Historia

Relacje z Ukrainą, Litwą, Białorusią, Szwecją i Słowacją a historia

 Mieć złudzenia w stosunkach międzynarodowych i międzypaństwowych to idiotyzm, marzycielstwo albo wyraz słabości. Te relacje ze względu na ich naturę musi zawsze cechować pragmatyzm oraz do jakiegoś stopnia bilans. To bilans właśnie jest, a przynajmniej powinien być siłą napędową dla wszelkiego rozwoju tego typu relacji. Bilansów może być wiele, tak wiele jak wiele jest i co równie ważne – było płaszczyzn relacji z sąsiednimi państwami (narodami) w ostatnich latach. Tak się akurat składa, że nasza historia z naszymi sąsiadami z południa, północy i wschodu była najdelikatniej mówiąc także trudna. W części nie została do dzisiaj rozliczona, a w niektórych przypadkach jest po prostu zakłamywana ewentualnie stanowi przedmiot niedomówień, co ma miejsce nawet dzisiaj w polskim Sejmie i jest dowodem nierozumienia lub niewłaściwego rozumienia racji stanu, a przynajmniej czegoś bez czego nie ma narodu – jego historii.

Bez wyjaśnienia – nawet najtragiczniejszej przeszłości między narodami – nie może być mowy o budowie przyszłości, ponieważ zawsze pozostanie nierozliczony rachunek krzywd. Jeżeli ktoś myśli, że o historii można zapomnieć – jest po prostu głupcem, ewentualnie pożytecznym głupcem, ponieważ nawet trywialny lub grzecznościowy pragmatyzm nakazuje odnosić się do sytuacji w taki sposób jakimi one są i jak się w nich można odnaleźć. No a jak można się odnaleźć w relacji z byłymi katami własnego narodu? Albo nieco mniejszymi dręczycielami i prześladowcami? Zwykłymi zorganizowanymi bandytami, pospolitymi łupieżcami lub okupantem z przypadku? Jakoś można i nawet powinno się, ale nie za wszelką cenę i normalnie – po sąsiedzku, ale bez wylewnych gestów przyjaźni i fraternizacji.

Oznacza to, że można mieć przyjazne relacje międzypaństwowe z państwem narodowym swoich byłych oprawców, jednakże nie powinno się z takim państwem forsować wejścia w sojusz, nawet jeżeli dyktuje to bieżąca polityka. Dlatego i tylko dlatego, ponieważ mordercy i jego krewnym – nie podaje się ręki. Tutaj nie działa zasada, że jeżeli mamy wspólnego wroga – to jesteśmy przyjaciółmi! Deroguje ją pytanie o to kto jest wrogiem, odpowiedź jest banalna – oni obaj. Nie można odcinać się od historycznych uwarunkowań, ponieważ wówczas odcina się cząstkę siebie.

Tymczasem my – państwowo, bez uregulowania kwestii historycznych z Ukrainą, w sposób bezmyślny i zupełnie oderwany od naszych rzeczywistych interesów, forsujemy „europejskość” państwa ukraińskiego i nawet uczyniliśmy z przyciągnięcia Ukrainy do Unii Europejskiej a może i NATO – całą oś unijnej polityki wschodniej. Argumentowanie przy tym na poziomie pana Brzezińskiego, że bez Ukrainy Rosja nigdy nie stanie się imperium – straciło rację bytu w erze petrodolarów i gospodarek opartych na wiedzy. Nie mamy bowiem żadnych obiektywnych korzyści z tego, że forsujemy Ukrainę, a stworzenie przez nią „bufora” może być nie tylko iluzoryczne, ale i doprowadzić w konsekwencji do nieszczęścia podziału tego wielkiego kraju, ponieważ o czym chyba w Warszawie zapomniano – prawie połowa jej obywateli uznaje się za Rosjan lub prawie za Rosjan (obywateli ZSRR)! Jeżeli ktoś nie wie, o co chodzi – niech nie udaje, że Donbas nie istnieje! Jednakże równolegle nie można od Ukraińców domagać się żeby padli przed nami na kolana i przepraszali. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ten wspaniały i dumny Naród po prostu zmierzył się z własną historią i sam przed sobą się przyznał do częściowej współpracy z hitlerowskimi Niemcami oraz prowadzenia ludobójstwa wobec Polaków, Żydów, a także swoich własnych rodaków, służących w Armii Czerwonej. Nie można zaklinać rzeczywistości i na siłę – „europeizować” Narodu, który nie rozliczył się z brzemieniem swojej własnej przeszłości, nawet jeżeli kosztowałoby to ich wiele łez i politycznych sporów. Ukraińcy muszą sobie sami spojrzeć w oczy a potem ewentualnie – wyciągnąć rękę do sąsiadów, którą z naszej strony – na pewno przyjmiemy z wdzięcznością, przyjaźnią i podziękowaniem. Jednakże nie można pozwolić na relatywizację historii, zwłaszcza jeżeli miało się do czynienia ze zorganizowaną zbrodnią ludobójstwa i czystkami etnicznymi. A dzisiaj trwa w najlepsze bierność wobec niszczejącego wspólnego dziedzictwa! Naród, który dokona rozliczenia z własną historią, a nie przeprosi rodzin ofiar – musi liczyć się z tym, że krewni niepomszczonych – kiedyś mogą pragnąć dokonać wyrównania rachunków krzywd. Nie jest to groźba, takie są realia.

Podobnie nabrzmiały jest problem litewski. Nie mamy żadnego interesu z obecności Litwy w NATO i nie mamy żadnego obowiązku umierać w imię prawa do wolności morderców swoich polskich sąsiadów w Ponarach lub innych miejscach polskich i żydowskich kaźni na obecnym terytorium państwowym Litwy. Co więcej – nazywając rzeczy po imieniu – litewska państwowa i narodowa wściekłość w stosunku do wszystkiego co polskie, przejawiająca się w zakazie polskiej pisowni nazwisk w oficjalnych dokumentach i innych nakazach – nie jest niczym innym jak zwykłym prześladowaniem mniejszości narodowej. Czy my wobec tego mamy bronić Litwy w przypadku zewnętrznej agresji na nią? Za co i w imię czego? Mowy nie ma! Trzeba jak najszybciej zażądać rewizji Traktatu Waszyngtońskiego – urealniając nasze zobowiązania względem tego, wyjątkowo nieprzyjaznego nam narodu i państwa, którego politycy prowadzą politykę wrogości wobec Polski. Niech Litwini sami sobie radzą, życzmy im wszystkiego najlepszego, zwłaszcza że ich pomoc dla nas – trudno sobie wyobrazić. W każdym bądź razie, Litwini bardzo chcą, żeby Polacy już więcej nie umierali za Wilno – i niech tak już będzie! Bądźmy przyjaciółmi, ale szanujmy się a relacje niech będą symetryczne, przy czym nie ma żadnego znaczenia że to mniejszy kraj!

Białoruś i Białorusini są dla nas tymi „mniejszymi Rosjanami”, w istocie do końca nie wiadomo czym i kim, ponieważ ta państwowość jest po pierwsze pozostałością po czasach sowieckich, a po drugie ze względu na model polityczny i brak rzeczywistego zbliżenia – bardzo obca. To nie jest normalne samo w sobie. W naszym interesie jest nie tylko państwowe istnienie Białorusi, ale umacnianie i wspieranie etnicznej odrębności Białorusinów jako siłą rzeczy „Słowian środkowych”, albowiem lepszy taki bufor niż żaden, a na żaden inny nie ma szans.

Nasze stosunki ze Szwecją jak żadne inne są zupełnie oderwane od kontekstu historycznego, a warto pamiętać że jest to kraj, który bezpośrednio przyczynił się do zapoczątkowania upadku ojczyzny naszych przodków. Skala rabunków jakich dopuścili się w krajach korony polskiej żołnierze szwedzcy, nigdy nie została odpowiednio zdiagnozowana, jednakże jakakolwiek obecność w szwedzkim muzeum, zamku lub tamtejszym dworze – prawie zawsze może dostarczyć dowodów szwedzkiego złodziejstwa, zbrodni i grabieży. Nie może być tak, że kogoś dziadek jest złodziejem i rabusiem, następnie jak jest słabszy – to ogłasza, że jest neutralny i jego wnuków nie może dotknąć żadna kara i zemsta. Za winy historyczne się płaci, w przypadku szwedzkich zbrodni i skali złodziejstwa w Polsce – bez problemu moglibyśmy pomimo upływu ponad 300 lat wskazać konkretne rzeczy nam ukradzione lub zniszczone (są zniszczenia do dzisiaj nieodbudowane!). Oczywiście doceniając dzisiejsze demokratyczne i wolnościowe nastawienie współczesnego państwa szwedzkiego i jego miłych i przyjaznych obywateli – nie możemy stojąc w szwedzkim muzeum nie czuć się nie okradzionymi. Tak proszę państwa, to właśnie także dlatego oni dzisiaj są bogaci – ponieważ naszych przodków 300 lat temu okradli! Skalę złodziejstwa odsłoniła niedawno Wisła – gdzie zatonął kawałek fontanny i futryny ukradziony przez szwedzkich złodziei z polskiego dworku! Dlatego darzmy naszych sympatycznych sąsiadów sympatią i przyjaźnią, ale ciągle sugerujmy konieczność pokojowego rozliczenia rachunku krzywd, który musi być jednoznaczny! W końcu jeżeli chcą przyjaźni i pokojowego sąsiedztwa – powinni się przyczynić do normalizacji relacji, a dopóki tamte zbrodnie i kradzieże nie są zadość uczynione i nie padnie słowo przepraszam – nie ma co mówić o prawdziwej przyjaźni.

Państwo słowackie jest obarczone grzechem udziału w czwartym rozbiorze Polski, którego dokonało wspólnie z Niemcami Adolfa Hitlera i ZSRR Józefa Stalina. Wojska słowackie dokonały agresji na Polskę wraz z Niemcami, którym udostępniono słowackie terytorium do rozwinięcia wojsk do ataku z flanki na Małopolskę. Żołnierze słowaccy zabijali Polaków – bez wypowiedzenia wojny, nawet bez ultimatum! Co prawda Słowacy ustami jednego z ministrów przeprosili za ten akt bandyckiej napaści bez wypowiedzenia wojny, jednakże to stanowczo za mało. Za mało jak na początek relacji – nowo utworzonego państwa. Tutaj stanowczo powinniśmy oczekiwać słowackiej aktywności, a w szczególności przeprosin których to zbrodnicze postępowanie Słowaków po prostu wymaga. Nie ma tutaj natomiast winy państwowej, ponieważ współczesna demokratyczna Słowacja nie jest kontynuatorem faszystowskiej efemerydy z okresu wojennej nocy, jednakże o wyłapywaniu i przekazywaniu Niemcom kurierów polskich udających się z Krakowa na Węgry – będziemy pamiętać jeszcze 1000 lat.

Nie można żyć historią, czego państwo polskie nie dokonuje, albowiem przez 23 lata samodzielności politycznej – pokazało na szereg sposobów, że satysfakcjonuje je i naród polski obecny status quo odziedziczony po porządkach jeszcze stalinowskich. Dziwnie „dobrowolnie” zrezygnowaliśmy w ogóle z podejmowania rozmów na temat odszkodowań za mienie utracone lub ofiary. Dzięki temu było możliwe zupełnie dobrosąsiedzkie zbudowanie normalnych relacji międzypaństwowych z naszymi sąsiadami. Jednakże zbrodnie popełnione na naszym narodzie i narodzie żydowskim – będącym także składową Rzeczpospolitej – nigdy nie mogą być zapomniane i nasi sąsiedzi powinni wykazywać też odrobinę zwykłej wrażliwości na oczekiwania polskiej strony, a nie zakłamywać historię lub udawać, że w ogóle nie było problemu. Prawdę pokazują narodowe podręczniki historii.

Najwięcej w tej kwestii zależy od postawy naszych władz, które prowadzą politykę w zupełnym oderwaniu od faktów i relacji historycznych, a przypomnijmy – mordercy nie podaje się ręki, tak jak raczej też unika się jego syna, zwłaszcza jeżeli jego ojciec zabił nam kogoś z naszej rodziny, a syn milczy, udaje że nie wie o co chodzi, albo kłamie.

Współczesna Rzeczpospolita ma pełne moralne prawo upominać się o pamięć wszystkich swoich obywateli wedle stanu na 1 września 1939 roku dlatego nasza polityka historyczna powinna w równej mierze dotyczyć zbrodni na wszystkich obywatelach Rzeczpospolitej bez względu na narodowość, język lub wyznanie. Podobnie należy starać się domagać poszanowania dla dziedzictwa – to często jedyna pozostałość po czyimś życiu. Szczególnie tu boli postępowanie, czy też może bierność władz państwowych Ukrainy. Zabytki naszej wspólnej historii niszczeją w oczach. Wystarczy pojechać trochę dalej na wschód, chociaż i np. we Lwowie można doznać szoku np. widząc przebudowy wejść do historycznych około 700-letnich kamienic! Nie mówiąc już o znikających judaikach! Szkoda słów!

Powyższe sprawy nie są i nie będą główną osią polskiej polityki międzynarodowej i międzypaństwowej na wskazanych kierunkach, jednakże nie można o tych sprawach zapominać, ponieważ rezygnując z domagania się szacunku dla polskich ofiar – często naszych bliskich krewnych – po prostu rezygnujemy z szacunku dla siebie samych. Jak również o czym warto wspomnieć, pozostawiamy po polskiej stronie margines dla domagania się rewindykacji i zemsty, a to już ma znaczenie państwowe, albowiem może popsuć nam przyszłość.

3 komentarze

  1. Bardzo poruszający tekst.
    Nie zgodziłbym się tylko co do Szwedów.
    Nie udałby im się POTOP, gdyby w ich szeregach nie było od 60 do 30 procent Polaków.
    Ten procent malał w czasie, ale nie zapominajmy, że na początku decydująca ilość polskiej szlachty i wojska (Ujście?) – ślubowała wierność Karolowi Gustawowi.
    W zasadzie to był trochę inny Waza niż Jan Kazimierz.
    Dlatego oceny Szwedów są zbyt okrutne.
    Ale reszta ocen jest O.K.
    Pozdrawiam.

    • No niby racja i dlatego ten zmienny procent Polaków lokował swoje zdobycze na północ od Bałtyku , o czym mowa w Artykule

  2. Ukraina .to najgorszy kraj do zamieszkania spośród wszystkich krajów europejskich. Komunizm zrobił tu swoje Demoralizacja tego narodu w skali 1-10 wynosi 9,75 .Kradzież nie jest rzeczą naganną a życiowym sprytem .Dać ,wziąć łapówkę to normalne Rzucić peta, papier na ulicy żaden problem Przyznać ,że UPA mordowało niewinnych ludzi, nigdy. Uznać Waffen SS za ukraińskich bohaterów ,natychmiast W pracy lenie pijaki i złodzieje wydajność pracy jak u nas za PRL u.Polacy trzymajcie się jak najdalej od tego kraju .Trzeba poczekać 25-50 latAch obecne władze to bandyckie władze

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.