Polityka

Rachunek dla rządzących

 Za wszystko się płaci, nie ma nic za darmo. Jarosław Kaczyński zapłacił cenę władzy za koalicję z ludźmi marnej bądź płynnej reputacji, wcześniej Leszek Miller zapłacił podobną cenę za koalicję z ludźmi broniącymi wąsko pojętego interesu klasowego. Taką samą cenę przyjdzie zapłacić Donaldowi Tuskowi i jego formacji politycznej za koalicję z tym samym niezwykle wąsko i klasowo pojmującym interes narodowy podmiotem. Wyborcy wielkomiejscy, którzy pokrywają realne koszty świadczeń socjalnych, z których korzystają wyborcy wiejscy, wystawią rachunek swojej politycznej nadziei, jaką stanowiła Platforma Obywatelska, to jest jedynie kwestia czasu, aż ludzie upomną się o obietnice reform i rynkowej transformacji naszej gospodarki.

Nawet laik widzi, że w naszym rządzie mamy do czynienia z rządem i superrządem w wydaniu wicepremiera i jego ministerstw. Klucz partyjny waży na wielu dziedzinach życia społecznego i gospodarczego, największym grzechem PSL-u jest brak strukturalnych rozwiązań dla gospodarki w tym zaprzepaszczenie szansy na zmiany strukturalne w naszym rolnictwie. Całą minioną kadencję trzymano się mitologii sukcesu, obecnie przebąkuje się o kryzysie – a o prawdziwych reformach zmieniających dramatyczną strukturę naszej wsi w ogóle nie ma mowy. Premier doskonale wie, jaka jest cena władzy i zaakceptuje nawet konia, gęś i warchlaka na stanowiskach ministerialnych, jeżeli tylko będzie to nadal wypełnianie umowy koalicyjnej, zapewniającej trwanie rządu. Pan premier Tusk doskonale się orientuje, że za ogólny wynik i tak odpowiada on, dlatego wyznaczenie wąskiej enklawy odpowiedzialności dla ludowców – powoduje, że siedzą oni zamknięci niczym w getcie, jednakże z samej wagi spraw na najwyższym szczeblu mogą nawet nic nie robiąc dużo zaszkodzić. Propaganda obciachu okazała się nieskuteczna, nie da się ośmieszyć PSL-u przed jego elektoratem, chyba, że uda się go rozbić wewnętrznie i obecna władza popłynie na najbliższych wyborach wewnątrz partyjnych. Wszelkie knowania zewnętrzne bardzo szybko zostały medialnie skwitowane skandalikiem wokoło działaczy PO w samorządzie warszawskim i uderzeniem w samego premiera, poprzez jego syna, które jeszcze nie wiadomo jak się skończy.

Zanim wyborcy wystawią Platformie Obywatelskiej rachunek za rządzenie Donald Tusk będzie miał szansę go wcześniej zwekslować ogłaszając, że to właśnie koalicjant – jest “szatanem”. Najdogodniejszym powodem do tego byłaby porażka Waldemara Pawlaka w wewnętrznej walce o władzę. Wówczas premier mógłby wykazać trudność partnera koalicyjnego, przerzucić na niego całą odpowiedzialność za wstrzymywanie reform, zarazem dać ostateczną szansę ludowcom na zmianę polityki po zmianę lidera i upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – mieć nadal koalicję, ale z nowym odmienionym partnerem. W takim układzie wykazanie, że reformy wcześniej były niemożliwe przez “wstecznictwo” poprzedniego kierownictwa ludowców, to abecadło dla rządowych PR-owców. Zresztą opinia publiczna lubi komunikaty “o topieniu kogoś”, albowiem jest to szybkie, efektywne i nie pozostawia marginesu na współczucie. “Winny” musi się znaleźć, a nikt nie jest lepszy niż koalicyjny polityk z niezależną pozycją.

Jednakże pomimo całego sprytu politycznego PO, w ostateczności nad urną wyborczą przyjdzie im zapłacić rachunek za nepotyzm, za afery, za nierozliczenie własnych winowajców, za tą koalicję konserwującą rachityczne stosunki społeczne i za wiele innych rzeczy, które do tego czasu wyjdą lub prawie zostały zapomniane jak np. kłamstwo w sprawie “Katarczyków” i ich inwestycji w stocznię. Polacy nie darują Platformie Obywatelskiej nędzy, jaką będzie oznaczał kryzys. W tym kontekście rządzący mają naprawdę trudny wybór, albowiem z jednej strony pragną coś zmienić, ale boją się kosztów społecznych i związanych z nimi konsekwencji politycznych, podobnie przecież, jeżeli niczego nie zrobią – zostaną obarczeni rachunkiem za stracone szanse. Nie jest łatwo rządzić naszym krajem, zwłaszcza, że opozycja najdelikatniej mówiąc nie jest podatna na prowadzenie dyskusji merytorycznej.

Niezwykle trudno jest prorokować, jaki rachunek społeczeństwo wystawi rządzącym za dwie kadencje rządów. Bardziej będą się liczyć pozytywne dokonania niż walka z wiatrakami, albowiem 10 lat, to bardzo dużo czasu, to będzie prawie połowa okresu naszej transformacji, to naprawdę wystarczająco długo żeby zmienić i przekształcić kraj, a nie tylko i wyłącznie skutecznie go zadłużać. W ten sposób naświetla nam się sedno problemu, albowiem rachunek to i owszem, ale za rządzących będzie musiało zapłacić nasze wynędzniałe i wymęczone bezrobociem i brakiem szans na progresję społeczeństwo, rządzący i ich zaplecze będą mieli się dobrze. Jak powiedział kiedyś pewien znany rzecznik “Rząd się zawsze wyżywi”, czego nie można powiedzieć o społeczeństwie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.