Ekonomia

Pułapka zadłużenia zmieni naszą cywilizację

 Nie można słuchać bzdur powielanych przez nieodpowiedzialnych dziennikarzy! Nie ma darmowych obiadów! Jeżeli ktoś twierdzi, że dobrym sposobem na wyjście z kryzysu jest wydawanie pieniędzy, których nie mamy, jest po prostu szkodliwym szarlatanem pseudo-ekonomi.

Dotychczasowy model rozwoju państw rozwiniętego cywilizacyjnie zachodu opierał się na finansowaniu potrzeb rozwojowych długiem. Problem pojawił się, kiedy nawarstwiły się rachunki za finansowanie potrzeb konsumpcyjnych długiem. To, co przejedzono, a nie procentowało – pozostawiło po sobie niemiły debet na rachunku międzypokoleniowym, który obciąża nasze dzisiejsze budżety.

Globalizacja rynków finansowych spowodowała, że rynek długu się umiędzynarodowił i nie da się bez konsekwencji zbankrutować, nie mówiąc już nawet o tak luksusowej sytuacji jak ma Grecja, gdzie wierzyciele sami spłacają de facto swoje wierzytelności – darując je dłużnikowi. Państwa znalazły się w sytuacji, w której na ich wierzytelnościach pożywiają się różni wierzyciele, często inni od pierwotnie udzielających kredytu. Nie da się porzucić długu lub go znacjonalizować, albowiem jest to bezskuteczne w świetle regulacji międzynarodowych.

Sytuacja zadłużenia się u własnych obywateli wcale nie jest lepsza, albowiem jakakolwiek groźba niewypłacalności oznacza konsekwencje na scenie politycznej, gdyż obywatele mogą bardzo łatwo się zemścić przy pomocy kart wyborczych, a bardziej nośnego politycznie tematu niż nie regulowanie długów przez państwo nie potrzeba.

W związku z powyższymi oczywistościami trzeba zarabiać więcej albo zacząć oszczędzać. Właśnie w tej pułapce jest obecny świat zachodni, albowiem zarabianie więcej jak na razie udaje się tylko głównie doskonale konkurencyjnym Niemcom, których produkty kupuje ochoczo cały świat. Reszta Europy, jeżeli cokolwiek sensownego produkuje ma generalny problem ze zbytem, albowiem ceny nie są tak atrakcyjne jak oczekuje tego rynek, albo są inne problemy z wprowadzeniem dóbr do obrotu. Zwiększenie efektywności nie jest łatwe, albowiem wymaga w znacznej mierze zmiany oczekiwań i przyzwyczajeń pracowników, a także obyczajów konsumenckich. Innymi słowy – wzrost efektywności gospodarki zawsze zmienia jej kształt po stronie popytu i podaży. Poza tym, jest to proces długotrwały, tutaj nic nie zachodzi z dnia na dzień, ani nawet z roku na rok. Pozostaje droga oszczędności, które są niesłychanie trudne z powodów politycznych i społecznych. Nie jest, bowiem łatwo powiedzieć ludziom, że nie będzie się im dalej fundować np. rozbudowanych świadczeń socjalnych itp. to zawsze wywołuje niezadowolenie i stanowi kwestię polityczną. W szczególności, jeżeli ludzie są na tyle świadomi, żeby zadawać pytania o kwestię podziału biedy, czyli, na kim i ile należy oszczędzić.

Nie jest tajemnicą, że stratyfikacje społeczne zaszły już bardzo daleko i wąska grupa osób naprawdę zamożnych spożywa niewspółmiernie dużą część dochodów narodowych poszczególnych krajów, podczas gdy dominująca większość osób nie otrzymuje nadzwyczajnych dochodów. Oznacza to nieproporcjonalny podział dostępu do efektów pracy ogółu, albowiem niektórzy mają więcej dzięki posiadanej rencie kapitałowej, tj. uprawnieniom do kapitałów z poprzednich okresów. Jednakże tak jest skonstruowany nasz system gospodarczo-społeczny, odpowiada to dominującej większości osób, nie słuchać nic, żeby ktoś domagał się zmiany tego paradygmatu funkcjonowania. Od decyzji politycznej zależy, kto i w jakim stopniu dokłada się do wspólnego portfela, z którego mogłyby być finansowane m.in. spłaty zadłużenia.

Nie da się uciec od spłacania wierzytelności, w szczególności nie może tego zrobić podmiot publiczny – w skali państwa, albowiem nawet, jeżeli zbankrutuje to pozostaje pytanie o masę upadłości po nim. Jak wskazano – Grecy mieli wyjątkowe szczęście, że wierzyciele postanowili sami spłacić swoje wierzytelności, bo jeszcze w niedalekiej przeszłości prędzej myśleliby o wyekwipowaniu armii mającej na celu odebranie od Greków ich pieniędzy.

Nasze współczesne gospodarki borykają się z barierami wzrostu, barierami popytu i barierami produktywności. Outsourcowanie większości działalności przemysłowej na daleki wschód odbija się bolesną czkawką, albowiem dominująca część prac prostych i średnio-skomplikowanych jest niedostępna. Powoduje to, że nasze miejsca pracy, które normalnie powinny przypaść młodym ludziom są już dawno wyeksportowane. Powoduje to, że nie za bardzo jest, z czego oszczędzać, albowiem skala wyzwań dla budżetów publicznych jest przerażająca. Smutne oblicze przybiera to zwłaszcza w dotychczas zamożnych państwach południa Europy, których społeczeństwa były przyzwyczajone do zupełnie innego modelu funkcjonowania – przykładowo – przez lata gwałtownego rozwoju Hiszpanii, w kraju tym nie było problemów znalezienia pracy, którą się wybierało – starając o lepszą, a jej nie znalezienie nie oznaczało od razu upadku społecznego. Obecnie jest inaczej – dobrzy znajomi Polaków – głód, komornik i bieda – szokiem wyrwały tamte społeczeństwa z głębokiego snu na wygodnych poduszkach ich rodziców. Sielanka się jeszcze brutalnie skończy kompletnym załamaniem, jak się okaże, że nie ma, kto finansować emerytur obecnie pracującym, albowiem dla tych, którzy są nie było pracy, a następne pokolenia – się nie narodziły!

Jak w takich realiach spłacać zobowiązania i jak to uzasadnić – borykającym się z problemami społeczeństwom? Przede wszystkim liczy się ład, porządek i dyscyplina – nakazujące poszukiwanie alternatywy, nawet w przypadku konieczności samoograniczenia w obliczu kryzysu. Mądrzy ludzie to rozumieją, co oczywiście oznacza poświęcenie, natomiast ludzie nastawieni roszczeniowo mają tylko roszczenia i chcą brać pomimo braku dochodów. To właśnie konieczność oszczędzania w biedzie – może być impulsem nakazującym podniesienie się z upadku lub zwiększenie aktywności. Oczywiście nie ma nic za darmo i wszystko oznacza zawsze jakieś koszty alternatywne, jednakże, kto powiedział, że będzie się konsumowało bez wysiłku?

Czeka nas długi okres spłacania należności po przeszłych okresach. I tak społeczeństwa bogatego zachodu są w komfortowej sytuacji, albowiem przynajmniej widzą, co będą spłacać i mogą korzystać c dobrobytu doskonale rozwiniętej infrastruktury i przeważnie wysokiego poziomu rozwoju cywilizacyjnego swoich krajów. W naszym przypadku – kryzys dosięga nas na dorobku! Społeczeństwo nadal biedne – ponosi koszty transformacji, podlega samoograniczeniom ze względu na koszty alternatywne, a do tego wszystkiego jeszcze musi pracować na odsetki od kredytów, jakie państwo bierze – żeby całość mogła jakoś funkcjonować. Niestety nie ma innej alternatywy, albowiem nikt nam nie da niczego za darmo. Nawet za fundusze unijne zapłaciliśmy w istocie olbrzymią cenę – otwarcia własnych rynków.

Jedynie utrzymując system społeczno-gospodarczy w równowadze możemy zachować zdolność do inwestowania i równoległego spłacania należności. Inflacja jest rozwiązaniem pozornym, albowiem wraz z długami pożera także ogólny dobrobyt, ćwiczyły to różne kraje i nie ma tutaj dobrego lekarstwa. Jedynie oszczędności, – jako procent składany w długim okresie czasu mogą dać jakąś gwarancję odwrócenia trendów, jednakże, co trzeba sobie powiedzieć wyraźnie – jedynie zmiany – w postaci np. nowych przełomowych technologii – zmieniających naszą rzeczywistość mogą spowodować przełamanie progu wzrostu i dźwignąć nas jeszcze na wyższy poziom, albowiem dotychczasowa ewolucja – w warunkach zadłużenia i konieczności jego spłacania to będzie tylko dreptanie w miejscu.

Jeżeli jednak dalibyśmy się zwieść i zaczęli wydawać pieniądze, których nie zarobiliśmy – to po jakimś czasie skończy się to podwójnym uderzeniem kryzysu, albowiem do spłacenia będą długi stare i nowe oraz odsetki od nich. Nie da się oszukać rzeczywistości – pożyczając z banków, które nie produkują niczego, co inni chcieliby kupić. Pułapka zadłużenia to wielki problem współczesnego zachodu, z którego nie ma innego wyjścia jak przez samoograniczenia!

One Comment

  1. Zadłużajmy się ile się da!
    Banki niech się martwią o zwrot pożyczek.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.