Paradygmat rozwoju

Przyznajmy to wreszcie, mamy odwieczny problem z racją stanu!

 Przyznajmy to wreszcie mamy odwieczny problem z racją stanu! Od momentu, kiedy jeszcze całkiem nieźle się mającą polską arystokrację wykorzystał, oszukał i porzucił Napoleon – mamy stale problem z racją stanu. Inaczej postrzega ją elita, dla której interes zwykłych obywateli nie był w tym kraju nigdy – poza krótkimi okresami historycznymi – tożsamy z ich własnym interesem. Inaczej postrzegają ją masy, zwłaszcza od momentu, kiedy stały się klasowo świadome, co na ziemiach polskich generalnie nastąpiło i upowszechniło się po 1905 roku. Niestety taka była skala zniewolenia klasowego i ekonomicznego, w której liczy się to, że elita – w zasadzie nigdy nie myślała o tym, jak intensyfikować czynniki przyczyniające się do bogactwa i pomyślności kraju, albowiem musiałaby się dzielić z różnie pojmowanym Narodem. Niestety nasza elita nigdy nie chciała ryzykować zbyt wiele wolności dla Narodu, a na pewno nie miała zamiaru dzielić się władzą. Niestety nie ma nadal takiego zamiaru i właśnie z tego powodu przekłamuje sposób rozumienia racji stanu.

Przede wszystkim dla tych ludzi charakterystyczny jest brak wizji, nie potrzebują porządkować rzeczywistości dla wszystkich, ponieważ wówczas byłyby takie same prawa dla nich i dla Narodu, a Naród ma służyć! To powoduje, że lepiej mieć przewagę w postaci prawdziwej podpory reżimu – systemu opresji karnej, podatkowej i informacyjnej. Dzięki komplikacji systemu, tym ludziom udaje się rządzić Narodem, do tego jeszcze w bezczelnym przekonaniu słuszności.

Nie jest potrzebna żadna wizja i żaden uporządkowany – zaprogramowany rozwój, który przecież może się nie udać! Ważne jest żeby jednak był, ponieważ to on jest dźwignią postępu a przede wszystkim ogranicza marnotrawstwo, czyli władzę elit w mętnej wodzie. Na to nie może być zgody, ponieważ kierunek został nadany na początku transformacji i on zadowala rządzącą burżuazję oraz jej zagranicznych mocodawców. Nie ma znaczenia zdanie Narodu, który w milczącym buncie wymiera, bo nie jest ludzi stać na posiadanie dzieci. Elita ma na to gotową odpowiedź – multikulturalizm, który tak „znakomicie sprawdził się” na Zachodzie i masowa imigracja do Polski nowych niewolników, bo przecież Polacy nie są w stanie tu żyć, to poradzą sobie inni – mniej wymagający, obawiający się w pierwszym, może drugim pokoleniu podnieść głowę, a potem coś się wymyśli.

Jeżeli ktoś ośmieli się wychylić w poważniejszych sprawach niż klasyczny spór o nic, czyli np. kilometrówki, to może zostać nazwany oszołomem, zdrajcą, wrogiem, w dowolny sposób – zakładający wykluczenie ze wspólnoty – o zgrozo – narodowej!

Legalizacji tego kłamstwa wcale nie służy tylko mandat wyborczy, to jest legitymizacja na wielu poziomach odpowiednio zbudowanego wielowarstwowego relatywizowania problemów lub sposobów ich rozwiązania, bez jakiejkolwiek próby zmierzenia się nawet z ich skalą. Wszystko, cały spór merytoryczny jest spłycany i spychany do dowolnej kwestii wizerunkowej napędzanej emocjami. Im więcej emocji, tym mniej merytoryki, a o wszystkim i tak zawsze decyduje wizerunek. Dlatego, bo media głównego nurtu mają przewagę i tak długo bombardują zainteresowanych emocjami, aż ich wizerunek nie zostanie odpowiednio przedstawiony do wymogów sytuacji.

Spór o państwo narodził się już w chwili jego odrodzenia, a po zamachu majowym nabrał nowego wymiaru, który zresetowała wojna i jej brutalne skutki. Polska ludowa była takim samym wydarzeniem w naszej historii jak państwo z nadania Napoleona, którego działanie potem skopiował Car. Dzisiaj mamy zdecydowanie więcej wolności, z której sami rezygnujemy, zrzekając się suwerenności – ekonomicznie na rzecz zagranicznych właścicieli oraz politycznie funkcjonalnie i ideologicznie na rzecz USA, a formalnie na rzecz Unii Europejskiej, czyli w rzeczywistości krajów nią rządzących.

Nie byłoby w tym niczego dramatycznego, albowiem po części wynika to z naszej słabości, po części z naszej chęci, a po części z globalizacji, – jeżeli to byłyby procesy dla nas opłacalne i sterowalne, w razie konieczności nawet odwracalne. Niestety, ponieważ elita nie ma zamiaru się niczym dzielić, a już na pewno nie władzą. Problem polega na tym, że integracja z Zachodem na zasadach naiwnego wiernopoddaństwa – już się nam nie opłaca. Pod pewnymi względami jest dla nas szkodliwa, a wręcz niszczycielska. Nie można o tym jednak swobodnie debatować – czy widzieliście państwo jakąkolwiek dyskusję w mainstreamie medialnym na temat zmian paradygmatu Unii Europejskiej, jakie nastąpiły od podpisania przez nas Traktatu? Nie ma dyskusji, żeby nie wywoływać problemu, w zamian za to jest cała seria ładowanych na szybko tematów zastępczych, żeby tylko nie naruszyć tabu.

Prawda jest jednak taka, że tak samo jak nie należeliśmy do Europy zgermanizowanej pomimo nawały niemieckiego osadnictwa i prawa przez wieki, nie należeliśmy do Europy Napoleona, nie chciano nas w Europie Hitlera, jakie otrzymaliśmy miejsce w Europie Merkel i Charlie Hebdo? Czy ono nas satysfakcjonuje? Zadowala? Gwarantuje rozwój, tylko proszę emigracji prawie trzech milionów ludzi nie nazywać procesami dyfuzji i dostosowywania się, bo chociaż to nazewnictwo poprawne, to ze względu na ich szkodliwą jednokierunkowość raczej trzeba mówić o procesach wymywania i eksploatacji. Uwaga jest to uprawnione, właśnie, dlatego ponieważ nie ma szerszej wizji pokazującej to, dokąd zmierzamy za horyzontem! Wizji nie ma, ponieważ nie ma potrzeby jej formułować, jeszcze by ktoś próbował potem elitę rozliczać! Przecież w ich uprzywilejowanej sytuacji byłoby to samoograniczenie – nic innego.

Uwaga, ponieważ tekst jest na kilku poziomach odniesienia, dla tych, którzy nie rozumieją lub nie chcą rozumieć – nie jest to sprzeciw przeciwko obecności w Unii Europejskiej, wręcz przeciwnie – BARDZO DOBRZE, ŻE W NIEJ JESTEŚMY I POGŁĘBIAJMY INTEGRACJĘ. Jednakże na poważnie dyskutujmy o przyjętych rozwiązaniach, ich kosztach, korzyściach i szansach. Wiadomo, że bilans procesów, które dopiero mają się zacząć jest bardzo trudno prognozować, jednakże nie można popełniać takich błędów jak depopulacja kraju, z która mamy obecnie do czynienia, ponieważ Polaków nie jest stać na życie tutaj. To po prostu bez sensu, to jest właśnie polityka wroga naszej racji stanu, o której warto dyskutować, ale nie na zasadach, jakie narzuca obecny establishment i jego kłamliwi pomagierzy.

Jeżeli natomiast do strategicznej układanki dochodzi coś takiego jak – prawdopodobieństwo obcej inwazji na nasz kraj, czy też wojny nowoczesnego typu, w której również ucierpmy – to trzeba się oderwać od prymitywnego sposobu postrzegania rzeczywistości, z którą mamy obecnie do czynienia. Nie ma monopolu na państwo, nie ma monopolu na rację. Jeżeli siewcy kłamstwa wykluczają dyskusję o innych rozwiązaniach niż popełnienie nazwijmy to „buforowego samobójstwa” w samotnym starciu na pierwszym froncie – to są dwa wyjścia, albo trzeba opuścić kraj, jeżeli jest lęk o życie, ponieważ od zbrodni na słowie do zbrodnia na ciele jest mały kroczek, albo – będąc w pełni świadomym sytuacji podjąć wyzwanie i świadczyć o prawdzie.

Sytuacja jest trudna, ponieważ przede wszystkim doszło do wielkiego ogłupienia społeczeństwa, którego percepcja została ograniczona do elementów i kompetencji niezbędnych do funkcjonowania w warunkach postępującego zniewolenia i narastającego zakłamania. Stopniowo dyskusja na poważne tematy przestaje w ogóle być możliwa. Jest to znak tego, że sytuacja dojrzewa do resetu, który jest najważniejszym narzędziem zniewolenia, jakiego od czasu do czasu używa establishment, żeby utrzymać się u władzy.

Wniosek jest dla nas trudny, przyznajmy to wreszcie sami na swój własny użytek, mamy odwieczny problem z racją stanu! Elita dokonuje totalnego zafałszowania i zakłamania systemu, żeby kontrolować Naród. Nie cofnie się przed niczym, gra toczy się o najwyższą stawkę. Perspektywa jest trudna, czy są gotowi rozpocząć walkę o godność, prawdę i prawo do wolności?

6 komentarzy

  1. Bardzo proroczy tekst, napisane tak jak jest – niestety

  2. Celna aczkolowiek dla każdego patrioty bolesna ocena polskiej rzeczywistości. Ale pojawia się pytanie – do kogo ten świetny tekst jest skierowany? Czy tylko do wiernych czytelników “Obserwatora politycznego”? – Raczej nie, bo ci w swej olbrzymiej większości podzielają analizę autora. Poza tym chyba nikt z nich nie należy do “elyt” postsolidarnościowych, rządzących krajem.
    A więc w zamiarze autora adresatem są właśnie te “elyty”sprawujące w Polsce władzę, bezpośrednio – bądź jak w przypadku mediów – pośrednio.
    Ale jeśli tak jest, to Autor w tem samym materiale przyznaje, iż od ludzi o tak słabym zakorzenieniu w Polskości, rozumianej jako solidarność ze wszystkimi, a szczególnie z nieuprzywilejowanymi,z gorzej lub wręcz źle sytuowanymi rodakami, próżno oczekiwać przemiany.
    To element kompradorski, bez poczucia prawdziwej więzi narodowej i wyprany z etyki.
    Slusznie zauważa Autor, iż dla tych kompradorów ważny jest tylko ich własny interes, a ten wymaga utrzymania się u władzy – naturalnie kosztem milionów współczesych “poddanych”, do których niestety należy również piszący te słowa.
    Zmienić powyższy stan rzeczy mogłoby tylko ogólnonarodowe powstanie, albo powolna ewolucja w kierunku stopniowego upodmiotowienia spoleczeństwa. Ta ostatnia droga wydaje się być właściwsza, bo unikająca przelewu krwi oraz dająca większe szanse na sukces. Jako, że dziś w Polsce nic już nie może się zmienić bez przyzwolenia różnych sił zewnętrznych, mających swój interes w utrzymaniu Polski w stanie słabości.
    Ale owa ewolucja może się zacząć dopiero z chwilą, kiedy w ojczyżnie powstaną i się wykrystalizują jeden lub dwa ośrodki myśli politycznej określające jednoznacznie co jest polską racją stanu i formułujące wynikający z niej program/y rozwoju wewnętrznego oraz kierunki polityki zagranicznej, korzystnej dla państwa polskiego. Tak, jak to się stało pod koniec 19 wieku, kiedy umysłami i duszami polskimi rządziły ugrupowania konserwatystów, socjalistów a przede wszystkim Narodowa Demokracja Romana Dmowskiego. Wierzę, że w dzisiejszych czasach znajdą się Polacy, którzy mutatis mutandis ponowią ten proces, w rezultacie czego uda się odbudować Polskę – prawdziwą matkę wszystkich Polaków.
    Powyższy artykuł Krakauera stanowi z pewnością jako jeden z wielu Jego wspaniałych kommentarzy i analiz zaczyn z którego narodzi się ta nowa Polska. A jego adresatem jest każdy czytelnik, w kórego piersi bije polskie serce, każdy kto kocha Polskę i szanuje każdego rodaka jako swego bliźniego! Miejmy nadzieję, że znajdą się wśród nich przynajmniej niektórzy członkowie obecnych “elyt”, co z pewnościę ułatwiło by przebieg postulowanego tu procesu. Oby!!!

  3. Nazwijmy sprawę po imieniu-nie w interesie Polski jest zaangażowanie w konflikt na Ukrainie, co dał nam Irak i Afganistan -GxxxxO.

  4. inicjator_wzrostu

    To jest potrzebny tekst, bo pokazuje BEZNADZIEJĘ trwania w obecnym układzie. W Grecji już się zmieniło, w Hiszpanii – wkrótce. Obserwatora czytają różni ludzie, w tym niektórzy politycy i to stale.
    Z tego co wiem, to czyta to ważny polityk lewicy, Pan Europoseł Tadeusz Iwiński i wielu innych.
    Jeśli tacy ludzie, których głos się jeszcze liczy zrozumie PRZESŁANIE Obserwatora – to ma szanse przejść OCZYSZCZENIE Polski z obecnych pseudoelit i służyć swoją wiedzą i doświadczeniem obecnemu, zwiedzonemu pokoleniu “1600 zł brutto”.
    Bo to co wyczyniają kolejne ekipy rządzące polską – to działanie antypolskie, zmierzające do ANIHILACJI Polski, poprzez jej wyludnienie i takie osłabienie, żeby tu na SAFARI mogli bogaci zachodni Europejczycy przyjeżdżać.
    Reaktywuje się BIAŁE DWORKI, żeby poczęstunkiem ich potraktowali JAŚNIE PAŃSTWO (nawet świeżego chowu).
    I o to w tym wszystkim chodzi, ale się nie uda.
    Czas obecnych elit minął.
    Po Grecji Hiszpania, potem kolej na Polską młodzież.

  5. ad genezy:
    Naród to taki twór społeczny, gdzie chłop czuje się np Francuzem a nie częścią dóbr jakiegoś dziedzica. Naród to wszystkie warstwy społeczne albo go nie ma – jest feudalizm.
    W Polszcze naród szlachecki miał tu inne zdanie a chłop był inwentarzem, nieomal zwierzęciem hodowlanym. Trzymali panowie bydło ludzkie – bywało, że w znośnych warunkach – wielce się przy tym polityką afektując. Bo to i interes i ambit i emocjonująca rozrywka. W polityce wielkich słów potrzeba, no to się je wygłaszało po sejmach i sejmikach – im goręcej i wznioślej, tym lepsze samopoczucie.
    I tak to sobie nawzajem panowie szlachta powmawiali, że o honory im chodzi, wiarę i ojczyznę, aż powstał wzorzec polskiego patriotyzmu. I słusznie jest wzorcem, bo do dziś określa mentalność sarmackich patriotów: wrzeszczeć o najwyższych wartościach i gnić w bałaganie!
    Ale polska zacofana wieś miała patriotyczne wartości głęboko w dupie. I słusznie; co konia obchodzą fantazje woźnicy – grunt to nie dać się zajeździć. I tak w swej masie reagowało chłopstwo na płomienne porywy naszych szlacheckich wojenek. Zajeżdżą, czy nie zajeżdżą? Przyjdzie pan lepszy, czy gorszy?
    Ja nie ubliżam Polskiemu Chłopstwu – ja ubliżam temu porządkowi społecznemu, który czynił ich sytuację analogiczną z żywym inwentarzem. Agrarna Polska ostała się feudalną szlachecką anarchią otoczoną państwami o centralistycznym, wydajniejszym sposobie zarządzania. Im bardziej przegrywał ten niewolniczy model gospodarki z innowacyjnym zachodnim kapitalizmem, tym bardziej wzmagał się wewnętrzny wyzysk, by z chłopa wycisnąć jeszcze więcej i jakoś wyjść na swoje. Ów zacofany model argarny państwa upośledzał też rozwój mieszczaństwa i wytwórczości rzemieślniczej. W świat szło zboża a ze świata świecidełka. To się nie mogło udać i upadek feudalnego państwa był procesem naturalnym i korzystnym dla szlacheckich poddanych. Pańszczyznę w Polsce zniósł obcy car a poziom agrokultury podniesli nam germańscy okupanci. Straciła za to szlachecka samowola.
    Bolesny to był upadek dla szlacheczczyzny, która bez swych pańszczyźnianych i sejmikowania okazała się licha i mikra. A frustrat zawsze się ratuje poczuciem własnej godności. Czym zaś godność szlachecka, jak nie wielkością czynów przodków i wspaniałością haseł, które ojce wykrzykiwali po sejmikach? Bóg, Honor, Ojczyzna. A tu sejmików już nie ma – zostają fantasmagoryje pokątnych szeptanin i podatki na rzecz obcego aparatu. I tak się frustracka duma wzmagała na podatnej glebie romantyzmu i puchła od dawnej chwały.
    A że romantyzm przyniósł też umiłowanie dzikiej, bujnej przyrody, to i dostrzegli lud dziki i bujny w byłych niewolnikach i zaczęli nim się fascynować. I bardzo dobrze, bo dało nam to Chopina i Mickiewicza (tylko kultura dzikiego ludu jest życiodajna dla swej dworskiej odmiany).
    Równolegle z tą zbawczą kradzieżą szedł proces pozyskiwania utraconego feudalnego ludu dla patriotycznych, szlacheckich idei. Bez wsparcia chłopstwa nie da się pokonać militarnie wroga a walki wymagała Trójca: Bóg Honor i Ojczyzna.
    Z owej triady to z ludem mieli tylko wspólnego Boga, zatem na niego postawili. Było tym łatwiej, że Prusacy i Rosjanie byli innej wiary i na inne chodzili nabożeństwa. Polak to już nie tylko szlachcic – Polak to katolik a Matka Boska to polska hetmanka! I tak proboszcz i wikary stali się agitatorami narodu jako religii, aż powstała patriotyczno-katolicka ewangelia, ów ckliwy i chwytliwy katechizm, aintelektualny wzorzec – siadła zastawiona na prostego chłopa, w którą wpadł sam pan (powstanie styczniowe).

  6. Fantastyczny tekst! Naprawdę fantastyczny!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.