Religia i państwo

Religia jako przedmiot maturalny to obraza inteligencji ludzkiej

 W zdaniu „religia to nauka zajmująca się wiarą człowieka w Boga” jest zawarty fałsz i sprzeczność, z których funkcjonowania w naszym języku mało kto zdaje sobie sprawę, ponieważ wpływ religii na naszą kulturę jako zagadnienia o bardzo wysokim priorytecie jest dominujący i wieloletni. Po pierwsze religia jako dziedzina wiedzy odnosząca się w samym centrum swojego dogmatu do idei Boga (i Jego kultu) w znaczeniu dogmatycznym (Bóg istnieje) nie może być nauką, ponieważ kwestia istnienia lub nie istnienia Boga jest nie do zweryfikowania naukowego. Dlatego właśnie – po drugie – nie można mówić o religii jako o nauce, ponieważ podejście naukowe do jej Kwestii Głównej jest niemożliwe. Aczkolwiek to nie wyklucza wykorzystywania do opisu Boga jako Kwestii Głównej aparatu naukowego i wykorzystywania całego instrumentarium znanego z badania naukowego do rozważania kwestii religijnych. Tutaj nie ma sprzeczności, ponieważ poznanie dowolnej dziedziny wiedzy może być i powinno być weryfikowane przy pomocy narzędzi naukowych. Jednakże mówienie o religii – opierającej się na wierze i wynikającej z przekonania co do słuszności swojego podglądu w oparciu o wiarę – jako o nauce jest niedopuszczalne i stanowi obrazę inteligencji ludzkiej.

W związku z powyższym nauczanie religii nie wchodzi w zakres podstawy programowej kształcenia ogólnego w polskim szkolnictwie publicznym i nie ma możliwości o np. zaliczaniu oceny z religii do średniej ocen jak również o np. zdawaniu takiego przedmiotu na maturze.

Co innego religioznawstwo – jest to jak najbardziej nauka ale nie o Bogu jako Kwestii Głównej, ale o religiach (wiarach w Bogów). To bardzo ciekawy przedmiot na studiach – często cieszy się powodzeniem studentów, ze względu na szereg różnych informacji. Sama systematyka religii i ich przedstawienie na osi czasu i rozkład na mapie jest wart poznania! Nie wspominając już o szczegółach. W nauczaniu o religiach nie ma niczego złego, jest to jak najbardziej działalność naukowa – badająca istniejące zjawiska i fenomeny socjologiczne, czyli dotyczące człowieka. Jednakże religioznawstwo nie opiera się na dogmatycznym uznaniu istnienia Boga lub bóstw, bogów, duchów itp. Jest to zatem zasadnicza różnica pomiędzy nauczaniem o Bogu w postaci religii do niego w sposób dogmatyczny się odnoszącej a nauczaniem o różnych wiarach i ich sacrum.

Wielka szkoda, że nasze szkoły nie nauczają właśnie religioznawstwa – nauki o religiach. Wówczas jak najbardziej zdawanie religioznawstwa na maturze lub też wliczanie z niego oceny jest jak najbardziej słuszne i zgodne z kanonem nauczania.

Obecny – znany nam poprzez swoje cywilizacyjne zdobycze świat materialny opiera się na paradygmacie naukowym. Nie można do niego wprowadzać zanieczyszczenia uwłaczającego ludzkiej inteligencji w postaci wmawiania ludziom, że religia jest nauką. Z drugiej strony do zagadnienia należy się odnieść też od strony jego Kwestii Głównej. Przecież traktowanie religii – jako nauki o Bogu (czy też wierze w Boga) jako właśnie nauki – to nic innego jak spłycenie Kwestii Głównej do paradygmatu naukowego, będącego w pełnej sprzeczności z dogmatycznym pojmowaniem Boga jako istoty niemożliwej do opisania i wyrażenia językiem i aparatem pojęciowym znanym ludzkości.

Jeżeli więc zgodzilibyśmy się na takie unaukowienie religii – w istocie ośmieszymy jej Kwestię Główną, no chyba że chodzi w niej bardziej o uczenie się modlitw i zasad liturgicznych jak również sposobu obchodzenia samych świąt, a nie szerzenie dobrej nowiny – czyli informacji będącej rozwinięciem przesłania jakie pozostawił na ziemi żywy Bóg – Jezus, zwany Chrystusem – poddany rzymski w prowincji Judea z I w n.e.

Wniosek – religia nie ma nic wspólnego z nauką, ponieważ jest dziedziną wiedzy wykraczającą poza poznanie naukowe, w związku z tym nie można jej po prostu nauczać poprzez odpytywanie z elementarza (zwanego Katechizmem), gdyż może to prowadzić do jej instrumentalizacji i niczego więcej poza programowaniem kodu kulturowego w społeczeństwie! Religia nie powinna być nauczana w szkole publicznej! Nie powinna stanowić przedmiotu, który można zdawać na ocenę! No bo jak ocenić stosunek do Boga czytelnika? Czy ateista ma mieć „niedostatecznie”? No przecież nie wierzy w Boga, a w naszym wydaniu religia to nauczanie o Bogu i didaskaliach związanych z jego kultem!

Natomiast, żeby religia – a w konsekwencji sam kult Boga oraz odniesienie się do niego w sensie dogmatycznym nie zostały banalnie spłycone do kwestii kulturowych – należy wspierać i propagować nauczania religii w konkretnym kontekście, nie unikając sedna zagadnienia jakim jest ewangelizacja! Bo w istocie o to w tym chodzi, a nie nauczanie o tym kiedy są jakie święta kościelne, chociaż tego aspektu także oczywiście nie można pominąć. Nie można natomiast uczynić religii – przedmiotem maturalnym, ponieważ sama przez siebie stanowiłaby obrazę inteligencji ludzkiej zdających ją jako przedmiot osób.

Pamiętajmy – Boga nie da się zmierzyć, zważyć, a nawet zobaczyć!

3 komentarze

  1. Ewa Gąsowska

    No, Krakauerze, poleciał Pan po samych szczytach inteligencji. Religia obrazą inteligencji ludzkiej. Bardzo mi się podoba. To hasło winno być w przestrzeni publicznej widoczne, powinno bić w oczy, i powinno stać się mantrą i argumentem dla tych , którzy mają odwagę być tylko człowiekiem. Boję się jednakże, że zwycięży niestety bezmyślność i z radością będziemy kontynuować kontrreformację, za nic mając oświecenie. Już sobie wyobrażam te cudowne stosy, na których będą płonąć niepokorni i przyglądającą się im gawiedź modlącą się do Pana, nie wiadomo o co. To nie jest takie nierealne, zawsze znajdzie się wódz i zawsze się znajdą sędziowie, kaci i ofiary. W każdym systemie politycznym, nawet demokratycznym. Hańbą elit solidarnościowych, nie tylko politycznych, było podpisanie konkordatu w takiej formie jaka obowiązuje, a państwo polskie tym aktem zrezygnowało z tak upragnionej demokracji i stało się lennikiem Watykanu. Ten bój o religię na maturze jest pokłosiem tej decyzji. Jesteśmy państwem wyznaniowym i nasza demokracja ma niestety charakter fałszywy, bo oparty na wierze a nie na wiedzy. Marzy mi się, by ci którzy się nie zgadzają na religijne państwo, wyraźnie sprzeciwili się temu, ale to jest tylko marzenie, bo skąd w tym państwie wziąć darwinistów i marsistów, którzy by mieli taki wpływ intelektualny na społeczeństwo. Serdecznie pozdrawiam.

    • Droga Pani!

      Proszę być precyzyjną, albo milczeć gdyż nie ma sensu dyskutować z osobami, które dopuszczają się tak rażących uproszczeń. tytuł artykułu brzmi inaczej niż teza do którego go pani sprowadziła.
      Religia sama w sobie jest czymś wspaniałym, bardzo pouczającym i ciekawym, natomiast jako przedmiot maturalny – czy też dział nauczania po prostu obraża naszą inteligencje, gdyż nie jest nauką i nie może nią być (przynajmniej do ponownej Paruzji). Myślałem, że to wystarczająco wyraźnie i jednoznacznie wyartykułowałem. Pani wpis jest kłamliwym uproszczeniem, no ale oczywiście może sobie myśleć co pani chce – jednakże wystawia pani sama sobie świadectwo.

  2. To jest tak jak postawi się przed spragnionym na pustyni – szklankę wody.
    Podobnie jak @autor uważam, że skoro na maturze może być zdawana wiedza o tańcu, to może być też RELIGIOZNAWSTWO – nie RELIGIA.
    Bo religia oznacza, że mogę ją wyznawać.
    Wyznawanie, wiara – wyklucza niekiedy naukowe dociekanie.
    A religioznawstwo – to wiedza o religiach, raczej neutralna.
    Po prostu PAŃSTWO musi zapewnić zdanie egzaminu z tej wybranej przez abiturienta WIEDZY, a wiara zdającego i egzaminującego – powinna być w tym procesie EGZAMINOWANIA – zupełnie OBOJĘTNA.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.