Przywrócenie przemysłu w Europie

A jednak okazało się, że nawet tak oderwany od realiów życia codziennego twór administracyjno-urzędniczy jak Komisja Europejska, w swojej nieskończonej wszechwiedzy dostrzegła fakt znaczenia przemysłu – tj. przemysłowej działalności wytwórczej w ogóle! Komisja Europejska zdecydowała się zaproponować zestaw priorytetowych działań, które w swoim zamyśle mają doprowadzić do pobudzenia życia przemysłowego w Europie – zwłaszcza w kontekście inwestycji w nowe technologie.

Celem generalnym, będącym zarazem miernikiem skuteczności prowadzonej polityki jest osiągnięcie poziomu 20% udziału przemysłu w PKB całej Unii Europejskiej do roku 2020. Zważywszy, że dzisiaj ten poziom wynosi 15,6% nie jest to cel z pozoru szczególnie ambitny, jednakże w wymiarze inwestowania w nowe technologie i pobudzania nowych form działalności przemysłowej – zdecydowanie tak. Jak podaje Komisja udział przemysłu w unijnym eksporcie to około 80%, jak również ten sam poziom wynoszą inwestycje sektora prywatnego w badania i rozwój.

Wycofywanie się przemysłu z Unii Europejskiej ma swoje powody, nie jest to zbiór przypadków, ale efekt konsekwentnie prowadzonej przez lata polityki, a raczej polityk – nieprzychylnych działalności przemysłowej, jako takiej, ze względów idealistyczno-populistycznych, w tym niestety środowiskowych. Swoje także zrobiła konkurencja szybko uprzemysławiających się krajów o niskich kosztach produkcji, gdzie giganci przemysłowi nie muszą finansować hojnych programów socjalnych pracowników, szczególnie przejmować się środowiskiem naturalnym, a takie banały jak wypadki przy pracy czy też osłona celna lokalnego rynku to oczywistości w ogóle niemające znaczenia dla organizacji działalności podstawowej. Oczywiście coś za coś, wypędzając przemysł – straciliśmy miejsca pracy, ale obniżyliśmy o ileś procent emisję szkodliwych substancji. Co więcej w czasie prosperity uwolnione zasoby siły roboczej mogły – na fali ogólnego postępu przekwalifikować się i przejść do innych – wysokodochodowych dziedzin gospodarki. Faktycznie ideały Gospodarki Opartej na Wiedzy się sprawdziły, ale niestety jedynie w ograniczonym zakresie, albowiem niestety nie wszyscy możemy być bioinżynieriami, profesorami fizyki kwantowej lub wysoko wyspecjalizowanymi projektantami linii przemysłowych, – które produkują dobra w zasadzie bezobsługowo. Nie da się na takim paradygmacie zbudować zdrowego społeczeństwa, tak jak się nie da zmusić ludzi do oszczędności i nauki. Część społeczeństwa zawsze będzie gorsza – z własnej winy, winy środowiska, w jakim funkcjonują i powodów systemowych, poza tym zmiany w tym zakresie mogą dotyczyć głównie osób młodych, cała reszta społeczeństw – jest skazana, co najwyżej na kontynuację przyzwyczajeń w celu przetrwania. Dlatego nie ma, co się dziwić, że jeżeli ktoś przez całe życie jeździł suwnicą po hali produkującej jakieś duże ustrojstwa – nagle pozbawiony pracy przez przeniesienie zakładu na wschód – traci grunt pod nogami. Nie można się dziwić ludziom apatii, dlatego bardzo dobrze, że wreszcie się, co do tego zorientowano, pomijając już kwestie strategiczne związane z faktycznym uzależnieniem się od państw Dalekiego Wschodu w zakresie produkcji większości dóbr. Konsekwencje outsourcingu są o wiele bardziej daleko idące niż mogło się to komukolwiek do tej pory wydawać. Najlepszym przykładem jest chiński lotniskowiec – wyremontowany dawny okręt floty ZSRR obecnie jest już gotowy do pełnowartościowej służby. Nie ma znaczenia, że Amerykanie finansują budowę swoich lotniskowców podatkami tak wysoce technologicznych firm jak Apple czy IBM, liczy się to, że państwo chińskie było zdolne sfinansować swój lotniskowiec – zabawkami wysyłanymi za Pacyfik lub innym badziewiem, często elektronicznym, produkowanym m.in. na zlecenie przywołanych powyżej firm. Globalizacja spowodowała zmianę potencjałów, której konsekwencje dopiero odczujemy.

Za główną przyczynę fiaska inwestycji przemysłowych w Europie Komisja Europejska uznała brak zaufania rozumiany, jako niepewność inwestycji, problemy z finansowaniem, brak popytu i niedostatki w zakresie kwalifikacji – jak można się domyślać pracowników. Troszkę to dziwaczne tłumaczenie, no, ale przecież eurokraci nie mogą sami przyznać się do winy – przecież to Unia Europejska zupełnie nie zauważała problemów przemysłu przez tyle lat, godząc się na uznawanie produkcji przemysłowej, jako coś gorszego – brudnego. Pomińmy przy tym w ogóle kwestie związane z unijnymi pomysłami na ograniczanie emisji i ich konsekwencjami dla produkcji energii elektrycznej w Europie, która jak wiemy jest niezbędna dla każdej działalności przemysłowej.

W celu realizacji koncepcji wymyślono filary wzmocnionej polityki przemysłowej, którymi mają być: inwestycje w innowacje, lepsze warunki rynkowe, dostęp do finansowania i kapitału oraz kapitał ludzki i kwalifikacje. Nie ma potrzeby rozwijać tych unijnych banałów, zresztą skandalicznie przetłumaczonych – całość jest dostępna na przywołanej na początku artykułu stronie internetowej Komisji. Dramat polega na tym, że jak zwykle nie ma żadnych realnych konkretów, a z powodów politycznych nie sięga się po najwłaściwsze i najbardziej naturalne mechanizmy stymulacyjne. Natomiast zamiast opowiadać dyrdymały o potrzebie wzrostu i wsparcia należy najzwyczajniej na świecie nałożyć ogólną taryfę celną na wszystko, co wjeżdża do Unii Europejskiej w wysokości np. 100% Nie chodzi tutaj o ograniczanie swobody handlu, zaczynanie wojny handlowej itd., ale o czas. Czynnik czasu jest w tym wszystkim, bowiem decydujący. Jeżeli bowiem Polscy czy Belgijscy mali i średni przedsiębiorcy – nie mają absolutnie praktycznie żadnych szans wejść na rynek przetargów publicznych np. w budowlance lub dostawach dla energetyki np. w Chinach, nie będąc, co najmniej kooperantami tamtejszych przedsiębiorstw – to w drugą stronę nie ma żadnych problemów. Obce firmy korzystając z posiadanej górki kapitałowej bez problemu mogą wejść do Europy – kupując tutaj firmy lub otwierając przedstawicielstwa, na których usługi za pieniądze kupią sobie cały PR, lobbing i przychylność ekologów. Dlaczego? Ponieważ w naszych realiach traktujemy wszystkich w sposób zbliżony (pomimo licznych zmów), natomiast tam, wejście na rynek z czymkolwiek jest obłożone tak olbrzymim zestawem dodatkowych czynników, że nasze MSP w zasadzie nie mają szans, nawet duże firmy ledwo dają sobie radę, a jak dają ją sobie za bardzo, to bardzo szybko są proszone o np. zmianę kadry zarządzającej lub odsprzedanie części udziałów, potem reszty. Jeżeli ktoś się nie godzi, myśli o „drodze prawnej” to dopiero zaczynają się schody. Dlatego nie ma, co się bawić w równość i równe prawa – albowiem to nie działa – śmiało, natychmiast należy obłożyć cłami wszystko, co wjeżdża do Unii Europejskiej! Oczywiście we wszystkim są potrzebne jakieś wyjątki, ale generalnie wolny handel nam nie służy. Dla próby uniknięcia wojny celnej należałoby te cła nazwać inaczej np. „opłatą kompensacyjną”, która miałaby na celu kompensować koszty środowiskowe i społeczne, których produkujące w tanich krajach przedsiębiorstwa nie muszą ponosić. Przy odpowiednio skonstruowanej propagandzie i np. pozyskaniu do tego przedsięwzięcia wsparcia USA – kraje „tanie” nie miałyby wyboru, a marketing zrobiłby swoje, budząc w tych krajach wyższe roszczenia socjalne, albowiem nikomu nie chciałoby się za darmo pracować na komfort i emerytury europejczyków.

Trzeba szukać różnych sposobów na zwiększenie działalności przemysłowej w Europie, jeżeli przy tym chcemy chronić środowisko – należy umożliwić przemysłowi odpowiednie odpisy podatkowe, kompensujące koszty droższego produkowania/pozyskiwania energii. Alternatywnie Unia Europejska powinna zająć się finansowaniem taniej energii i umożliwieniem jej dystrybucji. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby budować ultranowoczesne europejskie elektrownie atomowe za wspólnotowe pieniądze – lepszego sposobu na pobudzanie produkcji przemysłowej już chyba nie dałoby się wymyśleć.

Reasumując – polityka wspierania przemysłu jest niezbędna, ale samo liczenie na globalizacje i wysokie technologie nie da efektów, jakie są oczekiwane. Potrzebujemy pracy – natychmiast – dla milionów Europejczyków! Unia Europejska powinna chronić swój obszar celny odpowiednimi barierami, co więcej powinna interweniować tam – gdzie możliwe efekty interwencji stworzą nie tylko nowe miejsca pracy i zamówienia dla przemysłu – natychmiast, ale w efekcie wytworzą nową, jakość umożliwiającą np. pozyskiwanie taniej i czystej energii w dużej ilości – tak jak potrzebuje tego przemysł.

Polska w tym wszystkim w ogóle nie istnieje, rząd zupełnie nie nadąża za propozycjami Komisji Europejskiej – wystarczy wejść na stronę internetową ministerstwa gospodarki, żeby się przekonać jak mizerną politykę prowadzi.

One thought on “Przywrócenie przemysłu w Europie

  • 14 października 2012 o 10:56
    Permalink

    Bardzo trafny i na czasie artykuł.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.