Ekonomia

Rechot ekonomów

 W Polsce bezrobocie rośnie, co widzą nawet dziennikarze ekonomiczni. Trzeba im to przyznać.

Zupełnie niepotrzebnie słucham radia, bo zaburza mi to perystaltykę, ale jeśli jedzie się samochodem dłużej niż pół godziny, czymś warto słuch zająć. I trzeba trafu, że akurat gdy ja włączyłem radio, pan redaktor nieekonomiczny zaprosił sobie dwóch panów redaktorów ekonomicznych. Z wrodzonej delikatności a nawet kurtuazji nazwisk nie wymienię. Nad czym panowie pochylali swe uczone głowy? Nad bezrobociem, oczywiście. Czego zaś w związku z nim szukali? Recept, naturalnie.

Nigdy nie zgadniecie, jaka to diagnoza padła w związku z bezrobociem. Nie, nie taka, że oto polscy PT Przedsiębiorcy nie wiedzą co i jak produkować, być może nie mają środków na badania i na cały ten bałagan wokół produkcji, a jak już coś w końcu wyprodukują, to nie umieją tego sprzedać. Nie – jedyna przyczyna braku pracy to zbyt wysoki jej koszt. Ludzi można już zatrudniać na umowy o dzieła, można z nich robić, dla pośmiewiska, jednoosobowe firmy, ale ciągle koszty pracy są za wysokie. To ja już naprawdę nie wiem, co jeszcze mogłoby je obniżyć. Być może zrzeczenie się wypłat w ogóle? Wtedy dopiero nasze produkty stałyby się konkurencyjne?

Najbardziej ubawiło mnie lamentowanie nad tym, że pracodawca musi prowadzić jakąś księgowość, coś naliczać, coś odprowadzać, a nawet, o zgrozo, coś oświadczać i coś wykazywać urzędom. Musi sporządzać listy obecności i listy płac. Przestrzegać prawa pracy… Horror po prostu. Wszystko to naturalnie rodzi monstrualne bezrobocie. Niestety tylko w Polsce. W owym Chrystusie narodów, gdzie za miliardy cudzoziemców nieświadomych swej pracodawczej gehenny, cierpią polscy, o ileż bardziej świadomi, pracodawcy. Bo cierpienie wymaga uświadomienia sobie opresji, a o to dbają już codziennie tabuny radiowych ekonomów. Może powinni uświadamiać przedsiębiorcom co innego? Na przykład – nie próbuj korzystać z cudzej pracy, jeśli nie jesteś gotów dźwigać związanych z tym ciężarów?

Najlepiej by było, dla pracodawcy, gdyby nic nie musiał i mógł spokojnie zajmować się tym tylko, na co ma ochotę. Księgowość przecież może sobie pracownik prowadzić sam. Wystarczy że zostanie firmą. 500 pracowników w zakładzie produkującym gwoździe – bo nie wiem, co polskie przedsiębiorstwa jeszcze potrafią wyprodukować i sprzedać – a każdy zatrudnia własną księgową. Proszę – 500 plus 500 daje 1000, cieszą się zapewne państwo ekonomowie. Jest sposób na bezrobocie? Jest. Jak mamy opłacić księgową za 1500 brutto, bo więcej nam płacić nie trzeba, a mniej nie można? Od takich pytań redaktorom ekonomom szczęka z reguły nie opada. Zwykle wtedy kończy im się czas antenowy.

Przedsiębiorcy produkują sobie cokolwiek i to, co mianowicie, czyli istota przedsiębiorczości, nie jest bynajmniej przedmiotem redaktorskiej troski. Najważniejsze, by dziś mogli zatrudniać po jak najniższej cenie 500 osób, jutro 30 a pojutrze nikogo zgoła. Żaden jednak z panów redaktorów ekonomicznych nie zadaje sobie pytania, czy polska mini gospodarka chałupnicza i polska mikro gospodarka oparta na pracy nakładczej to rzeczywiście ten ideał i ta droga, po której najprędzej dogonimy Europę? Chińczycy też za Mao gonili świat budując dymarki, ale się niedawno ocknęli.

Na nieśmiałą uwagę redaktora nieekonomicznego, że przecież na zachód od nas koszty pracy są wyższe, a prawo pracy wymaga porównywalnej troski o pracownika i porównywalnej księgowości, nasi dzielni ekonomowie jednym głosem zaśpiewali: my mamy Europę gonić, więc musimy się poświęcać. Może by tak więc poświęcili się również pracodawcy? Albo choćby redaktorzy? Rezygnując z pensji za gadanie bzdur.

Ciekawe, nawiasem, o co chodzi z tą pogonią i jak sobie właściwie wyobrażamy metę? Gospodarka to jakaś bieżnia z podium na końcu, czy może sposób funkcjonowania społeczeństwa, które musi zaspokajać swoje potrzeby? Wcale niebagatelną jest potrzeba stabilizacji, niezbędna choćby po to, żeby naród znowu zechciał się rozmnażać.

Na koniec oczywiście zaserwowano obowiązkowe żarty z polityki i posłów. Czy któryś z posłów pracował kiedyś na etacie? – rechocze jeden redaktor. Czy widział fakturę? Chyba tylko za telefon ale i tę opłaca mu partia – odrechotuje drugi redaktor.

Czy któryś z redaktorów widział kiedyś prawdziwą firmę na Zachodzie Europy i zapoznał się tam z obowiązkami pracodawcy wobec pracowników? – zarechotałem ja i wyłączyłem radio.

Nemo

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

5 × 2 =