębić wiedzę w temacie. Nie bez znaczenia w temacie były też opowieści mojego ojca, babci, żywo zainteresowanych historią, że my tu na Mazowszu od zawsze siedzimy, że jesteśmy starym rodem słowiańskim, któremu różnie się układało w ciągu wieków ciemnych pod władzą czarnej zarazy.

        A że jestem z Mazowsza to sam rozumiesz, że historia tego państwa oraz chęć powrotu do religii przodków, utrzymania kultury słowiańskiej we współpracy z Pomorzem, Litwą, Jaćwieżą i Prusami – bardzo mnie ujęła. Stąd takie trochę moje identyfikowanie się z tą postacią w warstwie ideologicznej.

        Faktycznie książka jest trudna w czytaniu, ale to dyskurs naukowy do którego można mieć zaufanie w przeciwieństwie do beletrystyki popularnonaukowej, gdzie nie ma podawanych źródeł i nie można ocenić na ile rzetelne są tam podawane fakty. Teraz w sieci chodzi cała masa różnego badziewia będącego często fikcją i nadinterpretacją faktów historycznych. Nawet nauka jest zaśmiecana post-prawdą.
        Pierwsze wydanie tej książki było w 1963 roku. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak dużo w PRL zrobiono dla nauki i jej rozwoju, dla przywrócenia Polsce kultury Słowiańskiej. Gdy kilkanaście lat temu zacząłem się głębiej interesować problemem historii idei, odkryłem dopiero wtedy, jakie fantastyczne dziedzictwo pozostało po PRL. Ile fantastycznych badań przeprowadzono, aby odrodzić polską kulturę niszczoną sukcesywnie przez łacinników.

        Jeżeli się interesujesz religią słowiańską i jak doszło do jej upadku oraz okupacji religijnej, polecam ci jeszcze jedną książkę naukową, także trudna w czytaniu, ale warto się na niej opierać, bo jej poziom interpretacji faktów historycznych jest naprawdę wybitny.
        Henryk Łowmiański, Religia Słowian i jej upadek, Wyd. PWN, Warszawa 1986. Nowszych wydań chyba nie było, ja kupiłem w antykwariacie dawno temu.

        Pozdrawiam

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.