Soft Power

Retoryka brytyjskich tabloidów zniszczy Unię Europejską

 Kraje zachodnie, co najmniej od lat 70-tych znajdują się pod presją prasy brukowej. Dominuje w nich prosty przekaz, często daleki od obiektywizmu, kierunkujący czytelnika na populistyczną tezę, najczęściej demonstrowaną już w nagłówku. Przez lata znaczenie tych niestety mediów rosło, albowiem umożliwiały dostosowanie przekazu od rządzącej mniejszości do potrzeb i oczekiwań większości w taki sposób, że wszyscy byli zadowoleni. Elita nie przekazywała na „dół” niczego, co stwarzało chociaż ewentualność samodzielnego myślenia, a „dół” cieszył się z mniej lub bardziej jadowitego języka, który służył zabezpieczeniu „ego” klas niższych w myśl paradygmatu – że „jednak ci na górze muszą się z nami liczyć”. Fikcja, banalność, nadymanie się, zastępcza rzeczywistość. To dominowało przez lata, zanim elity nie zdały sobie sprawy, że są rozgrywane – podsłuchy, taśmy, kreowanie rzeczywistości. Dziennikarze brukowców i ich mocodawcy – oligarchia finansowa naruszyli równowagę, jednakże nie da się wyrzucić wszystkich brukowców do kosza, albowiem próżnię po jednym natychmiast wypełniają inne.

Podobny model rynku prasowego został także implementowany w naszym kraju. Nie ma, co ukrywać, ale najczęściej drukowanym słowem codziennym jest właśnie jeden z brukowców – własność potężnego globalnego koncernu informacyjnego z siedzibą za naszą zachodnią granicą. Konkurencja nie jest gorsza, nadąża za liderem. Całość się nawzajem doskonale się napędza i ma się dobrze – zwłaszcza, jeżeli może kreować, – chociaż przez chwilkę rzeczywistość.

Jednakże to nie u nas media brukowe mają rząd dusz – najgorzej na kontynencie jest prawdopodobnie w Wielkiej Brytanii, gdzie dyktatura brukowców nie ma konkurencji. Tam media po prostu kreują rzeczywistość. Kupowanie porannej gazety do śniadania jest standardem powszechnym, u nas nieznanym. To pewien obyczaj, którego nie da się przełamać w tamtym społeczeństwie.

Niestety retoryka tabloidów jest najdelikatniej mówiąc nie rzeczowa. Zwłaszcza w przypadku kryzysu ekonomicznego, który dosięgnął wysp i nie chce się skończyć. Wszystkie tabloidy prowadzą tam masową kampanię dostarczania społeczeństwu papki, której ono potrzebuje. Efektem są zachowania skrajne przekładane na przyczyny kryzysu. Konsekwencją – wrogość do obcych i wrogość do idei europejskiej, jako winnej wobec stanu tamtejszej gospodarki.

Pojęcie u nas nieznane – „brexit”, czyli połącznie słów „British exit” rozpozna już na wyspach prawie każdy, generalnie sceptycyzm święci triumfy – a co najgorsze – poprzez politykę wewnętrzną wywiera wpływ na i tak „trudną” do tej pory politykę Wielkiej Brytanii wobec Unii Europejskiej.

Najnowszy sondaż brytyjskiej opinii publicznej dostępny na łamach Guardiana wskazuje, że za wyjściem z Unii Europejskiej opowiedziałoby się prawdopodobnie około 56% ankietowanych! Do tego doprowadził brytyjski euro-sceptycyzm. Pełne zwalanie problemów na Wspólnotę, nie dostrzeganie grzechów i problemów własnego nieudanego modelu ekonomicznego, który po prostu upadł wraz z systemem finansowym City i prawdopodobnie się już nie podniesie.

Brytyjscy populiści chcieliby korzystać na Unii – na dobrodziejstwie wspólnego rynku i swobodzie przepływu kapitału. Nie chcą płacić i nie chcą przyjmować więcej pracowników, chociaż w większości oni nie są konkurencyjni wobec Brytyjczyków, którym po prostu wyparował sektor usług finansowych i nie ma dla nich pracy – a do zbierania brokułów się nie nadają! Jednakże najczęściej to, co oni uznają za kryzys – u nas uchodziłoby za całkiem znaczny dostatek! Oczywiście nie mamy prawa odmawiać im prawa do ich dobrobytu, jednakże pewne zasady obowiązują – my nie będziemy bez rekompensaty udostępniać swojego rynku dla ich penetracji kapitałowej – im prędzej to zrozumieją tym lepiej. Niestety prawda jest taka, że z ich perspektywy Polska w ogóle się nie liczy. Jesteśmy dla nich tylko smutnym krajem daleko na wschodzie – realnym kosztem. Co innego szerszy blok państw Unii, zwłaszcza z Niemcami i Francją, tu już nie ma żartów. Brytyjczycy doskonale wiedzą, co by stracili wychodząc z Unii. Można przypuszczać, że w momencie wyjścia z Unii Europejskiej – Wielka Brytania zbankrutowałaby w ciągu dwóch lat, jeżeli nie to nastąpiłby tam dramatyczny spadek poziomu życia.

Z zasady Wielka Brytania kieruje się swoją polityką, w ich doktrynie nie mieści się dopuszczenie do konsolidacji kontynentu europejskiego w całość, stąd też można przypuszczać, że działania premiera Camerona – weto, które zapowiedział są obliczone właśnie na upadek Unii i niedopuszczenie do trwałego wzmocnienia się potęg kontynentalnych synergią swoich potencjałów.

W najbliższych tygodniach wszystko się wyjaśni, czy Brytyjczycy będą myśleć zgodnie z retoryką swoich tabloidów, czy też uświadomią sobie, czym jest Unia Europejska i po co ją powołano.

One Comment

  1. Przy wielkosci zadluzenia Albionu racjonalne zachowanie sugerowaloby, iz beda grac na rozbicie UE lub upadek Euro. Tylko wtedy funt (a razem z nim obligacje Gilt) maja szanse byc relatywnie atrakcyjniejsze od rozmontowanej UE/eurostrefy. Tabloidy, tabloidami tu raczej chodzi o twarda gotowke, lub przelkniecie pigulki iz decyzje zapadaja w Brukseli. Zobaczymy co wybiora Anglicy. Aby jeszcze nieco skomplikowac istnieje jeszcze kwestia autonomii Szkocji, ktora swoja przyszlosc widzi raczej w UE.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.