Rekonstrukcja po taśmach?

Zawirowania na naszej scenie politycznej dotyczą najwyższych władz państwowych. Partia koalicyjna sięga wyżyn ekwilibrystyki w nazywaniu prawdy fikcją, a fikcji prawdą, ale wiadomo też na niby. Premier Tusk ma trudny orzech do zgryzienia, albowiem scenariusz wcześniejszych wyborów byłby nie tylko niebezpieczny politycznie, ale przede wszystkim stanowiłby zagrożenie dla kraju. Najsilniejszym atutem Polski jest w tej chwili nasza wiarygodność, której ścisłą funkcją jest przewidywalność. Bez stabilnej koalicji rządzącej w ogóle nie ma, o czym mówić w przypadku pogłębienia się scenariusza zapaści gospodarczej. Obniżenie wiarygodności oznacza wzrost oprocentowania obligacji, a to są wymierne miliardy złotych, których brakuje i będzie jeszcze bardziej brakować – czyli nie będzie innego wyjścia jak podwyższyć podatki. A to już jest gwóźdź do politycznej trumny, albowiem nawet Polacy tego nie przełkną. Zwłaszcza w kontekście portfeli smaganych biczem inflacji i wszystko rosnących cen.

Donald Tusk, mówiąc o składzie rządu posługiwał się pojęciem “zderzaki”, przez media przetoczyła się fala dywagacji na temat możliwej wymiany zderzaków po EURO 2012 i to chyba właśnie nadszedł ten czas. Naród zasiądzie do telewizorów oglądając olimpiadę w Londynie, nikt nie będzie badał wnikliwie kwestii personalnych. Wszystkie didaskalia przykryje się hasłami, że to odpryski po aferze taśmowej, która posłuży za doskonały pretekst i źródło wszelkich zasłon dymnych, jakie tylko mogą być w polityce potrzebne. Wymiana zderzaków to bardzo dobry pomysł w tym znaczeniu, że premier w ten sposób gwarantuje sobie niezachwianą pozycję w partii i rządzie, albowiem to on decyduje, do niego należy ostatnie słowo. Nie ma lepszej pozycji niż dzielić i rządzić. Szkoda tylko, że czas, który rządzący powinni przeznaczać na “rządzenie” krajem pójdzie jak zwykle niczym para w gwizdek. Meandry gabinetów politycznych i nominacji to jest nic wielkiego względem realnych problemów państwa i wynędzniałego społeczeństwa. Naprawdę szkoda, że będziemy musieli obserwować ten taniec chocholi w zasadzie już na trupie Rzeczpospolitej, albowiem w kontekście kryzysu to nie jest czas żonglowania posadami. Jednakże patrząc na problem z drugiej strony, z tymi ludźmi, których premier obecnie ma w rządzie, poza wyjątkiem kilku naprawdę świetnych fachowców, trudno jest mówić o jakimkolwiek solidnym i rzeczowym zapleczu merytorycznym umożliwiającym przeprowadzenie czegokolwiek poważnego. Polska potrzebuje ludzi na trudne dni, którzy będą skłonni podejmować mądre i z pewnością trudne decyzje.

Można się jedynie dziwić, że premier do rekonstrukcji potrzebował wyzwalacza w postaci taśm. Przecież każdy skandal źle o nas świadczy w ogóle, śmieje się z nas pół Europy, przykładowo w niemieckiej prasie można było w ostatnich dniach poczytać niepochlebne artykuły na temat polskiego nepotyzmu za pieniądze z Brukseli. Jest to czubek góry lodowej, albowiem, jeżeli zostanie wykazane, że w wyniku procesów korupcyjnych w polskiej polityce doszło do sprzeniewierzenia środków.  To może czekać nas publiczne upokorzenie na forum krajów unijnych, związane z procedurą zwrotu części wydanych już funduszy unijnych. Co więcej taka afera stawiałaby nas w zupełnie niekorzystnej pozycji negocjacyjnej względem państw płatników w trakcie starań o pieniądze w nowym budżecie unijnym.  Tego ryzyka nie można traktować niepoważnie, albowiem to są realne pieniądze, których zresztą nie mamy.

Jeżeli natomiast ujawnione zostaną kolejne taśmy, to powstaje ryzyko dalszego rozwlekania afery i wyciągania trupów z szaf. To nie jest sposób na czyszczenie szeregów i zaprowadzanie porządku na państwowych posadach. Można to wszystko, przynajmniej w kontekście celów osiągnąć za pośrednictwem decyzji gabinetowych – likwidując nawet, jeżeli byłoby to korzystne całe mikrokosmosy, żyjących za publiczne pieniądze agencji lub funduszy. Na szczęście krajowa giełda w zasadzie nie jest barometrem niczego a w dodatku jest uodporniona na wszelkie polityczne głupoty, lata treningu robią swoje.  Poruszane sprawy dotyczą jakości sprawowanej władzy, a wręcz stylu jej uprawiania – w kontekście komunikatów przedostających się do przestrzeni publicznej po podjęciu decyzji zmieniających rzeczywistość. Można to robić emocjonalnie i na pokaz, wzorem krajów gdzie w parlamencie dochodzi do bójek i przepychanek, a koterie towarzyskie przepychają się o stołki, albo metodami sprawdzonymi w starych i stabilnych demokracjach zachodu. My niestety nadal nie jesteśmy ani stabilną demokracją, ani w pełni członkiem zachodu, więc nie można się dziwić temu, co się dzieje, bez względu na to jak bardzo to jest smutne.

One thought on “Rekonstrukcja po taśmach?

  • 26 lipca 2012 o 20:54
    Permalink

    Nic się przecież nie stało.
    Po co ten cały krzyk?
    Poza tym technicznie to nie były chyba taśmy.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.