Polityka

Radosław Sikorski opowiada ładne bajki

 Pan Radosław Sikorski – niestety – Minister Spraw Zagranicznych Rzeczpospolitej Polskiej opowiada ładne, a nawet bardzo ładne bajki, także po angielsku ponieważ doskonale opanował ten język prawdopodobnie będąc poza granicami kraju. Trzeba przyznać, że jak na „chłopaka” z byle jakiego bydgoskiego bloku ten człowiek zrobił fantastyczną karierę i ma cudowne życie, szczególnie zastanawia jego awans społeczny w strukturach anglo-amerykańskiej elity. Jednakże zostawmy mu to, to jego życie – warto mu życzyć wszystkiego najlepszego, ale najlepiej jak najdalej od nas i od naszego kraju.

Skoncentrujmy się jednak na tym co powiedział ostatnio, otóż jego zdaniem nasz kraj należy już do czołówki rozgrywających państw w koncercie mocarstw Unii Europejskiej. W każdym bądź razie podobno jego zagraniczni partnerzy wypytują go – kiedy nasz kraj wstąpi do strefy euro itp. Co zdaniem pana – niestety – ministra ma być powodem do twierdzenia, że „widzi Polskę w grupie trzymającej władzę”. To zamiłowanie do retoryki made by „prezes” pozostało chyba panu Sikorskiemu po jego mariażu z nieszczęsną partią pana prezesa, dzięki której nawet pełnił ważne funkcje w rządzie. No ale przecież zmiana poglądów na właściwe w naszym kraju nie deprecjonuje – wczoraj pan minister popierał PiS, dzisiaj PO a jutro być może zostanie premierem naszego kraju.

No właśnie i tutaj zaczynają się schody, albowiem kończy się zabawa. Funkcja ministra spraw zagranicznych w wykonaniu pana Sikorskiego, aczkolwiek w sposób trudny – jednakże jest jeszcze do przełknięcia. Po prostu nie rozmawiają z nami tylko Rosjanie, ponieważ dobrze pamiętają że pan minister ma w swoim życiorysie afgański epizod, który niekoniecznie musi się im podobać. Dlaczego? Zastanówcie się państwo – jak przyjmowalibyście jako ministra spraw zagranicznych kogoś np. z Białorusi, o kim byłoby wiadomo, że chodził po Afganistanie z bronią – jako dziennikarz w trakcie gdy nasi żołnierze pełnili tam zadania, a do tego byłby znany z silnego antypolonizmu? Nikt formalnie panu ministrowi nie zarzuca, że tenże strzelał do żołnierzy Armii Czerwonej, bo mężczyzna bez kałasznikowa w Afganistanie nie jest mężczyzną – po prostu musiał go nosić żeby żyć! Jednakże w zestawieniu z jego silnym sceptycyzmem wobec tego co radzieckie – oni mają prawo czuć się niekomfortowo.

Oceniając jednak pana ministra po jego obecnych dokonaniach a nie po domniemaniach – dodajmy niesprawdzalnych! Należy stwierdzić, że pan Sikorski jako minister niczym szczególnym się nie wyróżnił. Promocja zagraniczna polski leży. Dyplomacja jest w odwrocie – co było szczególnie jaskrawo widać podczas polskiej prezydencji – słynne już partactwo wschodnie doprowadziło do zupełnego złamania naszego potencjału i nie osiągnięcia żadnych celów, poza praktycznie zamrożeniem stosunków z Białorusią, a patrzeniem na Ukrainę i całe nasze pogranicze z perspektywy Berlina, który widzi tylko moskiewskie kuranty i nic po drodze go nie interesuje, chyba że tylko jako rynek zbytu. To jest naprawdę zatrważające do czego doprowadzono w relacjach z Republiką Białorusi! Nie ma znaczenia czy jest tam dyktatura i jak krwawa. Co to nas w ogóle obchodzi? Obecne państwo białoruskie to jedyny bufor jako tako izolujący nas od wielkiego imperium na wschodzie – a zawsze lepszy taki bufor niż żaden, zwłaszcza że tylko taki możemy mieć. Nie można się obrażać na Białoruś, oczywiście nikt nie każe Komorowskiemu całować się z Łukaszenką, ale nasi zachodni partnerzy muszą zrozumieć, że Republika Białorusi to nasz sąsiad, na terenie którego mieszka spora grupa Polaków a i u nas mieszka sporo Białorusinów i nie możemy sobie pozwolić na zamrożenie relacji, czy też robienie z Łukaszenki krwawego dyktatora męczącego swój naród ponieważ wewnętrzne sprawy Białorusi są sprawami Białorusinów – i my nie będziemy w nie nawet z zewnątrz ingerować. Potrzebujemy normalnych, przyjaznych stosunków, a nawet swojego rodzaju daleko posuniętego kredytu zaufania, albowiem to do czego doprowadziła polityka Sikorskiego czy też jej brak – to już jest stan zagrożenia. Warto pamiętać, że potężne białorusko-rosyjskie ćwiczenia wojskowe to nic innego jak scenariusz przełamania naszej obrony i dojścia do Warszawy. Oni tak walczą, mają taką taktykę i taki sprzęt, że to potrafią zrobić, zresztą zdobywali Warszawę nie raz więc naprawdę mają w tym wprawę. My swoją głupią polityką – odcinamy się od Białorusinów pozwalając Moskwie na używanie ich jako straszaka wobec nas, a sami możemy im tylko powkładać goździki w lufy – ponieważ nie mamy żadnej adekwatnej odpowiedzi na ich ciężkie dywizje pancerne i zmechanizowane, Iskandery, zestawy S-300, ilość samolotów i rosyjską broń jądrową.

Do sytuacji zamrożenia stosunków z Białorusią doprowadził pan Sikorski i on za to odpowiada. W zamian za to na Ukrainie nic nie osiągnął, poza tym my nie mamy żadnego interesu w tym co pan Sikorski uczynił treścią naszej polityki tj. w przyciąganiu Ukrainy do zachodu. Głównie dlatego ponieważ to się nie uda i zakończy dramatem wojny domowej i podziału tego olbrzymiego kraju – my nie mamy zasobów, żeby zalać Ukrainę pieniędzmi a zachód nie jest tym zainteresowany. Zachód potrzebuje tylko rynków zbytu – a nie konkurencji Donbasu na wewnętrznym rynku unijnym, chociaż ta bardzo by się przydała! Niestety zabrakło tutaj pragmatyzmu i stąd konflikt z panem Władimirem Putinem – Prezydentem Federacji Rosyjskiej, dla którego kwestia ukraińska jest kwestią nie tylko racji stanu ale i osobistych celów politycznych. Niestety nikt w Warszawie tego nie rozumie lub udają że nie rozumieją, ale tak długo jak długo będziemy mieszać w ukraińskim kotle naszą małą łyżeczką tak długo nie jest możliwa normalizacja z Rosją.

Przy tym wszystkim zaniedbujemy takie kierunki jak Indie, gdzie sprzedaliśmy ze stratą sprzęt wojskowy, Singapur, Japonię, Korę Płd., i inne kraje dalekiej Azji, gdzie moglibyśmy robić doskonałe niszowe interesy – jednakże wymagałoby to wizyt pana ministra i wykorzystania jego znajomości angielskiego. No niestety pan minister chyba jest zbyt ważny na to, żeby sprzedawać polskie maszyny górnicze (najlepsze na świecie), czy też inny sprzęt który możemy wyprodukować i sprzedać komu trzeba za olbrzymie pieniądze – nie wspominając nawet o polskiej żywności, która aż się prosi o strategię eksportową i wsparcie rządowe i unijne (chociaż o te drugie jest o wiele łatwiej niż o to pierwsze). Niestety nasza dyplomacja na tych kierunkach nie istnieje.

Wnioski – obserwując działania i decyzje pana Sikorskiego oraz jego skuteczność jawią się dwa pytania – pierwsze – czyje interesy ten pan w istocie reprezentuje? Drugie czy potrafi być na tyle skuteczny, żeby doprowadzić to co zaczął do końca? Na pierwsze pytanie – poza domniemaniami nie jesteśmy w stanie w żaden sposób odpowiedzieć, tutaj nie ma jasności. Na drugie pytanie odpowiedź brzmi – nie, nie potrafi. Brakuje mu skuteczności i pragmatyzmu.

Dzień w którym pan Sikorski zostałby premierem naszego kraju będzie dniem początków końca Polski jaką znamy, bo co byśmy nie powiedzieli o Tusku lub Komorowskim to jednak ci panowie mają swoje centra interesów życiowych bezwzględnie związane z Polską, no a pan Sikorski ma realną alternatywę. Skutki ewentualnych błędów zawsze odczuwa się inaczej, gdy bliższa ciału koszula lub gdy nie ma się alternatywy – to zawsze determinuje myślenie człowieka.

5 komentarzy

  1. Bardzo trafna ocena Pana Ministra Radosława Sikorskiego.
    Dodałbym, że zasięg białoruskich zestawów przeciwlotniczych S-300 sięga z Brześcia na zachód od Warszawy, a Rosję i Białoruś łączy silny sojusz wojskowy. Poza tym Rosjanie wchodzą do gospodarki białoruskiej ze swoimi oligopolami i oligarchami, tak jak zachodnie korporacje do Polski. To też trzeba mieć na uwadze.

  2. Doskonała analiza.
    I tylko małe uzupełnienie: Krakauer ma oczywiście rację, że w tej chwili nie sposób przeciągnąć Ukrainy na stronę Zachodu. Ale gdyby to było, dajmy na to, w innej konstelacji polityczno-ekonomicznej możliwe, to czy na pewno leżałoby to w naszym interesie?
    Zaczynając od spraw ekonomicznych, czyli najbardziej oczywistych: na wielką i dość zacofaną pod względem infrastruktury Ukrainę musiałaby pójść znaczna część funduszy pomocowych UE. A tych funduszy z uwagi na kryzys nie będzie więcej, tylko mniej niż obecnie. Ktoś więc musiałby wtedy obejść się smakiem. Czy aby nie Polska?
    To nieistotne, grunt, że przybyłby nam w UE, po przystąpieniu Ukrainy, silny i wierny sojusznik – twierdzi nasza gwardia miłośników Juszczenki i Julii Tymoszenko. Tylko, że ten nasz serdeczny afekt, jak się bliżej przyjrzeć, nigdy nie był jakoś przesadnie odwzajemniany.A przy okazji różnych międzynarodowych spotkań można zauważyć, że Ukraińcy z mety nawiązują świetny kontakt z Berlinem.Rzecz jasna, ponad naszymi głowami.

    • No w końcu jakiś ciekawy kontrapunkt dla mainstreamowego (w sprawach Ukrainy) – @Krakauera!
      Uważam podobnie, że nie przeanalizowaliśmy dokładnie wszystkich aspektów PROMOWANIA Ukrainy.
      Ja podejrzewam, że dominującą sprawą było zagranie na nosie Rosjanom, w myśl powiedzenia bodajże Gedroycia, że Wolna i Niezależna od Rosji Ukraina – to koniec Mocarstwa Rosyjskiego i większa szansa na zachowanie niepodległości Polski.
      W tle czai się idea Polski Jagielońskiej, ale to już z 400 lat za późno …
      Dlatego oczekuję na kolejne ciekawe wpisy Pani @Lemingowej i pozdrawiam.

    • Szanowna Pani

      no to się nie zrozumieliśmy, otóż ja bym BARDZO CHĘTNIE widział Ukrainę w strukturach zachodnich – a nawet oddałbym na ten cel całe nasze fundusze unijne i jeszcze stale dopłacał im 10% naszego budżetu, żeby tylko chcieli być w NATO i UE, bo lepszego bufora i rynku po prostu mieć nie możemy – chyba, żeby sama Rosja wstąpiła 🙂 Więc w sensie celu strategicznego – pełna zgoda z rządem – jak najbardziej warto Ukrainę zapraszać i promować! jednakże pragmatyzm nakazuje popatrzeć na ta Ukrainę taką jaka ona jest – a niestety ten kraj dzisiaj nie tylko nie nadaje się do UE, nie mówiąc już o NATO, ale cieszmy się że tam po prostu nie ma jawnej wojny domowej. Tu nie ma żartów w przypadku Ukrainy nie możemy go zrobić – jeżeli miałaby tam być wojna domowa to lepiej niech się cała Ukraina przyklei do Rosji i kisi we własnym sosie – też sobie poradzimy, jednakże nie będziemy brali za nich odpowiedzialności to się skończyło.
      pozdrawiam k.

  3. to nieudolny nieudacznik

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.